Wladimir Sawczenko - Retronauci

Здесь есть возможность читать онлайн « Wladimir Sawczenko - Retronauci» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Kraków, Год выпуска: 1989, Издательство: Wydawnictwo Literackie, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Retronauci: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Retronauci»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Zebrane opowiadania prezentują rozmaite odmiany literatury sf od „powieści kryminalnej w czterech trupach” do interesującej parafrazy motywu wehikulu czasu. Pisarz rezygnuje niekiedy z zasady prawdopodobieństwa naukowego na rzecz fantazji paradoksalnych hipotez i eksperymentów intelektualnych. Jego utwory dobrze osądzone są w codzienności radzieckiej, wiele tu trafnych obserwacji obyczajowych i humoru.

Retronauci — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Retronauci», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Po chwili milczenia Bahryj kontynuował:

— Ustrzec cię przed tą skrajnością powinno zrozumienie, że tak, że warto, trzeba działać i wtrącać się, to jest twoje życiowe przeznaczenie. We wszechświecie zachodzą dwa przeciwstawne procesy: wzrostu entropii — i jej zmniejszania; rozmiękłej amorficzności, zamierania — oraz osiągania przez świat coraz większej wyrazistości i blasku. Tak więc ludzie znajdują się w drugiej grupie, antyentropijnej. I my, retronauci, mamy udział w procesie wspaniałego samookreślenia świata. W tym działaniu kosmicznym jesteśmy wspólnikami tego wszystkiego oraz tych wszystkich, którzy tworzą, a przeciwko temu wszystkiemu i tym wszystkim, którzy niszczą!.. Podwiń rękaw.

I Bahryj otworzywszy pudełko ze strzykawką wprowadza mi do żyły pięć mililitrów substancji bezboleśnie rozpływającej się we krwi. To „iniekcja zobojętnienia” — i początkowe jej działanie polega na tym, że przestaję odróżniać barwy. Świat w mojej percepcji nie blednie, nie matowieje przy tym — jawi się przede mną w takim przepychu świetlnych przejść i kontrastów, jakich nasza nadmiernie posłusznie akomodująca się źrenica zazwyczaj nie odbiera. W istocie ten efekt to zmysłowe zrozumienie przez mój system nerwowy tego, że fale świetlne mają różne długości, lecz nie różne „kolory”. Tak rozpoczyna się dla mnie negacja świata zewnętrznego, negacja jego wartości — które w rzeczy samej nie istnieją, ale pojawiają się z powodu słabości naszej protoplazmy niezdolnej objąć ogromu ilościowych gradacji i zakresów zjawisk w materii.

— Szefie — mówię (również z pogłosem) — tak pan wszystko wie, rozumie… i nadal pan przeczy, że jest pan z przyszłości?

— Ty znowu swoje?! — grzmi. Zatrzymuje się, patrzy na mnie. — Nie, poczekaj… wydaje się, że mówisz poważnie?

— Tak!

— Cóż, musimy porozmawiać na serio… Ty tam, ja tu — jesteśmy jedną całością, między nami nie powinno być żadnych niedomówień. Więc dobrze! — wyjmuje z wewnętrznej kieszeni marynarki kopertę z ciemnego papieru, a z niej dwie fotografie, podaje mi. — Gdyby żyła, nie pokazałbym, ale teraz mogę. Poznajesz? — Patrzę na pierwsze zdjęcie. Jakżebym z moją pamięcią nie rozpoznał, to ta, która spłonęła w kabinie tlenowej. Zdjęcie w aktach, które przeglądałem dziś rano, jest gorsze niż to, lecz i wtedy pomyślałem: ech, co za kobieta zginęła! Na drugiej fotografii też w całej okazałości — na brzegu rzeki, na tle jej lśnienia i ciemnych drzew, przygiętej przez wiatr wikliny — naga, ze szczęśliwą twarzą i wzniesionymi ku słońcu rękoma; wiatr rozwiewa jej włosy. I jak piękne, oślepiająco piękne jest jej ciało! Niezręcznie mi oglądać ją, odwracam zdjęcie na drugą stronę; czytam dedykację: „Chciałabym pozostać dla ciebie taka na zawsze”.

— Tak — mówi Bahryj zabierając fotografię — taka pozostała dla mnie… na zdjęciu. A ja nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby jej popsuła się figura, gdyby roztyła się rodząc mi dzieci i karmiąc je… Wcale nie miałbym! Komu była potrzebna jej śmierć — śmierć z tego powodu, że nie zamontowano bezstykowego przełącznika?… To właśnie — patrzy na mnie — a nie wiadomości z przyszłości, która jeszcze nie istnieje, pobudziło mnie, wzbudziło gniew przeciwko wszechmocy czasu, bogu Chronosowi pożerającemu własne dzieci, przeciwko niedorzecznej podłości przypadku, nikczemności błędu, tępoty, niewiedzy… każdemu przywierającemu do nóg łajnu. Ból i gniew skłaniały mnie do poszukiwań, pomogły sprecyzować teorię, dokonać pierwszych eksperymentów, znaleźć was i nauczyć. Cel wymaga gniewu, zapamiętaj! Niech i ciebie w trakcie retromisji prowadzi gniew przeciwko temu, co się tu zdarzyło, pomoże ci to ominąć tamte niebezpieczeństwa. Ludzie są rozumnymi istotami i nie powinni ginąć niedorzecznie, przypadkowo, a tym bardziej z powodu wytworów własnej myśli i rąk. Bo inaczej nasza cywilizacja stanie się niedorzeczna i nic niewarta.

