Zygmut Miłoszewski - Gniew
Здесь есть возможность читать онлайн «Zygmut Miłoszewski - Gniew» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Год выпуска: 0101, Издательство: WAB, Жанр: Старинная литература, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Gniew
- Автор:
- Издательство:WAB
- Жанр:
- Год:0101
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:5 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 100
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Gniew: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Gniew»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Gniew — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Gniew», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Ale na Heli nie zrobiło to wrażenia.
Pomyślał o córce, pomyślał o tym, jak dziś rano po raz ostatni wszedł do jej pokoju, żeby pocałować śpiące czoło, tak jak to robił, odkąd miała jeden dzień, i łzy stanęły mu w oczach.
Przekartkował gazetę, żeby skierować myśli na inny tor. Nuda, jak to w „Olsztyńskiej”. Nuda, która nagle mu się wydała atrakcyjna. Plebiscyt na człowieka roku z obowiązkowym lizaniem dupska marszałkowi i prezydentowi, nadesłane do redakcji zdjęcia czytelników w stroju Mikołaja, wójt Dubeninek alarmuje o kolejnych atakach wilków, pełna namiętności dyskusja na temat obwodnicy pod tytułem „Węzeł się zakorkuje”.
Przynajmniej wasze wieśniackie problemy komunikacyjne mam raz na zawsze z głowy, pomyślał i dokładnie w tej chwili ktoś zapukał i zaraz potem wszedł do jego gabinetu. Szacki szybko schował nogi pod biurko, żeby nie było widać, że jest na bosaka.
Mężczyzna pod sześćdziesiątkę, o wyglądzie urzędnika z magistratu, przywitał się, przedstawił i usiadł naprzeciwko biurka.
– Szanowny panie – powiedział do Szackiego. – Nazywam się Tadeusz Smaczek, jestem zastępcą dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg i Mostów, odpowiedzialnym za komunikację w mieście Olsztyn. I chciałbym złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa z artykułu dwieście dwanaście kodeksu karnego.
Prokurator Teodor Szacki zamarł. Pierwszą jego myślą było to, że przecież i tak zaraz pójdzie siedzieć za jedno zabójstwo. Czy drugie zrobiłoby aż tak wielką różnicę? Miał go, miał go tuż przed sobą, sam na sam, niczego niepodejrzewającego, bezbronnego. Miał też już pewną wprawę w duszeniu.
– A czyje dobra osobiste pan naruszył? – spytał.
– Słucham?
– Artykuł dwieście dwanaście kodeksu karnego penalizuje naruszenie dóbr osobistych, inaczej mówiąc obrażanie. Kogo pan obraził?
– Pan żartuje. To mnie obrażono.
Prokurator Teodor Szacki uśmiechnął się. Nie wyobrażał sobie obelgi tak wyrafinowanej, żeby faktycznie mogła ona obrazić dyrektora Smaczka.
– Jak? – zapytał, nie potrafiąc ukryć ciekawości.
Mężczyzna wyciągnął z aktówki papierową teczkę, na której dużymi literami wykaligrafowano słowo „Proces”, tak starannie, jakby chodziło co najmniej o rękopis powieści Franza Kafki.
– Otóż mój szef, pan prezydent, otrzymał list od pewnego obywatela, szczęśliwie podpisany z imienia i nazwiska, co powinno ułatwić panu pracę. List w całości przedkładam, pozwolę sobie zacytować co bardziej obraźliwe fragmenty dotyczące mojej osoby.
Smaczek spojrzał na niego pytająco znad okularów. Szacki wykonał zachęcający gest dłonią, nie mogąc uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. A więc tak żegna się z urzędem po dwudziestu latach pracy, niesamowite.
– Cytuję: widzę, że zatrudnia pan na tym stanowisku, czyli moim – wtrącił Smaczek – ignoranta, i dlatego sugeruję, aby powołać jakiegoś rozsądnego człowieka, który by trochę usprawnił ruch na drogach naszego miasta.
Szacki był pod wrażeniem.
W życiu by nie wymyślił, że można list w tej sprawie napisać w sposób tak uprzejmy. On zacząłby od obelg, potem przeszedł do listy proponowanych tortur, a zakończył na groźbach karalnych. Tymczasem autor listu do prezydenta jawił się jako warmiński Dalajlama, mistrz obywatelskiego zen.
– Myślę, że średnio rozgarnięty kierowca – cytował dalej Smaczek – jak przejedzie się ulicami naszego miasta, to może tak wyregulować ruch drogowy, zwłaszcza światła, które są tam gdzie trzeba i nie trzeba, że nie potrzeba zatrudniać... – Lektor zrobił dramatyczną pauzę i podniósł oskarżycielsko palec, po czym o ton wyżej kontynuował: – ...pseudofachowca, który tworzy kolejne przeszkody, aby co roku gorzej nam się jeździło.
