— Jakoś tak nienaukowo rozważasz pokręcił głową Kajmienow — przyziemnie. W rzeczy samej: wysyłamy ludzi w kosmos, opanujemy wnet syntezę termonuklearną, a wobec pospolitej głupoty i podłości często okazujemy się bardziej bezsilni niż ślepe kocięta. Dlaczego tu brak podejścia naukowego? Czyżby to zadanie było od innych trudniejsze? Może po prostu nikt się do tego nie brał?
— Więc się weź — burknął Małyszew.
Kajmienow zapalił papierosa, zaczął głośno rozmyślać.
— A przecież, jeśli się zastanowić… w jaki sposób osiąga sukcesy Szyszkin i podobni do niego? Po pierwsze… po pierwsze, mają oni określony cel: pomyślność za wszelką cenę. Nie zawracają sobie głowy poszukiwaniami sensu życia, analizą swoich i cudzych przeżyć, rozmyślaniami nad ogólnoludzkimi problemami i w ogóle zbędną grą umysłu… po co! Logika jest tu uproszczona. Po drugie, ich postępowanie jest w znacznym stopniu przewidywalne. Zwróć się do tegoż Szyszkina z najbardziej nieskomplikowaną sprawą — można z góry orzec, iż nigdy jej od razu nie załatwi: albo odmówi, albo coś pokręci, albo „odłoży problem”, a wszystko po to, żeby udowodnić swoją ważność i niezbędność. Prawda?
— Prawda! — potwierdził Sergiusz, z zadowoleniem zamykając głośno dziennik. Podniósł się, zrobił kilka energicznych ruchów, żeby rozprostować zdrętwiałe od długiego siedzenia ciało. — Mogę jeszcze przepowiedzieć, że teraz urządzi ci wesołe życie.
— To bardzo prawdopodobne — ożywił się Kajmienow. — W tym właśnie rzecz, rozumiesz? Tacy jak on mają określone algorytmy postępowania! „Ja tobie — ty mnie”, „nie my to ustanowiliśmy i nie my będziemy odwoływać”, „oko za oko, ząb za ząb”, „mądry pod górę nie pójdzie, mądry górę obejdzie”, „dziel i rządź”, „każdy za siebie…” Posłuchaj, przecież te formuły mają ścisłą strukturę logiczną! Można je wyrazić symbolami logiki matematycznej i schematami cybernetycznymi. Popatrz:,ja tobie — ty mnie” — typowy schemat z dodatnim sprzężeniem zwrotnym. „Oko za oko” to schemat z ujemnym sprzężeniem. „Spiesz się powoli” — linia opóźniająca. „Mądry pod górę nie pójdzie” — typowy schemat „nie — albo”, uniwersalny element logiczny na tranzystorze i dwóch diodach. A „dziel i rządź” — to w ogóle zasada rozbicia złożonej informacji na elementarne symbole dwójkowe, które łatwo przetwarzać! Posłuchaj, Sieriożka — Kajmienow zerwał się na równe nogi — może opracujemy model Szyszkina?
— Uważaj, żeby to on ciebie nie wymodelował — chłodno odparł Małyszew.
Podszedł do tablicy rozdzielczej, przekręcił dwa przełączniki. Neonówki na pulpicie „Mołni” zgasły, przestały zawodzić dmuchawy. W sali zapanowała niezwykła cisza. Sergiusz zdjął fartuch, włożył płaszcz i beret, podał Kajmienowowi skórzaną kurtkę.
— Ubieraj się, wychodzimy… Ładną masz kurtkę. Ile zapłaciłeś?
Wołodia postawił kurtkę na podłodze. Utrzymała się w tej pozycji jak dzwon.
— Posłuchaj, ty — powiedział powoli — specjalisto od przewozów mydła toaletowego. Poważnie ci proponuję: opracujmy na M–117 model postępowania Szyszkina. Teraz możemy to zrobić, bo drugiej takiej sposobności nie będzie.
— Wiesz co, ja chyba pojadę trolejbusem. — Sergiusz skierował się ku schodom. — Z tobą, i do tego w pustej sali, nawet rozmawiać jest strasznie, a co dopiero jechać motocyklem — sługa uniżony.
— Jak widzę, zupełnie otępiałeś od prac załadunkowo—wyładunkowych! Zrzucaj paltocik, siadaj — będę cię dokształcał… Słyszałeś o danych z Instytutu Mózgu?
— Powiedzmy, że słyszałem — ze znudzeniem powiedział Małyszew. — „Z kilku miliardów komórek nerwowych kory mózgowej jest wykorzystywane, nawet u utalentowanego człowieka, zaledwie kilkadziesiąt milionów, a u przeciętnego kilka milionów lub nawet kilkaset tysięcy…” — i tak dalej. I co z tego? Mimo wszystko jest to znacznie więcej niż tranzystorów w twojej M–117. A tranzystor to jeszcze nie jest komórka nerwowa.
