Wladimir Sawczenko - Retronauci

Здесь есть возможность читать онлайн « Wladimir Sawczenko - Retronauci» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Kraków, Год выпуска: 1989, Издательство: Wydawnictwo Literackie, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Retronauci: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Retronauci»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Zebrane opowiadania prezentują rozmaite odmiany literatury sf od „powieści kryminalnej w czterech trupach” do interesującej parafrazy motywu wehikulu czasu. Pisarz rezygnuje niekiedy z zasady prawdopodobieństwa naukowego na rzecz fantazji paradoksalnych hipotez i eksperymentów intelektualnych. Jego utwory dobrze osądzone są w codzienności radzieckiej, wiele tu trafnych obserwacji obyczajowych i humoru.

Retronauci — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Retronauci», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Podczas lotów szczególnie jest widoczne owo wypruwanie z siebie żył, praca ostatkiem sil. Na przykład Armstrong i Aldrin do wystartowania z Księżyca i połączenia się z modułem orbitalnym mieli paliwa na 10 sekund pracy silnika „modułu księżycowego”. Dziesięć sekund!.. Obserwuję więc wskazówkę sekundową na moim zegarku, kiedy przebiega jedną szóstą tarczy. Gdyby w ciągu tego czasu nie uzyskali niezbędnej prędkości — spadliby z powrotem na Księżyc; gdyby nieco przedobrzyli — uniosłoby ich diabli wiedzą dokąd. Tak śmierć i tak śmierć.

Albo podczas tego połączenia „Hangaru–1”, przy którego poprawianiu odznaczył się Sławek: spróbuj optymalnie zużytkować tonę sprężonego powietrza — manewrując w dodatku z Ziemi. Więcej nie wolno. „Zapas kieszeni nie obciąża”. Akurat, jeszcze jak obciąża, zapas to masa.

To samo jest z samolotami. Aksjomat wytrzymałości materiałów, który powstał wcześniej niż teoria: gdzie cienko, tam się rwie. A jeśli wykonałoby się coś masywnego, z zapasem wytrzymałości — samolot nie uniósłby się. I okazuje się, że dla konstrukcji samolotów współczynniki rezerwy wytrzymałości („współczynniki niewiedzy” — jak nazywał je nasz profesor w instytucie) zawsze są mniejsze niż dla pojazdów naziemnych. Staramy się, żeby niewiedza też była mniejsza dzięki ścisłym obliczeniom, jakości materiałów, dokładnej technologii… Lecz mimo to okazuje się niekiedy, że gdzieś coś było za cienkie… I rwie się. Tysiące części, dziesiątki tysięcy operacji, setki materiałów — jak to sprawdzić!

Niemniej trzeba sprawdzać, w przeciwnym razie z powodu każdej niedokładności praca wszystkich traci po prostu sens.

…Tam w dole podniesiono kabinę — spłaszczoną, przekrzywioną. Jeden z tej grupy przychodził tu po przenośny aparat spawalniczy, którym teraz tną. Odginają listwy, ktoś wchodzi do środka. Wyobraziłem sobie, co on może tam zobaczyć — przeszył mnie dreszcz między łopatkami. Nie, stop, mnie tak myśleć nie wolno! Natychmiast muszę odwrócić od tego uwagę!

Wstaję, idę do namiotów. Dobrze byłoby jeszcze coś zarejestrować na magnetowidzie. Kto szuka, ten znajdzie… Główny konstruktor Bekasow we własnej osobie męcząc się z powodu bezczynności i oczekiwania przechadza się po miedzy wśród słoneczników i młodej kukurydzy, gimnastykuje się: zwroty tułowia na prawo i na lewo, dłonie przed siebie, łokcie w bok. Raz—dwa, na prawo, raz — dwa, na lewo. Jak tu nie sfilmować. Celuję obiektywem, filmuję. Odchodzi. Zawraca. Zatrzymuje się i robi awanturę:

— Ej, ty, słuchaj! Kto ci pozwolił?

Filmuję i tę pozę, zaskoczoną twarz, opuszczam kamerę.

— Przepraszam, ale… jest mi to potrzebne.

— A zapytać o pozwolenie nie łaska?! Kim pan jest? Czy aby nie dziennikarz?

— Nie… — jestem zmieszany, nie wiem, w jakiej mierze mogę wyjaśnić Bekasowowi, kim jestem i po co to robię.

— Css, cicho — Bahryj, chwała mu, zawsze znajduje się na miejscu w odpowiedniej chwili. — To, Iwanie Władimirowiczu, nasz Sasza, Aleksander Romanowicz. Uda się w przeszłość, żeby poprawić to, co się stało. On może robić wszystko, a podnosić na niego głosu nie wolno nikomu.

— Więc to tak!.. — Teraz Bekasow jest zmieszany, czuje się niezręcznie, że napadł na mnie tak gwałtownie; patrzy z szacunkiem. — Tysiąckrotnie przepraszam, przecież nie wiedziałem. Czy mam jeszcze raz przejść się? Mogę zrobić gwiazdę, stójkę na rękach — chce pan? Dla takiej sprawy — proszę bardzo, filmujcie.