Tadeusz Smaczek schował kartkę.
– Tak jak mówiłem, to jedynie fragmenty.
Szacki mógł go po prostu wyrzucić za drzwi, ale potem pomyślał o całej swojej krwi zepsutej, gotującej się na niezliczonych olsztyńskich skrzyżowaniach.
– Betonman zawsze przekazuje panu swoją korespondencję?
– Słucham? Przepraszam, chyba nie rozumiem.
– Betonman. Jak Spiderman albo Batman. Rozumie pan angielski na tyle? Człowiek nietoperz, człowiek pająk, człowiek beton. To chyba jasne. W Olsztynie tak się nazywa pańskiego pryncypała.
– Obraża pan prezydenta wybranego w demokratycznych wyborach.
– Skądże! To na pewno wspaniały człowiek, prywatnie życzę mu zdrowia, szczęścia i wszelkiej pomyślności. Obrażam jedynie jego kompetencje i jego gust. Obrażam jego wiarę w betonowanie, cementowanie, asfaltowanie i kostkobaumowanie. Ja jestem przyjezdny, mam to gdzieś, poza tym... – zawahał się – ...i tak wyjeżdżam. Ale tych ludzi tutaj mi żal. To miasto od czasów wojny jest konsekwentnie szpecone, niszczone i zamieniane w jakiś potworny, urbanistyczno-architektoniczny rynsztok. Ale to wy je wykończycie.
Smaczek odrobinę się zapowietrzył, ale trzymał urzędniczy fason.
– Odmawia pan przyjęcia zawiadomienia o przestępstwie?
– Oczywiście. Przyjęcie pańskiego zawiadomienie oznaczałoby zgodę na kolejny szczebel waszego urzędniczego szaleństwa. Oznaczałoby zgodę na przekroczenie granicy między władzą zwyczajnie niekompetentną i głupią a władzą w sowiecki sposób złą, prześladującą i zastraszającą obywateli. Co następnego wymyślicie? Wieczną katorgę na Suwalszczyźnie?
Dyrektor położył ręce na swojej teczce, ale nie zabrał jej z biurka.
– Przykro mi, ale ja tego tak nie zostawię. Złożę zażalenie na pańską decyzję. Niestety też na pańskie zachowanie. Widzę, że czekają mnie dwa procesy.
No i dobrze, pomyślał Szacki. Zawsze to jakaś rozrywka od więziennej codzienności, jak mnie będą wozić na terminy.
– Liczyłem na pana. Bałem się, że tutejsi prokuratorzy nie byliby obiektywni. A pan jest spoza Olsztyna, światowy, ma szerszy ogląd.
Od konieczności odpowiedzi wybawił go telefon. Szacki odebrał i się przedstawił.
– Dzień dobry, panie prokuratorze. – Usłyszał damski głos. – Z tej strony Monika Fabiańczyk. Poznaje mnie pan?
Zmarszczył brwi. Niski, lekko kpiarski głos wydawał mu się znajomy, obudził jakąś czułość i nostalgię. Ale głowę by dał, że nigdy jego ścieżki z żadną panią Fabiańczyk ani panem Fabiańczyk się nie przecięły.
Roześmiała się głośno i wtedy ją poznał. Szybko wyprosił z gabinetu Tadeusza Smaczka.
– Dzień dobry, pani redaktor – powiedział, myśląc, że to naprawdę czas pożegnań.
– Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie zadzwonić, jak przeczytałam, że zostałeś rzecznikiem prasowym. To tak jakby Hannibala Lectera zrobili szefem kuchni w wegańskiej restauracji.
Zaśmiał się szczerze, chociaż dowcip nie był najwyższych lotów. Zapytał o zmienione nazwisko, czy gratulować zamążpójścia, i słuchał jej trajkotania, myśląc o tym, jak symboliczne jest, że to Monika właśnie teraz do niego zadzwoniła. Ile to? Osiem lat. Trochę ponad. Pamiętał ten upalny warszawski czerwiec, pamiętał młodą dziennikarkę z „Rzeczpospolitej”, swoje śmieszne dziś zaangażowanie w typowy dla kryzysu wieku średniego romans. Przez ten romans rozpadło się jego małżeństwo, dlatego potem wyjechał z Warszawy, zerwał więzi ze stolicą i w końcu wylądował w Olsztynie.
Czy dziś zmierzałby do więzienia, gdyby osiem lat temu zachował się przyzwoicie – przecież żonaty − i nie poszedł na randkę do kawiarni na rogu Nowego Światu i Foksal? Pamiętał, że miał ochotę na bezę, ale wziął sernik, bo bał się, że bezą będzie kruszył na wszystkie strony.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Gniew»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Gniew» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Gniew» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.