— Słusznie. Teraz słuchaj dalej. Ten milion komórek Szyszkina przetwarza całą informację, którą otrzymuje za pośrednictwem zmysłów w surowej, że tak powiem, postaci.
Do komputera natomiast wprowadzamy nie surowe dane, nie opracowane, ale półprodukt: informację zakodowaną w systemie dwójkowym oraz struktury logiczne. To znaczy, uwalniamy komputerowy mózg Szyszkina od tej trudnej pracy — kodowania. Dalej. Będziemy programowali nie całe jego zachowanie, lecz tylko w pracy, od dziewiątej do piątej. Tym samym od razu odetniemy sprawy rodzinne, zdrowotne, wspomnienia z dzieciństwa — ogromny kawał informacji. Natomiast informacja o sprawach służbowych jest w znacznym stopniu podporządkowana nie emocjom, lecz prawom logiki — to profesor Pantielejew uzasadnił teoretycznie. W dodatku i tę informację obierzemy z łupiny szczegółów: jaki miałem wyraz twarzy, kiedy tak miło sobie z nim rozmawiałem, jakiego koloru są oczy sekretarki Zoi — zostawimy samo sedno. Dwadzieścia osiem tysięcy komórek operacyjnych M–117 w zupełności to wytrzyma, a pojemność jej pamięci jest ogromna.
— Załóżmy, że tak — zgodził się Sergiusz. — A skąd weźmiemy niezbędną informację o sprawach służbowych? I w dodatku trzeba ją jeszcze zakodować.
— Przecież ona jest już tam, w szafie — niedbale wskazał głową Kajmienow. — I już jest przygotowana do wprowadzenia do pamięci maszyny…
— Gdzie?! — podniósł się Małyszew.
— Sześć teczek. Czyżbyś zapomniał, że szykuję algorytm „organizatora elektronicznego”? Zdejmijże paletko, ugotujesz się… Przecież ci to właśnie wyjaśniam, że drugiej takiej okazji nie będzie. Po pierwsze, mamy w ręku pełną informację o strukturze instytutu, o pracownikach, mamy gotowe schematy wzajemnych powiązań z innymi organizacjami, instrukcje na każdą okoliczność — od nadawania stopni naukowych do przyznawania mieszkań. Po drugie, sami jesteśmy wprowadzeni w sprawę, dysponujemy nie pisaną informacją dla pamięci operacyjnej. Po trzecie, istnieje konflikt między Szyszkinem a mną, sytuacja dramatyczna, w której, jak wiadomo, wszystkie cechy człowieka przejawiają się najjaskrawiej. I po czwarte, mamy do dyspozycji komputer…
— Czy na pewno mamy? — zwątpił Małyszew. — On jest przecież służbowy.
— W tym właśnie rzecz, że obecnie mam prawo, a nawet obowiązek, zanim stworzę model „organizatora elektronicznego”, opracować dla komputera zadania tej samej klasy. Jest to ujęte w planie, rozumiesz?
— Hm… — Sergiusz zaczął rozpinać guziki płaszcza. — Pokaż no teczki.
Kajmienow włożył rękę do kieszeni, wstał.
— Oto klucz, tam szafa. A ja tymczasem wyskoczę do sklepu, kupię coś do jedzenia.
— Nie zapomnij o papierosach — wymamrotał Sergiusz otwierając szafę.
Wołodia rzeczywiście starał się aż miło. Informacje o pracach naukowych, dane z kwestury, działu kadr, rady zakładowej, wymagania stawiane opracowaniom, organizacyjna i naukowa struktura instytutu, wzajemne powiązania organizacji społecznych, dane planu tematycznego, uchwały regulujące pracę instytutu — wszystko to było rozpisane w skali ocen porównawczych i wykreślone w postaci schematów logicznych.
— „Skala wartości stanowisk — czytał Małyszew. — Dyrektor — 900, zastępca — 450, kierownik zakładu — 360, kierownik pracowni — 300… — tak, dalej… inżynier specjalista — 160, inżynier — 130…” — Poznaję cię, listo płac! „Skala wartości stopni i tytułów naukowych” — no, też jasne; „Skala bodźców administracyjnych: awans — 1000, premie — od 700 do 200, pochwała na piśmie — 50… brak uwag o pracowniku — zero…” — Sergiusz uśmiechnął się. — Cóż, matematycznie jest to poprawne: jeśli skala obejmuje dodatnie i ujemne wielkości, to powinno być i zero. „Nagana na piśmie — minus 50, nagana z pozbawieniem premii od minus 100 do minus 600… Zwolnienie — minus 1500…” Tu Wołodia uprościł sobie, przecież zwalnia się z różnych powodów. Zresztą na początek wystarczy.
Читать дальше