— Zastosowanie? Proszę bardzo: warianty życia ludzkiego. Popatrz: „Stocznia we Władywostoku poszukuje inżyniera elektryka do prac montażowych w terenie. Mieszkanie zapewnione.” Alboż nie jestem inżynierem elektrykiem? Prace montażowe w terenie, cóż może być piękniejszego? Oceaniczna fala zalewa armaturę. Ciągniesz kabel, zlizujesz słone bryzgi z warg — jednym słowem, pokonujesz żywioł.
— Tak, ale…
— Dobrze, rozumiem przedtem to było niemożliwe. Przedtem! W końcu jesteśmy ludźmi obowiązku: nie potrafimy po prostu rzucić pracy i pojechać, żeby zaspokoić włóczęgowskie skłonności. Zawsze tak zostajemy i razem z nami pozostaje żal po miejscach, w których nie byliśmy i nigdy nie będziemy, po ludziach, których nie spotkamy, po sprawach i wydarzeniach, w których nie weźmiemy udziału.
Zagłuszamy ten żal książkami, kinem, marzeniami — nie można przecież przeżyć kilku żyć jednocześnie. A teraz…
— A teraz tak samo. Ty pojedziesz do Władywostoku zlizywać bryzgi, a ja zostanę ze swoim niezadowoleniem.
— Ale… możemy się przecież wymieniać. Raz na pół roku, nikt nie zauważy… Ale nie, bzdura: przecież będziemy się różnić o pół roku własnych doświadczeń…
— Otóż to właśnie. Człowiek, który poszedł określoną drogą życiową, staje się inny, niż byłby wybierając inną.
…Mimo wszystko jednak zgłosił się właśnie do Władywostoku.
Pojechał nie po to, aby zagłuszyć niezadowolenie, tylko uciekł od lęków przeszłości. Uciekłby i dalej, ale dalej był ocean. Co prawda, wolny etat przy pracach montażowych w portach okazał się zajęty, ale koniec końców wysadzanie skał podwodnych, oczyszczanie miejsc dla postoju statków to też niezła praca. Romantyki nie brakowało: zanurzał się z akwalungiem w turkusową głębię, widział własny kołyszący się cień na wygładzonych przez przy bój głazach na dnie, wiercił otwory w skale, zakładał ładunki wybuchowe, podpalał lont — i płosząc ryby, które chwilę później wynurzały się brzuchami do góry, odpływał co sił ku dyżurującej łodzi. A potem, stęskniwszy się za pracą inżyniera, wprowadził udar elektrohydrauliczny, bezpieczniejszy i efektywniejszy od dynamitu. Jednak jakiś ślad po sobie pozostawił.
— A z daleka pan jedzie? — przerwała te wspomnienia towarzyszka podróży.
— Z Dalekiego Wschodu.
— Na zaciąg pan jeździł czy tak po prostu?
Chłopak spojrzał w dół szarymi oczami i uśmiechnął się z lekka.
— Na leczenie…
Towarzyszka podróży pokiwała głową z trwożnym współczuciem. Straciła ochotę do rozmowy. Wyciągnęła z torby książkę i zagłębiła się w lekturze.
…Tak, tam zaczęło się leczenie. Chłopcy z brygady byli zadziwieni jego odwagą. Istotnie, nie bał się: siła, zręczność, dokładne obliczenie — i żadnej fali głębinowej można się nie obawiać. Tam miał swoje życie we własnych rękach, czegóż miał się bać? To, co najstraszniejsze, przeżył tu, w Dnieprowsku, kiedy Kriwoszein był panem jego życia i śmierci. I to nie jednej śmierci, a wielu. Kriwoszein nie rozumiał, że to, co z nim wyczyniał, było gorsze niż torturowanie związanego.
Mimo woli napięły mu się mięśnie. Przebiegł go dreszcz złości.
Tak wiele wywiały z niego przez rok oceaniczne monsuny: przygnębienie, paniczny lęk, nawet uczucia do Leny. A to pozostało.
„Może nie warto było wracać? Ocean, przy którym czujesz się mały i prosty, dobrzy koledzy, trudna i ciekawa praca. Ogólny szacunek. Tam stałem się sobą. A tu… kto wie, jak potoczyły się jego sprawy?”
…Ale nie mógł nie powrócić, tak jak nie potrafił zapomnieć tego, co było. Najpierw — w przerwie na papierosa, po pracy, w wolne dni, kiedy całą brygadą pływali do Władywostoku — nieprzerwanie dręczyła go myśl: „A Kriwoszein pracuje. Jest sam…” Potem przyszła koncepcja.
