Wziął kartkę z drugiej teczki. „Schemat zależności administracyjnej”. Dyrektor i zastępca zostali umieszczeni w kwadracikach, od dyrektora biegły linie do kółeczek, w które zostali wpisani szefowie zakładów i pracowni, od nich — rozgałęzienia do kierowników tematów, a od tych — do wykonawców. Od zastępcy dyrektora, Szyszkina, rozgałęzienia prowadziły do kierowanego przez niego zakładu maszyn obliczeniowych, do działu kadr, do zaopatrzeniowców, warsztatów. Słusznie. „Schemat wewnętrznych zależności naukowych”: dyrektor — rada naukowa — zakłady — grupy tematyczne — wykonawcy…
Wrócił Kajmienow, wyjął z kieszeni kurtki kiełbasę, bułki, papierosy, dwie butelki kefiru.
— Posłuchaj, co to za przerywane linie? — zapytał Małyszew.
— Gdzie?
— No tu: od wykonawców do kierowników zakładów, do rady naukowej.
— Sprzężenie zwrotne. Przecież wykonawcy także mają swoje pomysły, projekty. Oddolna inicjatywa, że tak powiem.
— Wyrzuć to, nie wprowadzaj w błąd komputera. Szyszkin popierający inicjatywę oddolną to najlepszy dowcip.
— To przecież nie dla Szyszkina było pisane. A w ogóle, co o tym myślisz? — Wołodia z nadzieją popatrzył na przyjaciela.
— M—m… wszystko w porządku, w każdym razie prawdopodobne. Tylko dla naszych celów należy to uprościć. Nie ma po co wprowadzać do pamięci maszyny wszystkich zakładów, pracowników i wszystkich tematów. W konflikcie uczestniczycie wy dwaj. Zresztą nie obejdzie się też bez profesora Pantielejewa — więc trzej. No i ja, jako mimowolny świadek. To znaczy cztery postacie — cztery zasadnicze kody komputerowe.
Sergiusz wziął kartkę, napisał:
001 [11] * Liczby binarne: 001 = 1, 010 == 2, 011 = 3, 100 = 4 (przypis autora).
* — P. N. Szyszkin.
010 — W. G. Pantielejew.
011 — W. M. Kajmienow.
100 — S. A. Małyszew.
— W tych czterech adresach umieszczamy całą informację, dobra? Jeśli będzie ona pomyślna dla danego adresu — liczba ze znakiem „plus”. Jeśli nie — „minus”.
— Słusznie, towarzyszu 100! Weź się do upraszczania schematów, a ja tymczasem zaprogramuję algorytmy Szyszkina… Więc „dziel i rządź”. Hm… to odnosi się do innych, to jest, w tym wypadku — do trzech głównych adresów. Przekazywanie rozkazów i informacji odbywa się tylko przez adres 001, czyli przez Szyszkina… „Oko za oko” — program wzajemnego odejmowania. Jako pierwsza zeruje się mniejsza liczba…
— Stop! — Małyszew położył ołówek. — Nie wydaje ci się, że rzucasz potwarz na Szyszkina?
Kajmienow podniósł na niego zamglone oczy.
— O czym mówisz?
— O algorytmach, które obmyśliłeś. Jakie masz dowody, że on się kieruje tym „dziel i rządź”, „oko za oko”…?
— Jego mózgu naturalnie nie badałem, ale, jak sądzę, jest to oczywiste.
— W matematyce nie istnieją oczywiste fakty — upierał się Sergiusz. Nie powinniśmy narzucać modelowi recepty zachowania się. Bardzo możliwe, że algorytmy Sz–2 nie są tak proste, jak przysłowia i powiedzonka.
— Oj, słusznie — z zachwytem wyszeptał Kajmienow. — Nie trzeba algorytmów, do diabła z algorytmami! Posyłamy maszynie informację o sytuacji, stawiamy cel i niech sobie radzi jak może: szuka optymalnego wariantu zachowania. I my będziemy mieli mniej pracy. — Podarł kartkę. — Sierioża, jesteś genialny!
Pomarańczowe, migotliwe światło lampek na pulpicie układało się w wymyślne figury. Elektronowy promień na ekranie kontrolnym albo rysował spokojną zieloną linię poziomą, albo kreślił łamaną. Głucho potrzaskiwały kontaktory silników magnetycznych bębna pamięci. W plastykowym sześcianie M–117 zamieszkało teraz jakieś aktywne stworzenie elektroniczne. Szybko i bezszelestnie włączało i wyłączało tranzystory, kierowało wiązki elektronów przez diody, wyrzucało impulsy pola magnetycznego w pierścieniach ferrytowych. Po przewodach — nerwach miotały się, wzmacniając bądź wzajemnie wytłumiając, sygnały elektryczne.
