— Co pani czyta?
Spojrzała ze złością w górę, pokazując okładkę: „Trzej towarzysze” Remarque'a.
— A niech ich… — i znowu pogrążyła się w lekturze.
„Tak… Umiera na gruźlicę dziewczyna, kochająca i subtelna. A moja syta i zdrowa sąsiadka współczuje jej jak samej sobie. Jednym słowem, nie ma co kombinować: widocznie informacja płynąca ze Sztuki to właśnie to! A w każdym razie ukierunkowana jest na wszystko najlepsze w człowieku. W Sztuce przez tysiące lat wyselekcjonowała się najwyższej jakości informacja o człowieku: myśli, opisy subtelnych drgnień duszy ludzkiej, silnych i szlachetnych uczuć, barwnych charakterów, pięknych i mądrych czynów…
Wszystko to z dawien dawna nastawione jest na to, aby rozwijać w człowieku rozumienie bliźnich i życia, naprawiać obyczaje, budzić myśli i uczucia, wykorzeniać zwierzęce cechy charakteru. Przy tym ta informacja dociera do człowieka, mówiąc ściśle, jest wspaniale zakodowana, najlepiej, jak to tylko możliwe, przystosowana do opracowania przez maszynę matematyczną typu „Człowiek”. Z tego punktu widzenia, ani codzienna, ani naukowa informacja nawet równać się nie może z informacją płynącą ze Sztuki.” Pociąg zwolnił przejeżdżając przedmieścia Dnieprowska. Pasażerka odłożyła książkę, zaczęła się krzątać, wyciągnęła walizki spod ławek. Chłopak wciąż leżał i myślał.
„Tak, ale co z efektywnością? Przez tysiąclecia ludzie wysilali się… Co prawda, mniej więcej do połowy ubiegłego wieku Sztuka była dostępna tylko dla nielicznych. Ale potem przyszła technika: rozpowszechnienie druku, litografia, wystawy, zapis dźwięku, kino, radio, telewizja — informacja stała się dostępna dla wszystkich. Dla współczesnego człowieka ilość informacji otrzymywanej z książek, filmów, audycji radiowych, czasopism ilustrowanych i telewizji jest współmierna z ilością informacji pochodzącej z życia codziennego i daleko większa niż ilość informacji naukowej. I cóż? Hm… oddziaływania. Sztuki nie można zmierzyć przyrządem i sprawdzić w doświadczeniu. Pozostaje porównanie — dajmy na to! — oddziaływania nauki i sztuki w ciągu ostatniego półwiecza. Boże, przecież o żadnym porównaniu tu nawet nie może być mowy.” Pociąg wjechał na peron pełen oczekujących, bagażowych i lodziarzy. Chłopak zeskoczył ze swojego miejsca, zdjął plecak, przewiesił przez rękę niebieski płaszcz. Współpasażerka dreptała wokół trzech solidnych waliz.
— Ależ pani ma wielki bagaż, pomogę — chłopak chwycił największą walizkę.
— Nie, nie, dziękuję! — Dama szybko usiadła na jednej walizce, przełożyła toczoną nogę przez drugą i obiema rękami wczepiła się w trzecią, trajkocząc: — Nie, dziękuję. Nie, nie, dziękuję. Nie trzeba.
Uniosła twarz, w której nie pozostało nic sympatycznego. Policzki nie były pełne, ale tłuste, a oczy, wcale nie niebieskie, tylko wodniste — patrzyły z przerażeniem i wrogością. Brwi w ogóle znikły: zostały dwa spocone pasemka tuszu. Wydawało się, że wystarczy jeden ruch i kobieta zacznie krzyczeć.
— Przepraszam. — Chłopak cofnął rękę i wyszedł. Poczuł obrzydzenie.
„No i proszę: przykładowe porównanie efektów informacji codziennego doświadczenia i Sztuki — myślał ze złością, idąc przez plac koło dworca. — Mało to ludzi mogło przyjechać z okolic nie tak znowu odległych: zaopatrzeniowiec, działacz partyjny, sportowiec, rybak… Nie, musiała pomyśleć najgorsze i podejrzewać o nieuczciwe zamiary. Niezawodna zasada życia codziennego: lepiej nie uwierzyć, niż się omylić. Ale czy nie mylimy się przez to znacznie bardziej?”
W pociągu myślał z nudów. Teraz rozmyślał, aby się uspokoić, i wciąż o tym samym.
„Oczywiście, gdyby opowiedzieć o każdym człowieku w książce albo na ekranie, to ludzie zrozumieją, uwierzą w niego, przebaczą wady, pokochają za zalety. A w życiu wszystko jest bardziej złożone i powszednie… Zresztą, czy można mieć do niej pretensję, sam nie jestem inny. Kiedyś, w cielęcym wieku, nie wierzyłem ojcu. Kochałem, ale nie wierzyłem. Nie wierzyłem, że brał udział w rewolucjach, w wojnie domowej, że dowodził kompanią u Czapajewa, spotykał Lenina… Wszystko zaczęło się od filmu „Czapajew”: nie było w nim ojca. Był autentyczny Czapajew i inni bohaterowie, mocnymi głosami wygłaszali soczyste, urywane zdania… a taty nie było. I w ogóle, cóż on mógł mieć wspólnego z Czapajewem? Kłócił się z mamą.
