Katarzyna Leżeńska - Z całego serca

Здесь есть возможность читать онлайн «Katarzyna Leżeńska - Z całego serca» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Z całego serca: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Z całego serca»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

To był maj, Warszawa, niedziela. Małgośka zbierała siły, by przetrwać rodzinną uroczystość i przełknąć kolejne kłamstwa męża. Alicja, bogata wdowa z Saskiej Kępy, umawiała się na mecz tenisa. Paweł, wzięty kardiolog, wprowadzał się do wynajętego mieszkania, a jego brat, Marcin, miał regularnego kaca. Ola schodziła właśnie z nocnego dyżuru. Na Okęciu lądował Aleksander Kranach, który… Co łączy tych ludzi? Niewiele, poza tym, że wszyscy z całego serca marzą o odmianie dotychczasowego życia. Kilka niedzielnych zdarzeń rozpoczyna serię zupełnie nieoczekiwanych, a jakże utęsknionych zmian…

Z całego serca — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Z całego serca», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

– Kupisz jej pompę insulinową i będzie robić wkłucie co trzy dni.

– I ty mi to mówisz? Lekarka lekarce? Ciekawe za co?

– Jest droga, ale naprawdę ułatwia życie.

– Magda, ona sobie nie poradzi… – Ola jest zrozpaczona. Ale Magda zna Olę nie od dziś. Jej matkę zresztą też.

– Dlaczego miałaby sobie nie poradzić? – mówi zdecydowanym tonem. – Mój szesnastoletni siostrzeniec nauczył się obchodzić z pompą, a ona sobie nie poradzi? Przecież nie jest rozpadającą się staruszką.

Do pokoju wchodzi ordynator. Ola relacjonuje mu wyniki badań matki.

– Nie wiem, czy powinnam zostawiać ją teraz samą – kończy łamiącym się głosem.

Magda przygląda jej się z niedowierzaniem. Wygląda na to, że mówiła do ściany.

– To są dwie różne rzeczy, pani Olu – odpowiada profesor stanowczo. Przy całej życzliwości zaczyna tracić cierpliwość. – Tak to jest z wami, kobietami. Przede wszystkim jesteście matkami, córkami, żonami, a potem zawodowcami. Szkoda.

Magda przenosi zdumione spojrzenie na ordynatora. Ola nie podnosi wzroku i wygląda na skruszoną, ale obie myślą o tym samym.

„Z wami, kobietami"? A jak tam pańskie wnuki, panie profesorze, podobno żywe srebro, szczególnie młodszy? No i matka podobno przeprowadziła się do państwa na stałe. To i tak cud, że przeżyła zwichnięcie biodra. Całe szczęście, że żona może się zająć tym wszystkim, choć rzeczywiście długo musiał ją pan namawiać na tę wcześniejszą emeryturę, cóż, była znakomitym radcą prawnym. Tak to jest z wami, mężczyznami, grunt to umiejętnie przekonać kobietę, by wzięła na plecy te mniej efektowne ciężary świata, prawda? Pan może za to spokojnie obstawiać biurko fotografiami szczęśliwej rodziny.

Ordynator wstaje i kieruje się do drzwi. Dzwoni telefon.

– To do pana, profesorze, Aleksander Kranach – mówi Ola i korzystając z okazji, wzburzona, wymyka się z gabinetu.

Idzie szybko korytarzem, zaglądając do sal w poszukiwaniu oddziałowej. Nie widzi mężczyzny, który nadchodzi z naprzeciwka, pochłonięty odcyfrowywaniem w półmroku tabliczek na mijanych drzwiach. W połowie korytarza odwraca się gwałtownie, wybijając mijającej go Oli okulary, które właśnie przecierała rogiem fartucha. Oboje pochylają się gwałtownie. Dekolt Oli. Zetknięcie dłoni. Spojrzenie. Oboje prostują się zmieszani.

Ordynator wita Aleksandra, po prostu ściskając go serdecznie.

– Witaj, chłopcze, naprawdę cieszę się, że przyszło ci do głowy, żeby do mnie zadzwonić.

– Ja też się cieszę, panie profesorze. To wszystko stało się tak nagle, że nadal nie mogę się otrząsnąć.

– Wyobrażam sobie, wyobrażam. Dla nas wszystkich to jeszcze świeża i bolesna rana. Ostatnio rozmawialiśmy nawet z Wiktorem Zarębą, pamiętasz mecenasa Zarębę? – Aleksander kiwa tylko głową. Skąd może wiedzieć, jak trudno jest przerwać pro fesorowi. – No właśnie, rozmawialiśmy, że z tej całej ekipy, która jeździła do Juraty, zostaliśmy tylko my i twoja matka, chłopcze. Pamiętasz, najpierw pociągiem, a potem już trabantami. Pamiętasz?

– Niewiele – odpowiada Aleksander zgodnie z prawdą. – Jak przez mgłę: pociągi z drewnianymi siedzeniami i nocne przesiadki w Gdyni.

– A te nasze wyścigi po mazurskich drogach. Trabantami! Młodzi idioci, ot co. Twój ojciec zadawał szyku, bo pierwszy miał wartburga. Jak ja mu wtedy zazdrościłem! – uśmiecha się z rozrzewnieniem. – Jurata! My wszyscy obwieszeni dziećmi, tylko Wiktor wtedy jeszcze nie miał żony. Za to znakomicie sprawdzał się w roli niańki i zostawał z wami, maluchami, kiedy szaleliśmy na dansingach.To były czasy! Twoi rodzice… ależ oni tańczyli rock and rolla! A właśnie, co u mamy? Nie widziałem się z nią od pogrzebu…

– No właśnie… to znaczy u mamy wszystko w porządku.Tak mi się przynajmniej zdaje, wyjechała na Mazury.