— Nie, dziękuję, nic więcej nie trzeba.

Oczywiście, byłoby interesujące popatrzeć, jak znakomity konstruktor samolotów robi gwiazdę i świecę, ale na nic mi to: ruchy te są symetryczne w czasie; tyle tylko, że podczas odtwarzania wstecz gwiazda będzie nie z prawej na lewą, ale z lewej na prawą. Natomiast jego spacer ze zwrotami oraz oszołomiona twarz — to się przyda.

— Sa—asza! — Bahryj gestem kieruje mnie z powrotem nad urwisko.

Idę. Dlaczego właściwie nastawia mnie na roczny przerzut? A co, jeśli zaraz wyjaśni się, że to dywersja, ktoś podłożył materiał wybuchowy… Wtedy wszystko się zmienia, przerzut — dobowy albo nawet kilkugodzinny?… Nie. Drugi samolot spadł tak samo, oto w czym szkopuł. Miał taką samą konstrukcję i był z tych samych zakładów. Słabego miejsca należy szukać w produkcji albo wręcz w projekcie.

Ponownie kładę się nad urwiskiem w tym miejscu, gdzie zmiąłem trawę. A więc, przyszłość dla mnie — w przeszłości. Rok temu… były to ostatnie tygodnie mojej pracy w tamtym instytucie. Zdawałem sobie sprawę, że nie odnalazłem się w mikroelektronice, męczyłem się. Nawet wcześniej wziąłem urlop. A od razu po urlopie zgarnął mnie Bahryj—Bagriejew, zaczął uczyć, szlifować i wychowywać, tak iż te odcinki mojego życia są wypełnione treścią, której zmieniać się nie opłaca… Urlop? O, jest punkt zaczepienia: sześć dni nad Pronią — jest taka rzeka na Białorusi. Sześć dni, które chciałbym przeżyć jeszcze raz. Tylko że w pełni teraz mi się nie uda… Pierwsze dni — to punkt końcowy retromisji, ostatnie — rezerwa. Nawet nie ostatnie, ale wszystkie trzy dni od momentu spotkania Klaudii będą jako rezerwa. Więc tak: tam wszystko między nami zaczęło się i skończyło, żadnych następstw w moim życiu to nie miało — treść tych dni można zmienić.

Szkoda tych trzech dni, oczywiście. A nocy tym bardziej. Zresztą w mojej pamięci tamten wariant zachowa się. To zaś, że z jej pamięci zniknie, to nawet lepiej. I dla mnie również: przestanie mnie gnębić poczucie winy. Mimo wszystko, jak to się mówi, skrzywdziłem dziewczynę. Skrzywdziłem, jak mnóstwo mężczyzn krzywdzi wiele kobiet dziewcząt, nic nowego — a mimo wszystko jakoś wstyd.

V. Cel wymaga gniewu

Wygląda na to, że ci czterej tam na dole coś znaleźli: zebrali się, oglądają to, żywo gestykulując. Dwóch ze znalezionymi przedmiotami szybko skierowało się do góry, dwóch pozostało tam, składają przyrządy.

Również wstaję, idę do namiotu: następuje to, co powinienem wiedzieć dokładnie. Dwóch poszukiwaczy wyłania się spoza pagórka: pierwszy — tyczkowaty, niemłody, o ciemnopomarańczowej twarzy, kierownik grupy poszukiwawczej; za nim drugi — niższy i młodszy. Obaj niosą jakieś szare szczątki, starannie zawinięte w papier.

Bekasow przechadzający się ciągle w tym samym miejscu, zobaczywszy ich gwałtownie zmienia kierunek i niemal biegnie ku nim:

— No i co?

— Iwanie Władimirowiczu, proszę popatrzeć — mówi zasapany starszy poszukiwacz, rozwija papier. — To wyciągnęliśmy z kabiny, to wykopaliśmy pod prawym skrzydłem. A to — wskazuje na odłamek, który trzyma jego pomocnik — leżało około trzystu metrów na północ od samolotu. I piasty jakby zostały ucięte.

— Aha — nachyla się — czyli jednak śmigła!

Również podchodzę, patrzę na odłamki, są to łopaty śmigieł — jedna cała i dwa kawałki, zwężające się dolne części.

— Śmigła śmigłami, ale proszę spojrzeć na załamanie — kierownik podaje Bekasowowi dużą lupę z uchwytem.

Ten nachyla się jeszcze niżej, patrzy przez lupę na krawędź jednego odłamka, drugiego — pogwizduje:

— No tak, wszystko pod mikroskop.

Szybkimi krokami idą do namiotu, ja za nimi. Przy wejściu główny inżynier Mikołaj Daniłowicz pali i gawędzi z kierownikiem wydziału śmigieł Feliksem Juriewiczem oraz z Lemiechem. Zobaczywszy to, co niosą poszukiwacze, dwaj pierwsi natychmiast bledną, główny inżynier upuszcza nawet papierosa.

— Wygląda na to, że śmigła — mówi w biegu Bekasow.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Retronauci»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Retronauci» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Retronauci»

Обсуждение, отзывы о книге «Retronauci» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x