David Shobin - Dostawca
Здесь есть возможность читать онлайн «David Shobin - Dostawca» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Триллер, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Dostawca
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Dostawca: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Dostawca»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Dostawca — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Dostawca», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Tryskał entuzjazmem, niestosownym w tej sytuacji.
– Wszystko w porządku? – spytał. Alyssa spojrzała na niego tępo, a jej mąż nie odezwał się. Zanim doktor zdążył cokolwiek dodać, ginekolog przywołał go do siebie.
– No i jak poszło? – spytał Schubert. Ginekolog ostrożnie dobierał słowa.
– Wydaje mi się, że mamy pewien problem, doktorze Schubert.
– O czym ty mówisz?
– Jego zdaniem – powiedział, wskazując ruchem głowy lekarza z neonatologii – to dziecko nie ma zespołu Downa. Wygląda na to, że usunął pan nie ten płód, co trzeba.
W hrabstwie Suffolk podejmowano wszelkie możliwe działania, by odnaleźć rodziny zmarłych, po których ciała nikt się nie zgłaszał, zwłaszcza gdy chodziło o zmarłe dzieci. Jednak skrupulatne poszukiwania pani Nieves nie przyniosły rezultatów. Dlatego też sprawa trafiła do władz hrabstwa. Gdyby w ciągu trzydziestu dni nie odnaleziono rodziny, ciało miało zostać wysłane do Washington Pines w celu przeprowadzenia kremacji. Do tego czasu bliźnięta Nieves powinny leżeć w kostnicy Szpitala Uniwersyteckiego.
Wieczorem, tego samego dnia, kiedy Alyssa zaczęła rodzić, w kostnicy rozbłysło światło i do środka wszedł mężczyzna z dużą torbą z logo firmy Nike. Otworzył chłodnię. Wcześniej wypełnił wszystkie niezbędne papiery, datując je na dwadzieścia sześć dni naprzód, by w razie czego mieć dowód, że ciała zostały przewiezione do krematorium. Mężczyzna wyciągnął z chłodni półkę z nierdzewnej stali i zabrał worek, w którym leżały bliźnięta. Wepchnął go do torby, którą przewiesił przez ramię. Następnie zgasił światło, zamknął drzwi i wyszedł.
W chłodnych podziemnych korytarzach mężczyzna od czasu do czasu mijał różnych ludzi, ale nikt nie zwrócił uwagi na jego bagaż. Opuścił szpital wyjściem dla personelu i przeszedł przez podziemny garaż, kierując się ku parkingowi, gdzie stał jego dodge. Wrzuciwszy bagaż na tylne siedzenie, mężczyzna wsiadł do wozu i wkrótce jechał już autostradą na wschód.
Dom mężczyzny znajdował się na Long Island, między Manorville a Mattituck. Przed kilkoma laty kupił zaniedbaną, dwuakrową parcelę, na zalesionym obszarze daleko od szosy. Stał na niej walący się dom i równie zniszczona stodoła, której przegniłe drewniane ściany nie były malowane ani odnawiane od dziesiątków lat.
Po czterdziestu minutach jazdy autostradą mężczyzna musiał jeszcze przez pewien czas kluczyć wyboistymi drogami, by dotrzeć do stojącego na odludziu domu. Zabrał torbę z tylnego siedzenia, po czym skierował się do stodoły i otworzył wrota. Budynek tylko z pozoru popadał w ruinę; choć z zewnątrz wyglądał, jakby jeden podmuch wiatru mógł go znieść z powierzchni ziemi, to w środku był wzmocniony stalowymi wspornikami. Ściany, choć chropowate i niewykończone, wydawały się dość solidne i nadawały wnętrzu surowy wygląd.
Mężczyzna otworzył ciężki zamek, zamknął drzwi za sobą i włączył światło. W pokoju nie było okien. Skąpany w bladym, zimnym świetle jarzeniówek, robił niesamowite wrażenie. W kącie stał żelazny czarny kocioł. Na ścianie przy drzwiach wisiały półki; na jednej z nich stała skrzynka z chrząszczami. Najbardziej niezwykłe jednak było to, co wisiało na pozostałych trzech ścianach.
Jedną z nich pokrywały szkielety zwierzęce w najprzeróżniejszych pozycjach, od spoczynku, przez lot, po atak. Były tu szkielety fok i hipopotamów, dzikich psów i kotów, drapieżnych ptaków oraz gadów. Każdy z nich został uchwycony jakby w naturalnej pozie.
Szkielety na pozostałych dwóch ścianach łatwiej dało się rozpoznać; były to bowiem szkielety ludzkie, tworzące coś na kształt makabrycznej scenki rodzajowej. Dwa z nich, ustawione twarzą w twarz, zdawały się prowadzić ożywioną rozmowę. Jeden z „rozmówców" wskazywał trzeciego, który wyglądał tak, jakby gonił czwartego i tak dalej. Ułożone w makabryczny fryz szkielety miały najrozmaitsze rozmiary, od małych dzieci po zgarbionych starców.
