Robert Heinlein - Dubler

Здесь есть возможность читать онлайн «Robert Heinlein - Dubler» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 2000, ISBN: 2000, Издательство: Amber, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Dubler: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Dubler»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Rok 2100. Lorenzo Smythe, bezrobotny aktor, ma zagrać największą rolę w życiu — wcielić się w postać zaginionego na Marsie przywódcy Ziemian. Stawką jest pokój lub międzyplanetarna wojna. Lecz galaktyczna maskarada nieoczekiwanie się przedłuża, a Lorenzo może zostać uwięziony w swojej roli na zawsze...
Otrzymała nagrodę Hugo w 1956.

Dubler — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Dubler», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Imperator odłożył listę.

— Josephie, czy zamierzasz od razu wprowadzić gniazda Marsjan do Imperium?

— Proszę? Nie, na pewno nie przed wyborami, sir.

— Daj spokój, wiesz, że mówię o okresie po wyborach. I zapomniałeś już, jak się mówi „Willem”. „Sir” słyszane od człowieka o sześć lat starszego ode mnie jest w tych warunkach wręcz śmieszne.

— Doskonale, Willemie.

— Obaj wiemy, że powinienem lekceważyć polityków. Wiemy też jednak, że założenie jest głupie. Josephie, spędziłeś wiele lat na przygotowywaniu sytuacji, w której gniazda zechciałyby same w całości wejść do Imperium — wskazał kciukiem na moją buławę. — i chyba ci się to udało. Jeśli teraz wygrasz wybory, będziesz mógł doprowadzić do tego, aby Wielkie Zgromadzenie pozwoliło mi to ogłosić. No i co?

Przez chwilę rozmyślałem o jego słowach.

— Willemie — powiedziałem powoli. — Wiesz, że właśnie to planowaliśmy. Musisz mieć jakiś powód, żeby podjąć ten temat.

Zakręcił drinkiem w szklance i wlepił we mnie wzrok. Udało mu się przybrać wygląd sklepikarza z Nowej Anglii, który zamierza właśnie wyrzucić sezonowego najemnika.

— Pytasz mnie o radę? Konstytucja wymaga, abyś to ty radził mnie, a nie na odwrót.

— Chętnie przyjmę twoją radę, Willemie, ale nie mogę ci obiecać, że z niej z skorzystam. Roześmiał się.

— Ty w ogóle mało co obiecujesz. Dobrze, przyjmijmy, że wygrasz wybory i obejmiesz z powrotem urząd, ale większością tak niewielką, że będziesz miał problemy z przegłosowaniem pełnego obywatelstwa dla gniazd. W takim przypadku radzę ci nie robić z tego problemu. Jeśli przegrasz, przyjmij baty i pozostań na urzędzie; i to przez całą kadencję.

— Dlaczego, Willemie?

— Ponieważ obaj jesteśmy cierpliwi. Widzisz to? — wskazał na tarczę herbową. — „Podtrzymuję!”. Nie jest to zasada, która robi wrażenie, ale przecież nie na tym polega zadanie króla, żeby robić wrażenie. On ma zachowywać tradycje, ale prowadzić, iść za ciosem. Ujmując rzecz konstytucyjne, nie powinno mnie obchodzić, czy pozostaniesz na stanowisku, czy nie. Ma jednak dla mnie znaczenie, czy Imperium się trzyma, czy rozlatuje. Myślę, że jeśli nie uda ci się przeforsować sprawy marsjańskiej zaraz po wyborach, możesz sobie pozwolić na czekanie… Inne twoje pomysły mogą przynieść ci popularność. Będziesz zbierać głosy w wyborach dodatkowych, aż wreszcie przyjdziesz do mnie i powiesz, że mogę do listy tytułów dołączyć „Imperatora Marsa”. Nie spiesz się zatem.

— Pomyślę o tym — odparłem ostrożnie.

— Zrób to. A teraz, co z systemem zesłańców?

— Obalimy go zaraz po wyborach, a już teraz zawiesimy. — To mogłem powiedzieć na pewno. Bonforte nienawidził tego systemu.

— Miło mi słyszeć, że wciąż jeszcze zachowałeś siłę swoich przekonań, Josephie. Nigdy nie lubiłem oglądać flagi orańskiej na statku niewolniczym. Wolny handel?

— Po wyborach, owszem.

— A z czego będziemy czerpać zyski?

— Przewidujemy, iż handel i produkcja rozwiną się w takim stopniu, że inne zyski zrekompensują utratę ceł.

— A jeśli się tak nie stanie?

Nikt nie podsunął mi alternatywnej odpowiedzi na to właśnie pytanie… a ekonomia jest dla mnie jedną wielką tajemnicą. Uśmiechnąłem się.

— Willemie, będę musiał pamiętać o tym pytaniu, ale cały program Partii Ekspansjonistów jest oparty na przeświadczeniu, że wolny handel, wolne podróże, wspólne obywatelstwo, waluta i minimum praw i ograniczeń imperialnych z pewnością okażą się dobre nie tylko dla obywateli Imperium, ale i dla niego samego. Jeśli będziemy potrzebować pieniędzy, znajdziemy je, ale nie dzieląc Imperium na kolejne księstewka.

