Robert Silverberg - Oblicza Wód
Здесь есть возможность читать онлайн «Robert Silverberg - Oblicza Wód» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Poznań, Год выпуска: 1995, ISBN: 1995, Издательство: Zysk i S-ka, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Oblicza Wód
- Автор:
- Издательство:Zysk i S-ka
- Жанр:
- Год:1995
- Город:Poznań
- ISBN:83-7150-026-2
- Рейтинг книги:4 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 80
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Oblicza Wód: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Oblicza Wód»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Oblicza Wód — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Oblicza Wód», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Z nieba spadł potok ciemności,
Zatopił nas głęboko, zanurzył nasze kości.
Potem, gdy walczyliśmy, by zostać na górze,
Nadszedł nowy wróg, mocniejszy niż poprzednio.
To była Fala! Wzbudziła w nas głęboki strach.
Zdławiła nasze krtanie i zmroziła serca.
Fala! Obmierzły wróg, najtęższy z przeciwników.
Wznosiła się jak ściana śmierci na piersi morza.
Drżeliśmy wtedy, pobledliśmy wtedy,
Upadliśmy na kolana w rozpaczy…
Lawler podniósł oczy.
— To bardzo mocna rzecz, Leo.
— Myślę, że osiągnąłem zupełnie nowy poziom. Zajmując się historycznym, musiałem dotrzeć do tego z zewnątrz, ale teraz — miałem to dokładnie tutaj. — Podniósł ręce do góry i szeroko rozłożył palce. — Po prostu musiałem to zapisać, tak szybko jak zdołałem umieścić słowa na papierze.
— Miałeś przypływ natchnienia.
— To właściwe słowo, tak. — Martello nieśmiało sięgnął po zwój manuskryptu. — Mógłbym go zostawić, gdybyś chciał przejrzeć go dokładniej, doktorze.
— Nie, nie, poczekam raczej, aż dokończysz całą pieśń. Nie napisałeś jeszcze o naszym wyjściu na pokład po wszystkim, i o tym, jak dowiedzieliśmy się, że jesteśmy w głębi Morza Pustego.
— Pomyślałem, że poczekam — powiedział Martello — aż dotrzemy do Obiczy Wód. Ta część podróży nie jest zbyt ciekawa, prawda? Zupełnie nic się nie dzieje. Kiedy jednak dotrzemy do Obliczy…
Przerwał znacząco.
— Tak? — powiedział Lawler. — Jak sądzisz, co się tam zdarzy?
— Cuda, doktorze. Cuda, dziwy i bajkowe historie. — Oczy Martello zabłysły. — Nie mogę się doczekać. Napiszę pieśń, z jakiej byłby zadowolony sam Homer. Sam Homer!
— Jestem pewien, że napiszesz — powiedział Lawler.
Nagle, znikąd, znowu pojawiły się śluzice, nadlatując setkami bez żadnego ostrzeżenia. Nie było powodu, aby ich oczekiwać. Jeżeli już, to morze wydawało się tutaj bardziej jałowe niż kiedykolwiek, od chwili gdy na nie wpłynęli.
Lecz tego upalnego południa morze otworzyło się i obiegło okręt śluzicą. Ciskały się, wylatując nagle z wody i przeskakując gęstymi chmurami środkową część okrętu. Lawler był na pokładzie. Usłyszał pierwsze furkotania i odruchowo ukrył się za fokmasztem. Długie na pół metra i grube jak męskie ramię śluzice przelatywały przez powietrze niczym zwinne, śmiercionośne pociski. Ich ostro zakończone, skórzaste skrzydła były rozpostarte, a rzędy ostrej jak igły szczeciny pionowo sterczały na grzbietach.
