Antoni Libera - Madame

Здесь есть возможность читать онлайн «Antoni Libera - Madame» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Madame: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Madame»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Powieść jest ironicznym portretem artysty z czasów młodości, dojrzewającego w peerelowskiej rzeczywistości schyłku lat sześćdziesiątych. Narrator opowiada o swoich latach nauki i o fascynacji starszą od niego, piękną, tajemniczą kobietą, która uczyła go francuskiego i dała mu lekcję wolności. Jest to zarazem opowieść o potrzebie marzenia, a także rozrachunek z epoką peerelu. Tradycyjna narracja, nie pozbawiona wątku sensacyjnego, skrzy się humorem, oczarowuje i wzrusza.

Madame — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Madame», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

W tej sali było najtłoczniej; panował dosłownie ścisk. Aby przejść od jednego do drugiego obrazu, trzeba się było przepychać. Nie mogłem się zdecydować, czy patrzyć na eksponaty, czy obserwować ludzi. Miałem gonitwę myśli. Byłem podminowany.

Co to jest? Co oznacza ta cała sytuacja? – mnożyły się pytania. – Co właściwie tych ludzi tak w tym wszystkim pociąga? Dlaczego się tak gapią? Tak narkotycznie lub chciwie. Dlaczego tu panuje dwuznaczna atmosfera? Przecież to jest Natura, co pokazuje Picasso – natura elementarna, znana im wszystkim z autopsji. Skąd więc ta ekscytacja? Skąd te wypieki na twarzach i nerwowość w spojrzeniu? Dlaczego ich nie mają, gdy patrzą na dzieła sztuki przedstawiające człowieka w innych przejawach natury, jak macierzyństwo, uroda, cierpienie, a nawet śmierć?

Lecz właśnie! Może inaczej należy postawić pytanie? Może trzeba je odnieść nie do oglądających, ale do tych, co tworzą – do portrecistów Natury? Dlaczego mianowicie, malując prawie wszystko, ten temat omijają? Dlaczego nie pokazują poczęcia i narodzin? – Nie mogłem znaleźć w pamięci ani jednego przykładu klasycznego obrazu, który by ukazywał te dwa kluczowe akty. – Dlaczego to jest tabu? Przecież to także ludzkie. Więc czemu się o tym nie mówi? Nie pokazuje się tego? Albo, jeżeli już, nazywa się pornografią? „Porne” znaczy po grecku „uprawiająca nierząd”, a więc akt płciowy – to nierząd?

Nie mogłem tego wszystkiego nijak uporządkować. Gubiłem się w dociekaniach. Nie rozumiałem sam siebie. O co właściwie pytam? Czemu mam zamęt w głowie? Dlaczego się denerwuję – ja, zwolennik rozumu?

Wreszcie jednak odkryłem przyczyny niepokoju. Były związane z Madame, i to na różne sposoby. Po pierwsze, ekspozycja miast być pomocną odskocznią do nawiązania kontaktu (gdyby się miało okazać, że w ogóle jest możliwy), stała się niespodzianie kłopotliwą przeszkodą. No bo co tu powiedzieć? – „Jak się pani podoba? Co pani o tym sądzi? Jak pani ocenia weryzm tego malarstwa?” – Jakoś głupio. Niezręcznie. Gotowa by pomyśleć, że robię sobie kpiny. A znowu nic nie powiedzieć? O tym co, bądź co bądź, było tu głównym powodem przybycia i obecności. Udawać, że tego nie ma, mówić na inny temat? Też niedobrze. Dziwacznie.

No, ale to utrudnienie, jakkolwiek kłopotliwe, nie stanowiło jeszcze o istocie bolączki. Ostatecznie, możliwość, że w ogóle spotkam Madame, wciąż była problematyczna. Źródło trującej krwi biło gdzie indziej, głębiej. W zbudzonej przez Picassa świadomości pozoru, jakim był świat moich uczuć, moich pragnień i marzeń, i w skutkach tej deziluzji.

Choć umysł miałem trzeźwy, a nawet, jak sądziłem, zbyt racjonalistyczny, swój afekt traktowałem jako namiętność duszy. Brałem go za fenomen samoistny, odrębny. I jako takiemu – ufałem, szukając dlań spełnienia w dziedzinie mowy, słów. Tymczasem nagle Picasso, ten Dionizos-Poganin, z szyderczym, sprośnym rechotem, wylewał mi na głowę kubełek zimnej wody:

„A więc powiadasz, jeune homme, że zadurzyłeś się… że wielbisz panią profesor… i marzysz o jakiejś Wiktorii. – Na czym ma ona polegać, jeśli wolno zapytać? Na tym, że spojrzy na ciebie? Że powie ci coś miłego? Że ci okaże sympatię i będziecie prowadzić eleganckie dialogues… tfu! conversations? - Otóż, mój pięknoduchu, jest to słodka ułuda, którą cię wabi Natura. W istocie chodzi o to, abyś się z nią połączył i oddał jej nasienie. A to wygląda tak, jak ci tu pokazuję. Patrz, oto meta twych tęsknot, cokolwiek jest ich treścią, jakkolwiek się objawiają. Oto punkt docelowy twojej błogiej wędrówki. A pamiętaj, mój mały, że to zaledwie obrazki – sztuka, kreacja, ironia. Wżyciu rzecz jest o wiele… nieporównanie mocniejsza i mniej cywilizowana. Dzika, gwałtowna, obłędna. Deliryczna, pijana…

Patrzyłem oniemiały na wyuzdane ciała skłębione w płciowym uścisku, zadając sobie wreszcie pytanie dotychczas tłumione, czy pragnąłbym z nią tego. W utopijnym, rzecz jasna, projekcie rozwoju zdarzeń, zakładającym jej wolę, inicjatywę i śmiałość.

