– W porządku, Pettifer, już sobie poradzę! – Zerwałam się z dywanika, chcąc podsunąć naprzód fotel, na którym siedział wczoraj, ale to go tylko rozzłościło. Najwyraźniej nie był w dobrym humorze.
– Na miłość boską, dziewczyno, co ty wyrabiasz. Czy mam usiąść w samym ogniu? Spaliłbym się tutaj!
Przesunęłam krzesło z powrotem i w końcu Grenville opadł na nie.
– Napijesz się czegoś? – spytał Eliot.
– Owszem, proszę o whisky. Eliot wyglądał na zaskoczonego.
– Whisky?
– Tak, whisky. Wiem, co powiedział ten głupi doktor, ale dziś mam ochotę na whisky.
Eliot już nic nie mówił, tylko skinął głową z milczącym przyzwoleniem i poszedł nalać dziadkowi drinka. Kiedy go przyniósł, Grenville pochylił się na krześle i spytał:
– Eliot, czy nie widziałeś gdzieś tego biurka davenport?
W tym momencie miałam już duszę na ramieniu.
– Znowu zaczynasz?
– Jakie „zaczynasz”, jakie „znowu”? Musimy tę diabelną rzecz znaleźć. Powiedziałem już Pettiferowi, żeby szukał, dopóki nie znajdzie.
Eliot wrócił ze szklanką whisky. Przyciągnął bliżej stół i ustawił szklankę w zasięgu ręki Grenville’a.
– Jakie to miało być biurko? – spytał cierpliwie.
– Takie małe, z podnoszonym blatem, przedtem stało w którejś sypialni. Należało do Lizy, a teraz należy do Rebeki i ona chce je zabrać. Ma mieszkanie w Londynie i potrzebuje mebli. A Pettifer nie może go znaleźć, chociaż twierdzi, że przeczesał cały dom. Nie widziałeś go gdzieś?
– Nigdy go nie widziałem na oczy. Nawet nie wiem, jak takie biurko wygląda.
– To takie małe biureczko. Przy jednym boku ma szufladki. Blat ma pokryty wytłaczaną skórą. Teraz takie biurka są chyba rzadkością i mają dużą wartość.
– Pewnie Pettifer gdzieś je wsadził i zapomniał gdzie.
– Pettifer nigdy niczego nie zapomina.
– Może jeszcze pani Pettifer coś z tym zrobiła i zapomniała mu o tym powiedzieć?
Powiedziałem, że on nigdy niczego nie zapomina.
W tym momencie weszła Mollie, uśmiechając się z taką determinacją, jakby podsłuchała gniewne głosy dochodzące spoza drzwi i chciała załagodzić sytuację.
– Dobry wieczór wszystkim. Chyba się trochę spóźniłam. Miałam przecież zrobić coś pysznego z tego wybornego halibuta, którego Rebeka kupiła dziś rano. Eliot, kochanie. – Pocałowała go, najwidoczniej widząc go po raz pierwszy w dniu dzisiejszym. – I Grenville! – pochyliła się, aby i jego ucałować. – No, wyglądasz już na bardziej wypoczętego! – Zanim zdążył zaoponować, ponad jego głową uśmiechnęła się do mnie. – Jak minęło popołudnie?
– Dziękuję, bardzo dobrze. A jak ci szła karta?
– Nie najgorzej, wygrałam dwadzieścia pensów. Eliot, kochanie, tak bym się czegoś napiła. Andrea już idzie, ale jeszcze w tej chwili nie będzie… – Musiała jednak przerwać ten potok pustosłowia, gdyż Grenville przeszedł do ofensywy.
– Coś zgubiliśmy – oznajmił.
– Co takiego zgubiłeś? Znowu spinki do mankietów?
– Zginęło biurko w stylu davenport. Sytuacja stawała się komiczna.
– Jak to, zgubiłeś całe biurko?
Grenville postanowił skończyć tę grę. Gdy usłyszała, że to ja jestem przyczyną tego konfliktu, spojrzała na mnie z pewnym wyrzutem. Pewnie sądziła, że niewłaściwie rewanżuję się za jej uprzejmość i gościnność. Byłam skłonna przyznać jej rację.
– Ależ gdzieś ono musi być! – Mollie wzięła od Eliota szklankę, przyciągnęła do siebie taboret i usiadła, gotowa do przedyskutowania całej sprawy. – Pewnie dla bezpieczeństwa gdzieś się je schowało.
– Pettifer już go szukał.
– Może go po prostu nie zauważył. Z pewnością powinien już zmienić okulary. Może kiedyś gdzieś to biurko wsadził i zapomniał o nim.
