Antoni Libera - Madame

Здесь есть возможность читать онлайн «Antoni Libera - Madame» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Madame: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Madame»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Powieść jest ironicznym portretem artysty z czasów młodości, dojrzewającego w peerelowskiej rzeczywistości schyłku lat sześćdziesiątych. Narrator opowiada o swoich latach nauki i o fascynacji starszą od niego, piękną, tajemniczą kobietą, która uczyła go francuskiego i dała mu lekcję wolności. Jest to zarazem opowieść o potrzebie marzenia, a także rozrachunek z epoką peerelu. Tradycyjna narracja, nie pozbawiona wątku sensacyjnego, skrzy się humorem, oczarowuje i wzrusza.

Madame — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Madame», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

„Co to ma być? Co to znaczy?” – myślałem w podnieceniu, przemierzając pośpiesznie wymarłe korytarze i zbiegając po schodach. „Nic? – czyli tyle co znaczy tego rodzaju posyłka? Czy jednak coś ponad to? Podjęcie jakiejś gry? Odpowiedź na pojednanie?” Gubiłem się w domysłach. A tymczasem już stałem pod drzwiami gabinetu.

Nie po raz pierwszy miałem przekroczyć jego próg. Poprzednio jednak w tym wnętrzu byłem niezmiernie dawno, chyba z dwa lata wstecz, w każdym razie na pewno nie za kadencji Madame. Z tamtego czasu w pamięci pozostał mi mglisty obraz błyszczących politurą ciemnych, oszklonych szafek, a w nich lub na nich – głównie – kryształowych wazonów i pucharów sportowych, a także sutej zastawy do kawy lub herbaty. Poza tym – masywne biurko z dwoma telefonami i lampą na giętkim pałąku, a wreszcie – potężna palma, rosnąca w drewnianej donicy podobnej w kształcie do cebra.

Tym razem moim oczom – gdy otworzyłem był drzwi – ukazał się inny widok, i to pod każdym względem, zarówno wystroju wnętrza, jak jego urządzenia. Śladu palmy, kryształów i „wysokiego połysku”, miast tego zaś prostota i gustowność zarazem: zręczne, „ludowe” meble z naturalnego drewna o złocistym odcieniu; stół-biurko typu „krzyżak”; smukła stojąca lampa z abażurem ze słomy; podłoga wyłożona ciemnozielonym chodnikiem; w podobnym kolorze zasłony wiszące po bokach okien; lekkie regały z książkami; wreszcie, przy jednej ze ścian, coś w rodzaju kanapy czy ławy z tapicerką dla mniej więcej trzech osób, a przed nią niski stolik przykryty lnianą makatką, oraz dwa foteliki o niewysokich oparciach i drewnianych poręczach.

Spojrzałem w stronę regałów. W znakomitej większości stały tam książki francuskie. Na niższych poziomach – słowniki, wielki Larousse, kompendia i dziesiątki pozycji do nauki języka; na wyższych – rozmaitości, w tym wiele livres de poche. Natomiast na małej półeczce stojącej z boku kanapy leżały albumy z malarstwem i pisma ilustrowane, a na samym jej wierzchu, w ozdobnych zastawkach z drewna, pysznił się szpaler lśniących, złotawych grzbietów Plejady… Apollinaire, Baudelaire, Corneille, Molière, Racine – prawie cała klasyka w porządku alfabetycznym.

„Skąd ona to wszystko ma?” – nie mogłem wyjść z zadziwienia. „Kupuje? Sprowadza z Francji? Dostaje z Service Culturel? I czemu trzyma to tutaj? Do czego jej to potrzebne? Przecież nie do nauki! A więc? Na pokaz? Przed kim? Przed tą mityczną komisją, wizytującą szkoły?”

Wyrwałem się z zapatrzenia i podszedłem do stołu, aby wziąć stamtąd skrypt, po który mnie posłała. I wtedy moim oczom ukazało się coś, co aż zaparło mi dech.

Torebka. J e j torebka. Wisząca na krześle za stołem. Nie zapięta. Otwarta. A nawet uchylona.

W pierwszym odruchu, natychmiast, postanowiłem tam zajrzeć.

„Zobaczyć Dowód! Zdjęcie!. – myślałem podniecony. „Wpis ‘panna’ albo ‘wolna’ w rubryce ‘stan cywilny’… Rysopis… ‘Znaki szczególne’… Może ma jakieś znamię?… I miejsce urodzenia!… Co tam zostało wpisane?… ‘Francja’?… Miejscowość… Jaka?… A dalej: datę meldunku!… I inne dokumenty!… Legitymację partyjną?… I wszystko, wszystko, wszystko!”

Rzuciłem się do drzwi i przekręciłem zasuwkę, zamykając gabinet. Gdy jednak powróciwszy lotem strzały do stołu, już wyciągałem rękę po ów przenośny skarbczyk, zastygłem jak porażony. W myślach ujrzałem naprzód jej zagadkowe spojrzenie, na które się natknąłem, gdy brałem od niej klucz, a zaraz po tym scenkę w hotelowym pokoju, jak Jerzyk grzebie w bagażu docenta Dołowego.