Mężczyzna postawił torbę na stole ze stali nierdzewnej i wygrzebał z niej worek z ciałami. Rozsunąwszy suwak, wyjął zimne zwłoki braci Nieves. Na ich piersiach były widoczne sine ślady po nieudanym masażu serca. Mężczyzna napełnił kocioł gorącą wodą i ustawił termostat na temperaturę tuż poniżej punktu wrzenia. Czekając, aż woda się zagrzeje, bez cienia emocji wypatroszył bliźnięta. Kiedy woda zaczęła się gotować, wrzucił do niej pozbawione narządów wewnętrznych zwłoki.
Minie dwanaście godzin, zanim skóra, ciało i mięśnie oddzielą się od kości. Po zakończeniu wytapiania to, co zostanie z bliźniąt Nieves, będzie nierozpoznawalne.
A wtedy chrząszcze znów będą się mogły najeść do woli.
ROZDZIAŁ 6
Z uwagi na spotkanie z Bradem Morgan dziękowała losowi, że tego dnia ubrała się tak, jak się ubrała. Rano przewodniczyła zebraniu personelu AmeriCare i w związku z tym postanowiła wyglądać jak kobieta sukcesu: włożyła ciemnoszary dwurzędowy kostium. Choć nie był to odpowiedni strój na podwieczorek, powiedziała sobie, że przecież nie idzie na randkę.
Miała mieszane uczucia co do tego spotkania. Brad pokazał już, że potrafi być i czarujący, i irytujący. Jednak w głębi duszy Morgan musiała przyznać, że nie miałaby nic przeciwko temu, by zaprosił ją na randkę. Właściwie nie była pewna, jak by zareagowała. Wielu kobietom mógł się spodobać jego młodzieńczy wdzięk, ale ona wolała bardziej doświadczonych mężczyzn. I choć nie można mu było zarzucić braku profesjonalizmu, jego wygłupy z rybkami wydały jej się infantylne, no i nie wiedziała, co sądzić o piśmie dla nudystów, które trzymał w swoim gabinecie.
Poza tym Brad chyba żywi uprzedzenia do ludzi pracujących w systemie ubezpieczeń zdrowotnych. O miejscu pracy Morgan wyrażał się z jednoznaczną wrogością. Im więcej o tym myślała, tym większego nabierała przekonania, że gdyby zdecydowali się być razem, czekałoby ich wiele trudnych chwil.
Spóźniła się na spotkanie. Radisson nie był daleko, ale korki na drogach sprawiły, że na miejsce dotarła dopiero o wpół do szóstej. Zostawiwszy nissana na parkingu, wbiegła do holu budynku i wjechała ruchomymi schodami na piętro, gdzie mieścił się bar.
Brad czekał na nią w środku. Swobodnie ubrany, miał na sobie blezer, narzucony na rozpiętą pod szyją koszulę. Jego ogorzała cera i mocno zarysowana szczęka świadczyły o tym, że spędza wiele czasu na świeżym powietrzu. Kiedy wstał na jej powitanie, Morgan zauważyła, że jest od niej nieco wyższy.
– Cieszę się, że mogłaś przyjść. Napijesz się czegoś?
– Co zamówiłeś dla siebie? – spytała.
– Mrożoną herbatę.
– Może być.
Brad skinął ręką na kelnerkę, wskazał swoją prawie pustą szklankę i uniósł dwa palce. Następnie usiadł, a Morgan zajęła miejsce naprzeciw niego. Pianista grał stary utwór Franka Sinatry.
– Pracujesz niedaleko stąd, prawda? – zagaił Brad.
– Kilkaset metrów. Dziesięć minut drogi, kiedy nie ma korków. Zanim przejdziemy do rzeczy, doktorze Hawkins…
– Brad.
– Brad. – Uśmiechnęła się. – Chciałabym przeprosić za to, co mówiłam w twoim gabinecie. Cóż, widać jestem z natury podejrzliwa wobec żonatych mężczyzn.
– Przykre doświadczenia?
– Można tak powiedzieć. Sparzyłam się tyle razy, że wolałabym o tym nie pamiętać. Nie wiem, co takiego dzieje się z mężczyznami po ślubie, że zaczynają ich pociągać samotne kobiety.
– Nigdy nie wyszłaś za mąż?
– Raz niewiele brakowało – powiedziała. – Wtedy mieszkałam w mieście. Pewnie było to jednym z powodów, dla których przeprowadziłam się tutaj.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Dostawca»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Dostawca» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Dostawca» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.