Chwilę milczał chowając fotografie do koperty i do kieszeni.

— Teraz nietrudno ci zrozumieć i to, dlaczego ja nie biorę udziału w poważnych retromisjach i w tę posyłam ciebie… chociaż, wydawałoby się, że kto ma to zrobić, jak nie kierownik! Właśnie dlatego, że nie jestem z przyszłości, mój drogi, tak dalece nie jestem z przyszłości, że aż jestem słabszy od ciebie. Oto — dotknął miejsca, gdzie schował fotografie — „zaczepienie” — dominanta, której siła zniewalająca przewyższa we mnie wszystko pozostałe. Dotąd nie mogę się pogodzić, że nie ma mojej Żeni. I w trakcie retromisji, podczas tego szczególnego stanu, przed którego niebezpieczeństwami cię przestrzegałem, ja nie powstrzymam się, podążę przez wszystkie lata tam, gdzie ona żyła… przecież z tego powodu wszystko zacząłem! A wtedy, nie daj Boże, nie dopuszczę do tego eksperymentu w kabinie tlenowej — lub chociażby postaram się, żeby zmienili przełącznik. I sam rozumiesz, jakie poważne, nie do przewidzenia zmiany rzeczywistości mogą nastąpić. No, powiedziałem ci wszystko, przyszłości zaś nie ma jeszcze, nie zawracaj sobie głowy. Przyszłość należy stwarzać — wszyscy ludzie, i my, i ty teraz.

Wstyd mi wobec Artura Wiktorowicza i nieco żal tego nimbu, który otaczał go w mojej wyobraźni. Lecz od razu zrozumiałem, że nimb dzisiejszego człowieka, który nawet osobistą tragedię potrafił przekształcić w siłę twórczą, osiągnął coś nowego i dzięki temu walczy z ludzkimi nieszczęściami zaciekle i sprawnie — wcale nie jest gorszy. I mimo wszystko jest on nieco niedzisiejszy, ten nasz Bahryj—Bagriejew—Zadunajski—Diabolin: gdzie się znajdzie obecnie kierownika, który mówiłby podwładnemu, że ten jest silniejszy od niego i lepiej sobie poradzi z zadaniem?

— Już czas! — szef spogląda na zegarek. — Punkt finiszu wytypowałeś?

— Tak. Tutaj o 15.00.

— Chcesz się przekonać? Nie sprzeciwiam się. Potrzebujesz czegoś o tej porze?

— Ryndyczewicza. Z piwem i rybką.

— Zamówienie przekażę, przyślę… jeśli on upora się. Powinien… — Teraz Bahryj bez humoru przyjmuje moje zamówienie. — To wszystko. Wchodź do kabiny.

W mojej kabinie nie ma niczego szczególnego. Nie trzeba podłączać do siebie żadnych czujników, patrzeć na przyrządy — jedynie na ściany — ekrany oraz sufit: po nim już płyną takie jak na zewnątrz obłoki, tyle że w odwrotną stronę. To nie przyrządy mają podążać pod prąd rzeki mojej pamięci — lecz ja sam.

Pulpit mam na poziomie piersi (ani fotela, ani krzesła nie ma w kabinie, stoję — to styl Bahryja!) — rząd klawiszy, dwa rzędy dźwigni: do regulacji strumienia wstecznej informacji, która zaraz spadnie na mnie — tempo, jasność, głośność.

I oto spada. Przebiegły po ścianach sfilmowane przeze mnie kadry: zbliżają się piętami i plecami do przodu, po zboczu wchodzą poszukiwacze z oprzyrządowaniem. Oszołomiony wyraz twarzy Bekasowa zamienia się na spokojny; on też cofa się zabawnymi zwrotami na prawo, na lewo, oddala się — i więcej się nie znamy. Dalej są już nie moje kadry: głęboki niczym gitara basowa ryk silników wznoszącego się samolotu, niebo — ekran nad głową staje się raptownie czyste z powodu odwrotnego biegu obłoków — słychać mowę wspak, młody męski głos:

— Wórtem ecąisyt awd ymam urtemitla gułdew. Atimokanz ćśonzcodiw. Eisruk an ymśetsej. (Jesteśmy na kursie. Widoczność znakomita. Według altimetru mamy dwa tysiące metrów).

Ostatnie doniesienie radiotelegrafisty — a pierwsze dla mnie. Samolot BK–22 wykonujący lot 312 wznosi się. Wielu pasażerów już odpięło pasy (nigdy nie zapinam ich podczas startu, jedynie podczas lądowania), kończą ssać landrynki, zaczynają się sobie nawzajem przedstawiać, zaznajamiać…

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Retronauci»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Retronauci» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Retronauci»

Обсуждение, отзывы о книге «Retronauci» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x