Antoni Libera - Madame

Здесь есть возможность читать онлайн «Antoni Libera - Madame» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Madame: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Madame»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Powieść jest ironicznym portretem artysty z czasów młodości, dojrzewającego w peerelowskiej rzeczywistości schyłku lat sześćdziesiątych. Narrator opowiada o swoich latach nauki i o fascynacji starszą od niego, piękną, tajemniczą kobietą, która uczyła go francuskiego i dała mu lekcję wolności. Jest to zarazem opowieść o potrzebie marzenia, a także rozrachunek z epoką peerelu. Tradycyjna narracja, nie pozbawiona wątku sensacyjnego, skrzy się humorem, oczarowuje i wzrusza.

Madame — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Madame», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Wreszcie, po długich perswazjach, zdołałem ją namówić, aby zaczęła studia. Romanistykę, rzecz jasna. Stwarzało to jakiś cel w życiu, a przy tym pozwalało wejść w środowisko ludzi, z którymi coś ją łączyło – znajomość języka, Francji; co więcej, nad którymi miała niebagatelną przewagę, i mogła wśród nich, z łatwością, zyskać mocną pozycję. Nie zdajesz sobie sprawy, co to wtedy znaczyło – znać bezpośrednio Paryż, w ogóle być na Zachodzie, a zwłaszcza urodzić się tam i mówić bez akcentu.

No więc zaczęła te studia. Trudności, rzecz jasna, nie miała. Przeciwnie – najwyższe oceny, nagrody za prace roczne. Wiem o tym wszystkim dobrze, bo przecież Jerzyk z nią był… na jednym roku, w grupie.

Tego rodzaju wyniki, nawet w tamtym okresie, stwarzały człowiekowi najrozmaitsze szansę, w tym również wyjazdu na Zachód. Zwłaszcza po Październiku. I, rzeczywiście, bodajże gdzieś w pięćdziesiątym siódmym, gdy bardzo różni ludzie dostawali paszporty i jeździli „prywatnie. do rodzin za granicę, albo na jakieś występy, albo na konferencje, ona, i jeszcze ktoś, została wytypowana do stypendium UNESCO – na jakiś kurs lingwistyczny w Paryżu, na Sorbonie. I wtedy się zaczęło.

Otóż wyobraź sobie, że nie dostała zgody. Nie dali jej paszportu. Mimo że była najlepsza, a politycznie rzecz biorąc – zupełnie neutralna. I mimo interwencji – wydziału, rektoratu. Gdy dowiedziałem się o tym, postanowiłem zadziałać, choć nie prosiła mnie o to. Spotkałem się z takim jednym, co miał kontakty w UB, i poprosiłem go, aby wybadał sprawę. Powrócił zakłopotany. Nie, nic się nie da zrobić. Przyczyny utajnione. Rzecz pachnie nie najlepiej. Chodzi prawdopodobnie o zgon jej ojca w więzieniu. I powody zamknięcia. I to, co wyszło w śledztwie. Gdyby został, jak wielu, zrehabilitowany – wtedy to co innego. Lecz jak na razie, nie został. Zresztą, nikt nie wystąpił z taką inicjatywą.

„Jak można występować o rehabilitację, skoro nie został skazany?! Nie było nawet procesu!”

Mój łącznik rozłożył ręce:

„Niestety, nic nie poradzę. Ja mam ręce za krótkie”.

Tymczasem zauważyłem, że ona po tej historii znowu jest niewyraźna. Choć nie wiedziała tego, co doniósł mi ów człowiek, robiła wrażenie osoby głęboko przekonanej, że oto spełnia się fatum. Wpadła w potrzask. W pułapkę. Ten powrót wtedy tutaj to było przekleństwo losu! Już nigdy stąd nie wyjedzie! Nie wydostanie się stąd!

Chcąc być wierny Maksowi, pragnąłem jej dopomóc i działać dla jej dobra. Lecz cóż było dla niej dobrem? To, czego chciał dla niej Maks? Czy czego sama chciała? Maks przywiózł ją tu z Francji, bo się bał o jej życie. Dojdź teraz, czy miał rację, czy powodował nim obłęd! Według mojej oceny, popełniał wielki błąd, a ją unieszczęśliwiał. – Na czym miałem się oprzeć i czyją stronę trzymać?

Powiedziałem jej tak:

„Dostałem informację, że nie puścili cię z powodu historii z ojcem. Cokolwiek się z nim stało, są za to odpowiedzialni, i dobrze o tym wiedzą. Jego śmierć ich obciąża i chcieliby to zataić. Dlatego też uważam, że trzeba ich przycisnąć. Najlepszą obroną jest atak. A zatem trzeba działać!

Wystąpić zaraz z wnioskiem o rehabilitację, a nawet odszkodowanie.

