– Właśnie, co? Powszechnie wiadomo, że kobiety nie mogą, na przykład, nauczyć się łaciny czy greki – kontynuował wykład. – A jeśli nawet, niszczy to ich umysł. Nie są bowiem w stanie myśleć logicznie, działają pod wpływem emocji, co? Dlatego jest przeciw Boskiemu prawu, by decydowały w sprawach wagi państwowej. Na przykład to, co się działo w Koryncie prowadziło do czystego szaleństwa, co?
Miała ochotę odpowiedzieć w nienagannej grece, ale się powstrzymała.
– Rozumiem, sire.
Król wyglądał na zadowolonego.
– Więc sama przyznasz, pani, że twój list w sprawie miejsca w parlamencie nie był zbyt mądry, co?
– Tak, sire. – Mówiła szczerze. Dopiero teraz zrozumiała, że było szaleństwem dopominać się należnego jej prawa u Jerzego III. Popełniła wielki błąd, nie konsultując się z nikim w tej sprawie. Mogła przecież wywiedzieć się wcześniej, jakie zdanie ma na ten temat monarcha. Ale wówczas nie spotkałaby Beya i nie odbyłaby tej ekscytującej podróży.
Uważaj, Diano, upomniała się w duchu. Pamiętaj, po co tu przyjechałaś.
– …doskonałymi żonami i matkami – ciągnął król. Chociaż nie słuchała pierwszej części jego wypowiedzi i tak wiedziała, o czym mówi. – Ale brakuje im siły i zdecydowania i dlatego muszą szukać pomocy mężczyzn, co? Czyż wielki Hipokrates nie napisał, że „Kobiety są z natury słabsze i mniej odważne niż mężczyźni"?
Już chciała przytaknąć, co by zdradziło jej znajomość literatury klasycznej, ale w porę dostrzegła niebezpieczeństwo. Pomyślała, że odrobina oporu osłodzi monarsze zwycięstwo w tej jakże nierównej potyczce słownej.
– Za pozwoleniem Waszej Królewskiej Mości. Kobiety rzeczywiście są słabsze, ale potrafią być też niezwykle odważne, kiedy bronią swych dzieci.
Chwyciło. Król uśmiechnął się z ukontentowaniem i skinął głową.
– Zaprawdę, pani! Odpowiedziałaś, jak prawdziwa kobieta. Troska o potomstwo powinna być najważniejszym zadaniem kobiety, co? Jednak zbyt wielka fizyczna aktywność może doprowadzić do tego, że kobieta umrze przy porodzie albo urodzi potworki.
Diana chętnie by spytała, jak to się dzieje, że chłopki pracują w polu, noszą ciężary, a potem rodzą bez najmniejszych problemów zdrowe dzieci, jeszcze łatwiej niż większość pań z towarzystwa. Spuściła jednak oczy, udając, że ten temat ją krępuje. Jej udawana wstydliwość od razu przyniosła spodziewane rezultaty.
– Wybacz, pani, że poruszam takie tematy, ale… nic naturalniej szego, co? Kobieta powinna poświęcić się rodzinie. Ksenofont pisał, że kobieta jest stworzona do domowego życia, a mężczyzna do pozostałych funkcji. Jest przecież słaba, bezradna i nie umie korzystać z logiki, co? Widzisz, pani, już starożytni o tym wiedzieli.
Miała ochotę poprosić o pistolety i pokazać, jaka jest bezradna. Albo zmierzyć się z królem w jakimś zadaniu matematycznym. Jednak i tym razem poszła za radą Beya. Nie spytała nawet, co byłoby jedynie drobną złośliwością, czy ten Ksenofont był chrześcijaninem.
– Tak to wygląda, sire – potwierdziła.
Ale w rzeczywistości jest zupełnie inaczej, dodała w myślach.
Król rozpromienił się niczym słońce.
– Dobrze Aco? Kobiety są najszczęśliwsze w domu, przy dzieciach. – Poklepał małżonkę po dłoni. – Tak, jak moja królowa. Chciałbym, pani, żebyś ty też była tak szczęśliwa.
– Dziękuję, sire.
Przede wszystkim powinna podziękować Beyowi za próby, które z nią przeprowadzał. Musiała przyznać, że nadzwyczaj udatnie naśladował monarchę. A poza tym przygotował ją na wszelkie ewentualności. Tylko nie na tę, że się w nim zakocha.
– …wkrótce żoną, co? Będziesz wtedy znacznie szczęśliwsza, pani – zapewnił król.
Myślami wciąż była przy Rothgarze. Zrozumiała też, o co chodzi monarsze.