– To bardzo szlachetnie ze strony pani Kranach, że osobiście prosiła twoją matkę o to, by przyszła na pogrzeb. Widziałem już niejedną przepychankę żon przy trumnie, ale tu, naprawdę, to było w najlepszym stylu, bo wiesz…

– Panie profesorze – Aleksander przerywa w końcu obcesowo, orientując się, że w obecności profesora można rozmawiać tylko o tym, o czym mówi profesor. – Muszę pana o coś zapytać, bo wiem, że pan orientował się najlepiej w faktycznym stanie zdrowia ojca…

– Słucham cię, chłopcze. – Udało się!

– Czy gdyby tata miał lepszą opiekę – Aleksander przypomina sobie, że siedzi przed nim lekarz prowadzący ojca – nie chodzi mi o lekarzy, raczej o opiekę domową… Czy miał jeszcze szansę pożyć? – pyta Aleksander cicho.

– Olku, drogi mój…

Profesor otwiera szufladę w swojej kartotece i szuka teczki z nazwiskiem Kranacha. Powoli wyjmuje dokumentację ojca i kilka stron podaje Aleksandrowi. Aleksander wpatruje się w lekarskie bazgroły i łacińskie terminy. Dużo tego, tyle tylko może stwierdzić. Wzrusza ramionami.

– To cud, że twój ojciec tak długo z tym żył – mówi ordynator i spoglądając na zegarek, podrywa się z fotela. – Chłopcze, muszę pędzić, wpadnij tu jeszcze kiedyś. – Niemal wypycha Aleksandra za drzwi i sam kieruje się na oddział.

Gdyby ordynator choć trochę skoncentrował się na tej rozmowie, gdyby zachował się jak lekarz, a nie jak stary wujek, być może już teraz Aleksander zrozumiałby, że jego pretensja i żal do Alicji są w gruncie rzeczy pretensją i żalem do samego siebie.

Tymczasem idzie szpitalnym korytarzem. Jest oszołomiony słowotokiem ordynatora, a jeszcze bardziej tym, że jemu, specjaliście od komunikacji, nie udało się ani pokierować rozmową, ani niczego sensownego z niej dowiedzieć.

Zmówili się czy co? Kłody pod nogi na każdym kroku!

Zapala papierosa. Próbuje się uspokoić. Nagle słyszy za sobą agresywne:

– Tu się nie pali!

Kranach poznaje kobietę, na którą wpadł kwadrans wcześniej. Gasi papierosa o podeszwę buta, ogarniając wzrokiem jej sylwetkę, jasną cerę – kiedyś powiedziano by: „krew z mlekiem" – gęste włosy ciemnoblond zebrane w surowy kok. Kłania się lekko. Pochylając się, dostrzega jeszcze część napisu na służbowym identyfikatorze: Aleksandra Pankiewicz, anestezjolog. Ola wykonuje nieznaczny pożegnalny ruch głową i odchodzi.

Aleksander patrzy za nią, mnąc niedopałek. Po raz pierwszy od… nie wiadomo kiedy czuje absolutną pustkę w głowie. Nie analizuje, nie planuje. Naprawdę nie ma żadnego planu.

Po prostu schodzi na parter szpitala przypominający o tej porze do złudzenia podmiejski bazar. W kwiaciarni wskazuje trzy jasnoróżowe storczyki, nie wiedzieć czemu zapakowane pojedynczo w plastikowe pudełka, i prosi zdumioną kwiaciarkę o skomponowanie bukietu.

Wraca na kardiologię. Tu nieco bezradnie rozgląda się po korytarzu, przechodzi przez oddział, zaglądając do każdej sali.

– Pan do kogo? – zastępuje mu drogę oddziałowa.

– Do doktor Pankiewicz.

– W równoległym korytarzu, piątka. Ale za chwilę ma operację.

– Dziękuję pani bardzo.

Przechodzi ciemnym łącznikiem na równie ciemny korytarz. Z trudem dostrzega piątkę. Puka.

– Proszę – odpowiada kobiecy głos.

Aleksander wchodzi do zalanego słońcem gabinetu, mrużąc oczy. Ola powoli podnosi się zza biurka.

– Wiem, że może pani czuć się nieco zaskoczona – zaczyna, podając jej bukiet. – Przyszedłem przeprosić za moją bezmyślność tam, na korytarzu.

– To bardzo miło z pana strony – zakłopotana Ola przyjmuje kwiaty – ale właściwie nie rozumiem…

– Ja też nie rozumiem – przerywa Aleksander, patrząc jej prosto w oczy. – Ale byłbym zaszczycony, gdyby zechciała pani spotkać się ze mną w jakimś bardziej przyjaznym miejscu. Przepraszam, nie przedstawiłem się, Aleksander Kranach.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Z całego serca»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Z całego serca» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


libcat.ru: книга без обложки
Juliette Benzoni
libcat.ru: книга без обложки
Juliette Benzoni
libcat.ru: книга без обложки
Juliette Benzoni
libcat.ru: книга без обложки
Juliette Benzoni
libcat.ru: книга без обложки
Juliette Benzoni
Katarzyna Leżeńska - Kamień W Sercu
Katarzyna Leżeńska
libcat.ru: книга без обложки
Katarzyna Grochola
Katarzyna Grochola - Ja wam pokażę!
Katarzyna Grochola
Katarzyna Grochola - Podanie O Miłość
Katarzyna Grochola
Katarzyna Grochola - Serce na temblaku
Katarzyna Grochola
Redik Kuluev - Ego. What is ego
Redik Kuluev
Отзывы о книге «Z całego serca»

Обсуждение, отзывы о книге «Z całego serca» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.