David Shobin - Dostawca
Здесь есть возможность читать онлайн «David Shobin - Dostawca» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Триллер, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Dostawca
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Dostawca: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Dostawca»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Dostawca — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Dostawca», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
– Trzydziestym drugim? Przecież to za miesiąc! – Spojrzała na niego wyczekująco, ale Brad tylko skinął głową. – I do tego czasu mam leżeć w szpitalu?
– Zostaniesz tu mniej więcej dwadzieścia cztery godziny i jeśli wszystko dobrze pójdzie, przeniesiemy cię na oddział przedporodowy. Tam będziesz miała większą swobodę. Ale ponieważ nosisz bliźnięta, błony płodowe pękły, a twoje ciśnienie pozostawia wiele do życzenia, będziemy mieć cię na oku.
Jennifer próbowała ogarnąć to wszystko. W milczeniu odwróciła głowę i westchnęła.
Brad wstał.
– Wrócę tu później. Czy do tego czasu mogę coś dla ciebie zrobić?
– Tak – odparła. – Nie podłączyli mi jeszcze telefonu. Mógłby pan zadzwonić do mojej siostry i wytłumaczyć jej, o co chodzi, jak lekarz lekarzowi?
– Niezwykłe – powiedział Britten. – Wprost zachwycające. To przekracza wszelkie moje wyobrażenia.
– Ładne, nie? – powiedział. Mężczyzna uśmiechnął się.
– „Ładne" to nieodpowiednie słowo. Raczej „unikatowe". Czy wiadomo ci o istnieniu innych egzemplarzy?
– Wiem, że jeden jest w Hamburgu – odparł mężczyzna. – Też bracia syjamscy, tyle że chyba inaczej zrośnięci. Podobno coś takiego mają także w Hongkongu.
– W Hongkongu jest wszystko. Ale Hamburg…? Pewnie któryś z nazi-stów przywiózł sobie pamiątkę z obozu koncentracyjnego. To znacząco zmniejszyłoby wartość takiego egzemplarza.
– Taki okaz jest bardzo rzadki – powiedział mężczyzna. – Bezcenny. -Miał długie palce artysty i silne dłonie z wystającymi ścięgnami i schludnie przyciętymi paznokciami. Przez chwilę poprawiał coś w swoim dziele.
Szkielety bliźniąt Nieves były ustawione naprzeciw siebie, w pozycji przypominającej rzeźbę Romulusa i Remusa. Dwucentymetrowa cienka kość łączyła ich grzebienie biodrowe. Jedno z bliźniąt podnosiło kościstą rękę, by wskazać coś w oddali, a czaszka drugiego zwrócona była w tamtym kierunku, z lekko opuszczoną dolną szczęką, jakby otwierała usta. Szkielety wyglądały niesamowicie, jak żywe, choć zastygłe w bezruchu.
– Bezcenny? – zdziwił się Britten. – Nonsens. Wszystko ma swoją cenę. I coś mi mówi, że wezwałeś mnie tu, by o tym właśnie porozmawiać.
Spotkali się w stodole będącej „pracownią" mężczyzny. Britten był kolekcjonerem i od kilku lat znał go jako dostawcę. Niecałe pół roku wcześniej kupił od niego wspaniały szkielet młodej kobiety. Zazwyczaj umawiali się na neutralnym terenie, ale tego dnia mężczyzna powiedział Brittenowi, by przyjechał do niego, twierdząc, że ma coś wyjątkowego.
– Chyba za wcześnie na rozmowę o cenie – ciągnął dostawca. – Ten okaz powinien konserwować się jeszcze co najmniej miesiąc.
– Dobrze, dobrze. Będę go konserwował tak długo, jak to konieczne. Ile za niego chcesz?
– Za coś tak wartościowego nie mogę wziąć mniej niż sto tysięcy.
– Przyjechałem tu, żeby negocjować, a nie dać się zgwałcić – powiedział Britten. Po chwili dorzucił: – Daję dwadzieścia pięć. Mężczyzna z irytacją pokręcił głową.
– Drugiego takiego nie znajdzie pan na całej półkuli.
Padła kolejna propozycja, potem kontrpropozycja, aż wreszcie po kilku minutach mężczyźni dogadali się co do ceny. Potem, zadowoleni, uścisnęli sobie dłonie.
Każdy dostał to, czego chciał.
ROZDZIAŁ 7
Afryka Wschodnia, 1980
Kiedy zorientowano się, że roztocza są w konopiach indyjskich, było już za późno. Cannabis sativa odgrywała coraz większą rolę w rytuałach młodych mężczyzn. Nie zawsze tak było. Zgodnie z wieloletnią tradycją plemiona z Afryki Wschodniej oszczędnie stosowały narkotyki w swoich ceremoniach; niestety, młode pokolenie poznało uroki marihuany i koki, W okolicach Nairobi panowały korzystne warunki do uprawy konopi indyjskich, zwłaszcza pośród wzgórz, gdzie klimat był dość łagodny. Coraz więcej młodych Kenijczyków zażywało narkotyki.