Jeśli ci więc zależy na odzyskaniu wolności, powinnaś podjąć walkę. Będę ci w tym pomagał, mam różne możliwości, jednakże krok zasadniczy musisz wykonać ty… A poza tym uważam, że mu się to należy. Cokolwiek o nim myślisz, jakkolwiek go osądzasz. To był wspaniały człowiek. Nie ma już dzisiaj takich…

Nie chciała nawet słuchać. Brzydziła się tu wszystkim i nie ufała niczemu. Sądziła, że wszelki kontakt z tutejszą rzeczywistością, a w szczególności z władzą, może jej tylko zaszkodzić. Wierzyła w inną strategię. W strategię sfinksa. Pozoru. I dopiero w tej masce, drążenia swojej sprawy – samotnie, nocą, skrycie, bez żadnego wspólnika.

To właśnie był cały Maks! Pod względem charakteru ona jest jego repliką…

Pan Konstanty przystanął i wyprostował plecy. Po drugiej stronie ulicy stał dom, w którym mieszkałem.

– No, to jesteśmy na miejscu – powiedział, zmieniając ton. – I widzisz, chociaż chłodno, nie było chyba tak źle.

Szukałem gorączkowo jakiegoś zaczepienia, którego mógłbym się chwycić, aby podciągnąć się wyżej. Być u samego szczytu i nie postawić tam stopy – to byłoby haniebne, po prostu niewybaczalne. Niestety, wszystkie pomoce, które sobie zawczasu byłem przygotowałem, okazały się teraz, jak zwykle, bezużyteczne. Znowu musiałem się zdać na żywioł improwizacji.

– Istotnie – przytaknąłem. – Nawet całkiem przyjemnie. Może by jeszcze rundkę? Tutaj, zaraz za rogiem, jest bardzo miły placyk.

– E, chyba już nie – powiedział. – Ja jeszcze muszę wrócić, nie zapominaj o tym.

– Fakt – pochyliłem głowę. Odbiłem się jednak zaraz i dziarskim, mocnym tonem oznajmiłem swą wolę: – No, to teraz ja pana kawałek odprowadzę! Przynajmniej do wiaduktu. – I żeby nie było dyskusji, pierwszy ruszyłem z miejsca, zwracając się doń jednocześnie z następującą kwestią: – Od tego czasu minęło bez mała dziesięć lat. I co, dopięła swego?

– Gdyby dopięła – odrzekł, podążając w ślad za mną – nie byłoby jej tutaj. Tymczasem jest, jak wiesz. A zatem nie dopięła.

– Nie udało się jej, czy dała za wygraną?

– Osoba o takim imieniu nie daje za wygraną – powiedział ni to z ironią, ni to z rodzajem smutku.

– Więc co robiła w tym celu?

– Powiadam: na różne sposoby szukała jakiegoś wyjścia. Naprzód, przez tę promotor… no, jak jej tam było?

– Surową?

– O, właśnie, przez panią Surową! Potem, gdy to nie wyszło, przez Centre, gdzie zaczęła pracować, niejako śladem swej matki. A teraz… właściwie nie wiem. Mogę się tylko domyślać. Nie mam już z nią kontaktu.

– Dlaczego? Co się stało?

– Zadrażniona ambicja.

– Czyja? Pana czy jej?

– Naturalnie, że jej. Nie podejrzewasz chyba, że mógłbym się na nią obrazić.

– No, to o co jej poszło?

– Że poprosiła mnie o coś, a raz się to tylko zdarzyło, a ja akurat tej prośby nie byłem w stanie spełnić.

– Co to była za prośba? -Ach, nie ma o czym mówić… – A jednak… to ciekawe.

– By Jerzyk, będąc we Francji, spotkał się z pewnym człowiekiem i, wyjaśniwszy mu wszystko, poprosił go w jej imieniu, aby się z nią ożenił. Naprzód, aby jej przysłał tak zwany list intencyjny, następnie, w przypadku odmowy, przyjechał osobiście, a gdyby i to nie wyszło, by wziął z nią ślub per procura.

– To była miłość czy… fikcja?

– Oczywiście, że fikcja! A jak sobie wyobrażasz!

– No, i dlaczego ta prośba nie została spełniona?

– Bo Jerzyk stanowczo odmówił podjęcia się tej misji.

Serce zabiło mi mocniej. Głosowi jednak nadałem niefrasobliwe brzmienie:

– Dlaczego? – zapytałem, nawet z lekkim uśmiechem.

– Właściwie nie wiem dokładnie – odpowiedział z powagą. – Nie wytłumaczył mi tego. Mogę się tylko domyślać… Nie była mu obojętna.

„Więc jednak!” pomyślałem, przypominając sobie, jak Jerzyk nerwowo się zaśmiał na dźwięk nazwiska Madame.

– No, to tym bardziej – rzekłem, niczym bystry adwokat. – Dlaczego nie chciał jej pomóc, skoro była mu bliska?

– Zastanów się, co ty mówisz! – żachnął się pan Konstanty.

– Co w tym osobliwego? – wzruszyłem ramionami. – Skoro to była formalność…

– Ech, jeszcze jesteś za młody, by się na tym wyznawać – poklepał mnie pobłażliwie i znowu się zatrzymał.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Madame»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Madame» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Madame»

Обсуждение, отзывы о книге «Madame» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.