Graham Masterton - Ciemnia

Здесь есть возможность читать онлайн «Graham Masterton - Ciemnia» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Триллер, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Ciemnia: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Ciemnia»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Dwójka uczniów ginie spalona żywcem podczas ranki w domku plażowym. Grozę sytuacji podkreśla fakt, że spaliło się jedynie łóżko, na którym leżeli, zaś dom pozostał nietknięty. Na ścianie utrwalił się fotograficzny wizerunek umierających. W mieszkaniu, które Jim wynajmuje od kolegi z pracy, ma miejsce podobne zdarzenie – w płomieniach staje kotka Jima. Wydaje się, że istnieje związek między tym wypadkiem, a XIX-wiecznym portretem tajemniczego mężczyzny, dagerotypisty Roberta Vane`a, który wisi w mieszkaniu. Jim stara się dowiedzieć czegoś więcej o Vanie. Okazuje się, że był on podejrzewany o wzniecanie pożarów, a nawet morderstwa. Tymczasem ktoś dybie na życie Jima, mają miejsce kolejne dziwne zdarzenia…

Ciemnia — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Ciemnia», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Lincoln stał zaparkowany na końcu kwartału domów, dwoma kołami na chodniku. Pobiegli do samochodu i wsiedli – Sue-Marie i Edward z przodu, pozostała trójka uczniów z tyłu.

– Nie ma miejsca na kolana… – poskarżył się Cień.

Jim uruchomił silnik i lincoln ciężko stoczył się z krawężnika. We wstecznym lusterku Jim widział, że furgonetka powoli wyjeżdża spod łukowatego sklepienia. Nie ruszał, chcąc najpierw zobaczyć, w jakim kierunku Vane pojedzie. Furgonetka skierowała się na zachód, ku oceanowi, Jim musiał więc mocno przekręcić kierownicę i zawrócić o sto osiemdziesiąt stopni, czemu towarzyszył jęk zawieszenia lincolna i pisk opon przypominający wrzask wściekłego kota. By nie stracić równowagi, Sue-Marie mocno złapała Jima za udo i przycisnęła się do niego całym ciałem. Po chwili samochód wrócił do pionu, ale dziewczyna się nie odsunęła.

Furgonetka jechała bardzo szybko. Na ulicach niemal nie było ruchu, toteż Jim starał się zachowywać jak największy dystans. Minęli Dziesiątą, Dziewiątą i Ósmą, po czym furgonetka, bez włączania kierunkowskazu, skręciła w Siódmą.

– Jak na trupa, prowadzi całkiem nieźle – stwierdził Freddy.

Randy pociągnął nosem i pokręcił głową.

– Założę się, że za kierownicą siedzi ta kobieta. Patrz, przejechali na czerwonym… o, znowu. Tak jeździ moja siostra.

Furgonetka skręciła w lewo w Pico, a potem w prawo, w Palimpsest – ulicę pełną obskurnych apartamentowców i tanich hoteli o nijakich fasadach. Po dwustu metrach – bez kierunkowskazu – wjechała na chodnik i stanęła. Jim również się zatrzymał i natychmiast zgasił światła.

Siedzieli i czekali. Furgonetka zatrzymała się przed dwupiętrowym budynkiem z lat 20. XX wieku z wielkimi szybami wystawowymi, oprawnymi w masywne metalowe ramy. Biała farba na fasadzie łuszczyła się jak martwy naskórek, a okna były zamalowane na czarno. Nad frontowymi drzwiami widać było wyblakły napis: SZPITAL DLA ZWIERZĄT IM. DELANCEYA, ZAŁ. 1922.

– Co robimy, proszą pana? – zapytała szeptem Sue-Marie. Nawet gdyby wykrzyczała to pytanie, nie usłyszano by jej w furgonetce, ale wszyscy członkowie Oddziału A uważali, że mówienie szeptem bardziej pasuje do ich konspiracyjnej działalności.

– Chyba zaczekamy.

– Może powinniśmy wrócić do pańskiego mieszkania i zniszczyć obraz? – zaproponował Edward. – Gdybyśmy to zrobili, Vane nie miałby dokąd wrócić, prawda? Kiedy wampiry krążyły po świecie, wysysając z ludzi krew, doktor Van Helsing* [*Abraham van Helsing to łowca wampirów i główna postać Draculi Brama Stokera] wkładał im do trumien czosnek, aby nie miały się gdzie schować, kiedy wzejdzie słońce.

– Dobry pomysł, ale z tego, co wiem, nie da się ani zniszczyć, ani wyrzucić portretu Vane’a – odparł Jim.

– Czekajcie! – zawołał nagle Freddy. – Chyba ktoś wychodzi z furgonetki.

Drzwi od strony kierowcy uchyliły się, znieruchomiały na moment, po czym otworzyły się szeroko. Z samochodu wysiadła postać w czarnej wiatrówce z kapturem, czarnych dżinsach i czarnych butach i podeszła do tylnych drzwi. Sposób poruszania się wskazywał, że to kobieta.

Kiedy otworzyła tylne drzwi, Jim zobaczył, że wnętrze furgonetki oświetla czerwona żarówka – taka, jakich używa się w ciemniach fotograficznych. Początkowo widział jedynie kłąb czarnego materiału i coś, co wyglądało jak staromodny powiększalnik z miechami. Ale po chwili materiał zadrżał i zaczął się unosić. Wysunęła się spod niego mahoniowa noga, potem druga. Po chwili z samochodu, poruszając się bardzo powoli i niezdarnie, wyszedł Robert H. Vane, wyprostował się i naciągnął głębiej na „głowę” czarny materiał.