– Modlę się o to dzień i noc – wyznała żarliwie.
Król aż otworzył usta ze zdziwienia na widok jej gorliwości.
– Doskonale – pochwalił. – Cieszę się, pani, że zgadzasz się na mój wybór, co?
Dianie zrobiło się nagle ciemno przed oczami. Przecież niczego takiego nie powiedziała.
– Słyszałem, pani, że dobrze grasz, co? – ciągnął. – Może wobec tego uraczysz nas jakimś utworem. Chętnie posłuchamy z królową.
Diana z ulgą skłoniła się królewskiej parze i wycofała do klawesynu. To, co się stało, przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Czy znaczyło to, że król już miał dla niej kandydata na męża?
Na szczęście mogła się ukryć, inaczej by zemdlała. Rzadko jej się to zdarzało. Miała ochotę uciec z salonu i zaszyć w swoim pokoju. Zagrała jednak prosty kawałek, pozwalając swobodnie wędrować swoim myślom. Szukała wyjścia z sytuacji, ale nic nie wskazywało na to, by je szybko znalazła. Może tylko liczyć na odwlekanie całej sprawy. Gdy królowa urodzi, zyska trochę na czasie. Będzie mogła zastanowić się nad strategią obrony.
Zmarszczyła czoło, a w jej oczach pojawił się smutek. Będzie musiała powiedzieć Beyowi o tym, co zaszło. Na pewno będzie bardzo rozczarowany. Może nawet wycofa się ze swojej obietnicy… Nie, wiedziała, że jest człowiekiem honoru i nigdy tego nie zrobi. To jej będzie przykro korzystać z jego pomocy.
Nie chciała, aby ich ślub był grą konwencji. Pragnęła, by dla nich obojga oznaczał miłość i wierność. Aż do ostatniego tchu.
Podróż do rodzinnej siedziby zajęła mu trzy godziny. Był to doskonały wynik, ale musiał po drodze zmienić konia. Dzięki szybkiej jeździe mógł zapomnieć o kłopotach, a także o czekającym go spotkaniu z Ellą Miller.
Biedna kobieta.
Może ucieszy ją przynajmniej to, że będzie teraz miała stałą pensję pó mężu i dom do końca życia, pomyślał zsiadając z konia na dziedzińcu posiadłości w Abbey. Rozejrzał się dokoła. Za sobą miał pałac, a przed sobą żyzne ziemie Mallorenów. Czy nie lepiej by było zostać tutaj, zamiast próbować wpływać na losy kraju? Przecież i tak, koniec końców, potoczą się one swoim torem. Taki mały trybik jak on może tylko chwilowo coś zatrzymać lub zmienić.
Jak zwykle podczas niezapowiedzianych wizyt, obstąpili go różnego rodzaju zarządcy, chcący przedstawić stan majątku. Wysłuchał wszystkich, a ponieważ wiedzieli już o śmierci Millera, mógł ich po jakimś czasie pożegnać i skierować do czworaków. Pani Miller była dzielną kobietą. Przyjęła w milczeniu jego kondolencje i tylko jej puste oczy świadczy o tym, że cierpi. Rothgar poinformował ją o wszystkim, co postanowił, a następnie udał się do pałacu.
Rezydencja Mallorenów potrzebowała gospodarza lub… gospodyni. Do niedawna to Elf pełniła tę funkcję, ale wraz z małżeństwem musiała z niej zrezygnować. Markiz zdecydował w końcu, że napisze do paru kuzynek – starych panien, z propozycją objęcia tej funkcji. Wybierał tylko te, które mogły uznać to za zaszczyt.
Jednak, tak naprawdę, potrzebował żony. Tylko ona byłaby w stanie właściwie zadbać o jego interesy.
Wbrew swej woli pomyślał o lady Arradale i postanowieniu króla, by wydać ją jak najszybciej za mąż. Zdrowy rozsądek podpowiadał mu, że nie zawleką jej do ołtarza w czasie jego nieobecności, pragnął jednak trzymać rękę na pulsie. Postanowił zaraz wracać. Przedtem chciał przynajmniej zajrzeć do pałacu i trochę odpocząć.
Rozkazał przygotować świeże konie i poprosił o śniadanie do swego gabinetu. Zamierzał przejść do tej części pałacu, ale już na schodach zmienił zdanie i ruszył wyżej, do swoich dziecięcych apartamentów. Nie chodził tam od dziesięciu lat, od kiedy to Cyn i Elf przenieśli się do „dorosłej" części siedziby Mallorenów.
Читать дальше