Niektóre przelatywały nad okrętem jednym długim łukiem i lądowały w morzu, wzbijając fontanny bryzgów. Inne trzaskały o maszty lub dach nadbudówki, lub zalegały stertami w nagle wybrzuszonych żaglach, albo po prostu kończyły swój lot nad okrętem i w gniewnych podrygach spadały na pokład. Dwie z nich przefrunęły tuż obok Lawlera, jedna przy drugiej, obrzucając go tępym, złośliwym spojrzeniem. Potem przeleciały trzy następne, jeszcze bardziej zbliżone do siebie nawzajem, jakby w zaprzęgu; a później więcej niż mógł zliczyć. Nie było mowy, aby bezpiecznie dotrzeć do luku. Mógł tylko ukryć się, zwinąć w kłębek i czekać.
Usłyszał krzyk gdzieś na pokładzie i poirytowane chrząknięcie z innej strony. Spoglądając w górę, dostrzegł w takielunku Pilyę Braun; z trudem trzymała się lin, jednocześnie oganiając się od roju ryb. Jeden policzek miała rozcięty i zakrwawiony.
Tłusta śluzica zahaczyła o ramię Lawlera, ale nie wyrządziła mu krzywdy: trafiła go brzuchem, nie szczeciną. Kolejna przeleciała przez pokład właśnie wtedy, gdy Delagard wychodził z luku. Uderzyła go w pierś, wycinając poszarpaną i gwałtownie czerwieniejącą linię w jego koszuli, a potem spadła, kręcąc się u jego stóp. Z wściekłością rozgniótł ją obcasem.
Przez trzy lub cztery minuty zasypywał ich ten deszcz rybich oszczepów. Potem śluzice zniknęły. I znów zapadła cisza; morze było nieruchome i gładkie jak tafla matowego szkła rozpościerająca się w nieskończoność.
— Dranie — wychrypiał Delagard. — Zetrę je w proch! Zniszczę co do jednej!
Kiedy? Gdy Oblicza Wód uczynią z niego najwyższego władcę planety?
— Daj mi obejrzeć to rozcięcie, Nid — powiedział Lawler.
Delagard wyrwał mu się.
— To tylko zadrapanie. Już go nawet nie czuję.
— Jak sobie życzysz.
Spod pokładu wyszli Neyana Golghoz z Natimem Gharkidem i zaczęli zmiatać na kupę nieżywe i dogorywające śluzice. Martello, który miał głęboko rozcięte ramię i szczecinę śluzicy wbitą w plecy, przyszedł pokazać swoje rany Lawlerowi. Lekarz kazał mu zejść na dół do izby chorych i poczekać. Pilya zeszła z olinowania i również pokazała mu swoje rany: krwawiące rozcięcie na policzku i drugie tuż pod piersiami.
— Myślę, że potrzeba kilka szwów — powiedział jej. — Bardzo cierpisz?
— Troszeczkę piecze. I parzy. Tak naprawdę to bardzo parzy. Ale nic nie szkodzi.
Uśmiechnęła się. Lawler nadal widział migoczące w jej oczach uczucie, pożądanie czy cokolwiek to było. Wiedziała, że sypiał z Sundirą Thane, ale to najwidoczniej nie miało dla niej znaczenia. Może nawet cieszyła się z ran zadanych jej przez śluzice: on zwróci na nią uwagę, będzie dotykał jej skóry. Lawler żałował jej. Cierpliwe przywiązanie dziewczyny smuciło go.
Delagard, wciąż krwawiąc, podszedł do Neyany i Gharkida, którzy przygotowywali się do wyrzucenia śluzie za burtę.
— Zaczekajcie — powiedział szorstko. — Od wielu dni nie jedliśmy świeżej ryby.
Gharkid obrzucił go spojrzeniem pełnym nie skrywanego zdziwienia.
— Zjadłbyś śluzice, kapitanie?
— Możemy przynajmniej spróbować — powiedział Delagard.
Okazało się, że pieczona śluzica smakuje jak szmaty moczone przez kilka tygodni w urynie. Lawler zdołał przełknąć trzy kęsy i zrezygnował, krztusząc się. Kinverson i Gharkid odmówili poczęstunku; Dag Tharp, Henders i Pilya również zrezygnowali ze swoich porcji. Leo Martello dzielnie zjadł połowę ryby. Ojciec Quillan dziobał swoją z widocznym obrzydzeniem, ale i z zawziętą determinacją, jakby dotrzymywał ślubu danego Dziewicy, że będzie jadł wszystko, co przed nim postawią, obojętnie jak byłoby to obrzydliwe.