– Pettifer o niczym nie zapomina! – Grenville walnął zaciśniętą pięścią o poręcz fotela.
– Tak naprawdę – wycedził chłodno Eliot – to Pettifer nieraz zapomina o wielu rzeczach.
Grenville wpił w niego wzrok.
– Co przez to rozumiesz?
– To żadna wycieczka osobista. Po prostu on się już starzeje.
– Czy to znaczy, że oskarżasz Pettifera?
– Nikogo nie oskarżam.
– Dopiero co powiedziałeś, że on jest tak stary, że nie wie, co robi. Jeżeli on jest aż tak stary, to co, do cholery, myślisz o mnie?
– Nigdy nie sugerowałem…
– Ale go oskarżasz! Eliot stracił cierpliwość.
– Gdybym chciał kogokolwiek oskarżać. – podniósł głos prawie do tak wysokiej tonacji jak głos Grenville’a – to zadałbym kilka pytań na temat twojego Jossa Gardnera!
Po tym „ostrym wejściu” zrobił pauzę, a po chwili, bardziej opanowanym głosem, kontynuował:
– Nikt tu nikogo nie oskarża o kradzież. Ale Joss jest tu przez cały czas, wciąż wchodzi i wychodzi z domu, przechodzi z pokoju do pokoju. Lepiej niż my wie, co gdzie stoi. A ponieważ jest fachowcem od tych rzeczy, wie też, ile co jest warte.
– Ale na co byłoby mu nasze biurko? – zapytała z rozpaczą Mollie.
– Nie zapominaj, że jest to wartościowe biurko. Grenville sam zaznaczył, że jest rzadkie i cenne. Może potrzebował pieniędzy. Widać po nim, że przydałoby mu się trochę gotówki. A że zna się na tym i jeździ ciągle do Londynu, wiedziałby, gdzie to sprzedać.
Urwał nagle, uświadomiwszy sobie, że powiedział za dużo. Skończył swoją whisky i bez słowa poszedł nalać sobie drugą.
Cisza stała się nieprzyjemna. Przerwała ją Mollie: Nie przypuszczam, aby Joss… To stek bzdur! – uciął ostro Grenville. Eliot z impetem odstawił butelkę whisky.
– A skąd ty to wiesz? Skąd w ogóle wiesz cokolwiek o Jossie Gardnerze* Zjawia się jak hipis, nie wiadomo skąd, twierdzi, że ma zamiar prowadzić sklep, a ty od razu otwierasz przed nim swój dom i dajesz mu zajęcie przy lepieniu wszystkich swoich mebli. A co ty, co my wszyscy w ogóle o nim wiemy?
– Wiem, że mogę mu ufać. A ja znam się na ludziach…
– Raz mogłeś się pomylić…
Grenville podniósł głos, przekrzykując Eliota:
– … a tobie dobrze by zrobiło, gdybyś nauczył się lepiej dobierać sobie znajomych.
Eliotowi aż zwęziły się oczy. – Co to ma znaczyć?
– Tylko tyle, że jeśli chcesz wyjść na durnia, rób dalej interesy z tym małym krętaczem Ernestem Padło wem.
Gdybym w tym momencie mogła uciec, pewno bym to zrobiła. Niestety, byłam wciśnięta w kąt za krzesłem Grenville’a.
– A cóż takiego wiesz o Erneście Padlow?
– Wiem, że widziano cię, jak popijałeś z nim w barach.
Eliot rzucił mi spojrzenie spod oka i wymamrotał pod nosem:
– Ten łajdak Joss Gardner!
– Wcale nie powiedział mi tego Joss, tylko pan Hargreaves z banku. Wpadł tu kiedyś na szklaneczkę sherry. A znów pani Thomas, kiedy przyszła dziś rano napalić mi w kominku, mówiła, że widziała cię z Padlowem na tym koszmarnym zbiorowisku tandety, które on nazywa przedsiębiorstwem budowlanym.
– Plotki z magla!
– Od ludzi prawdomównych zawsze dowiem się prawdy, nieważne, skąd oni pochodzą. A jeśli myślisz, że sprzedam moją ziemię temu małemu podskakiewiczowi, to się bardzo mylisz.
– Ta ziemia nie zawsze będzie twoja.
– Taki jesteś pewien, że będzie twoja? Lepiej nie dziel skóry, póki niedźwiedź żyje. Tyle ci tylko powiem, drogi chłopcze, że nie jesteś moim jedynym wnukiem.
W tym dramatycznym momencie, niczym w dobrze wyreżyserowanej sztuce, w drzwiach stanęła Andrea i oznajmiła, że Pettifer prosił ją o przekazanie nam, że kolacja jest gotowa.
Читать дальше