Sam Bonforte lepiej by tego nie powiedział.

— Daruj sobie przemówienia wyborcze — burknął. — Tylko pytałem.

Znów sięgnął po listę.

— Jesteś pewien, że tak właśnie chcesz, żeby to wyglądało?

Wyciągnąłem rękę po listę. Podał mi ją. Cholera, czułem wyraźnie, że Imperator próbuje mi powiedzieć, i to tak dosadnie, jak na to pozwala konstytucja, że Braun to niedobry wybór. Ale, na wszystkie piekielne fabryki antracytu, jak mogę zmieniać listę, którą przygotowali Rog i Bill?

Z drugiej strony, to nie była lista Bonforte’a. Oni tylko myśleli, że Bonforte tak by ją ułożył, gdyby był compos mentis.

Nagle zapragnąłem mieć choć trochę czasu i skonsultować się z Penny w sprawie Brauna.

A potem sięgnąłem po pióro, leżące na biurku Willema, skreśliłem „Braun” i napisałem dużymi literami „De la Torre”. Wciąż nie czułem się pewnie, naśladując charakter pisma Bonforte’a.

Imperator powiedział tylko.

— Tak, to chyba dobry pomysł. Życzę ci szczęścia, Josephie. Będziesz go potrzebował.

Na tym zakończyła się sama audiencja. Bardzo chciałem już odejść, ale nie wypada tak po prostu wyjść w obecności króla. Ten jeden monarszy przywilej zachowali do dziś. A król chciał mi pokazać swoje nowe modele pociągów. Myślę, że zrobił więcej, aby wskrzesić to dawne hobby, niż ktokolwiek inny. Osobiście nie uważam tego za właściwe zajęcie dla dorosłego mężczyzny, ale wydawałem uprzejme dźwięki, kiedy pokazywał mi nową lokomotywę, przeznaczoną do „Royal Scotsman”.

— Gdybym miał jakieś wolne chwile — mówił, klękając, aby zajrzeć we wnętrzności silnika zabawki — mógłbym być dobrym intendentem w warsztacie, a nawet, kto wie… mistrzem maszynistów. Niestety, wypadek przy urodzinach zniszczył moją karierę.

— Naprawdę sądzisz, że by ci się to podobało, Willemie?

— Sam nie wiem. Mój zawód nie jest taki zły, płaca dobra… ubezpieczenie społeczne pierwszorzędne… Jeśli odrzucimy możliwość rewolucji z zewnątrz, a mój ród zawsze miał szczęście w tej dziedzinie… Sama praca jest jednak nudnawa i mógłby ją wykonywać jakiś drugorzędny aktor — podniósł na mnie wzrok. — Zwalniam twój urząd z wielu tak nudziarskich zadań, jak kładzenie kamieni węgielnych i obserwowanie parad, wiesz o tym.

— Wiem i doceniam.

— Raz na jakiś czas staram się lekko pchnąć coś we właściwym kierunku… a raczej w kierunku, który uważam za właściwy. Królowanie to bardzo dziwny zawód, Josephie. Nawet go nie próbuj.

— Myślę, że na to i tak już jest za późno, nawet, gdybym chciał. Dokonał jakiejś niewielkiej naprawy w zabawce.

— Moim prawdziwym zadaniem jest chronienie cię przed szaleństwem.

— Jak to?

— Oczywiście. Psychoza jest chorobą zawodową wszystkich głów państwa. Moi przodkowie, ci, którzy królowali naprawdę, wszyscy byli nieco stuknięci. A spójrz na twoich amerykańskich prezydentów: praca dość często zabijała ich w kwiecie wieku. Ale ja nie muszę niczym rządzić. Mam fachowca, takiego jak ty, który robi to za mnie. Nad tobą też nie wisi groźba morderstwa, bo ty i tobie podobni możecie zawsze zrezygnować, jeśli sprawy zajdą za daleko w złym kierunku… A stary imperator… Ten prawie zawsze jest stary, bo zwykle wstępujemy na tron w wieku, w którym inni ludzie idą na emeryturę… więc imperator jest zawsze na miejscu, utrzymując ciągłość, zachowując symbol stanu, wy zaś, zawodowcy, opracowujecie nowe przymierza — zamrugał poważnie powiekami. — Mój zawód może nie jest imponujący, ale z pewnością użyteczny.

Dał mi wreszcie spokój z tymi dziecinnymi pociągami i wróciliśmy do gabinetu. Już myślałem, że zostanę odprawiony. Właściwie powiedział nawet:

— Powinienem pozwolić ci stąd odejść. Ciężką miałeś podróż?

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Dubler»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Dubler» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Robert Heinlein - Sixième colonne
Robert Heinlein
Robert Heinlein - En terre étrangère
Robert Heinlein
Robert Heinlein - Piętaszek
Robert Heinlein
Robert Heinlein - Viernes
Robert Heinlein
Robert Heinlein - Csillagközi invázió
Robert Heinlein
Robert Heinlein - Fanteria dello spazio
Robert Heinlein
libcat.ru: книга без обложки
Robert Heinlein
Robert Heinlein - Citizen of the Galaxy
Robert Heinlein
Отзывы о книге «Dubler»

Обсуждение, отзывы о книге «Dubler» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x