— Ani trochę.
— Nie będzie ci przeszkadzać. Obie sypialnie są połączone tylko garderobą, jak pewnie zauważyłeś. Te drzwi jednak zamkniemy, a one są dźwiękoszczelne.
— To chyba dobre załatwienie sprawy, prawda? Jak on się czuje?
— Lepiej, o wiele lepiej… ogólnie rzecz biorąc — Clifton zmarszczył brwi. — Przez większość czasu jest przytomny. — Zawahał się. — Możesz tam wejść i zobaczyć się z nim, jeśli chcesz.
Ja wahałem się jeszcze dłużej.
— Jak doktor Capek sądzi, kiedy będzie gotów, aby stanąć przed publicznością?
— Trudno powiedzieć. Niedługo.
— Niedługo, to znaczy ile? Trzy czy cztery dni? Czas na tyle krótki, żeby odwołać wszystkie spotkania i po prostu mnie ukryć? Rog, nie wiem, jak ci to powiedzieć, ale choć chciałbym bardzo zobaczyć go i złożyć mu wyrazy szacunku, nie sądzę, żeby to było rozsądne, zanim nie wystąpię po raz ostatni. Może to całkowicie zrujnować moją charakteryzację.
W przeszłości popełniłem okropny błąd: poszedłem na pogrzeb ojca. Od tej pory przez długie lata pamiętałem go tylko leżącego w trumnie. Wspomnienie jego prawdziwego wyglądu — męskiego, dominującego faceta, który wychował mnie twardą ręką i nauczył zawodu — odzyskiwałem bardzo powoli. Obawiałem się, że coś takiego może mi się przytrafić z Bonforte’em. Teraz wcielałem się w osobę w pełni sił i mocy, tak, jak go widziałem i słyszałem na zapisach stereo. Jeśli zobaczę go chorego i słabego, wspomnienie może zaćmić i wypaczyć moją grę.
— Nie nalegam — odparł Clifton. — Wiesz sam najlepiej. Możliwe, iż uda nam się sprawić, że nie będziesz już musiał pokazywać się publicznie, ale wolę trzymać cię w rezerwie i gotowości, dopóki całkiem nie wyzdrowieje.
Już miałem powiedzieć, że właśnie tego chciał Imperator, ale się powstrzymałem. Sam szok, przeżyty po zdemaskowaniu mnie przez Imperatora, nieco wytrącił mnie z roli. Myśl ta przypomniała mi jednako nie załatwionej sprawie. Wyjąłem poprawioną listę gabinetu i podałem ją Corpsmanowi.
— Bill, to jest zatwierdzona lista dla prasy i dziennikarzy. Zobacz, zostało zmienione tylko jedno nazwisko.
— Co?
— Jesus de la Torre zamiast Lothara Brauna. Tak właśnie chciał Imperator.
Clifton wyglądał na zdumionego, Corpsman na zdumionego i wściekłego.
— A jaka to różnica? Nie ma żadnego cholernego prawa wyrażać swoich opinii.
— Bill ma rację, Szefie — powoli odezwał się Cliflon. — Jako prawnik, specjalizujący się w prawie konstytucyjnym zapewniam cię, że zatwierdzenie przez władcę jest kwestią całkowicie formalną. Nie powinieneś był pozwolić dokonywać mu jakichkolwiek zmian.
Już miałem na nich nawrzeszczeć, i tylko spokój, narzucony mi przez rolę Bonforte’a, mnie przed tym powstrzymał. Miałem ciężki dzień i, pomimo doskonałej gry, ogarnęło mnie przeczucie nieuniknionej katastrofy. Chciałem powiedzieć Rogowi, że gdyby Willem nie był naprawdę wielkim człowiekiem, królem i władcą z prawdziwego zdarzenia, wszyscy teraz znaleźlibyśmy się w niezłych opałach… i to tylko dlatego, że nie zostałem odpowiednio przygotowany do roli.
— Zmiana została wprowadzona i koniec — powiedziałem stanowczo.
— Tak ci się tylko zdaje! — ryknął Corpsman. — Podałem prawidłową listę reporterom dwie godziny temu. A teraz wracaj i wyprostuj to. Rog, lepiej zadzwoń do pałacu i natychmiast…
— Spokój! — wtrąciłem. Corpsman zamknął się natychmiast.
— Rog, z prawnego punktu widzenia pewnie masz rację — ciągnąłem dalej już spokojniejszym tonem. — Tego nie wiem. Wiem jednak, że Imperator zakwestionował osobę Brauna. A teraz, jeśli któryś z was chce iść do Imperatora i kłócić się z nim, proszę uprzejmie. Ale ja nigdzie nie idę. Teraz zrzucę z siebie ten anachroniczny kaftan bezpieczeństwa, zdejmę buty i zrobię sobie dużego drinka. A potem pójdę do łóżka.
