Robert Heinlein - Daleki patrol

Здесь есть возможность читать онлайн «Robert Heinlein - Daleki patrol» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Год выпуска: 1986, Издательство: Klubowe, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Daleki patrol: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Daleki patrol»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Daleki patrol — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Daleki patrol», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Myślę, że w nocy dadzą nam spokój. Niech pani śpi, ja będę czuwał.

— Nie, to nie fair. Po co wystawiać warty? Przecież i tak jesteśmy zdani na ich łaskę …

— Hm … w porządku. Niech pani weźmie przynajmniej ten nóż. W ten sposób będzie trochę raźniej na duszy …

— Dziękuję. Dobranoc, Max. Będę teraz liczyła owce …

— Dobranoc.

On także wyciągnął się na posłaniu z igliwia. Spod koszuli wyjął kilka kłujących igieł, po czym usiłował o niczym nie myśleć.

— Max … Już pan śpi?

— Jeszcze nie, Ellie.

— Może zechciałby mi pan podać rękę? Trochę się boję …

— Nie mogę dosięgnąć pani dłoni.

— Skądże, to całkiem proste. Trzeba się tylko obrócić … Rzeczywiście, było to możliwe.

— Dziękuję, Max. Dobranoc raz jeszcze.

Leżał, na plecach i spoglądał na niebo. Choć na polanie było dość jasno, mógł dojrzeć gwiazdy oraz niezliczone meteoryty, krążące po granatowym nieboskłonie. Zaczął je liczyć … Wtem gwiazdy zawirowały, odłamki kosmicznego pyłu eksplodowały w jego głowie i zasnął.

Obudziły go pierwsze promienie słoneczne, przedzierające się przez gęstwinę gałęzi. Uniósł głowę.

— Właśnie rozmyślałam, jak długo zamierza pan jeszcze chrapać …

— powitała go Ellie — Proszę spojrzeć, kto nas odwiedził.

Drżąc z zimna odwrócił się w drugą stronę.

Obok siedział mr. Chips, wcinając ogórkowate owoce.

— Hallo, Maxie …

— Hallo, Chipsie … Wtem spostrzegł karteczkę, przywiązaną na swoim miejscu.

— Ty gamoniu!

Małpka pobiegła do Ellie, szukać pociechy. W oczach zalśniły pierwsze łzy.

— Niech pan jej nie karci … — Eldreth stanęła w obronie zwierzątka — Chipsie obiecała znaleźć Maggie zaraz po śniadaniu. Prawda, kochanie?

— Chipsie iść szukać — potwierdziła małpka.

— Nie zasłużyła na taką ostrą naganę … — ciągnęła Ellie — W nocy nie mogłaby znaleźć drogi do domu. Musiała poczekać, aż się rozwidni. Znalazłam ją o świcie, śpiącą w moich ramionach. Pocieszne zwierzę skończyło śniadanie, po czym uroczyście wypiło nieco wody z dzbana.

— Chipsie szukać Maggie — obwieściła raz jeszcze.

— Tak jest, moja droga. Zrób to, jak umiesz najszybciej. Po chwili nie było już po niej ani śladu.

— Mamy jakieś szansę? — dopytywał się Max.

— Chyba tak. Jej przodkowie żyli w lasach, powinna kierować się instynktem. Poza tym na świadomość, że sprawa jest pilna. Rozmawiałam z nią długo.

— Myśli pani, że coś z tego zrozumiała?

— Potrafi zrozumieć wystarczająco dużo, aby nie zawieść mego zaufania. A teraz ja zapytam: czy ci ze statku znajdą nas jeszcze dzisiaj? Nie chciałabym spędzać tu kolejnej nocy.

— Ja także. Jeśli Chipsie się pospieszy …

— Na pewno.

— … Wtedy mogliby zdążyć przed zachodem słońca.

— Mam nadzieję, że tak się stanie. Chce pan coś zjeść?

— A czy w ogóle cokolwiek zostało?

— Trzy ogórki na głowę. Ja już swoje zjadłam. Teraz kolej na pana. Proszę …

— Założę się, że pani kłamie. Zanim zasnąłem, było tylko pięć. Chipsie zjadła dwa…

Zrobiła obrażoną minę, jednak nie protestowała, gdy podzielił się z nią dziwnymi owocami. Jedząc dostrzegł zmiany, jakie zaszły w ciągu nocy.

— A gdzie się podziały nasze robaczki świętojańskie?

— Tuż nad ranem przyszedł jeden z tych obrzydliwców i pozdejmował je z drzew. Już chciałam krzyczeć, ale ponieważ zostawił mnie w spokoju, nie budziłam pana.

— Jestem zobowiązany. Ale widzę, że nasza przyzwoitka ciągle wisi na swoim miejscu … Istotnie, balonowaty stwór nie opuścił gałęzi.

— Tak. O świcie widziałam także „Znikaczy”.

— W takim razie może pani czuć się usatysfakcjonowana. Jak wyglądają?

— Tego panu nie powiem. Jak zwykle znikły, zanim się obejrzałam.

Ziewnęła.

