Robert Silverberg - Maski czasu

Здесь есть возможность читать онлайн «Robert Silverberg - Maski czasu» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Poznań, Год выпуска: 1994, ISBN: 1994, Издательство: Rebis, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Maski czasu: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Maski czasu»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Jest schyłek stulecia. Narasta chaos i szerzy się upadek moralny. Na świecie pojawia się tajemniczy nieznajomy imieniem Vornan-19, który podaje się za człowieka z przyszłości, i twierdzi, że ma do spełnienia ważną misję. W krótkim czasie pociąga za sobą miliony ludzi, oferując im pełną niebezpieczeństw, ekscytującą odyseją, która całkowicie zmieni przyszły kształt społeczeństwa Ziemi…

Maski czasu — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Maski czasu», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Jack był całkowicie nieświadomy udręki, jaką przeżywała jego małżonka. Fascynacja osobą Vornana powodowała, że nie dostrzegał tego, co się działo wokół. W swoim odosobnieniu Jack nie miał wielkich szans pozyskania nowych przyjaciół. Rzadko też miewał okazję, aby podtrzymywać stare znajomości. Polubił Vornana dokładnie tak samo, jak samotny chłopiec polubiłby jakiegoś osobliwego, nieznanego przybysza w swoim sąsiedztwie. Wybrałem to porównanie celowo. Było bowiem coś młodzieńczego, a nawet dziecinnego w oddaniu, jakie Jack okazywał Vornanowi. Opowiadał bez końca. Szkicował swoją sylwetkę na tle akademickiej kariery, wyjaśniał przyczyny swego odejścia z uczelni. Zabrał Vornana nawet do swojego warsztatu, gdzie nigdy nie miałem wstępu. Pokazał gościowi tajemniczy manuskrypt. Dla Jacka nie miało znaczenia, jak bardzo intymne poruszał tematy — mówił bez skrępowania niczym dziecko, które wyciąga na pokaz swoją najcenniejszą zabawkę. Zjednywał dla siebie Vornana kosztem wielkich wyrzeczeń. Wydawało mi się, że chce go traktować jak prawdziwego kumpla. Ja, który zawsze uważałem Vornana za człowieka całkowicie obcego naszej kulturze; ja, który uwierzyłem w jego opowieść, głównie za sprawą dziwnego lęku, jaki wywoływał w mojej duszy, z wielkim niepokojem i fascynacją obserwowałem, jak bardzo Jack jest mu uległy. Vornan sprawiał wrażenie mile połechtanego. Czasami znikali w pracowni na kilka godzin. Mówiłem sobie, że Jack wszystko to uknuł, aby wyciągnąć od Vornana informacje, na których mu zależało. Całkiem sprytnie to sobie Jack wymyślił, nie ma co, myślałem. Omota go najpierw, a potem wydobędzie zeznania.

Jack nie wydobył z Vornana żadnych informacji. A ja do samego końca pozostawałem ślepy.

Jak mogłem niczego nie widzieć? Tego wyrazu twarzy pełnego dezorientacji i sennego zakłopotania, jaki często gościł na obliczu Jacka? Chwil, kiedy odwracał wzrok i umykał przed spojrzeniem Shirley? Płonących policzków? Nawet gdy widziałem, jak Vornan kładzie władczo rękę na obnażonym ramieniu Jacka — ciągle pozostawałem ślepy.

W tamtych dniach spędzaliśmy z Shirley więcej czasu razem, niż podczas którejkolwiek z poprzednich wizyt, gdyż Vornan i Jack nieustannie gdzieś razem znikali. Nie wykorzystywałem okazji. Rozmawialiśmy mało, leżeliśmy raczej ramię przy ramieniu, wyciągnięci na słońcu. Shirley wydawała się taka spięta i chmurna, że nie miałem pojęcia o czym z nią rozmawiać. Siedziałem więc cicho. Arizonę nawiedziła fala jesiennych upałów. Ciepły front atmosferyczny nadciągnął z Meksyku i pozbawił nas zupełnie energii. Naga skóra Shirley błyszczała w słońcu niczym prawdziwy brąz. Powoli spływało na mnie zmęczenie. Kilka razy miałem wrażenie, że Shirley chce coś powiedzieć, ale słowa grzęzły jej w gardle. Gmach napięcia rósł w oczach i nabierał monstrualnych kształtów. Podświadomie czułem, że w powietrzu wiszą kłopoty, tak jak nadchodząca burza. Nie widziałem jednak zupełnie w czym rzecz. Leżałem spowity w kokon słonecznego blasku i raczej niejasno wyczuwałem odgłosy nadchodzącego kataklizmu. Aż do samego końca nie pojmowałem grozy sytuacji.

A stało się to wszystko dwunastego dnia naszej wizyty. Był ostatni dzień października, ale na zewnątrz trwały niezwykłe o tej porze upały. W południe słońce przypominało płonące oko, którego ogniste spojrzenie zmuszało do ucieczki pod dach. Przeprosiłem Shirley — Jack i Vornan znów gdzieś razem zniknęli — i poszedłem do siebie. Gdy stanąłem przy oknie i chciałem zaciemnić szyby, mój wzrok spoczął na Shirley, która leżała w odrętwieniu na słońcu: przymknięte powieki, podkurczone nogi, pierś falująca z wolna, słodko połyskująca skóra. Wydawała mi się wówczas uosobieniem spokoju, piękną kobietą, drzemiącą w południowym słońcu. I wtedy dostrzegłem zaciśniętą pięść — nadgarstek drżał z wysiłku, pulsowały mięśnie całego ramienia. Zrozumiałem, że jej niedbała poza była jedynie kamuflażem utrzymywanym całą siłą woli.

