Antoni Libera - Madame

Здесь есть возможность читать онлайн «Antoni Libera - Madame» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Madame: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Madame»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Powieść jest ironicznym portretem artysty z czasów młodości, dojrzewającego w peerelowskiej rzeczywistości schyłku lat sześćdziesiątych. Narrator opowiada o swoich latach nauki i o fascynacji starszą od niego, piękną, tajemniczą kobietą, która uczyła go francuskiego i dała mu lekcję wolności. Jest to zarazem opowieść o potrzebie marzenia, a także rozrachunek z epoką peerelu. Tradycyjna narracja, nie pozbawiona wątku sensacyjnego, skrzy się humorem, oczarowuje i wzrusza.

Madame — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Madame», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Fałszywy krok mści się szybko: nieszczęsny Maks-Tezeusz ginie w lochach UB – niczym w czeluściach Tartaru, piękna zaś Victoire, zdana na samą siebie, zostaje odcięta od świata szczelną „żelazną kurtyną”.

Zrazu zdesperowana, zaczyna jednak z czasem – jak Ren urodzony wolnym – torować sobie drogę ku otwartej przestrzeni, tam gdzie zachodzi słońce – ku galijskiej równinie. Ima się różnych forteli, prowadzi podwójną grę. Wreszcie, po wielu porażkach i bezowocnych próbach, staje w obliczu szansy znacznie większej niż dotąd, bo uwikłanej swoiście w interes ciemiężycieli. Czy uszczkną coś z dóbr Zachodu, do których cieknie im ślina, zależy w pewnym stopniu od tego, czy zwrócą jej wolność. Tym razem tak rzecz wygląda. Ona zaś ma jedynie wykazać się jako pedagog – przed cudzoziemskim gremium.

I tu się właśnie zaczyna główna akcja dramatu.

Gimnazjon, w którym się zjawia i który ma przysposobić do nowego systemu, jest – jak wszystko w tym kraju, spodlonym, znieprawionym przez bolszewicką tyranię – spaczony i zacofany. Wychowawcy – zgorzkniali, nieciekawi, kostyczni. Wychowankowie – gnuśni, ograniczeni, krnąbrni. Nauka w tych warunkach to orka na ugorze, a życie – istna gehenna. Samotność. Wyobcowanie. Brak wspólnego języka choćby z jedną osobą.

I oto w tym ostępie – ponurym i zatęchłym – na krótko przed terminem odzyskania wolności, w ciżbie nieokrzesanych, niemrawych podopiecznych napotyka młodzieńca o szczególnych zdolnościach, manierach i wymowie, i równie nieprzeciętnym uroku osobistym. Inteligentny, obyty, wręcz błyskotliwy w rozmowie, a przy tym – dziwnie nieśmiały, zamyślony i smutny, zrazu ją intryguje, a z czasem – wzbudza sympatię. Owych przyjaznych uczuć nie okazuje mu jednak, przeciwnie, gra – jak Fedra – odpychającą władczynię. Nie chce żadnych stosunków natury nieoficjalnej, choćby najniewinniejszych. To mogłoby jej tylko tak czy inaczej zaszkodzić. Poza tym – sentymenty! I na cóż jej one, po co! – skoro niebawem wyjeżdża, by więcej tu nie wrócić. Nie, absolutnie nie może pozwolić sobie na to („kto sobie nakłada więzy, naraża się na zgubę”).

Ale niezwykły uczeń nie tylko po prostu jest czarującym młodzieńcem; zdaje się on ponadto cicho ją adorować. Wpatruje się w nią jak w obraz, chyłkiem tropi jej dane, w pisemnej pracy domowej przemyca kunsztowne wyznanie. Ach, jak uroczo to robi! Doprawdy, jest wzruszający! Czy jest gdzieś ktoś na świecie, kto by ją tak wyróżniał? Być może. Le Petit George [148]. Syn przyjaciela jej ojca i zalotnika matki. Lecz cóż to za porównanie! Jego namiętność ku niej jest mroczna i nużąca. Odstręcza ją, krępuje, paraliżuje sztucznością. Zatruta neurastenią, histeryczna, żałosna. A poza tym – w ogóle, niezależnie od tego – jak blady jest afekt Mężczyzny, z reguły wtórny, chwiejny, skażony już zwątpieniem, przy pierwszym porywie Chłopca, szalonym i bezkrytycznym! W każdym razie dla kogoś, kto minął już smugę cienia – dla kobiety dojrzałej, trzydziestoparoletniej.

Uwielbia ją. Ubóstwia! Stawia ją na ołtarzu! Choć tyle ma wokół siebie zalotnych rówieśniczek. To pochlebia ambicji. To osobliwie podnieca. To wyzwala pragnienie, aby mu wyjść naprzeciw i stać się dlań, zaprawdę, wszechmogącą boginią.

Nie można jednak ulec tego rodzaju pokusie. To byłoby ryzykowne i – niegodziwe zarazem. Wszelako, z drugiej strony, nic nie zrobić w tej sprawie, dalej grać lodowatą, nieczułą Królową Śniegu – to też nie rozwiązanie.

