– Czy ja źle się uczę? Czy choć raz dostałam dwóję?
– Co to ma do rzeczy? Zrozum, my mamy swoją statystykę. Nie mówiąc 0 tym, że dajesz innym uczniom zły przykład.
– Wiem, już mi kiedyś pani o tym mówiła.
– Widzisz – mówi pani. – Obiecaj mi, Kasiu, że do końca roku, to przecież jeszcze tylko dwa miesiące, będziesz do szkoły przychodzić codziennie.
– Mogę pani obiecać – mówi Kasia. – Ale proszę, niech się pani mną nie przejmuje. Mogę sobie mieć tę trójkę ze sprawowania.
– Uwierz mi, Kasiu, że z trójką ze sprawowania możesz mieć poważne kłopoty z dostaniem się do liceum. Nigdzie nie lubią kratkowiczów. Wiem, co mówię.
– Wcale nie muszą mnie lubić. Nie idę do żadnego liceum. Mama już obiecała, że nie będzie mi zawracać głowy szkołą. Podstawówka jest obowiązkowa, w porządku, skończę ją, bo nie lubię milicjantów. Ale na tym koniec mojej edukacji.
– Nie żartuj, Kasiu – mówi pani.
– Mówię całkiem serio.
– Co ty zrobisz w życiu bez matury?
– Niech się matura zastanawia, co zrobi beze mnie – odpowiada Kasia.
– No nie, Kasiu – mówi pani, podnosząc głos. – Ty sobie żartujesz. Nie chcesz posiąść głębszej wiedzy?
– O, bardzo chcę – mówi Kasia. – Ale tej wiedzy, o którą mi chodzi, na pewno nie znajdę w szkole.
– Szkoła daje podstawy do wszelkiej wiedzy.
– No właśnie. Nauczyłam się czytać i pisać. To mi wystarczy.
– To bardzo dziecinny punkt widzenia – mówi pani. – Możesz przeczytać milion mądrych książek, lecz jeśli nie będziesz miała dyplomu ukończenia wyższych studiów, już nie mówiąc o maturze, to będziesz dla ludzi nikim. Rozumiesz? Nikim!
– Ja nie dla ludzi chcę być kimś – mówi Kasia. – Chcę być kimś dla siebie.
– To powiedz mi, dlaczego wszyscy mądrzy ludzie chodzili do szkoły 1 studiowali.
– A bo ja wiem? Ich by trzeba o to zapytać. Ale tak na mój dziecinny rozum, to wydaje mi się, że mądrych ludzi jest dużo, dużo mniej od absolwentów wyższych uczelni.
Pani zaczyna się śmiać. Przestaje. Wzdycha.
– Oj, Kasiu, Kasiu – mówi. – Kiedyś dorośniesz i zrozumiesz. Żeby tylko nie było za późno.
– Dla mnie już od dawna jest za późno – mówi Kasia.
– Nie ma sensu nasza dyskusja – mówi pani. – Ja swoje i ty swoje. Kasia wzdycha boleśnie.
– Całkowicie się z panią zgadzam. Ale czy to ja ją zaczęłam? Teraz wzdycha boleśnie pani wychowawczyni.
– Zmęczyłam się – mówi. – Już naprawdę nie wiem, jak mam z tobą rozmawiać… Ktoś musi ci wytłumaczyć pewne rzeczy, bo inaczej zginiesz. Gdybym była twoją mamą…
– Moja mamusia też jest bardzo inteligentna – mówi Kasia. – Zapewniam panią o tym.
– Nie musisz mnie zapewniać – śmieje się pani. – I co ona na to?
– Mniej więcej tak samo, jak teraz pani. Już dawno się zmęczyła i machnęła na mnie ręką.
– Wcale jej się nie dziwię. Powiedz mi, czy kiedykolwiek znalazł się ktoś, kto cię do czegoś przekonał?
– Nie rozumiem, dlaczego ktoś miałby mnie do czegoś przekonywać – mówi Kasia. – Każdy ma własne życie i własny rozum. I jeszcze do tego własny los, którego nie można przewidzieć. Tak naprawdę, to nikt nie wie, co jest dla niego dobre, a co złe. Często o tym myślę. Coś się robi mądrze, wychodzi głupio… O proszę, na przykład taka ludzkość. Magistrów miliony, profesorów na tony. I co ta mądra ludzkość ze swoim praktycznym rozumem zrobiła z planetą, na której żyje? Chce pani więcej przykładów?
– Masz wiele racji – mówi pani. – Ale nie rozmawiamy o ekologii, ani o filozofii. Rozmawiamy o tobie i o szkole.
