David Shobin - Dostawca

Здесь есть возможность читать онлайн «David Shobin - Dostawca» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Триллер, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Dostawca: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Dostawca»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Supernowoczesny szpital. Przykład nieograniczonych niemal możliwości współczesnej medycyny. Nikt jednak nie potrafi wyjaśnić tajemniczych zgonów na oddziale noworodków. Doktor Brad Hawkins usiłuje rozwiązać zagadkę. Dokonuje szokującego odkrycia. I przekonuje się, że następną ofiarą może być on sam…

Dostawca — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Dostawca», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Kelnerka przyniosła zamówione napoje. Brad pociągnął duży łyk herbaty.

– A jakie były inne powody?

– Właściwie sama nie wiem. Widzisz, tam prowadziłam prywatną praktykę…

– Poważnie? – przerwał jej. – Jak można zrezygnować z czegoś takiego? Po co ktoś tak inteligentny jak ty miałby się marnować w firmie ubezpieczeniowej?

Morgan podniosła wzrok znad szklanki i spojrzała na niego ze złością. Właśnie takie złośliwe, krzywdzące uwagi najbardziej j ą wkurzały. Mimo to postanowiła zachować spokój.

– Po pierwsze, w grupie byłam na samym dole piramidy, pracowałam szesnaście godzin dziennie, siedem dni w tygodniu.

– W jakiej grupie?

– Na East Side, z siedzibą na Uniwersytecie Cornella – powiedziała. -Po tym jak skończyłam staż w szpitalu Beth Israel, tak bardzo chciałam otworzyć własną praktykę, że od razu do nich dołączyłam. Grupa składała się z sześciu dość szeroko znanych osób i pochlebiało mi to, że zwrócili się do mnie z propozycją. Większość z nich jednak była starsza ode mnie. Dlatego harowałam jak wół.

– Musiało ci być ciężko.

– Szczerze mówiąc, nie chodziło tylko o godziny pracy – powiedziała. -Z takiego czy innego powodu do praktyki trafiało dużo poważnie chorych dzieci, w tym wiele prosto z onkologii. Kilkoro z nich zmarło, wszystkie na moich oczach. Trochę to mną wstrząsnęło. Straciłam pewność siebie. Potem związałam się z pewnym mężczyzną i… no cóż, po długich rozmyślaniach nad własnym życiem uznałam, że muszę nieco ochłonąć. – Przypatrywała mu się podejrzliwie. – Dlaczego się uśmiechasz?

– Miło jest wiedzieć, że jednak znam się na ludziach – powiedział. – Od razu miałem wrażenie, że mogłabyś się nadawać na prawdziwego lekarza. Morgan w obronnym geście skrzyżowała ręce na piersi.

– Ja jestem prawdziwym lekarzem. Czemu właściwie tak bardzo nienawidzisz firm ubezpieczeniowych?

– To nie moja wina, tylko ich – powiedział, spokojnie sącząc herbatę. Ludzie, którzy zarządzają takimi firmami jak twoja, myślą, że wszystko d się zredukować do ekonomii. Które koszty można by ograniczyć, które wnioski odrzucić, ile papierów do wypełnienia wcisnąć pacjentom do gardła, żeby wreszcie machnęli ręką i zrezygnowali z takiego czy innego zabiegu. I to mai być ułatwianie dostępu do ochrony zdrowia? |

– Przykro mi, że miałeś przykre doświadczenia, ale co to ma wspólnego ze mną?

– Pewnie nic. Jednak jesteś od zarządzania, a nie wydaje mi się, żeby ludziom takim jak ty działa się krzywda. I to nie my, lekarze, cierpimy najbardziej.

Weź na przykład twoją siostrę. Chciałbym jej zrobić kilka bardzo specjalistycznych analiz krwi, ale zgadnij, kto nie chce za nie zapłacić? AmeriCare. Twierdzą, że użyteczność tych zabiegów nie została przekonująco udowodniona, więc nie wyrażają zgody na ich przeprowadzenie. I to ma być ochrona zdrowia? A gdyby od jednej z tych analiz zależało jej życie? Czy wtedy opłaciłoby się j ą przeprowadzić? Jak już mówiłem, w ostatecznym rozrachunku to pacjenci wychodzą na tym najgorzej. Morgan lekko klasnęła w dłonie.

– Kierują tobą bardzo szlachetne odczucia, ale słuchając cię, mam wrażenie, że uważasz mnie za uczestnika jakiegoś gigantycznego spisku.

– Jeśli tak to zrozumiałaś – powiedział wzruszając ramionami – to przepraszam. Po prostu moje doświadczenia z firmami ubezpieczeniowymi nie są zbyt dobre. Słuchaj, Morgan, AmeriCare nie zasługuje na ciebie. Myślałaś o tym, żeby wrócić do medycyny klinicznej?

W jej oczach pojawił się smutek.