„No tak…”, straciłem impet, „oto jak działa Kusy. Nawet nie zauważasz, jak wpadasz mu w objęcia”.

Chwyciłem nerwowo skrypt i – jakbym przed kimś uciekał – opuściłem gabinet.

„To jasne”, myślałem w popłochu, sadząc po kilka stopni w drodze na górę schodami, „to była próba! Test. Na moją wiarygodność. Czy jestem przyzwoity i godny zaufania. Zapewne w tej torebce ma wszystko tak ułożone, by mogła bez trudu spostrzec nawet najmniejszą zmianę. – Całe szczęście, że coś mnie powstrzymało od tego!… Coś… Historia Jerzyka czy to badawcze spojrzenie w chwili wręczania klucza?”

Nie chcąc zwracać uwagi na swój powrót do klasy, wszedłem do niej, jak mogłem najciszej i spokojnie.

Stała między ławkami, zwrócona do mnie tyłem i pochylona nad książką, którą trzymała w rękach. Podszedłem i bez słowa podałem jej broszurę.

– O, dziękuję ci bardzo – mruknęła mechanicznie i wzięła ją ode mnie, nie przerywając czytania.

Odczekałem sekundę, a chyba nawet dłużej, i wyciągając przed siebie otwartą prawą dłoń, na której – jak na tacy – spoczywał kluczyk Yeti, powiedziałem półgłosem:

Et voilà la clé [126] . - I utkwiłem spojrzenie na wysokości jej oczu, tak by, zwróciwszy je ku mnie, musiała się z nim spotkać.

Istotnie, tak się stało.

Ah , oui – znowu mruknęła, tym razem jakby zmieszana, o czym zdawało się świadczyć również i to, że niechcący, gdy zabierała kluczyk, dotknęła lekko mej dłoni.

ROZDZIAŁ PIĄTY

25. Dla mnie świat jest tu!

Otwarcie wystawy w Zachęcie miało miejsce w niedzielę o godzinie dwunastej. Przybyłem tam znacznie wcześniej, co najmniej dwadzieścia minut. Mimo to, tak przed wejściem, jak (zwłaszcza) w westybulu, było już mnóstwo ludzi i wrzało od ruchu i gwaru. Przeważał język francuski, przynajmniej się wybijał – swoją koloraturą i szczególną dźwięcznością, ale słychać też było kilka innych języków – włoski, hiszpański, angielski – najsłabiej nasz rodzimy.

U szczytu pierwszych schodów, na szerokim półpiętrze, stały dwa mikrofony, a w tle widniała olbrzymia fotografia Picassa przecięta jego podpisem w ogromnym powiększeniu i ozdobiona u spodu stojącym na małym cokole szafirowym wazonem z bukietem kilkudziesięciu biało-czerwonych goździków. Nieco wyżej, z dwóch stron, znad marmurowych poręczy idących na pierwsze piętro, wystawały kamery i lampy na statywach.

Przed kontuarem szatni stał portier w uniformie i wysoka kobieta mówiąca po francusku z wpiętą w klapę kostiumu plakietką „Service – CBWA”, którzy do oddających swoje wierzchnie okrycia zwracali się z grzeczną prośbą o okazanie zaproszeń, a jej bezgłośne spełnienie kwitowali przesadnie czołobitnym „dziękuję. albo „merci beaucoup” .

Czekając na swoją kolej, zacząłem się niepokoić. Jak oni zareagują na moją carte d’entrée? Uznają ją bez słowa? Podziękują – jak innym? Czy jednak co najmniej się zdziwią lub – zgłoszą zastrzeżenia? Owszem, widniała na niej pieczątka Ambasady i zamaszysty podpis dyrektora wydziału, lecz papier ten nie był imienny. Co zrobić, gdy zaczną mnie pytać, kim jestem i skąd to mam? Mówić prawdę, jak było? Czy jednak kogoś udawać? Francuza? Ryzykowne. Człowieka powiązanego z korpusem dyplomatycznym? Nie byłem zdecydowany.

Wreszcie wpadłem na pomysł. Dobyłem z portmonetki jedną z mych nieodłącznych, nieocenionych agrafek i przekłuwszy nią kartę, przypiąłem ją sobie na piersi w najwidoczniejszym miejscu. Dochodząc do kontuaru, zacząłem odgrywać kogoś, komu bardzo się śpieszy i kto jest zamyślony, a gdy rozległ się przy mnie uprzejmy głos portiera – „zaproszenie, prosimy” – udałem zdziwionego, jakbym nie bardzo rozumiał, o co właściwie chodzi, i wskazałem dyskretnie na przypięty kartonik.

Oh, excusez moi! - włączyła się wtedy kobieta z Service CBWA i, niczym odszkodowanie za popełnioną gafę, wręczyła mi katalog.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Madame»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Madame» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Madame»

Обсуждение, отзывы о книге «Madame» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.