Wladimir Sawczenko - Retronauci

Здесь есть возможность читать онлайн « Wladimir Sawczenko - Retronauci» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Kraków, Год выпуска: 1989, Издательство: Wydawnictwo Literackie, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Retronauci: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Retronauci»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Zebrane opowiadania prezentują rozmaite odmiany literatury sf od „powieści kryminalnej w czterech trupach” do interesującej parafrazy motywu wehikulu czasu. Pisarz rezygnuje niekiedy z zasady prawdopodobieństwa naukowego na rzecz fantazji paradoksalnych hipotez i eksperymentów intelektualnych. Jego utwory dobrze osądzone są w codzienności radzieckiej, wiele tu trafnych obserwacji obyczajowych i humoru.

Retronauci — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Retronauci», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Obawiam się, że to będzie ponad jego siły — znacząco powiedział Sergiusz.

— Tak, tak, tak, ja też tak uważam — twarz Szyszkina zaczęła przyjmować wyraz nr 2. — I dyrektorowi to tłumaczyłem… A co się tyczy doktoratu — popieramy, najwyższy czas. Z chęcią zostanę pana promotorem…

W ciągu piętnastu minut rozmowy algorytmy „ja tobie…” przeplatały się z algorytmami „oko za oko”, splatały z liniami opóźniającymi i sprzężeniami zwrotnymi, urozmaicały się schematami „nie — albo”… Paweł Nikołajewicz odprowadził Małyszewa do samych drzwi.

Następnego dnia Sergiuszowi wypadła praca na „Mołni” na drugiej zmianie: z powodu zbliżającego się święta Szyszkin maksymalnie obciążył komputer. Kiedy Małyszew wszedł do sali, Wołodia podbiegł do niego z obliczeniami.

— Posłuchaj, wprowadzałeś do M–117 dodatkowe cele i zmianę sytuacji?

— Wprowadzałem.

— Masz więc rozwiązanie: jeśli ty wystąpisz przeciwko adresowi 03, to znaczy przeciwko mnie, w każdym punkcie, to Sz–2 decyduje się zapewnić ci naukową przyszłość i mieszkanie. Sieriożka, to jest rozwiązanie kompleksowe, trzeba je sprawdzić!

— Już sprawdziłem.

— No i jak?

— Wszystko w porządku.

— Znakomicie! — Kajmienow zakręcił się w miejscu. — Posłuchaj, wkrótce będziemy mogli przepowiedzieć zachowanie Szyszkina we wszystkich szczegółach!

Małyszew obserwował go z uśmieszkiem.

— Przepowiedzieć ci jeszcze jeden szczegół? Za dwa dni odbędzie się ogólne zebranie, na którym Szyszkin zetrze adres 03, to znaczy ciebie, w proch. Będzie miał referat o dyscyplinie i o stanie prac.

— Ach tak? Hm… — uśmiech na twarzy Kajmienowa zgasł. — Posłuchaj, a co by było, gdyby opracować na M–117 referat Szyszkina? To byłby pakiet z dynamitem, co? Zresztą… nie da rady, zbyt skomplikowane. No dobrze, wystarczy i tego, co jest. Musimy teraz obaj bardzo dobrze przemyśleć, jak to podać.

— Nie obaj — pokręcił głową Małyszew. — Mam tego dość. Wychodzę z gry.

Dopiero teraz Wołodia zaczął coś niecoś rozumieć. Zbladł.

— Sierioża, co ty, poważnie?

— Tak.

— Iz Szyszkinem rozmawiałeś… poważnie? Posłuchaj, i na zebraniu opowiesz… o tym incydencie?

— No… przecież tak było!

— I to w zamian za mieszkanie i możliwość zdobycia stopnia?

— Właśnie!.. Rozważmy matematycznie. Co ci grozi: nagana z pozbawieniem premii, w najgorszym razie — zwolnienie. Od pięciuset do półtora tysiąca umownych jednostek według twojej skali. Mieszkanie i stopień są warte znacznie więcej.

Zamilkli. Pod osłonami klimatyzatorów huczała sztuczna zawieja. Silnik dmuchawy zawodził jak elektryczny bies. Ich drogi rozchodziły się.

Wołodia zapalił papierosa, spojrzał spode łba na Małyszewa.

— Niedługo wytrzymałeś.

Sergiusz wybuchnął:

— To ty niedługo wytrzymałeś. Stać cię było tylko na to, żeby w podnieceniu chlapnąć „dureń” do Szyszkina. I sam teraz żałujesz… A poza tym? Nie poszedłeś ani do Pantielejewa, ani do komitetu walczyć o tego chłopaka, którego Szyszkin utrącił. Uczepiłeś się jego „odmówić” — i koniec. Kiedy kierownik narzucił ci zbyt krótki termin, również nie narobiłeś szumu, zabezpieczyłeś się papierkiem zdejmującym z ciebie odpowiedzialność! A na seminarium… przecież profesor miał rację: jeśliś wiedział, to dlaczego milczałeś?

— Słuchaj, przecież byliśmy w trakcie eksperymentu! Zepsulibyśmy wszystko.

— Eksperyment! Obawiam się, że to nie jest ten przypadek, kiedy maszyny potrafią zastąpić ludzi. Wyłożymy więc nasze koperty, a dalej? Dyrektor raz jeszcze powie: „no i co?”