Mówił sepleniąc z powodu sztucznej szczęki, którą na noc wkładał do szklanki. Nieprawidłowo — inaczej niż w kinie — wymawiał słowa, a co trudniejsze przekręcał. A do tego w 1937 posadzili go… I kiedy opowiadał sąsiadkom na podwórku, jak za agitację bolszewicką na froncie w czasach Kiereńskiego stał dwie godziny w pełnym oporządzeniu na przedpiersiu okopu, jak przywoził Leninowi do Smolnego srebrne monety od żołnierzy frontowych na fundusz rewolucyjny, jak skazany przez Kozaków na śmierć siedział w stodole… a baby wzdychały, omdlewały z zachwytu, klaskały w dłonie: „A to ci bohater z naszego Karpycza, ojejej!” — podśmiewałem się i nie wierzyłem. Wiedziałem dokładnie, jacy są bohaterowie — z kina i z radia…”
Twarz przyjezdnego zmarszczyła się od wspomnień.
„Zresztą, w końcu to nie byłem ja. Ale najważniejsze, że to było… Tak, chyba jednak w tym wspaniałym sposobie przekazu informacji — Sztuce — jest jakaś wada. Ludzie oglądają film czy przedstawienie, czytają książkę i mówią: „Podoba mi się” — a żyją, jak żyli: jedni nieźle, drudzy tak sobie, a jeszcze inni całkiem parszywie.
Teoretycy sztuki szukają wad w odbiorcach informacji, powiadają: publiczność głupia, czytelnik nie dorósł… nie, nieprawda. I w ogóle zwalać wszystko na tępotę i ciemnotę ludzi to niekonstruktywne podejście… Ludzie potrafią wszystkiego się nauczyć i zrozumieć. W większości nie są ani tępi, ani ciemni. A więc lepiej szukać jednak winy w metodzie, tym bardziej że ta metoda jest mi potrzebna do eksperymentu…”
Wzrok przyjezdnego zatrzymał się na budce telefonicznej. W pierwszej chwili spojrzał nieprzytomnie, czyżby miał tu coś do zrobienia? Potem przypomniał sobie. Westchnął głęboko, wszedł do budki, wykręcił numer pracowni nowych układów. Czekając na odpowiedź czuł, jak zaczęło mu bić serce, w ustach wyschło. „Denerwuję się. Źle ze mną…” Nikt się nie zgłaszał. Wahając się, zadzwonił do dyżurnego Instytutu Systemologii:
— Czy mógłby mi pan pomóc odnaleźć Kriwoszeina? Może jest na urlopie?
— Kriwoszein? On… nie, nie na urlopie. A kto mówi?
— Jeśli pojawi się dziś w Instytucie, bardzo proszę powiedzieć, że przyjechał… Adam.
— Adam? A nazwisko?
— On będzie wiedział. Bardzo proszę niech pan nie zapomni.
— Dobrze, będę pamiętał.
Przyjezdny wyszedł z budki z ulgą: dopiero w tej chwili zrozumiał, że jest do tego spotkania zupełnie nie przygotowany. „No, nic nie poradzę, sikoro już przyjechałem… A może jest w domu?” Wsiadł do trolejbusu. Otulone granatowym mrokiem ulice nie interesowały go: wyjechał latem i powrócił latem, wszystko w zieleni, jakby się nic nie zmieniło.
„No dobrze, więc jak w końcu zastosować informację Sztuki w naszej pracy? I czy w ogóle można ją zastosować? Całe nieszczęście polega na tym, że informacja ta nie staje się ani doświadczeniem życiowym, ani nauką, a właśnie na doświadczeniu i nauce budują ludzie swoje postępowanie. W zasadzie powinno być tak: przeczytałeś książkę i zaczynasz rozumieć siebie i znajomych; drań obejrzał przedstawienie, przeraził się i stał się uczciwym człowiekiem, tchórz poszedł do kina i wyszedł odważny. I żeby na całe życie, a nie na pięć minut. Pewnie o takim właśnie działaniu swojej informacji marzą pisarze i malarze. A dlaczego tak się nie dzieje? Zastanówmy się. Informacja Sztuki budowana jest na wzór codziennego doświadczenia. Jest konkretna, zawiera tylko ukryte i nie całkiem ścisłe uogólnienia, ale nie jest realna, a jedynie prawdopodobna. Na tym chyba polega jej słabość. Nie może być zastosowana w taki sposób jak informacja naukowa: na to, aby człowiek mógł na jej podstawie projektować i planować swe życie, jest zbyt ogólna i mało obiektywna. Nie można również kierować się nią tak, jak codziennym doświadczeniem, a to właśnie z powodu jej konkretności, która nigdy nie przystaje całkowicie do konkretnego życia danego odbiorcy.
Читать дальше