Kajmienow i Małyszew palili nerwowo obok maszyny. Po kilkudziesięciu minutach migotanie lampek na pulpicie uspokoiło się.
— Tak… — Wolodia zgasił niedopałek. — Można zadawać pytania. Najpierw zapytajmy 010 o coś niewinnego. No… jak się odnosisz do dyrektora instytutu, szanowny Sz–2?
Przerzucił trzy przełączniki na pulpicie: dwa na prawo, jeden na lewo. Natychmiast rozległ się urywany stukot drukarki; z prostokątnej gardzieli wysuwał się biały język papierowej taśmy. Inżynierowie pochylili się nad nim.
— Adres 2, podadres „organizatora elektronicznego” — Małyszew tłumaczył zapis cyfrowy. — Symbole odejmowania, jakieś numery… Daj no twoje tablice, bez nich nie połapię się. Tak, tak. Aha, zamierza odjąć „organizatorowi elektronicznemu” funkcje 14, 21 i 35…
— Przyznawanie premii, awanse i przyznawanie mieszkań — sprawdził na liście Wołodia.
— …i chce to wziąć na siebie. Nie w ciemię bity! Ehe! W następnych wierszach w wyniku przejęcia tych funkcji Szyszkin uzyskał dodatkowe proste sprzężenia w schematach administracyjnych i społecznych. I nawet jakieś zwrotne…
— Cóż, to również jest zrozumiałe. — Kajmienow znowu położył palce na przełącznikach.
— Zapytaj o szczegółowe zadania przewozowe — szybko powiedział Sergiusz. — Niech odpowie jak na spowiedzi: dlaczego tak polubił te zadania? Dlaczego lekceważy ogólne rozwiązania?
— Wprowadzam.
M–117 odbębniła nowy kawałek taśmy. Kajmienow przebiegł po nim wzrokiem.
— Adres 4, podadres „przewozy”. Poczekaj… on ma inną ocenę wagi tych zadań… — Sergiusz zawisł nad Wolodią dysząc mu niemal w ucho. — Aha, jest! Szczegółowe zadania — każde z nich to nowy artykuł. Ogólne zadanie — tylko jeden temat… Wszystko jasne: ilość prac naukowych to najbardziej żelazne kryterium w nauce. Popatrz. Szyszkin, a rozumie to.
— Ni cholery nie rozumie — ze złością powiedział Sergiusz.
— No dobrze — Kajmienow odwrócił się od pulpitu. — A teraz zapytamy o siebie. Jakie są zamiary Sz–2 względem mnie po dzisiejszym incydencie?
Tym razem stuk czcionek drukarki okazał się nad podziw monotonny. Małyszew oderwał taśmę, rzucił okiem.
— Co takiego? Same zera. Nawet twojego adresu nie ma… — Podniósł wzrok na przyjaciela. — Słuchaj, Wołodia, przecież on ciebie, no… zabił.
3. Zabójca zmienia program
Kajmienow popatrzył na taśmę, potem na komputer lśniący w świetle lamp, skrzywił się.
— Fe, jak grubiańsko! Nie… to na pewno przypadkowy błąd. Sprawdzimy pamięć operacyjną… — Nacisnął kilka klawiszy na pulpicie.
Ani jedna lampka nie mignęła. Wołodia zaklął, nacisnął kilka białych klawiszy.
— O rany, informacja o mnie istnieje tylko w pamięci stałej, nad którą maszyna nie ma władzy. Nekrolog, ładna sprawa!
Zaczął przemierzać salę. Małyszew obserwował go.
— W ogóle to Szyszkin jest silnym chłopem. I jeśli przydybie cię gdzieś w bramie z cegłą, to problem 011 zostanie ostatecznie rozwiązany.
Kajmienow z roztargnieniem popatrzył na niego.
— Poczekaj, wydaje mi się, że rozumiem. Należy wprowadzić skalę niebezpieczeństw. Oczywiście! Nastraszyliśmy biedną maszynę do utraty przytomności. Przecież nie zamierzam pozbawić Szyszkina życia, ręki, nogi, nawet zdrowia. — Podszedł do stołu, zaczął wypisywać na kartce: życie — 10 000, duży uszczerbek na zdrowiu, uszkodzenie członków, że tak powiem… ile?
— Pięć tysięcy — podpowiedział Sergiusz.
Читать дальше