Jak na ironię, waśnie Tomkowi i jego zdradzie Ewa zawdzięczała świetną linię bioder i płaski brzuch. Wolałaby jednak ważyć z dziesięć czy nawet dwadzieścia kilogramów więcej, niż poznać, co to ból i upokorzenie zdradzonej kobiety, a potem tyle bezsensownych znajomości i przygód.
Ale czy na pewno bezsensownych? Przecież dzięki nim nauczyła się czegoś. Prowadząc wielogodzinne rozmowy na gadu-gadu, dowiedziała się, co najbardziej boli mężczyzn w ich żonach – powszedniość i utyskiwania, a co w nich samych – najczęściej najzwyklejsza nuda. Zrozumiała, że kiedy uda jej się przegonić tę rutynę ze swego małżeństwa i zadbać o to, by jej mąż się przy niej nie nudził, ma realne szanse odbudować to, co obydwoje niechcący, a tak konsekwentnie usiłowali zniszczyć. Zwłaszcza, że na efekty nie musiała przecież długo czekać. Tomek był mądrym mężczyzną. Widział, że Ewa stara się dla niego, jak umie, i sam starał się dla niej po trzykroć.
Dzięki internetowym znajomościom Ewa odkryła coś jeszcze – swoją atrakcyjność. Zobaczyła, że może być obiektem męskich westchnień, budziła w nich pragnienia i żądze. Oprócz tego, że była matką, kucharką, gosposią w domu, a pracy doskonałym kierownikiem, była też kimś jeszcze, tylko w natłoku spraw i codziennych problemów na parę lat o tym zapomniała. Była kobietą. Piękną, zgrabną i inteligentną. Taką, o którą mogły toczyć się wojny i upadać mocarstwa. Na szczęście jej rycerz był na wyciągnięcie ręki i choć także zbłądził, to Ewa już wiedziała, że obydwoje z Tomkiem mają w sobie dość siły, by mocarstwo, jakim był ich związek, trwało wiecznie.
Bogatsza o całą tę wiedzę szła teraz z indeksem w torebce i z lekkim sercem. Problemy powoli odchodziły w przeszłość. Romans Tomka już tak nie bolał, jej wyrzuty sumienia wywołane jej własnymi przygodami powoli blakły. Świeciło piękne słońce, a przed ich małżeństwem rysowała się całkiem obiecująca przyszłość.
Tylko gdzieś w głębi serca odzywała się czasem jakaś tęskna nuta. Nadal brakowało jej Leszka. On jeden był wart grzechu. I chociaż Ewa starała się zepchnąć tę nostalgię w najciaśniejsze zakamarki duszy, to jednak powracała ona do niej w najmniej odpowiednich momentach. Zupełnie jak teraz, gdy przechodziły właśnie obok restauracji „Wiedeńska".
– Sorki, Ewuś, nie dam rady iść dalej – oznajmiła nagle Marta.
– Wejdźmy tutaj – zaproponowała Ewa. – Ten upał jest nie do zniesienia. Napiłabym się lodowatego piwa.
– I pizza! Tu jest pyszna pizza. Zamówimy sobie dużą – Marta aż zatarła pulchne dłonie z radości.
– Nie mam ochoty na pizzę – odparła Ewa wchodząc do restauracji.
– No to zjem sama. – Tym stwierdzeniem Marta wcale nie zaskoczyła przyjaciółki.
Gdy obie znalazły się w klimatyzowanym wnętrzu restauracji, w Ewie nagle ożyły wspomnienia. To tu spotkali się z Leszkiem po raz pierwszy. To tu patrzyła na jego słodkie namiętne usta, gdy opowiadał jej o sobie. To tu spędzili ostatnią randkę, na tydzień przed jego wyjazdem do Stanów.
Leszek. To już pewnie z miesiąc, odkąd wyjechał. Tydzień temu odebrała od niego maila z Florydy. Pisał, że wraca dopiero za rok. Szkoda. Ewa uśmiechnęła się do swych wspomnień. Pewnie wypoczywał teraz na plażach Long Island, albo obracał panienki w nocnych barach.
Nagle zakręciło jej się w głowie, a całe ciało przeszedł prąd.
Leszek siedział przy stoliku pośrodku kawiarni i trzymał za ręką młodziutką długowłosą blondynkę, siedzącą naprzeciw niego.
Gdy minęło pierwsze uderzenie zaskoczenia, Ewa poczuła potworną wściekłość, jednak starannie ukryła swe emocje pod maską obojętności. Z głową podniesioną wysoko i z oczami utkwionymi w barmankę, dumnie przeparadowała przez środek restauracji. Nie miała pojęcia, jak jej się to udaje; zupełnie nie czuła nóg, tylko dwa ołowiane słupy. Przechodząc obok Leszka, miała wrażenie, że zemdleje. Nikt jednak patrząc z boku nie mógłby się domyślić, jak silnie przeżyła to niespodziewane spotkanie.
