Waldemar Łysiak - Lider
Здесь есть возможность читать онлайн «Waldemar Łysiak - Lider» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Lider
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Lider: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Lider»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Lider — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Lider», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Bochenek, rozpaczliwie szukający ratunku coraz bardziej gorączkowymi myślami, rzucił kolejny argument:
– Przecież zawsze może się zdarzyć, że jakiś cholerny dziennikarz lub jakiś cudzoziemiec, powiedzmy biznesmen lub dyplomata, zada mu niespodziewane pytanie, ekonomiczne czy strategiczne, i co wtedy?
Ale Denis Dut był przygotowany, nie peszyły go takie defetystyczne oznaki malkontenctwa:
– Wtedy Wicio zastosuje patent Venizelosa, chopie. Na paryskim raucie w 1919 roku Venizelos, grecki premier, został zapytany przez polskiego dyplomatę: co Polska winna zrobić wobec kwestii ukraińskiej? Nie miał bladego pojęcia o czym Polak mówi, lecz spokojnie uniósł mentorski palec i wyrecytował, że problem jest delikatny, więc trzeba tu działać wedle kardynalnych zasad i bez pośpiechu. Nauczymy Wicia takich uniwersalnych ripost.
– Zatem chcecie, żeby krajem rządził debil, kliniczny idiota, ćwierćDyzma! – warknął Mariusz, ciągle sądząc, że śni.
– Przecież Wałęsa rządził krajem całe pięć lat – przypomniał Dut.
– Ale „Wałek” miał gadane, lubił mówić!
– Dlatego był prezydentem tylko pięć lat, chopie, ludzie mieli dość jego paplanych głupot. Gdyby mniej gadał, może by zafarcił drugą kadencję, rządziłby kolejne pięć sezonów…
– Czy ktoś gada, czy nie gada, ludzie rozpoznają głupich albo mądrych! – walczył „Zecer”.
– Twój błąd, chopie, polega na tym, że wydaje ci się, iż aktor grający dobrze króla Lira lub cesarza Bonapartego, jest człowiekiem mądrym, to normalne odczucie widzów, tymczasem ów aktor może być kompletnym idiotą, lecz dobrze wytresowanym parodystą, tak bywa zazwyczaj – uśmiechnął się pobłażliwie Dut. – Stare powiedzonko teatralne, chyba Dejmka, że „dupa jest do srania, aktor jest do grania” , mówi wobec „komediantów” , i zwłaszcza wobec polityków, więcej niż chciał autor tego bonmotu, bo pierwszy i drugi rym mają więcej wspólnego niż się sądzi, chopie. Prawie wszyscy politycy, którzy rządzą, to spryciarze, ale w istocie głupole, trochę tylko cwańsi od aktorów, salonowe menelstwo. Tuż po objęciu władzy stają przed lustrem i mówią tekstem Nikodema Dyzmy: „- Cholera, do czego to człowiek doszedł! Trzeba utrzymać się możliwie długo i starać, żeby nikt się nie poznał!”.
Denis eksDutczak Dut miał słuszność. Kilka wieków wcześniej szwedzki kanclerz, Axel Oxenstierna (inni przypisuje tę celną uwagę papieżowi Juliuszowi III), słusznie twierdził, iż „małą mądrością rządzony jest świat”. Oniemiałemu „Zecerowi” śląski przyjaciel z Jamajki wyłożył jeszcze kilka detali planu:
– Jola i Witold adoptują dwójkę bachorów, to dzisiaj modne, a berbecie robią piękne wrażenie wdzięcząc się do kamer na rękach polityka.
– Gdyby się kretynka cztery razy nie skrobała, mieliby własne bachory! – sapnął Mariusz.
– Własne bywają bardziej niebezpieczne, chopie. Pijani gówniarze Wałęsy narobili mu mnóstwo kłopotów. Córka prezydenta Kaczyńskiego zdradza męża i chce się rozwieść, żeby wyjść za amanta, lewaka! Dzieciakami można też utłuc polityków, nie tylko, jak muchę, gazetą. Marszałka Sejmu, Kerna, przyzwoitego gościa, ale samobójczego ryzykanta, bo chciał rozliczenia przez państwo majątku nieboszczki PZPR, spadkobiercy ubekistanu wykończyli cipą nastoletniej córeczki, i jeszcze postesbecja zmajstrowała film fabularny o tym nikczemnym cyrku, reżyserem był ich człowiek. Lecz wróćmy do tematu. Witka trzeba koniecznie oswoić z tłumem, z dużą liczbą ludzi, bo polityk miewa takie bezpośrednie kontakty.
– Jak?! On się boi tłumu…
– Przestanie się bać jako anonimowy mim.