— Czekaj no, Szefie — zaoponował Clifton. — Masz zarezerwowane pięć minut w ogólnej sieci, żeby ogłosić powstanie nowego gabinetu.
— Ty się tym zajmiesz. Jesteś w nim pierwszym wicepremierem.
Zamrugał.
— W porządku.
— A co z Braunem? — nalegał Corpsman. — Obiecano mu już tę pracę.
Clifton spojrzał na niego w zadumie.
— Nie słyszałem tego w żadnym oficjalnym ogłoszeniu, a obejrzałem ich dużo. Po prostu zapytano go, tak samo, jak innych, czy będzie chciał przyjąć te obowiązki. To masz na myśli?
Corpsman zawahał się, niby aktor, który nie jest pewien swojej kwestii.
— Oczywiście. Ale to to samo, co obietnica.
— Nie do momentu, kiedy skład gabinetu zostanie ogłoszony publicznie.
— Ależ przecież ogłoszono go już, mówiłem ci. Dwie godziny temu.
— Mmmm… Bill, obawiam się, że będziesz musiał jeszcze raz zwołać tu chłopców i powiedzieć im, że się pomyliłeś. Albo to ja ich wezwę i powiem, ze przez pomyłkę opublikowano listę wstępną, którą im dałem, zanim pan Bonforte ją zatwierdził. Musimy to jednak sprostować, zanim zostanie ogłoszona w ogólnej sieci.
— Czy to znaczy, że pozwolisz, żeby mu to uszło na sucho? Mówiąc „mu” Bill miał raczej na myśli mnie niż Willema, ale Rog zrozumiał co innego.
— Tak, Bill, to nie czas na wywoływanie kryzysu konstytucyjnego. To się po prostu nie opłaca. Sformułujesz zatem sprostowanie, czy ja mam to zrobić?
Wyraz twarzy Corpsmana przywodził na myśl kota, głaskanego pod włos. Spojrzał ponuro, wzruszył ramionami i mruknął:
— Zrobię to. Muszę być absolutnie pewien, że zostanie sformułowane prawidłowo, abyśmy mogli jak najwięcej uratować z gruzów.
— Dzięki, Bill — spokojnie odparł Rog. Corpsman odwrócił się, żeby wyjść.
— Bill? — zawołałem w ślad za nim. — Skoro już będziesz rozmawiał z mediami, mam dla nich jeszcze jedną informacją.
— Hę? Co ty znowu kombinujesz?
— Nic takiego. — Nagle poczułem się bardzo zmęczony tą rolą i napięciem, jakie mnie kosztowała. — Powiedz im tylko, że pan Bonforte jest przeziębiony i lekarz zalecił mu odpoczynek w łóżku. Mam tego powyżej uszu.
Corpsman prychnął.
— Chyba zrobią z tego zapalenie płuc.
— Jak wolisz.
Kiedy wyszedł, Rog odwrócił się do mnie i powiedział:
— Nie daj im się, Szefie. W tym biznesie są dni lepsze i gorsze.
— Rog, ja naprawdę zamierzam się rozchorować. Możesz o tym wspomnieć podczas rozmowy z reporterami.
— I co?
— Idę do łóżka i chyba tam zostanę. Nie ma przecież powodu, aby Bonforte nie mógł się „przeziębić”, dopóki nie będzie w stanie powrócić do normalnej pracy we własnej osobie. Za każdym razem, kiedy występuję, zwiększa się prawdopodobieństwo, że ktoś zauważy jakiś błąd — i za każdym razem, kiedy się pojawiam, ten półgłówek Corpsman znajduje coś, co mu się nie podoba. Artysta nie może pracować, jeśli ktoś bez przerwy na niego warczy. Zostawmy zatem sprawy w tym punkcie i spuśćmy kurtynę.
— Spokojnie, spokojnie, Szefie. Od dzisiaj będę trzymał Corpsmana z dala od ciebie. Tu nie obijamy się o siebie, tak jak to było na statku.
— Nie, Rog. Zdecydowałem już. Och, nie, nie ucieknę od was. Dopóki pan B. nie poczuje się na siłach, aby przyjmować gości, pozostanę tu, na wypadek, gdyby pojawiła się jakaś sytuacja awaryjna. — Z pewnym niepokojem przypomniałem sobie, że Imperator kazał mi wytrzymać i na pewno sądzi, że właśnie tak będzie. — Lepiej chyba jednak, jeśli pozostanę w ukryciu. Do tej pory udawało nam się bez pudła, prawda? O, tak, oni wiedzą… na pewno ktoś wie, że to nie Bonforte wziął udział w ceremonii adopcji. Mimo to nie odważą się poruszyć tego tematu, a nawet gdyby, nie zdołają tego udowodnić. Ci sami ludzie mogą podejrzewać, że dziś również wystąpił dubler, ale nie wiedzą tego, nie mogą być pewni… Przecież to możliwe, że Bonforte wrócił do zdrowia na tyle szybko, aby dziś się pokazać. Mam rację?
Читать дальше