Zaciemniłem pokój i ległem na łóżku. Wewnątrz panował przyjemny chłód, oddychałem orzeźwiającym powietrzem. Bardzo możliwe, że usnąłem. Otworzyłem oczy dopiero, kiedy usłyszałem kroki pod moimi drzwiami. Usiadłem.

Do środka wpadła Shirley. Twarz miała dziką, oczy wytrzeszczone i pełne odrazy, usta wykrzywione, gwałtownie łapała oddech. Jej twarz nabrała koloru purpury. Niezwykle wyraźnie widziałem kropelki potu spływające po nagiej skórze.

— Leo! — wyszeptała ochrypłym, zdławionym głosem. — O Boże, Leo!

— Co z tobą? Co się stało?

Chwiejnym krokiem ruszyła naprzód i opadła kolanami na mój materac. Była w szoku. Poruszała ustami, ale nie potrafiła wykrztusić więcej ani słowa.

— Na miłość boską, Shirely!

— Tak — wymamrotała. — Tak, Jack… Vornan… och Leo. Miałam rację! Nie chciałam wierzyć, ale jednak. Widziałam ich! Widziałam!

— O czym ty u diabła mówisz?

— Była pora lunchu — powiedziała, chrapliwie łapiąc oddech. — Obudziłam się i poszłam ich szukać. Sądziłam, że jak zwykle siedzą w pracowni Jacka. Nie odpowiadali, kiedy zapukałam, pchnęłam więc drzwi i wtedy zobaczyłam, dlaczego nie reagowali. Byli zajęci. Sobą. Sobą. Kotłowanina nóg i ramion. Widziałam. Stałam tak, patrząc może pół minuty. Och, Leo, Leo!

Jej głos wezbrał aż do przeszywającego krzyku. Miotała się w rozpaczy i zanosiła szlochem. Chwyciłem ją, zanim runęła na twarz. Ciężkie półkule jej piersi języczkami ognia uderzyły w moją chłodną skórę. Oczami wyobraźni ujrzałem scenę z jej opowieści. Teraz dopiero dotarła do mnie oczywistość sytuacji i przekląłem własną ślepotę, bezczelność Vornana i naiwność Jacka. Chciałem walić głową w mur, kiedy przed oczyma stanął mi obraz Vornan, który owija się wokół mojego przyjaciela niczym jakiś olbrzymi, drapieżny bezkręgowiec. Później nie było już czasu na dalsze rozmyślania. Tuliłem Shirley w ramionach: roztrzęsioną, bezbronną, lepką od potu i zapłakaną. Pocieszałem ją, jak mogłem. Przylgnęła do mnie całym ciałem, szukając stałego lądu na rozhukanym żywiole świata. Uścisk pocieszenia szybko jednak przemienił się w coś dużo bardziej intymnego. Nie potrafiłem opanować emocji, a ona przyjęła moją inicjatywę z ulgą. Nareszcie złączeni opadliśmy na posłanie.

Siedemnasty

Jakiś czas potem Kralick zabrał nas stamtąd. Milczałem jak zaklęty. Powiedziałem jedynie, że musieliśmy opuścić gościnny dom. Obyło się bez pożegnań. Ubraliśmy coś na siebie, spakowaliśmy rzeczy i pojechaliśmy do Tuscon, gdzie przejęli nas ludzie Kralicka.

Patrząc z perspektywy czasu, widzę, jak panicznie wyglądała nasza ucieczka. Możliwe, że powinienem był zostać i pomóc przyjaciołom w odbudowaniu utraconego spokoju. Ale w tym szalonym momencie czułem, że muszę uciekać. Poczucie winy było nazbyt przytłaczające, pajęczyna wstydu za bardzo lepka. To, co zaszło między Vornanem i Jackiem, i czego dopuściłem się z Shirley, było nieodwracalne. Bezpowrotny krok w katastroficzną plątaninę, w dodatku świadomość tego, co nie zaistniało pomiędzy Vornanem a Shirley. To ja wszystko popsułem. W krytycznym momencie utraciłem moralną przewagę, jaką mógłbym posiadać, gdybym nie poddał się nastrojowi chwili i opanował emocje. To ja byłem winien, odpowiedzialność spadała na moją głowę.

Pewnie już nigdy więcej nie zobaczę moich przyjaciół.

Zbyt wiele wiem o ich wstydliwej tajemnicy i jak człowiek, który natknął się przypadkowo na stosik pożółkłych listów będących własnością kogoś bliskiego, czuję, że moja niechciana wiedza jest tylko ciężarem i coraz bardziej oddala mnie od Jacka i Shirley. To się musi zmienić. Teraz, dwa miesiące później, widzę całe to zajście w trochę innym świetle. Wszyscy troje zachowaliśmy się jednakowo paskudnie. Niczym marionetki skakaliśmy na każde zawołanie Vornana. To, że znaliśmy nasze słabości, powinno było trzymać nas razem. Sam nie wiem. Jedno jest tylko pewne: wszystko, co kiedykolwiek łączyło Shirley i Jacka, leży teraz w gruzach i żadna ze stron nie podejmie się prób odbudowy.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Maski czasu»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Maski czasu» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Robert Silverberg - He aquí el camino
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Rządy terroru
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Poznając smoka
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Czekając na koniec
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Old Man
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Choke Chain
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Man In The Maze
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Księga Czaszek
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Prądy czasu
Robert Silverberg
Отзывы о книге «Maski czasu»

Обсуждение, отзывы о книге «Maski czasu» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x