– Czasami tęsknię do mojej dawnej pracy. Dobrze się czułam wśród dzieci. Jednak kiedy sobie przypomnę ten ciągły stres i wszystkie tragedie, których byłam świadkiem, to od razu opuszcza mnie nostalgia. Zresztą, kto wie? Może kiedyś znowu tym się zajmę. A ty?

– Kocham swoją pracę – powiedział. – Na początku, kiedy tu przyjechałem, wcale tak nie było. Miałem mnóstwo spraw na głowie. Po pierwsze, Mikey był jeszcze małym dzieckiem…

– Mówisz o chłopcu ze zdjęć w twoim gabinecie? Skinął głową.

– Teraz ma osiem lat i jest z nim trochę kłopotów.

– A ta kobieta?

Miejsce uśmiechu na jego twarzy zajął wyraz głębokiego smutku.

– To moja żona, Danielle. Zginęła w idiotycznym wypadku.

– Tak mi przykro.

– Dzięki. – Odwrócił wzrok i westchnął, niepewny, czy nie za bardzo l się rozczula. – To dziwne, ale choć minęło już tyle czasu, ciągle wydaje mi l się, że zdarzyło się to niedawno. Michael miał wtedy dwa lata.

– Było ci wtedy ciężko, prawda?

– Nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo. Po śmierci żony zatrudniłem gosposię, która miała opiekować się Michaelem, a sam rzuciłem się w wir pracy. Dwudziestoczterogodzinna harówka to było to. Początkowo przyjmowałem wezwania nawet wtedy, kiedy nie musiałem, byle nie zostawać sam na sam z myślami.

– Praca, praca i jeszcze raz praca?

– No, nie całkiem – powiedział. – Wolny czas, choć mam go niewiele, spędzam z moim synem. Ostatnio bywam z nim coraz częściej… – Zawiesił głos. – Ale nie o tym chciałem z tobą rozmawiać. Ciekaw jestem, co myślisz o tych zgonach na oddziale intensywnej terapii noworodków.

– A czemu sądzisz, że w ogóle wiem cokolwiek na ten temat?

– Jestem na bieżąco z tym, co dzieje się na porodówce. – odparł po chwili milczenia. – Obejrzałem karty zmarłych dzieci i jedno wiem na pewno: dzieje się coś dziwnego.

Morgan zmrużyła oczy.

– To znaczy?

– Kiedy cztery noworodki, których stan się poprawia, nagle dają za wygraną i umierają, to nie może być zwykły zbieg okoliczności. Jak dotąd jedyną wspólną cechą łączącą te dzieci jest to, że były wasze.

Morgan zmarszczyła brwi.

– Nasze?

– Wszystkie zostały ubezpieczone przez AmeriCare. Morgan nie była pewna, czy się nie przesłyszała.

– Na litość boską, co ty sugerujesz?

– Nic, po prostu stwierdzam fakt. Jak myślisz, jakie jest prawdopodobieństwo wystąpienia takiej zbieżności?

Morgan odwróciła się, oburzona. Wiedziała, że troje ze zmarłych dzieci było ubezpieczonych w jej firmie, ale uznała to za zbieg okoliczności. Nie miała pojęcia, że opiekę nad czwartym także finansowała AmeriCare. Mimo to niedorzecznością było sugerowanie, że firma ubezpieczeniowa może mieć coś wspólnego z serią niewyjaśnionych zgonów w szpitalu.

– Chyba nie podoba mi się to, do czego zmierzasz.

– Ja do niczego nie zmierzam. Po prostu mówię, że twoja firma była ich ubezpieczycielem.

– Brad, bądź poważny. Wiem, że nienawidzisz systemu finansowania ochrony zdrowia, ale czy naprawdę myślisz, że firma ubezpieczeniowa mogłaby… zniżyć się do czegoś tak… to, o czym mówisz, byłoby zbrodnią.

Wzruszył ramionami.

– Ja niczego nie myślę. Po prostu szukam odpowiedzi.

– Ale jakie firma miałaby z tego korzyści oprócz finansowych?

– O, właśnie – powiedział, wyciągając palec w jej stronę.

– Myślisz, że w grę wchodził motyw finansowy? – Sugestie Brada były coraz bardziej absurdalne. Morgan spojrzała na niego z powątpiewaniem. – Bzdura!

– Tak sądzisz? Pamiętasz tę Nigeryjkę, która jakiś czas temu urodziła w Houston ośmioraczki? Całkowity koszt opieki nad nią i dziećmi przekroczył milion dolarów. Myślisz, że firmy ubezpieczeniowe nie przejmują się takimi wydatkami?

– To co innego.

– Niekoniecznie. Przeprowadźmy pewne obliczenia, dobrze? – powiedział. – Weź na przykład te bliźnięta syjamskie. Ich stan był stabilny. Gdyby przez miesiąc albo dwa nic się nie zmieniło, można by je rozdzielić. Powiedz mi jednak, ile tak na oko wynoszą koszty miesięcznego pobytu noworodka na oddziale intensywnej terapii? W przybliżeniu.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Dostawca»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Dostawca» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Dostawca»

Обсуждение, отзывы о книге «Dostawca» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.