Zygmunt Miłoszewski - Uwiklanie

Здесь есть возможность читать онлайн «Zygmunt Miłoszewski - Uwiklanie» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Год выпуска: 2011, Жанр: Старинная литература, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Uwiklanie: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Uwiklanie»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Uwiklanie — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Uwiklanie», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

- Jeśli mam być szczera, to zapamiętałam przede wszystkim ten rożen wystający z oka. To było okropne. A inni? Pani Hani nie pamiętam w ogóle, może bardzo szybko wyszła. Pan Euzebiusz sprawdził chyba puls pana Henryka i chciał wyjąć mu to z oka, ale doktor krzyknął, że nie można niczego dotykać i że trzeba wezwać policję, i że musimy wyjść jak najszybciej, bo zadepczemy ślady.

- Jak rasowy glina z amerykańskich kryminałów - Szacki nie potrafił sobie odpuścić małej uwagi.

- To źle zrobiliśmy?

- Bardzo dobrze. Naprawdę.

Zadzwonił telefon. Przeprosił Jarczyk i podniósł słuchawkę.

- Cześć, Teo. Nie chciałam wchodzić, bo masz świadka, ale Pieszczoch dostał piętnaście.

- Doskonale. Jakie uzasadnienie?

- Świetne. Niczego nam nie zarzucił, właściwie powtórzył do kamer twoje zdania z aktu oskarżenia i mowy końcowej. Powinieneś go ścignąć o tantiemy. Być może nawet nie będzie odwołania. Pieszczoch to wyjątkowa gnida i na miejscu jego adwokata bałabym się, że w apelacji dorzucą jeszcze kilka lat.

Ewa miała rację. Pieszczoch zabił swoją żonę z premedytacją, z niczym nieuzasadnionej nienawiści. To była brudna domowa zbrodnia z gatunku tych, którymi nie interesują się nawet brukowce. Ot, zapuszczona kawalerka, para bezrobotnych, płacz, wrzaski i awantury, walenie głową o kant szafki zamiast zwyczajowego prania po gębie. Przez kwadrans. Nawet patolog był wstrząśnięty. I to, zdaniem obrony, miało być „pobicie ze skutkiem śmiertelnym”. Dobry Boże, Szacki wolałby zamiatać ulicę, niż najmować się jako papuga w sprawach karnych.

- Dzięki, Ewuniu. Masz u mnie kawę.

- Przyniesiesz mi do łóżka?

Zdusił w sobie uśmiech.

- Muszę kończyć. Pa.

Jarczyk błądziła wzrokiem po jego pokoju. Nie było tam nic ciekawego, poza widokiem szarego gmaszyska Ministerstwa Rolnictwa za oknem. Nad biurkiem Ali wisiały śmieszne dziecięce rysunki, obok biurka Szackiego tylko kalendarz ze zdjęciami Tatr i oprawiony w ramki aforyzm Sztaudyngera: „Skądkolwiek wieje wiatr, zawsze ma zapach Tatr”.

- Jak pani sądzi, kto z waszej grupy go zamordował? - zapytał.

To pytanie ją zaskoczyło.

- Nie wiem. Nie mam pojęcia. Ja tylko znalazłam ciało.

- Rozumiem. Ale gdyby pani miała wytypować jedną osobę, to, kto by to był? Proszę zaufać intuicji. Pytam luźno, na pewno to nie będzie miało żadnych konsekwencji. Przecież obserwowała pani tych ludzi przez dwa dni niemal bez przerwy.

Barbara Jarczyk poprawiła okulary. Siedziała nieruchomo, nie patrząc na Szackiego, tylko gdzieś na ścianę za jego plecami. W końcu, nie odwracając głowy, powiedziała:

- Na sesji pan Euzebiusz odgrywał rolę syna pana Henryka. I ten syn, przynajmniej w wykonaniu pana Euzebiusza, był potwornie smutny, ale też widać było, jak bardzo jest przez tego ojca skrzywdzony. I tak pomyślałam, że może to on, z zemsty na ojcu, rozumie pan. Że nie miał miłości i w ogóle.

Dopiero teraz spojrzała na Szackiego, który nic z tego nie rozumiał. Dorosły facet miał zabić innego faceta, ponieważ w czasie terapii udawał jego syna, który był niedostatecznie kochany? Co za bzdura.

- Rozumiem - powiedział. - Bardzo pani dziękuję.

Uważnie przeczytała protokół przed podpisaniem. Kilka razy się skrzywiła, ale nic nie powiedziała. Pożegnali się, Szacki uprzedził, że zapewne będzie ją jeszcze wzywać. Być może kilka razy. Jarczyk stała przy drzwiach, kiedy do głowy przyszło mu jeszcze jedno pytanie.

- Co pani czuła, kiedy go pani znalazła?

- Najpierw byłam przerażona, to był okropny widok. Ale jak już się uspokoiłam, poczułam pewną ulgę.

- Ulgę?

- Proszę mnie źle nie zrozumieć. Pan Henryk dużo nam opowiadał o sobie i o tej swojej rodzinie, i ja... - nerwowo splotła palce dłoni, szukając właściwych słów - ja nigdy nie spotkałam osoby tak nieszczęśliwej. I pomyślałam sobie, że być może ktoś mu wyrządził przysługę, bo naprawdę nie ma chyba światów, gdzie panu Henrykowi mogłoby być gorzej niż tutaj.

Euzebiusz Kaim, ur. 14 lipca 1965, zamieszkały w Warszawie przy ul. Mehoffera, wykształcenie średnie, zatrudniony jako dyrektor oddziału w firmie HQ Marketing Polska.