– To on – powiedział cicho Jim.

Freddy popatrzył na Edwarda, a Edward na Sue-Marie.

– Kto? – spytał Randy.

– Robert H. Vane! Jest przy furgonetce, stoi na jezdni! Nie widzicie go?

– Mówi pan poważnie? – spytał Cień.

Jim spojrzał na swoich uczniów.

– Przysięgam wam, że tam jest! Stoi na jezdni, przy otwartych tylnych drzwiach furgonetki. Trzy nogi, jak w trójnogu fotograficznym, i do tego czarny materiał na głowie.

Randy zrobił z palców dwa kółka i przystawił dłonie do oczu, udając, że patrzy przez lornetkę.

– Nie widzę go, proszę pana. Widzę tylko kobietę.

– Ja też – potwierdziła Sue-Marie.

– W takim razie musicie mi uwierzyć na słowo. Stoi tam i chyba z trudem próbuje zachować równowagę. Teraz idzie do schodów przed budynkiem… wchodzi na schody… czeka, aż kobieta zamknie drzwi furgonetki.

– Dziiiw…nnn…cee… – wymamrotała Sue-Marie. – Czuję się jak we śnie.

– Bo jesteśmy we wnętrzu snu – odparł Jim. – Na świecie istnieje znacznie więcej rzeczy, niż widzimy.

Obserwował, jak kobieta w czerni wchodzi po schodach i otwiera frontowe drzwi byłego szpitala dla zwierząt. Kiedy Robert H. Vane znalazł się w środku, weszła za nim i zamknęła za sobą drzwi.

– Co teraz? – spytał Edward.

– Jeszcze trochę poczekamy.

– Mogą tam siedzieć kilka godzin.

– Więc będziemy czekać kilka godzin. Bobby, Sara, Pinky i David zasługują na to. Dla spokoju ich dusz musimy przygwoździć tego drania raz na zawsze.

Cień zacisnął pięść.

– Jasne! – zawołał. Po chwili dodał jednak: – Ale naprawdę moglibyśmy spróbować użyć broni. Dziewięciomilimetrowych glocków. BAM! BAM!

Jim odwrócił się do niego.

– Przecież nie widzisz go, Sonny. Do czego byś strzelał?

– No to w takim razie najlepsze byłoby automatyczne uzi. Zasypalibyśmy całą okolicą kulami. BA-BA-BA-BA-BA-BA! Na pewno byśmy go trafili!

– Zobaczymy – powiedział Jim. – Może okaże się, że masz rację i to jedyny sposób na niego.

– Nie ma sprawy – oświadczył Cień. – Znam gościa w zachodnim Hollywood, który może załatwić, co tylko zechcemy. Glocki, uzi, ingramy. Ma też świetne dojścia do roleksów…

Minęło nie więcej niż piętnaście minut i frontowe drzwi dawnego szpitala ponownie się otworzyły. Przez szparę wyjrzała towarzyszka Vane’a i sprawdziła, co się dzieje na ulicy. Pochylili głowy, co właściwie nie było potrzebne, bo stali zbyt daleko, aby mogła ich dostrzec.

Kobieta zniknęła we wnętrzu domu i kilka sekund później pojawiła się znowu, z dwoma płaskimi drewnianymi skrzynkami.

– Płyty dagerotypowe – powiedział Edward. – Nosi się je w takich właśnie skrzynkach. Widziałem w Internecie.

Kobieta włożyła skrzynki do furgonetki. Kiedy to robiła, w otwartych drzwiach ukazał się Robert H. Vane i zaczął nieporadnie schodzić po schodkach.

– Wychodzi – poinformował swoich uczniów Jim. – Podchodzi do furgonetki. Czeka, aż kobieta otworzy mu drugie drzwi. Teraz wsiada.

– A skąd ona wie, że on tam jest? – spytał Randy. – Jeżeli my nie widzimy Vane’a, dlaczego ona go widzi?

– Może ma taką samą zdolność jak ja – odparł Jim. – Z pewnością nie jestem jedynym człowiekiem, który ją posiada.

Kobieta zatrzasnęła tylne drzwi furgonetki, zamknęła je na klucz i podeszła do kabiny kierowcy. Była za minutę czwarta. Po chwili uruchomiła silnik i ruszyła. Na końcu Palimpsest Street skręciła w prawo i pojechała na wschód.

– Nie jedziemy za nimi? – spytał Freddy.

– Nie – odparł Jim. – Nie warto. Gdybyśmy pojechali za Vane’em, może udałoby się nam powstrzymać go przed zrobieniem kilku kolejnych zdjęć, ale naszym zadaniem jest unieszkodliwienie go raz na zawsze. Wejdźmy do środka. – Otworzył schowek i zaczął w nim grzebać w poszukiwaniu latarki.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Ciemnia»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Ciemnia» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


libcat.ru: книга без обложки
Graham Masterton
Graham Masterton - Mirror
Graham Masterton
Graham Masterton - The Devils of D-Day
Graham Masterton
Graham Masterton - Revenge of the Manitou
Graham Masterton
Graham Masterton - Das Atmen der Bestie
Graham Masterton
Graham Masterton - Irre Seelen
Graham Masterton
Graham Masterton - Innocent Blood
Graham Masterton
Graham Masterton - Festiwal strachu
Graham Masterton
Graham Masterton - Brylant
Graham Masterton
Graham Masterton - Kły i pazury
Graham Masterton
Graham Masterton - Manitú
Graham Masterton
Graham Masterton - Dom szkieletów
Graham Masterton
Отзывы о книге «Ciemnia»

Обсуждение, отзывы о книге «Ciemnia» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x