Lecz igła magnetyczna busoli mojego „ja. – tego, com brał za siebie, z kim się utożsamiałem – zachowywała się dziwnie. Nie wskazywała co prawda jednoznacznie na „nie” (kolor niebieski, „północ”), ale i nie na „tak” (kolor czerwony, „południe”). Wirowała szaleńczo jak w polu zmiennych sił lub zastygała w miejscu – pośrodku, w punkcie zero, jakbym stał na biegunie.

„Dlaczego…”, ostatkiem sił przyparłem siebie do muru, „dlaczego nie odpowiadasz? I czemu właściwie nie ‘tak’?”

„Bo to nie czyni zadość”, odezwał się na to głos, który choć mówił we mnie, brzmiał obco i lodowato. „To jedynie uśmierza, to znaczy, zabija ułudę. Ale nie zaspokaja”

„Nie zaspokaja?”

„Nie. W dziedzinie słodkiej ułudy zaspokojenia nie ma”

„Bo co?”

„Bo nie ma formy, w której by mogło się ziścić”

Opuściłem powieki i pochyliłem głowę, po czym ruszyłem dalej, w kierunku następnej sali. W przejściu do niej jednakże stały niklowe słupki połączone pluszową, stylizowaną liną, która szerokim łukiem swojego zawieszenia zdawała się uśmiechać. No, bo i rzeczywiście, wnętrze przez nią strzeżone bynajmniej nie było smutne – ciemne czy wyludnione. Tonęło w rzęsistym świetle, gościło haute société i kipiało rozgwarem.

Na zestawionych stołach, pokrytych prawie do ziemi białymi obrusami, stały baterie kieliszków, platerowane kubełki z butelkami szampana i kryształowe naczynia pełne słonych paluszków, krakersów i oliwek nadzianych na wykałaczki. Pośrodku, na krągłym plateau ze złocistego drewna spoczywał wianuszek serów z wbitymi w nie nożykami.

Ludzie, trzymając kieliszki i paląc papierosy, stali w niewielkich grupkach i żywo rozmawiali. Co jakiś czas, leniwie, podchodzili do stołów, by dolać sobie szampana i przekąsić oliwką, albo schrupać krakersa, albo jedno i drugie, i jeszcze zagryźć serem, po czym wracali na miejsca, do życia towarzyskiego. O ile w westybulu, przed otwarciem wystawy, język polski, choć z rzadka, przebijał się tu i ówdzie, o tyle tu całkiem zamilkł, ustępując gościnnie przemożnej francuszczyźnie.

Udając, że patrzę w katalog, badałem wzrokiem salę.

Srebrnowłosa Mariannaf… Zielonooka!… Dyrektor!… Profesor Levittoux! (którego znałem ze zdjęć)… I w końcu – ona, tak jest! We własnej osobie. Madame.

W czarnym, obcisłym golfie, na którym się srebrzył łańcuszek zwieńczony dorodną perłą, w spodniach w tym samym kolorze, zaprasowanych w kant, i w wysmukłych pantoflach na kształtnym, wysokim słupku, stała wyprostowana z lekko zadartą głową, trzymając lewą rękę na niewielkiej torebce przewieszonej przez ramię (zupełnie innej niż ta, którą widziałem był w szkole), a prawą dzierżąc kieliszek z musującym szampanem. Jej rozmówcami byli nobliwi starsi państwo: on w muszce (jak Konstanty), wysoki, szpakowaty; ona w sukni z żorżety i kapeluszu na głowie. Jak miało się wkrótce okazać, był to sam ambasador i jego połowica.

Osłupiałem z wrażenia. Przede wszystkim dlatego, że w ogóle ją ujrzałem i że moje rachuby potwierdzały się w końcu. Niemałą jednak rolę odgrywał w tym również jej wygląd i wielkopański styl w postawie i zachowaniu. Ileż razy widziałem, jak ludzie skądinąd śmiali, pewni siebie i zręczni, gubili się w sytuacji niecodziennej, odświętnej, wymagającej refleksu, dobrych manier i wdzięku! Jak maleli znienacka, stawali się nieporadni, zapominali języka i – wypadali fatalnie. Z nią zaś było na odwrót. W tym ekskluzywnym milieu, pełnym esprit i brillant, nie tylko nie traciła, lecz jeszcze zyskiwała. Mówiąc o czymś ze swadą godną zapewne samej Simone de Beauvoir, spowita w obcisłą czerń, na której się pyszniła połyskująca perła, z jedną nogą nieznacznie wysuniętą do przodu i lekko zgiętą w kolanie, a drugą wyprostowaną, mocno stojącą na ziemi na podwyższonym obcasie – była olśniewająca!

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Madame»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Madame» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Madame»

Обсуждение, отзывы о книге «Madame» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.