Jeden z nich, wysoki, silny dziewiętnastolatek imieniem Makkede, pierwszy odnalazł kryjówkę. Znajdowała się w połowie drogi na szczyt góry, w kępie akacji, pod brezentową płachtą. Kiedy Makkede uniósł ją, w nozdrza uderzył go znajomy, stęchły zapach. Pod płachtą leżało kilka zasuszonych bel kenijskiej marihuany – cenny skarb, który albo został zgubiony, albo porzucony. W kryjówce było coś jeszcze. Pod brezentem leżały rozkładające się ludzkie zwłoki, przykryte poszarpanymi ubraniami i skrawkami schnącej skóry.
Później koledzy Makkede doszli do wniosku, że było to ciało ofiary morderstwa albo samobójcy zamieszanego w handel narkotykami. Sam Makkede nie zastanawiał się nad tym. Tak się ucieszył ze swojego znaleziska, że postanowił od razu to uczcić. Nie zważając na leżące w pobliżu zwłoki, przygotował sobie wielkiego skręta i zapalił. Po dziesięciu minutach, kiedy dołączyli do niego kumple, był już nieźle zakręcony.
Po następnych dziesięciu minutach zaczęło mu brakować powietrza. Chwyciły go duszności, a wargi przybrały makabrycznie blady odcień. Makkede, przerażony, zaczął łapczywie chwytać powietrze i szeroko otwartymi oczami patrzył błagalnie na swoich kolegów. Ci jednak nie mogli nic zrobić. Bezradnie przyglądali się, jak Makkede pada na ziemię. Z jego gardła dobył się chrapliwy bulgot. Po chwili na wargach chłopca pojawiła się różowa piana, a ręce zaczęły gwałtownie dygotać. Po kilku sekundach Makkede skonał.
Początkowo mówiło się, że chłopiec zginął w wyniku czarów albo że padł ofiarą thalu , czyli klątwy. Kiedy usunięto jego ciało i gnijące zwłoki, policja pobrała z miejsca ich odnalezienia wiele próbek, a w okolicy zaroiło się od śledczych. Minął prawie miesiąc, zanim ta zagadkowa sprawa została wyjaśniona, a nie udałoby się to, gdyby szczęśliwym trafem nie zainteresował się nią doktor Richard Fielding.
Fielding, jeden z najbardziej znanych entomologów na świecie, wziął sobie roczny urlop z Cambridge. Był ekspertem od arachnicadea, kategorii organizmów obejmującej między innymi pająki. Od dłuższego czasu podróżował po Afryce Wschodniej i badał tamtejsze pajęczaki. Był z wizytą u znajomego biologa z Uniwersytetu w Nairobi, kiedy do tamtejszego laboratorium trafiła podejrzana marihuana. Policja wysłała ekspertom naukowym z całej Kenii zawinięte w plastyk próbki odnalezionego narkotyku, licząc na to, że uda im się wyodrębnić toksyczną substancję, która spowodowała śmierć Makkede. Szczęśliwym zrządzeniem losu biolog poprosił Fieldinga o pomoc przy analizie produktu.
Ale to, co odkrył Fielding, miało pozostać tajemnicą przez niemal dwadzieścia lat.
Brad na prośbę Jennifer skontaktował się z Morgan i powiedział jej, jaka jest sytuacja. Sprawiała wrażenie autentycznie wdzięcznej za to, że do niej zadzwonił, i nie wspomniała ani słowem o ich nieprzyjemnym rozstaniu. Podziękowała mu i zanim odłożyła słuchawkę, powiedziała, że w drodze do pracy zajrzy do szpitala.
Brad poszedł na pospiesznie zwołane zebranie, które miało się odbyć w sali konferencyjnej obok porodówki. Był przedstawicielem oddziału położniczego. Zjawili się tam także członkowie personelu pediatrii, pielęgniarki, pracownicy administracji i oddziału chorób zakaźnych.
Kiedy wszyscy zajęli miejsca, doktor Harrington podniósł aktualne wydanie „Newsday". Na pierwszej stronie widniał nagłówek: „Niewyjaśnione zgony na oddziale intensywnej terapii". Artykuł opisywał cztery zagadkowe przypadki ze Szpitala Uniwersyteckiego. Zawierał same ogólniki, ponieważ szczegóły wciąż pozostawały nieznane. Autor, jak należało się spodziewać, uderzył w dramatyczną nutę, przeprowadził nawet wywiady z rodzicami zmarłych dzieci. Tematem przewodnim artykułu były wątpliwości co do bezpieczeństwa noworodków na oddziale intensywnej terapii w Szpitalu Uniwersyteckim.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Dostawca»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Dostawca» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Dostawca» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.