Algis Budrys - Ten cholerny Księżyc
Здесь есть возможность читать онлайн «Algis Budrys - Ten cholerny Księżyc» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Год выпуска: 1991, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Ten cholerny Księżyc
- Автор:
- Жанр:
- Год:1991
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Ten cholerny Księżyc: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Ten cholerny Księżyc»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Ten cholerny Księżyc — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Ten cholerny Księżyc», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
— Czy chcesz przerwać badania? — spytał Latourette, chwytając go za rękaw kitla.
Hawks patrzył na niego bez słowa.
Latourette nie zwalniał uchwytu.
— Cobey. Czy to on każe ci przerwać prace?
— Cobey może tylko wyrażać życzenie, ale nie ma prawa wydawać mi rozkazów.
— Jest prezesem spółki i może cię zgnoić! Jest gotów na wszystko, żeby wyplątać Continental z tej sprawy.
Hawks zdjął dłoń Latourette’a ze swojego ramienia i przeniósł ją na obudowę przekaźnika. Sam wsunął dłonie do tylnych kieszeni spodni, odsuwając poły kitla.
— Marynarka początkowo wyłożyła pieniądze na budowę przekaźnika tylko dlatego, że to był mój pomysł. Dla nikogo innego na świecie nie ryzykowaliby taką sumą. Nie na taki szalony pomysł. — Zapatrzył się na maszynę. — Nawet teraz, kiedy się okazało, że to, co znaleźliśmy, jest takie, a nie inne, nawet teraz nie pozwolą Cobeyowi wycofać się z własnej inicjatywy. Dopóki uważają, że mogę jeszcze coś zrobić. Dlatego nie muszę się przejmować Cobeyem. — Uśmiechnął się lekko i trochę z niedowierzaniem. — To Cobey musi się mną przejmować.
— W takim razie co z tobą? Jak długo możesz to pociągnąć?
Hawks cofnął się o krok i przyjrzał się swojemu zastępcy z namysłem.
— Chodzi ci o projekty czy o mnie?
— No dobrze, Ed, przepraszam. Ale powiedz, co masz zamiar zrobić?
Hawks zmierzył spojrzeniem ogrom przekaźnika. Za ich plecami technicy gasili światła w różnych sekcjach urządzeń kontrolnych. Ciemność zapadała prostokątami na galerii wskaźników, zbliżając się do pojedynczej, zielonej lampki, palącej się nad słowem „wyłączone” w czerwono-zielonym napisie „włączone — wyłączone”.
— Nie mamy wpływu na charakter tego miejsca, do którego ich wysyłamy — powiedział Hawks. — I nie możemy już ulepszyć sposobu, w jaki ich wysyłamy. Jedyne, co jeszcze możemy zrobić, to wysłać innego człowieka. Człowieka, który nie zwariuje, kiedy poczuje, że umiera. — Zajrzał pytająco do wnętrza maszyny.
— Na świecie są różni ludzie — dodał. — Może znajdziemy człowieka, który nie boi się śmierci, człowieka, który myśli o niej z sympatią.
— Jakiegoś wariata — powiedział Latourette z goryczą.
— Może i wariata. Ale myślę, że taki jest nam potrzebny. — W laboratorium zapadł mrok. — Rzecz w tym, że potrzebujemy człowieka, którego pociąga to, co innych doprowadza do szaleństwa. Im bardziej, tym lepiej. Człowieka, którego podnieca śmierć. — Hawks zapatrzył się przed siebie niewidzącym spojrzeniem. — Teraz wiadomo, kim ja jestem. Jestem alfonsem śmierci.
2.
Vincent Connington był dyrektorem personalnym Continental Electronics. Energicznie wkroczył do gabinetu Hawksa i z entuzjazmem potrząsnął jego dłonią. Miał na sobie jasnogranatowy garnitur z szantungu i czerwone, kowbojskie buty. Usiadł w gościnnym fotelu mrużąc oczy od popołudniowego słońca, przenikającego przez żaluzje i rozejrzał się po pokoju.
— Mam taki sam gabinet piętro wyżej — powiedział. — Ale z dywanem i paroma dobrymi obrazami na ścianach wygląda to całkiem inaczej. Z przyjemnością przychodzę tu do pana, doktorze — zwrócił się z uśmiechem do Hawksa. _ Zawsze byłem pełen podziwu dla pana. Jest pan kierownikiem działu i nadal pracuje pan na dole ze swoimi ludźmi. Ja cały dzień siedzę za biurkiem i tylko pilnuję, żeby moi czegoś nie sknocili.
— Wychodzi to panu całkiem dobrze — powiedział Hawks bez wyrazu. Podświadomie podciągnął się w fotelu i ułożył twarz w pozbawioną emocji maskę. Zerknął raz na buty Conningtona i zaraz odwrócił wzrok. — W każdym razie pański dział przysyła mi znakomitych techników.