– Wszystko jest ekologią, wszystko jest filozofią – odpowiada Kasia. Unosi ręce, przeciąga się. – Wielkie skutki mają swoje malutkie przyczyny. Mnie to już tylko śmieszy to wszystko, bo przecież nie ma odwrotu. – Kasia śmieje się. – Ciekawe, co by pani zrobiła, gdybym to ja zaczęła panią przekonywać do mojego sposobu myślenia. Byłoby pani przyjemnie?
– Gdybyś wysuwała przemyślane argumenty – mówi pani – to mogłabyś spróbować.
– Dobrze – mówi Kasia. – W takim razie czy mogłaby mi pani odpowiedzieć na proste pytanie?
– Słucham – mówi pani.
– Czy jest pani szczęśliwa? – pyta Kasia.
– Ja? A wiesz, że jestem.
– Pani kłamie – mówi Kasia. – Jak można być szczęśliwą, brzydząc się swojego własnego męża?
O Boże, co ta Kasia wygaduje.
– Kto ci to powiedział? – Pani podnosi głos. Kasia śmieje się cicho.
– To moja tajemnica – mówi. – Powiedzmy, że wyczytałam to w pani oczach. Wyszła pani za mąż ze zmęczenia, bo chciała mieć pani dziecko, rodzinę… A teraz to pani ma i wcale nie jest szczęśliwa.
– Jesteś niegrzeczna – mówi pani. – Chyba jednak skończymy tę rozmowę.
– Sekundeczka, powiem pani więcej. Pani nienawidzi także swojej pracy. Panią męczy praca z dziećmi. Każdy dzień jest dla pani torturą. Nie może pani znieść wrzasku na przerwach i nudy powtarzania po raz tysięczny tego samego. Mam rację?
– Kasiu – mówi pani głośno – zwracam ci uwagę, że zachowujesz się jak ostatnia chamka.
– Niech będzie, że jestem chamką – mówi Kasia. – Za to ty jesteś oszustką. Jesteś nieuczciwa najstraszniejszym rodzajem nieuczciwości, bo jesteś nieuczciwa wobec samej siebie!
Pani Turska wstaje nagle.
– Co za „ty”, smarkulo! – krzyczy, wyprowadzona z równowagi. – Co za „ty”!
– Może mi jeszcze powiesz, że nie piłyśmy bruderszaftu? – pyta Kasia drwiąco. Pani zamierza się na nią, ale Kasia zrywa się błyskawicznie, łapie panią za ręce i popycha ją na kanapę. Pani siada z impetem a ja za kotarą gryzę ze zdenerwowania palce.
– Siedź tu i słuchaj, bo jeszcze nie skończyłam! – mówi Kasia rozkazująco. – Jak widzisz, jestem od ciebie silniejsza.
– Ty chyba jesteś nienormalna – mówi pani łamiącym się głosem. – Ja będę krzyczeć!
Kasia pstryka palcami.
– Proszę bardzo – mówi. – Chętnie posłucham. Ten pokój jest specjalnie wytłumiony, nikt oprócz mnie cię nie usłyszy. A ja przecież jestem psychicznie chora, jestem wariatką, mogę cię spokojnie zabić. Więc krzycz.
– Uspokój się dziecko – mówi pani. – Uspokój się, bardzo cię proszę.
– To ty się uspokój – odpowiada Kasia.
– Czy ty wiesz, co robisz?
– Wiem – mówi Kasia, stojąc nad panią. – Ucinamy sobie małą pogawędkę. Najpierw na mój temat, a teraz na twój.
– Kasiu – mówi pani. -.Jestem twoją nauczycielką i wychowawczynią. Nie zapominaj o tym.
– A ty spróbuj o tym na pięć minut zapomnieć. Wyobraź sobie, że minęło dziesięć lat, obydwie jesteśmy dorosłe i rozmawiamy jak przyjaciółki.
– Niech ci będzie, tylko uspokój się!
– Jestem bardzo spokojna – mówi Kasia i siada. Bierze filiżankę z kawą. – Czy mogę ci mówić po imieniu?
– Mów, proszę bardzo. Mam na imię Anna.
– No więc słuchaj, moja mała, słodka Aniu – mówi Kasia pieszczotliwie i śmieje się cichutko. Pani wzdycha.
– Ja chyba też jestem nienormalna – mówi.
– Próbowałaś przekonać mnie – mówi Kasia – żebym swoje życie skroiła według ogólnie obowiązującego schematu. Oczywiście, miałaś na celu moje dobro i szczęście, prawda?
– Tak, Kasieńko – mówi pani. – Chciałabym ci zaoszczędzić wielu rozczarowań. Czarne owce nie mają lekkiego życia.
– Skąd wiesz, jakie życie mają czarne owce, jeśli nią nie jesteś?
Читать дальше