Zdaniem Olega, bogaty, arogancki i cholera wie, co robiący na terapii. Zdaniem Szackiego też. Wymuskany garnitur prokuratora wyglądał przy stroju tamtego jak łach wygrzebany z indyjskiego second handu. Szacki potrafił to ocenić, poczuł ukłucie zazdrości, kiedy Kaim usiadł naprzeciwko niego. On nigdy nie będzie mógł sobie pozwolić na taką garderobę.

Kaim był nie tylko świetnie ubrany. Był też umięśniony i opalony, jakby przez ostatnie trzy tygodnie tylko biegał i grał w tenisa na kreteńskiej plaży. Szacki mimo płaskiego brzucha i regularnego pływania na basenie poczuł się blady i wiotki jak robak z rodziny nicieni. Jego ego trochę podreperowała myśl, że to on jest tutaj przedstawicielem władzy, a ten goguś może okazać się mordercą.

Ładnym, męskim głosem, rzeczowo i konkretnie, bez egzaltacji i nie pomijając szczegółów, Kaim złożył swoje zeznanie. Scenę przy zwłokach zapamiętał tak samo jak Jarczyk, ale Szackiego interesowało, co innego.

- Jakim człowiekiem był, pana zdaniem, Henryk Telak? - zapytał.

- Nieszczęśliwym - odpowiedział Kaim bez chwili wahania. - Bardzo nieszczęśliwym. Rozumiem, że nie każdemu się w życiu składa, ale on miał wyjątkowego pecha. Na pewno pan wie, że jego córka popełniła samobójstwo.

Szacki potwierdził.

- A wie pan, że jego syn ma chore serce?

Szacki zaprzeczył.

- Dowiedzieli się o tym pół roku po pogrzebie Kasi. Ich córki. Potworne. Deszcz mnie przechodzi nawet teraz, jak o tym myślę. Sam mam syna w podobnym wieku i robi mi się słabo, jak sobie wyobrażam, że chcemy odebrać wyniki rutynowych badań, a tutaj lekarz mówi, że coś dziwne te wyniki i że trzeba powtórzyć. A potem... sam pan wie.

- A jak właściwie wygląda ta psychodrama, w której odgrywał pan syna Telaka?

- Trudno to nazwać psychodrama, to coś znacznie głębszego, niewytłumaczalnego. Magia. Pan Czarek na pewno wytłumaczy panu teorię, ja nie potrafię. Pierwszy raz uczestniczyłem w ustawieniu i - szukał właściwego określenia - to jest doświadczenie na granicy utraty świadomości. Kiedy pan Telak ustawił wszystkich, od razu poczułem się źle. Bardzo źle. A im dłużej tam stałem, tym mi było gorzej i tym mniej czułem się sobą. Okej, już pan na mnie patrzy jak na pieprzniętego, ale mimo to skończę. Ja nie tyle udawałem, że jestem Bartkiem, ile naprawdę nim się stawałem. Proszę mnie nie pytać, jak to możliwe.

Szacki pomyślał, że jeśli ich wszystkich będzie musiał przebadać biegły, to Skarb Państwa wyda majątek.

- Wcześniej to pan był bohaterem ustawienia - powiedział.

- Zgadza się, ale nie odebrałem tego aż tak mocno. Okej, to było bardzo silne przeżycie, kiedy zobaczyłem, dlaczego moje małżeństwo rozsypało się w groszek, tylko, że to były moje własne emocje. Rozumie pan? Nawet, jeśli ukryte gdzieś głęboko, nawet, jeśli wyparte, to moje, moje własne. A później, z Bartkiem i panem Henrykiem... potworne, jakby buldożerem usuwano mi tożsamość. Chcę o tym zapomnieć jak najszybciej.

- Dawno się pan rozwiódł?

- Nie, niedawno, rok temu. I nie tyle rozwiódł, co rozstał. Nie szliśmy do sądu. Ale teraz może uda nam się poskładać wszystko do dupy.

- Słucham?

- Co słucham?

- Powiedział pan „poskładać wszystko do dupy”.

- Aha, chodziło mi oczywiście o poskładanie do kupy. Proszę nie zwracać uwagi na moje przejęzyczenia. Brakuje mi jakiegoś połączenia w mózgu i od dzieciństwa mylą mi się idiomy i związki frazeologiczne. Nikt nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego tak jest.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Uwiklanie»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Uwiklanie» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


libcat.ru: книга без обложки
Zygmunt Miłoszewski
Zygmut Miłoszewski - Gniew
Zygmut Miłoszewski
Zygmunt Zeydler-Zborowski - Major Downar Zastawia Pułapkę
Zygmunt Zeydler-Zborowski
Zygmunt Zeydler-Zborowski - Kardynalny Błąd
Zygmunt Zeydler-Zborowski
Zygmunt Bauman - Identitat, (2a ed.)
Zygmunt Bauman
Zygmunt Bauman - Dialektik der Ordnung
Zygmunt Bauman
Zygmunt Bauman - Europa
Zygmunt Bauman
Krasiński Zygmunt - Nie-Boska komedia
Krasiński Zygmunt
Gloger Zygmunt - Dolinami rzek
Gloger Zygmunt
Domańska Antonina - Paziowie króla Zygmunta
Domańska Antonina
Zygmunt Krasiński - Moja Beatrice
Zygmunt Krasiński
Отзывы о книге «Uwiklanie»

Обсуждение, отзывы о книге «Uwiklanie» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x