Delagard zjadł całą porcję i poprosił o dokładkę.
— Smakuje ci? — zapytał Lawler.
— Człowiek musi jeść, prawda? Należy podtrzymywać swoje siły, doktorze. Zgodzisz się? Proteiny to proteiny. Czyż nie, doktorze? Co na to powiesz, doktorze? Proszę, dołóż sobie.
— Dzięki — powiedział Lawler. — Myślę, że spróbuję się obejść bez nich.
Zauważył zmianę w Sundirze. Wydawało się, że ze zmianą kursu i celu podróży pozbyła się całej narzuconej sobie rezerwy, tak że kiedy teraz kochali się, nie zapadali później w długotrwałe napięte milczenie, przerywane jedynie momentami płytkiej paplaniny. Teraz, gdy leżeli razem w ciemnym i stęchłym kącie ładowni, który był ich kryjówką, opowiadała mu o sobie w długich i wyczekiwanych monologach.
— Zawsze byłam ciekawską dziewczynką. Chyba aż nazbyt ciekawską. Brodziłam w zatoce, wyławiałam różne przedmioty na płyciznach, narażałam się na uszczypnięcia i ugryzienia. Gdy miałam około czterech lat, włożyłam sobie małego kraba do pochwy.
Lawler skrzywił się; zachichotała.
— Nie wiem, czy chciałam sprawdzić, co się stanie z krabem, czy z moją pochwą. Krabowi to najwyraźniej nie przeszkadzało. Ale moim rodzicom tak.
Jej ojciec był merem wyspy Khamsilaine. Mer, jak się zdaje, to termin używany przez wyspiarzy na Morzu Lazurowym, oznaczający głowę rządu. Khamsilaine była jedną z większych ludzkich osad, liczyła około pięciu tysięcy osób. Dla Lawlera była to niewyobrażalnie wielka populacja. Sundira niewiele mówiła o matce: ta -była naukowcem, przypuszczalnie historykiem badającym migrację międzygalaktyczną ludzi, umarła jednak bardzo młodo i Sundira prawie jej nie pamiętała. Najwyraźniej Sundira odziedziczyła część analitycznego umysłu matki. Szczególnie fascynowali ją Skrzelowcy — Mieszkańcy; zawsze dbała o to, aby używać tego bardziej formalnego określenia, co Lawlerowi wydawało się dziwaczne i pompatyczne. Kiedy miała czternaście lat, Sundira wraz z nieco starszym od siebie chłopcem zaczęli śledzić tajemne ceremonie Mieszkańców na wyspie Khamsilaine. Zaczęli też eksperymentować z seksem, co dla Sundiry było nowością; wspomniała o tym dość beznamiętnie, ale Lawler, ku swemu zdziwieniu, poczuł się wściekle zazdrosny. Mieć za kochankę tak oszałamiającą dziewczynę jak Sundira, kiedy się jest tak młodym — cóż to byłby za przywilej! W okresie dojrzewania Lawler nie cierpiał na brak dziewcząt. Później także, ilekroć zdołał uciec od nie kończących się godzin studiów medycznych, które przez większość czasu trzymały go w chacie ojca. Jednak to nie zalety umysłów pociągały go w tych dziewczynach. Przez chwilę pomyślał o tym, jak wyglądałoby jego życie, gdyby na Sorve była jakaś Sundira, kiedy dorastał. A gdyby poślubił ją, a nie Mireyl? To była zdumiewająca myśl; dziesiątki lat bliskiego partnerstwa z taką nadzwyczajną kobietą zamiast samotnego i pustego życia, jakie wiódł z własnego wyboru. Rodzina. Ciągłość rodu.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Oblicza Wód»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Oblicza Wód» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Oblicza Wód» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.