Connington uśmiechnął się.
— Nikt nie ma lepszych, ale to nic wielkiego. — Pochylił się i wyjął z kieszeni marynarki notatkę służbową Hawksa. — Ale to zamówienie załatwię osobiście.
— Mam nadzieję, że to się okaże możliwe — powiedział Hawks ostrożnie. — Podejrzewam, że znalezienie człowieka spełniającego te warunki będzie wymagało pewnego czasu. Jednocześnie, jak pan zapewne rozumie, czasu niestety nie mamy. Ja…
Connington przerwał mu gestem.
— Ja go już mam. Miałem go na uwadze od dawna.
— Naprawdę? — Uniósł brwi Hawks.
Connington uśmiechnął się chytrze po drugiej stronie metalowego biurka.
— Trudno w to uwierzyć, co? — Odchylił się na oparcie fotela. — Przypuśćmy, że ktoś przychodzi do pana i zamawia u pana… powiedzmy elektroniczny podzespół do określonych zadań. A pan otwiera szufladę, wyjmuje z niej arkusz papieru i mówi „Proszę bardzo”. A potem, kiedy ten gość przestałby już kręcić z podziwu głową i powtarzać, jakie to nieprawdopodobne, pan by mu wytłumaczył, że elektronika to jest coś, o czym pan myśli bez przerwy. I że jak pan nie myśli o jakimś określonym zadaniu, to myśli pan o elektronice w ogóle. I że interesując się elektroniką i śledząc jej rozwój, wie pan mniej więcej, w jakim kierunku ona zmierza. I że rozmyślając o niektórych przyszłych problemach czasami znajduje pan odpowiedzi z taką łatwością, że właściwie trudno to nazwać pracą. I że odkłada pan te pomysły do szuflady, gdzie czekają, aż przyjdzie na nie czas. Proste, prawda? Żadnych cudów, po prostu utalentowany człowiek, który wykonuje swoją pracę.
Connington znowu wyszczerzył zęby w uśmiechu.
— Tak więc mam człowieka jakby stworzonego do pracy z tą pańską maszyną. Znam go na wylot. I wiem też trochę o panu. Dużo jeszcze muszę się o panu dowiedzieć, ale nie sądzę, żeby czekały mnie jakieś niespodzianki. Ważne, że mam dla pana tego człowieka. Jest zdrowy, jest wolny i sprawdzałem go pod względem bezpieczeństwa co pół roku przez ostatnie dwa lata. Jest do pańskiej dyspozycji, doktorze, to nie żarty.
— Widzi pan, doktorze… — Connington splótł dłonie i odwrócił je na drugą stronę, aż trzasnęło mu w stawach — nie jest pan jedynym manipulantem na tym świecie.
— Manipulantem? — Hawks uniósł nieco brwi.
Connington zaśmiał się cicho z jakiegoś sobie tylko znanego dowcipu.
— Na świecie żyją różni ludzie, ale z grubsza można ich podzielić na dwie nierówne grupy. Są ludzie, których się usuwa z drogi albo ustawia w szeregu i są tacy, którzy tamtych przesuwają. Znacznie bezpieczniej i wygodniej jest iść tam, gdzie cię popchną. Nie ponosi się żadnej odpowiedzialności i jeżeli się wykonuje polecenia, co jakiś czas dostaje się rybę.
Być tym, który porusza innych, nie jest ani bezpiecznie, bo można się wpakować w kłopoty, ani wygodnie, bo człowiek musi sie nabiegać i, co więcej, musi sam sobie złapać rybę. Ale za to jest to tysiąc razy ciekawsze. — Spojrzał Hawksowi w oczy. — Czy nie tak?
— Panie Connington — powiedział Hawks odwzajemniając spojrzenie. — Nie jestem przekonany. Człowiek, którego poszukuję, musiałby mieć bardzo rzadkie cechy. Czy jest pan pewien, że może mi go pan dostarczyć natychmiast? Czy mówiąc, że ma go pan w pogotowiu, aby nie przesadza pan trochę? Podejrzewam, że może pan mieć jakieś swoje cele i korzysta pan ze szczęśliwego zbiegu okoliczności.
Connington odchylił się na oparcie, znów zaśmiał się do siebie i ze skórzanego pudełka ręcznej roboty wyjął zielone cygaro. Odciął koniec złotymi szczypczykami przymocowanymi do pudełka złotym łańcuszkiem i skorzystał ze złotej zapalniczki z rubinem. Zaciągnął się i pozwolił dymowi przesączać się między dużymi, zdrowymi zębami. Oczy błyszczały mu zza kłębu dymu utrzymującego się przed jego twarzą.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Ten cholerny Księżyc»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Ten cholerny Księżyc» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Ten cholerny Księżyc» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.