Zygmut Miłoszewski - Gniew
Здесь есть возможность читать онлайн «Zygmut Miłoszewski - Gniew» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Год выпуска: 0101, Издательство: WAB, Жанр: Старинная литература, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Gniew
- Автор:
- Издательство:WAB
- Жанр:
- Год:0101
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:5 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 100
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Gniew: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Gniew»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Gniew — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Gniew», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Edmund Falk wszedł do przedpokoju, miał na sobie dżinsy i szarą bluzę z kapturem, wyglądał jak nastolatek. Podszedł do niego.
– Napijesz się czegoś, szefie? – zapytał.
Teodor Szacki spojrzał na niego i poprawił spięte spinkami mankiety. Spinki, szpilka do krawata i jego oczy miały ten sam kolor stali nierdzewnej, wykorzystywanej w salach chirurgicznych.
Uśmiechnął się. Falk odpowiedział tym samym.
Teodor Szacki nasłuchiwał, czekając, aż to usłyszy i przyjacielski grymas zniknie z twarzy Falka. I usłyszał. Rosnący stopniowo dźwięk jadących na sygnale radiowozów. Nie jednego patrolowego auta, lecz całej policyjnej kawalkady, dokonującej obławy w kawaleryjskim stylu.
Wtedy dopiero uśmiechnął się uśmiechem mówiącym „gra skończona” i odchylił połę marynarki, pokazując Falkowi wewnętrzną kieszeń. Wystawała z niej końcówka kuriozalnie kolorowej szczoteczki do zębów. Nie mógł się powstrzymać od tego żartu na sam koniec. Coś mu się należało za to, że cały grudzień robił dobrą minę i dbał o każdy detal, aby Falk uwierzył, że faktycznie zamierza zostać głównym sprawiedliwym w szajce sprawiedliwych.
– Panie szefie – powiedział i zapiął marynarkę. – Wolałbym, żebyśmy zostali przy formach grzecznościowych.
– Skoro pan sobie tego życzy, panie Teo. – Falk wyglądał na rozbawionego, jak nigdy.
A Szacki poczuł, że coś jest nie tak. Na zewnątrz stało pięć aut, ale nie słyszał gwaru głosów, brzęczenia filiżanek i widelczyków do ciasta. Rozejrzał się.
Na szafce na buty w absurdalnie równym rządku leżało pięć kluczyków samochodowych. Każdy z breloczkiem z logo Hertza.
I zrozumiał. Za późno, oczywiście, ale zrozumiał. Klejnocki się mylił. Wiktoria kłamała. Nigdy nie było żadnej szajki mścicieli. Nigdy nie było loży, która postanowiła naprawiać świat, wymierzając sprawiedliwość domowym katom. Nigdy tajemnicza organizacja nie spotykała się w willach na przedmieściach, żeby pić kawę i planować, komu by tym razem wymierzyć srogą karę.
Na swój sposób nawet nie czuł zaskoczenia. Prędzej prokuratorski spokój. Hipoteza z dziwną organizacją słusznych i sprawiedliwych zawsze wydawała mu się wydumana i naciągana, jedna z tych, które często forsują niekompetentni śledczy, bo nie mają ochoty na żmudne sprawdzanie innych wersji.
Nigdy nie było żadnych „onych”. A tylko jeden samotny rycerz sprawiedliwości. Szaleniec sprawiedliwości. I zarazem geniusz zbrodni.
– Naprawdę sądził pan, że popełnię taki szkolny błąd? – Edmund Falk nie wydawał się zaniepokojony coraz głośniejszym wyciem policyjnych syren.
– Zawsze popełniacie błędy.
– Ja nie. To logiczny wybór.
3
Jan Paweł Bierut jechał w drugim samochodzie w kolumnie, która w sumie liczyła pięć pojazdów. Jako szef akcji powinien siedzieć w pierwszym, ale zawsze w takich wypadkach upierał się, że będzie siedział w drugim. Statystyki były po jego stronie – jeśli kolumna pojazdów brała udział w kolizji, to prawie zawsze poszkodowany był pierwszy lub ostatni samochód.
Oczywiście zawsze gdzieś tam w górze swoje plany snuła siła wyższa, ale Bierut był zdania, że trzeba dawać jej jak najmniej pola do manewru.
Cała akcja została zaplanowana przez Szackiego w szczegółach dawno temu, Bieruta wtajemniczył dopiero przed świętami. Brał w niej udział jako jedyny policjant z Olsztyna, resztę prokurator ściągnął z Warszawy. Byli to zaufani jego starego kumpla o rosyjskim nazwisku.
