Hamish przyjrzał się napiętym ramionom wampira. Nie był zaskoczony tym wyznaniem. Wampiry pożądały innych stworzeń bardziej niż kogokolwiek albo czegokolwiek innego, ponieważ pragnęły się z nimi połączyć, a ich łaknienie brało się z pożądania. Hamish podejrzewał, że Matthew – mimo jego poprzednich gorących zapewnień, że nie może trafić na kogokolwiek, kto by obudził w nim tego rodzaju uczucie – wreszcie chciał znaleźć sobie partnerkę.
– W takim razie prawdziwy problem, z jakim masz w tej chwili do czynienia, to nie czarownice i nie Diana. Z pewnością nie jest nim także jakiś stary manuskrypt, który zawiera lub nie odpowiedzi na twoje pytania. – Hamish zawiesił głos, żeby wampir mógł zastanowić się nad jego słowami, i dopiero wtedy dokończył myśl. – Zdajesz sobie sprawę, że na nią polujesz?
Wampir odetchnął z ulgą zadowolony, że te słowa zostały głośno wypowiedziane.
– Wiem. Wszedłem do niej przez okno, gdy spała. Śledziłem ją podczas biegania. Diana opiera się próbom udzielenia jej pomocy, i im mocniej to robi, tym większe odczuwam łaknienie. – Był tak zakłopotany, że Hamish zagryzł wargi, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Zazwyczaj kobiety jego przyjaciela nie stawiały mu oporu. Robiły, co im mówił, olśnione jego urodą i osobistym urokiem. Nic dziwnego, że go to fascynowało.
– Ale ja nie potrzebuję krwi Diany, przynajmniej w sensie fizycznym. Nie ulegnę temu łaknieniu. Przebywanie z nią nie powinno stanowić problemu. – Matthew nagle zmarszczył brwi. – Co ja wygaduję? Nie możemy przebywać ze sobą. Zwrócimy na siebie uwagę.
– Niekoniecznie. Ja i ty spędziliśmy razem sporo czasu i żaden z nas nie miał z tego powodu kłopotów – zauważył Hamish. W pierwszych latach przyjaźni obaj usiłowali ukryć swoje różnice przed ciekawskimi oczami. Każdy z nich był wystarczająco błyskotliwy, żeby przyciągnąć uwagę ludzi. Gdy byli razem, na przykład pochylając ciemne czupryny, żeby opowiedzieć sobie jakiś dowcip przy obiedzie albo siedząc na dziedzińcu we wczesnych godzinach ranka z opróżnionymi butelkami szampana u stóp, nie można było ich nie zauważyć.
– To nie to samo, wiesz o tym – rzucił niecierpliwie Matthew.
– No… tak, zapomniałem o czymś – zareagował nerwowo Hamish. – Nikogo nie obchodzi, co robią demony. Ale wampir i czarownica? To interesujące. Oboje należycie do tych istot, które rzeczywiście liczą się na tym świecie.
– Hamish! – zaprotestował Matthew. – Wiesz, że nie traktuję tego w taki sposób.
– Masz typową dla wampirów pogardę dla demonów, Matthew. Mógłbym dodać, że i dla czarownic. Zanim weźmiesz tę czarownicę do łóżka, zastanów się dobrze nad swoimi odczuciami wobec innych stworzeń.
– Nie zamierzam brać Diany do łóżka – oświadczył kwaśnym tonem Matthew.
– Kolacja na stole, sir. – Od pewnego czasu w drzwiach stał niezauważony przez żadnego z nich Jordan.
– Dzięki Bogu – rzekł z ulgą Hamish, podnosząc się z fotela. Łatwiej mu szło z wampirem, gdy dzielił on swoją uwagę między rozmowę a coś innego, cokolwiek.
Usiadłszy w jadalni przy końcu dużego stołu, który był zaprojektowany do obsłużenia domowych przyjęć dla większej liczby gości, Hamish zabrał się do pierwszego z kilku dań, podczas gdy Matthew bawił się łyżką od zupy, czekając, aż jedzenie wystygnie. Wampir pochylił się nad wazą i powąchał.
– Grzyby i sherry? – zapytał.
– Tak. Jordan chciał spróbować czegoś nowego, a że wśród składników nie było nic, co mógłbyś zakwestionować, pozwoliłem mu na to.
Matthew nie miewał zwykle żadnych dodatkowych wymagań w odniesieniu do tego, co podawano w Cadzow Lodge, ale Jordan był prawdziwym czarodziejem w przyrządzaniu zup, a Hamish nie lubił ani samotnie jadać, ani popijać.