Zaczyna się walka wewnętrzna. Między podszeptem próżności a odpowiedzialnością. Między odruchem serca a dyscypliną rozsądku. – Uczynić coś dla niego, dać mu coś, ofiarować, ale tak, by nie zbudzić zbyt głębokich nadziei. Owszem, okazać łaskę, a nawet uszczęśliwić – jak Hipolit Arycję – ale bez konsekwencji. Na moment. Na jedną chwilę.

Stawia mu „celujący”. Jedynemu w gimnazjum. A jego pracę pisemną, ze stosowną opinią, przekazuje do wglądu cudzoziemskiej komisji. Może wyniknie coś z tego? Może przewodniczący, monsieur le directeur, zwróci na niego uwagę – jak niegdyś profesor Billot na esej du Petit George – i wyciągnie doń rękę? Zaproponuje stypendium, zaprosi na kurs do Francji? -No tak, ale to przyszłość i w dodatku niepewna. A co tymczasem? Już? By zaraz ujrzeć efekt? – Wywyższyć go w drobnej sprawie. Okazać zaufanie. Wysłać do gabinetu, gdzie znajduje się skarbiec z rzeczami osobistymi. Nie strzeżony. Otwarty. – Wręczyć mu klucz do niego! W ten symboliczny sposób dopuścić go do siebie. Powiedzieć do niego: „La clé!” i, spoglądając mu w oczy, podać go – gestem Stwórcy z fresku Michała Anioła.

I tak się dzieje. Lecz cóż! To ciągle jeszcze nie to. Gra aluzji, metafor nie spełnia oczekiwań. Na twarzy faworyta nie zalśnił blask radości czy płomień oszołomienia. Dalej jest przygaszony, strapiony, obolały. Trzeba inaczej z nim mówić. Inaczej go wyróżnić. – Zabrać go do teatru! Na Comédie Française, która właśnie przyjeżdża z inscenizacją Fedry. Akurat otrzymała zaproszenie z poselstwa, valable pour deux personnes [149] . O, to jest rozwiązanie!

Lecz ręka Opatrzności – na dobre czy na złe – nie dopuszcza do tego. Krzyżuje plany, mąci – dość, że niweczy ów zamiar. Idzie na spektakl sama, marnując drugie miejsce. Fotel koło niej jest pusty. Chyba jako jedyny, przynajmniej na parterze. Ogląda przedstawienie, żałując że tak wyszło. A kiedy słyszy słowa: „Zerwij pęta, odepchnij niewolę nikczemną”, i ich kontynuację: „Rzuć to miejsce plugawe, zepsuciem skażone…”, pojmuje w nagłym błysku, że to jest właśnie to, co winna mu powiedzieć.

Ach, że go tutaj nie ma! Że nie siedzi koło niej! Że nie słyszy tych słów, na które w jakiś sposób zwróciłaby mu uwagę!

Ale on – jest! I słyszy. Siedzi z przodu balkonu. A gdy opadnie kurtyna – już wkrótce, za kilka minut – i umilkną oklaski, spotkają się przy szatni albo przy wyjściu z teatru. Nie wszystko jeszcze stracone! Ten dramat nie kończy się źle…

Ta snuta bezwiednie bajka w kulisach świadomości była tak czarująca i sugestywna zarazem, że po skończonym spektaklu, niepomny obrazów jawy i głuchy na głos rozsądku, ruszyłem zdecydowanie dopisywać jej finał – na scenie rzeczywistości.

Odebrawszy okrycie, zbiegłem czym prędzej na dół, wypatrzyłem swą Fedrę w tłumie stojących do szatni, po czym wyszedłem na zewnątrz, by tam jej oczekiwać – u stóp wejściowych schodów.

W drzwiach pokazał się naraz – otoczony młodzieżą – rozpromieniony Prospero. Wyraźnie komentował grę francuskich aktorów. Perorował, przystawał, odtwarzał ich gesty i pozy. Odszedłem kilka kroków, by nie natknął się na mnie. Jego widok jednakże natchnął mnie pewną ideą. Ależ tak, oczywiście! Zacząć z nią to spotkanie, jak zacząłem był z nim. Zwrócić się do niej wierszem! Tym razem – aleksandrynem. Jeśli wtedy ów trik okazał się tak skuteczny, może i teraz będzie. A zresztą, jakże inaczej miałyby brzmieć moje słowa, przynajmniej początkowe, skoro to ma być scena jak z prawdziwego dramatu.

Palcami prawej ręki objąłem czoło i skronie (jak zwykł to czynić Konstanty), zacisnąłem powieki i wytężyłem umysł.

Madame! Est-ce bien vous-même? -

zacząłem układać tekst.

Mais quelle coïncidence!

Quel étrange et curieux concours de circonstances! [150]

Dobranie pierwszego rymu uruchomiło mechanizm rezonowania wyrazów. Nasuwające się słowa przywoływały inne o współbrzmiących końcówkach lub przychodziły od razu parami, trójkami, czwórkami. I tak, wewnętrznym uchem, usłyszałem konsonans: question-conversation, który mi coś przypomniał. No, oczywiście! Tamto! Tę lekcję, na której zacząłem swe tajne dochodzenie. Tak, to aż się prosiło, aby do tego nawiązać.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Madame»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Madame» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Madame»

Обсуждение, отзывы о книге «Madame» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.