Na początku Bierut nie rozumiał paranoicznej podejrzliwości Szackiego, ale kiedy w końcu poznał szczegóły sprawy – zgodził się z nim w stu procentach. Przynajmniej co do sposobu przeprowadzenia aresztowania. Bo jeśli chodzi o sam fakt zatrzymania w ogóle – cóż, wstydził się do tego przyznać nawet przed sobą, ale tak na zdrowy rozum ci ludzie robili całkiem potrzebną robotę.
Wytłumaczył sobie, że być może na tym polega różnica między policjantami i prokuratorami.
Pierwszego stycznia zjadł śniadanie, pojechał na umówione miejsce spotkania i czekał na sygnał od Szackiego. Sygnał oznaczający, że się udało, że zdobył ich zaufanie, że wszyscy są w jednym miejscu i że można ich wszystkich zatrzymać i zakończyć sprawę. Sygnałem była wiadomość wygenerowana przez specjalny program w telefonie Szackiego, podająca współrzędne GPS.
Pięć minut później drogi wjazdowe do wsi Ruś zostały zablokowane. Siedem minut później nieoznakowany radiowóz Bieruta zatrzymał się obok bordowego wiśniowego citroena XM, najbardziej charakterystycznego pojazdu olsztyńskiego wymiaru sprawiedliwości.
Zaparkowanego tak sprytnie, że żaden z innych stojących na posesji samochodów nie miał szans wyjechać.
Jan Paweł Bierut podszedł do drzwi i zapukał.
Bez odzewu.
– Policja! – krzyknął. – Chcemy tylko zadać kilka pytań.
Cisza.
W tym czasie ludzie z sekcji AT otoczyli dom.
– Proszę otworzyć!
Cisza.
Dał znak i odsunął się na bok. Niewidoczni spod hełmów, kominiarek i gogli ciemnogranatowi specjaliści ustawili się przy drzwiach. Zanim użyli taranu, spróbowali klamki – ustąpiła.
Wymienili się jakimiś swoimi tajnymi znakami i wpadli do środka.
Bierut wszedł za nimi.
Minutę później zameldowano mu niskim głosem, że na posesji jest czysto. Zrozumiał to jako informację, że mimo stojących samochodów, wbrew ustaleniom z Szackim i wbrew wiadomości od niego oraz elementarnej logice – nikogo tu nie ma.
Podkomisarz Jan Paweł Bierut stał nieruchomo, patrząc na stojącą w przedpokoju szafkę. Na blacie leżało pięć kluczyków z breloczkami od Hertza.
Obok nich kuriozalnie kolorowa szczoteczka do zębów.
Od autora
Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy poświęcili mi czas i odpowiadali cierpliwie na najróżniejsze pytania w czasie pracy nad tą powieścią. Przede wszystkim olsztyńskim prokuratorom i sędziom, których nie wymieniam z nazwiska ze względu na charakter ich pracy. Specjalne podziękowania należą się Joannie Piotrowskiej z Feminoteki, która jedną rozmową i dwiema doskonałymi lekturami (J. Katz, Paradoks macho. Dlaczego niektórzy mężczyźni nienawidzą kobiet i co wszyscy mężczyźni mogą z tym zrobić ; J. Piotrowska, A. Synakiewicz, Dość milczenia. Przemoc seksualna wobec kobiet i problem gwałtu w Polsce ) otworzyła mi oczy na powszechność problemu przemocy wobec kobiet i seksizmu w ogóle. Profesorowi Mariuszowi Majewskiemu dziękuję za udostępnienie mi odrobiny jego medycznej wiedzy i za zaskakująco żywą kryminalną wyobraźnię.
Bardzo przepraszam za to, że czasem Wasze słowa i informacje przekręciłem, przeinaczyłem i pokazałem w krzywym zwierciadle powieści kryminalnej. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe. Czytelników zapewniam, że jeśli w książce coś nie gra, to wszelkie pretensje należy kierować pod adresem autora.
Niezmiennie okazuję niewyrażalną słowami wdzięczność Filipowi Modrzejewskiemu, który jest nie tylko najlepszym, ale też najbardziej cierpliwym spośród redaktorów. Dziękuję też swojej stałej, od lat niezmienionej ekipie pierwszych czytelników: Marcie, Marcinowi Mastalerzowi i Wojtkowi Miłoszewskiemu. Wiem, że wszystkie te kłótnie wyszły książce na dobre, ale naprawdę – ciężkie to były dla mnie chwile. Marcie, Mai i Karolowi jak zwykle należy się medal za znoszenie zamkniętego w swoim gabinecie furiata. Mai dołożę jeszcze jeden medal, żeby ją udobruchać i żeby nie pomyślała, że została sportretowana w osobie córki Szackiego. Po prostu każda szesnastolatka jest spiżowo bezkompromisowa i ma wiele w stu procentach wiarygodnych wymówek, żeby nie odebrać telefonu od ojca.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Gniew»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Gniew» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Gniew» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.