Pewnego razu oczyszczali dno w bezimiennej zatoczce w Kraju Chabarowskim, gdzie z urwistego pobrzeża tryskały ciepłe źródła mineralne. Zeskoczywszy z łodzi trafił w strumień wody i o mało nie krzyknął, tak gwałtowna była pamięć ciała. Smak wody był smakiem tamtej cieczy, nieopisana ciepła łagodność kryła w sobie tamtą dawną groźbę: rozpuścić, zniszczyć, wygasić świadomość. Rzucił się przed siebie — chłodna fala oceanu otrzeźwiła go i uspokoiła. Ale wrażenie pozostało. Do wieczora przekształciło się w myśl, i to jaką: można ustawić odwrotny eksperyment!
I ratując się przed wspomnieniami przeszłości „zachorował” na koncepcję. Ożyła wyobraźnia badacza. Jakie to było piękne: obmyślać eksperyment, przewidywać ogromne wyniki, które może przynieść… Praca minera wydawała mu się szarą wegetacją. Teraz bez obaw, szczegółowo i planowo przemyśliwał nad wszystkim, co z nim się działo, odtwarzał w myśli różnorakie warianty doświadczenia… Nie mógł tam pozostać z tą koncepcją: przecież Kriwoszein i do dziś prawdopodobnie do niej nie doszedł. Do takiej koncepcji nie można dojść drogą teoretycznych rozważań — trzeba przeżyć wszystko tak, jak on sam to przeżył.
Jednak nieubłagana logika ich problemu doprowadziła do tego, że w ślad za koncepcją doświadczenia przyszła inna myśl: no dobrze, znajdą nową metodę wzbogacenia człowieka informacją. I cóż ona da? Ta myśl była trudniejsza od poprzedniej; w drodze z Władywostoku do Dnieprowska nieraz powracał do niej, ale ani razu nie przemyślał jej do końca.
Przed oknem wagonu, odbijając stukot kół, mignęła kratownica mostu: pociąg przejeżdżał przez Dniepr. Chłopak oderwał się na chwilę od swoich myśli, przyjrzał się poduszkowcowi lecącemu nad błękitną wodą w dół rzeki i zielonym stokom na prawym brzegu.
Most skończył się, znów zaczęły migać domki, ogrody, żywopłot wzdłuż nasypu.
„Wszystko sprowadza się do problemu: w jaki sposób i jaką informacją można udoskonalić człowieka? Cała reszta jest jego rozwinięciem. Dany jest układ: mózg ludzki i wejścia — oczy, uszy, nos i inne. Trzy potoki informacji docierają do mózgu: życie codzienne, nauka i sztuka. Należy wydzielić informację najefektywniej oddziaływającą na człowieka i tak ukierunkowaną, aby doskonaliła i uszlachetniała. Najefektywniejsza jest oczywiście informacja, którą przynosi życie codzienne: jest konkretna i realna, formuje doświadczenie życiowe człowieka. Samo życie, co tu dużo mówić. Istotne jest to, że współ działa z człowiekiem na zasadzie sprzężenia zwrotnego: życie oddziałuje na człowieka, ale i on swoim zachowaniem oddziałuje na życie. Ale efekt codziennego doświadczenia bywa różny: zmienia człowieka i na lepsze, i na gorsze. A więc nie to…
Rozpatrzmy informację naukową: też realna, obiektywna, ale abstrakcyjna. W istocie swojej jest uogólnionym doświadczeniem wynikającym z działalności człowieka. Dlatego jest stosowalna w wielu sytuacjach życiowych i dlatego też jej oddziaływanie na życie jest olbrzymie. Tu zresztą też istnieje sprzężenie zwrotne z życiem; wprawdzie nie indywidualne dla każdej jednostki, a ogólne: nauka rozwiązuje problemy życia, kształtując je w ten sposób, a ukształtowane przez nią życie stawia przed nauką nowe problemy. Znowu jednak wpływ nauki na życie w ogóle i na określonego człowieka w szczególności może być dodatni lub ujemny. Przykładów jest wiele.
I jeszcze jedna wada: trudne przyswajanie przez człowieka. Tak, ciężka sprawa… Ale to nic, jeśli ciągle myśleć o tym samym, wcześniej czy później dojdzie się do czegoś… Najważniejsze, żeby myśleć według jakiegoś systemu…”
Uwagę jego odwróciło dochodzące z dołu pochlipywanie. Spojrzał: pasażerka, nie odrywając oczu od książki, wycierała chusteczką zaczerwienione oczy.
Читать дальше