– Dawno tu z tobą nie byłam – docierający zza pleców szczebiot Marty przywrócił Ewę do rzeczywistości.
– Faktycznie – odparła już swobodnym i pewnym siebie głosem. – Dwa żywce i dużą pizzę meksykańską – rzuciła lekko do barmanki.
W lustrzanym wykończeniu wnętrza widziała dokładnie piękne czarne oczy Leszka i te jego cudne usta rozwarte w geście najwyższego zdziwienia.
Nie wstał z miejsca. Nie podszedł się przywitać. Powrócił do rozmowy z towarzyszką, ani na moment nie cofając ręki z jej dłoni. Niewątpliwie kolejna zdobycz Leszka uśmiechała się do niego romantycznie.
Teraz to ona całowała te śliczne usta. Ewa poczuła ukłucie zazdrości.
Zajęły z Martą stolik w samym końcu sali. Ewa celowo siadła tyłem do reszty gości. Nie chciała, nie mogła patrzeć na tego mężczyznę, którego aż do tej chwili uważała za przyjaciela. Chciało jej się śmiać i płakać z własnej głupoty. Nowy Jork? Internetowa przyjaźń? Jak mogła być tak naiwna!
Piwo tego popołudnia miało dla Ewy wyjątkowo gorzki smak.
Zasiedziały się z Martą w „Wiedeńskiej". Teraz czekała je rozłąka. Kolejny rok akademicki zaczynał się za trzy miesiące.
– Musisz koniecznie mnie odwiedzić – zaproponowała Marta, gdy niechętnie zaczęły zbierać się do wyjścia.
– Może w sierpniu. Nie wiem, czy dostanę urlop.
– Ty nie dostaniesz? Poumierają bez ciebie w tej twojej pracy przez parę dni?
– Nie wiem, Marto, realizujemy teraz dość trudny projekt. Zosia, jedna z projektantek porzuciła pracę i wyjechała do Londynu, szukać szczęścia na własną rękę. Poza tym to przecież sezon urlopów, a moi szefowie, wiedząc, że nigdzie nie wyjeżdżam, sami poczynili już plany. Nic nie mogę obiecać, ale dzięki za zaproszenie.
Podnosząc się z fotela Ewa zerknęła na salę. I znów poczuła to uderzenie gorąca. Leszek i jego panienka ciągle tam byli.
Gdy zmierzała ku wyjściu, mijając stolik, przy którym siedzieli, usłyszała:
– Poczekaj, kochanie – mówił Leszek do swej towarzyszki – wyjdę na chwilę na zewnątrz. Zobaczyłem przez okno kumpla, który…
Kobiety wyszły już przed „Wiedeńską", wprost w lecący z nieba żar, gdy usłyszały wołanie:
– Ewa! Ewa, poczekaj!
Rozpoznałaby ten głos chyba w piekle. Miała dziką ochotę zatkać dłońmi uszy i pobiec przed siebie jak najdalej stąd. Zamiast tego odwróciła się.
– Tak? – odpowiedziała beznamiętnym tonem.
– Ty go znasz? – zdziwiła się Marta.
– Cześć, dziewczyny – wypalił Leszek. Widać było, że jest zdenerwowany. – Nie mogłem podejść do was tam w środku, bo Alicja jest taka zazdrosna…
– Twoja nowa dziewczyna? – z chłodnym uśmiechem odparła Ewa.
– Prawie – wyszczerzył zęby w uśmiechu. Widać miał spore szanse. Ale czyż znalazła się kiedyś jakaś laska, która mogłaby się oprzeć jego wdziękom? Tak. Raz. I była to Ewa. Leszek nigdy do końca nie przełknął porażki, jaką poniosły jego próżność i męska duma.
Ewa dokonała szybkiej prezentacji Leszka przyjaciółce, po czym spytała z ironią:
– A jak tam tata?
– Tata…? A, dzięki, dobrze. Wiesz… – spoważniał – nie pojechałem. Miałem problemy z wizą. – Kłamał jak z nut. – Głupia sprawa. Miałem do ciebie zadzwonić, ale jakoś tak…
– Spoko – poklepała go po ramieniu. – I tak długo i dzielnie wytrzymywałeś tę chorą sytuację, jaka była między nami.
– Ewo, ja… – zamilkł na chwilę, patrząc, jak Marta oddala się dyskretnie, znikając wreszcie w sklepie z kosmetykami – ja nie uważam znajomości z tobą za chorą sytuację. Po prostu, ty skończyłaś rok, ja miałem wyjechać, to wszystko są fakty. Polubiliśmy się bardzo, chyba nie zaprzeczysz. Zobaczysz, w październiku też będziemy się dobrze bawić. No, chyba że uda mi się z wizą…
Читать дальше