— Gdyby tylko można było przewidzieć, jakie niespodzianki szykuje nam dzisiejszy dzień … Osobiście proponowałabym, aby siedzieć tu spokojnie i patrzeć, czy zza krzaków nie wyjdzie Georg Daigler ze swymi zabijakami. Chętnie bym go wycałowała … wszystkich wycałowałabym z tej okazji.

— Ja także.

Aż do południa nic się nie wydarzyło i Eldreth nie mogła spełnić swej obietnicy. Od czasu do czasu słyszeli trąbienia i rżenie centaurów, lecz żadnego z nich nie dostrzegli.

Ellie przestała już rozpowiadać o swych nadziejach, obawach i planach na przyszłość. W ciszy leżeli w cieniu wielkich drzew, rozmyślając, kiedy wreszcie się to skończy, gdy nagle na polanę wszedł jeden z ciemiężycieli.

Max był przekonany, że ma przed sobą przewodnika stada, a jeśli nawet nie jego, to przynajmniej osobnika, który przyniósł im kolację. Tym razem nie marnował czasu, tylko od razu przystąpił do rzeczy. Rżeniem, gwizdami i porykiwaniem dał im do zrozumienia, że odpoczywali już wystarczająco długo, by teraz bez protestów ruszyć w dalszą drogę.

Niechętnie powstali.

Poszli w tę samą stronę, dokąd wieczorem skierowali się niewolnicy. Właściwie nie szli, lecz pozwolili się wlec na postronkach, gdyż ta podróż wcale nie przypadła im do gustu. Wkrótce zorientowali się, że zmierzają wprost do dużego osiedla centaurów.

Ścieżka rozszerzyła się, przybrała rozmiary dość szerokiego gościńca. Ruch panował tu nad wyraz ożywiony, zarówno w jedną, jak i w drugą stronę. Co prawda nie widzieli jeszcze żadnych budowli, ani innych znaków, przekonujących o istnieniu jakiejś wysoko rozwiniętej cywilizacji, jednak wszędzie można było odczuć ład, wzorowy porządek, żywotność oraz stabilność struktur społecznych.

Oprócz centaurów widzieli liczne rzesze człekopodobnych niewolników, ciągle dźwigających jakieś tobołki. Niektórzy z nich byli związani tak, jak oni, inni mieli zupełną swobodę ruchu.

Ponieważ szli dosyć szybko, nie wszystkim szczegółom krajobrazu mogli poświęcić jednakowo wiele uwagi, jednak Max spostrzegł cos, od czego nie mógł oderwać oczu: ten fragment drogi zapamiętał nad wyraz dobrze.

O swym odkryciu nie poinformował Ellie — wcale nie dlatego, że mówienie przychodziło mu z trudem — po prostu nie chciał jej niepokoić. Z boku, nieopodal drogi zobaczył coś w rodzaju rzeźni … rozwieszone na drewnianych żerdziach ciała w niczym nie przypominały postaci ich gospodarzy.

W końcu doszli do drugiej polany, wypełnionej rzeszą centaurów. Ich strażnik zastukał w liny, które natychmiast zwinęły się, tak, że szli tuż przy nim. Chwilę później ustawili się w długiej kolejce, przecinającej zgromadzenie.

Jakiś duży, posiwiały, a zatem stary centaur sprawował na środku polany coś w rodzaju sądów lub generalnego przeglądu ludności. Pełen godności stał w centralnym punkcie placu, zaś przed nim przeciągały długie sznury centaurów.

Nie dostrzegli żadnego z człekopodobnych stworzeń, które napawały ich taką odrazą, ich uwagę przyciągnęły natomiast dziwne, krótkonogie istoty, przypominające zwalcowane świnie.

Zwierzęta te były zredukowane do ogona i ryja, gdzie pracowały wytrwale dwa rzędy ostrych siekaczy. W tych straszliwych pyskach znikało wszystko, co tylko spotykały na swej drodze, oczywiście pod warunkiem, że nie były to kopyta centaurów lub jakiś przedmiot do nich należący. Mas od razu zrozumiał, dlaczego wszędzie panowała niemal szpitalna czystość.

W końcu zbliżyli się do czoła kolejki. Przed nimi stał jeszcze jedyny centaur, który już z daleka nie przypominał okazu kwitnącego zdrowia. Był stary i tłusty. Spod porowatej skóry wystawały zniekształcone kości, jedno oko zaszło bielmem, z drugiego skapywały krople ropy.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Daleki patrol»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Daleki patrol» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Robert Heinlein - Sixième colonne
Robert Heinlein
Robert Heinlein - Piętaszek
Robert Heinlein
Robert Heinlein - Viernes
Robert Heinlein
Robert Heinlein - Fanteria dello spazio
Robert Heinlein
Robert Heinlein - Dubler
Robert Heinlein
Robert Heinlein - Stella doppia
Robert Heinlein
Robert Heinlein - The Number of the Beast
Robert Heinlein
libcat.ru: книга без обложки
Robert Heinlein
Robert Heinlein - Citizen of the Galaxy
Robert Heinlein
Отзывы о книге «Daleki patrol»

Обсуждение, отзывы о книге «Daleki patrol» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.