– Przepraszam cię – powiedział Matthew, przyglądając się zajadającemu przyjacielowi.
– Przyjmuję twoje przeprosiny, Matt. – Hamish podniósł do ust łyżkę zupy. – Ale nie wyobrażasz sobie, jak trudno jest pogodzić się z tym, że się jest demonem albo czarodziejem. Z wampirami sprawa jest ustalona i bezsporna. Nie jesteś wampirem, a potem nim się stajesz. Żadnego problemu, żadnego miejsca na wątpliwości. A wszyscy pozostali muszą czekać, patrzeć i się dziwić. Z tego powodu wasza wampirza wyższość nad nami jest dwa razy trudniejsza do zniesienia.
Matthew obracał w palcach trzonek łyżki jak pałeczkę.
– Czarodzieje i czarownice wiedzą, że nimi są. Pod tym względem są zupełnie niepodobni do demonów – powiedział, marszcząc brwi.
Hamish odłożył z hałasem łyżkę i wychylił wino ze swego kieliszka.
– Wiesz całkiem dobrze, że posiadanie czarodzieja czy wiedźmy za ojca lub matkę nie daje żadnej gwarancji. Może się okazać, że jesteś zupełnie normalny. Albo możesz wywołać pożar swojego dziecinnego łóżeczka. Nie wiadomo, czy ani kiedy i jak twoje moce się ujawnią. – W przeciwieństwie do Matthew miał znajomą, która była czarownicą. Janinę zajmowała się jego włosami, które nigdy nie wyglądały lepiej, i przyrządzała własny płyn do wcierania w skórę, który był naprawdę cudowny. Podejrzewał, że używa do tego swojej magii.
– Ale też nie wyskakują one nagle, jak diabeł z pudełka – upierał się Matthew. Nabrał trochę zupy na łyżkę i kołysał nią lekko, żeby jeszcze bardziej wystygła. – Diana może się oprzeć na kilkusetletniej historii swojego rodziny. Nie przypomina to w niczym tego, czego ty doświadczyłeś jako nastolatek.
– Był to dla mnie gorący okres – przyznał Hamish, wspominając pewne przeżycia z lat, w których stawał się dojrzałym demonem.
Kiedy miał dwanaście lat, jego życie uległo radykalnej odmianie w ciągu jednego popołudnia. Podczas długiej szkockiej jesieni zdał sobie sprawę, że jest bystrzejszy niż jego nauczyciele. Coś takiego podejrzewa u siebie większość dzieci dochodzących do tego wieku, ale Hamish miał co do tego głęboko niepokojącą pewność. Zareagował na nią, udając chorobę, żeby opuszczać szkolne zajęcia, a kiedy ta sztuczka przestała działać, starał się odrabiać szkolne zadania najszybciej, jak tylko mógł, odrzucając przy tym wszelkie pretensje do normalności. Zdesperowany nauczyciel posłał po kogoś z wydziału matematycznego na uniwersytecie, żeby ocenił kłopotliwe zdolności Hamisha, który w parę chwil rozwiązywał zadania zajmujące jego szkolnym kolegom tydzień lub więcej.
Spojrzawszy na małego Hamisha Osborne'a, Jack Watson, młody demon z uniwersytetu w Glasgow o rudych włosach i błyszczących niebieskich oczach, nabrał podejrzeń, że chłopiec też może być demonem. Poddał go formalnym próbom, które w sposób namacalny dowiodły, że Hamish ma cudowne matematyczne talenty, a jego umysł nie mieści się w parametrach normalności. Watson zaprosił go do udziału w zajęciach uniwersyteckich. Wyjaśnił też dyrektorowi szkoły, że dziecka tego nie powinno się umieszczać w normalnej szkolnej klasie, gdyż grozi to, że stanie się podpalaczem lub kimś równie destruktywnym.
Następnie Watson złożył wizytę w skromnym domu Osborne'ów i wyjaśnił zdziwionej rodzinie, jak funkcjonuje świat i jakiego rodzaju stworzenia na nim żyją. Percy Osborne, który pochodził z lojalnej prezbiteriańskiej rodziny, nie dopuszczał myśli, że świat może być zaludniony większą liczbą nadnaturalnych i niezwykłych istot, dopóki żona nie zwróciła mu uwagi na to, że skoro zaszczepiono mu wiarę w czarownice, to dlaczego nie miałby uwierzyć także w demony i wampiry? Hamish się rozpłakał, uświadamiając sobie z ulgą, że nie będzie się już czuł tak całkowicie osamotniony. Matka przytuliła go serdecznie i powiedziała mu, że zawsze uważała go za wyjątkowe dziecko.
Читать дальше