– Jako kto?! – wytrzeszczył oczy „Zecer”.
– Jako mim.
– Mim? Znaczy przebieraniec komediant?!
– On się przebierać lubi. Kupił sobie czarny melonik, bo tak mu się to klasyczne brytyjskie nakrycie łba spodobało, i nosi go bez ustanku.
– Wygląda w nim jak arlekin, jak pajac!
– Mim to nic innego jak milczący pajac. Na chodniku promenady w okolicach London Eye sterczy dużo mimów. Wielu jest zamaskowanych. Jest średniowieczny rycerz, jest Zorro, jest Latający Holender, jest kamienny pomnik, jest Budda. Stoją bez ruchu, albo robią rękami i minami pantomimę, on może się też tak gibać. Milcząc lub grając.
– Co grając?
– Nie co, tylko na czym. Na gitarze, przecież lubi na niej grać.
– To nie żadne granie, to brzdąkanie. Wyuczył się w obozowisku hipisów.
– W Bieszczadach?
– Tak.
– Więc pod twoim okiem.
– Ja nie uczyłem go brzdąkać, uczył go ktoś inny.
– Mim nie musi być koncertowym gitarzystą, starczy zwykłe brzdąkanie, by zaciekawić przechodnia. Dla Wicia to będzie frajda. Kiedyś wynosił śmiecie jako kitchen-porter, bardziej mu chyba przypadnie do gustu anonimowe zabawianie przechodniów, nie sądzisz? I dla nas to też będzie lepsze, chopie, niż jego szwendanie się po pedalskich knajpach na Old Compton…
Jan Serenicki, kiedy się ustabilizował i udomowił, wciąż jeszcze szwendał się po egzotycznych krajach, lecz już nie szwendał się często po knajpach. Częściej szwendał się po miejskim parku, bo tak mu kazała żona i tak lubił. Były tam fontanny, domki krasnali, huśtawki, zjeżdżalnie, minikaruzele itp., więc dzieci miały raj, a on mógł, siedząc z boku na ławeczce, wertować gazety lub kartkować teksty zgłaszane Pulsowi Ojczyzny przez literackich agentów. Któregoś dnia, latem 2007, przysiadł się nieznajomy. Trzymał torebkę pełną ziarenek dla ptactwa. Ale zamiast karmić ptactwo, odezwał się do Serenickiego mocnym polskim głosem:
– Pan Serenicki?
– Tak – odparł Jan zdziwiony tą polszczyzną.
– Bardzo mi miło – rzekł tamten. – Czas, panie Janku.
– O co panu chodzi?
– Budzenie, agencie „Y”.
– Nie zamawiałem! – warknął Serenicki, rozumiejąc już.
– To nic, dyrekcja hotelu sama wie kiedy budzić gościa, a budzenia są obowiązkowe, panie Janku. Zresztą, co ja będę panu mówił, pan to rozumie nie gorzej niż ja, pani Klara też zrozumie, taki los. I stosując pańską ulubioną rozrywkę, grę słów, powiem panu, że to może być szczęśliwy los, loteria życia nie składa się z samych szekspirowskich horrorów.
Janek od dawna wiedział, że ta chwila musi przyjść, lecz właśnie dlatego, że od dawna wiedział, zapomniał – świadomość tej konieczności została przykryta codziennością mijających lat niby wierzchołki gór kolejnymi rocznikami śniegu. Milczeli przez chwilę obaj, przypatrując się rozwrzeszczanej gromadce dzieci. Wreszcie jednak trzeba było spytać:
– Kiedy?
– Wiosną przyszłego roku… Może w kwietniu, może miesiąc później. Macie dużo czasu na spokojną tutaj likwidację wszystkiego co trzeba zlikwidować, i na zainstalowanie tam wszystkiego co trzeba w Polsce zainstalować.
– Będziemy dalej prowadzić wydawnictwo?
– Będziecie tworzyć nową partię polityczną, lecz wydawnictwa nie musicie likwidować, Puls Ojczyzny ma renomę wartą dużo elektorskich głosów.
– Czemu właśnie teraz, a nie rok lub dwa lata temu, bądź za trzy lata?
– Nie wiem, nie jestem od podejmowania decyzji, ja je tylko przekazuję… – rzekł tamten, wzruszając ramionami. – Proszę nie narzekać, i tak bardzo długo mieliście spokój. Zaś tam czeka na was chwała, czekają brawa, komplementy, i może władza państwowa, agencie „Y” , przywództwo.
Znowu zapadło milczenie, ciszę kaleczyły tylko pokrzykiwania dzieciaków. Nieznajomy rozejrzał się wokoło i westchnął tonem pełnym czułości:
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Lider»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Lider» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Lider» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.