Wołodia siadł, zgarbił się i zmarkotniał.

— Ech, dlaczego wszystko wychodzi mi jakoś nie tak! Niby wymyślisz prawidłowo i starasz się jak najlepiej… — Wzruszył z zakłopotaniem ramionami.

— Dać ci dobrą radę? — protekcjonalnie powiedział Małyszew. — Wprowadź do komputera, jak na spowiedzi, swój cel, przelicz optymalny wariant. Może ci się jeszcze uda wykorzystać swoje atuty…

— Ciebie, jak widzę, już rozpiera chęć darmowego dawania dobrych rad? — Kajmienow ostro spojrzał na Sergiusza. — Zaprogramować swój cel… Zbyt wiele przyszłoby mi zamieniać na liczby binarne, Sieriożka: że kocham naukę — właśnie ją, samo poznanie, a nie związane z tym zajęciem dobra! — i chcę, żeby dzięki niej ludzie żyli lepiej, ciekawiej, uczciwiej… Że umiem i lubię coś wymyślać… że nie chcę tracić szacunku dla siebie samego ustępując takim jak Szyszkin… i że jest mi teraz przykro z twojego powodu. Obawiam się, że nie dobiorę dla tego wszystkiego ani schematów logicznych, ani programów.

Wstał, zdjął fartuch. Wkładając kurtkę odwrócił się do Sergiusza:

— Wiesz, dlaczego udało się nam względnie łatwo zaprogramować Szyszkina? Dlatego, że on nie żyje, ale prześlizguje się. Wymodelowanie zaś w komputerze życia człowieka jest niemożliwe!

— Ale przecież sam niedawno mówiłeś, że trzeba zastosować cybernetykę do zorganizowania życia osobistego!

— Ni cholery nie zrozumiałeś z tego, co mówiłem… I czy chcesz jedno maleńkie przewidywanie w zamian za twoje? Szyszkin nie powie na zebraniu o tym przypadku… no wiesz, jak go durniem nazwałem. I tobie nie pozwoli. Właśnie dlatego, że jest durniem. To jest jego słabe miejsce… Jeśli nie wierzysz, sprawdź na komputerze. Bądź zdrów.

Kajmienow poszedł. Sergiusz jeszcze długo chodził po sali. Za kratkami procesorów „Mołni” ciepło tliły się czworoboki lamp elektronicznych, na pulpicie przyzywająco migotały szeregi neonówek, a on ciągle chodził, rozmyślał, palił, uśmiechał się do swoich myśli. Potem potrząsnął głową, położył na stole materiały, usiadł do pracy.

Wyszedł z instytutu po północy.

W kilku jeszcze oknach na pierwszym piętrze budynku instytutu świeciło się niezwykle długo tego wieczoru: w gabinecie Pantielejewa Paweł Szyszkin pisał referat. Jego twarz była poważna.

Jak opiszę zebranie? Sił wystarczy mi jeszcze, żeby opowiedzieć, jak w zapełnionej sali konferencyjnej jednostajny gwar przechodzi w ciszę, jak przewodniczący rady zakładowej otwiera zebranie i oddaje głos Pawłowi Szyszkinowi występującemu z referatem: „Podniesienie dyscypliny i wydajności pracy oraz nasze zadania”, jak na twarzach siedzących widać pogodzenie się z losem.

Ale kiedy Szyszkin wstępuje na mównicę umieszczoną pod hasłem:,W nauce nie ma prostych dróg…”, kiedy twarz jego według wzoru nr 4 wyraża i zatroskanie, i zdecydowanie, i oddanie nauce oraz wszystkim wyższym instancjom, i smutek po świetlanej pamięci bohaterach poległych w bitwach, w których jemu, Szyszkinowi, nie dane było uczestniczyć, i zadowolenie z tego, że ofiary te nie były poniesione nadaremnie… Kiedy dźwięcznym głosem wypowiada: „Towarzysze! W ciągu minionego od początku roku czasu nasz kolektyw…”

…Nie, nie potrafię. Bezsilna jest przeklęta proza!

Właściwie referat jak referat. Było w nim o zwiększeniu roli cybernetyki w świetle ostatnich postanowień i konieczności włączenia się do walki o wykonanie tych postanowień. Skończyć z brakami. Podnieść dyscyplinę. Nazwisko Kajmienowa zostało wspomniane w referacie trzykrotnie: w związku z incydentem na konferencji, gdzie wypowiedział się o profesorze Miezozojskim, w związku z częstymi spóźnieniami i wreszcie w sensie ogólnym: „Kajmienowowie”.

Wołodia siedział gdzieś w pierwszych rzędach, twarz miał wyniosłą i zakłopotaną. W sali od czasu do czasu słychać było rozmowy, między rzędami wędrowały jakieś kartki. W prezydium profesor Pantielejew przeglądał papiery i jakby rytmicznie przytakiwał referującemu; nagle zdjął okulary i popatrzył na Szyszkina ciężkim wzrokiem, potem znów zagłębił się w papierach. Sergiusz Małyszew kilkakrotnie wyjmował paczkę papierosów, spoglądał z ukosa na drzwi: miał wielką chęć zapalić.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Retronauci»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Retronauci» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Retronauci»

Обсуждение, отзывы о книге «Retronauci» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x