— Więc on zrezygnował z obywatelstwa?
— Każdy, kto deklaruje posłuszeństwo obcemu rządowi, służy w obcej armii lub obejmują stanowisko w rządzie obcego państwa, traci automatycznie obywatelstwo. Proszę przeczytać swój paszport. Nie można wdawać się w takie jak Frank romanse z innymi państwami i nadal korzystać z opieki Wuja Sama.
— A jak stoją jego sprawy na San Lorenzo?
Minton zważył w dłoni maszynopis, którym się, tak z żoną zaczytywali.
— Jeszcze nie wiem. Autor tej książki twierdzi, że nie najlepiej.
— Co to za książka?
— Jest to jedyna naukowa praca na temat San Lorenzo.
— Z ambicjami naukowymi — powiedziała Claire.
— Z ambicjami naukowymi — powtórzył Minton. — Nie została na razie opublikowana. To jest jeden z pięciu egzemplarzy.
Podał mi maszynopis, zapraszając, żebym go sobie przejrzał.
Otworzyłem maszynopis na stronie tytułowej i stwierdziłem, że nosi on tytuł San Lorenzo. Kraj, historia, ludzie. Autorem był Filip Castle, syn Juliana Castle, zajmujący się hotelarstwem, syn wielkiego altruisty, do którego właśnie jechałem.
Potem otworzyłem maszynopis na — chybił trafił. Przypadkiem trafiłem na miejsce, gdzie była mowa o wyjętym spod prawa świętym mężu wyspy, Bokononie.
Widniał przede mną cytat z Księgi Bokonona. Słowa te wyskakiwały z tekstu i zapadały głęboko w serce. I spotykały się tam z jak najlepszym przyjęciem.
Słowa te były parafrazą sugestii Jezusa, aby oddać cesarzowi to, co cesarskie.
W wersji Bokonona brzmiało to tak:
“Nie zwracajcie uwagi na cesarza. Cesarz nie ma najmniejszego pojęcia o tym, co się rzeczywiście dzieje.”
Książka Filipa Castle tak mnie wciągnęła, że nawet nie uniosłem głowy, kiedy wylądowaliśmy na dziesięć minut w San Juan na Porto Rico. Nie uniosłem głowy nawet wówczas, gdy ktoś za mną szepnął zbulwersowany, że do samolotu wsiadł liliput.
W chwilę później rozejrzałem się, szukając wzrokiem liliputa, ale nie zobaczyłem go. Zobaczyłem natomiast przed parą Crosbych nową pasażerkę: platynową blondynkę o końskiej twarzy. Miejsce obok niej wyglądało na puste, ale równie dobrze mógł tam siedzieć liliput.
Wówczas jednak pochłaniało mnie całkowicie San Lorenzo. Kraj, historia, ludzie i nie rozglądałem się dłużej za liliputem. Lilipuci są rozrywką dobrą w chwilach beztroski i spokoju, a ja byłem nie na żarty poruszony teorią Bokonona na temat tego, co nazywał “dynamicznym napięciem”, jego nauką o bezcennej równowadze pomiędzy dobrem a złem.
Kiedy po raz pierwszy natknąłem się w książce Filipa Castle na termin “dynamiczne napięcie”, uśmiechnąłem się z wyższością. Według młodego Castle’a było to ulubione określenie Bokonona, mnie zaś wydawało się, że wiem coś, czego nie wiedział Bokonon, mianowicie, że określenie to zostało rozpowszechnione przez Charlesa Atlasa, prowadzącego korespondencyjne kursy kulturystyki.
Jednak czytając dalej przekonałem się, że Bokonon wiedział doskonale, kto to jest Charles Atlas. Był nawet absolwentem jego kursów.
Charles Atlas wychodził z założenia, że muskulaturę można rozbudowywać bez pomocy hantli i sprężyn, przeciwstawiając po prostu jedne grupy mięśni innym.
Bokonon wychodził z założenia, że dobre społeczeństwa można budować przez samo przeciwstawianie dobru zła i podtrzymywanie nieustannego napięcia między nimi.
W książce Castle’a przeczytałem też pierwszy wiersz, czyli “Calypso” Bokonona. Brzmiał on następująco:
“Papa” Monzano to wcielenie zła,
Lecz gdyby go nie było, kimże byłbym ja?
Gdyby nie było “Papy”,
Jakże by uwierzono,
Że tak dobry, tak bardzo dobry
Jest ten stary nicpoń Bokonon?
48. ZUPEŁNIE JAK ŚWIĘTY AUGUSTYN
Bokonon, jak dowiedziałem się z książki Castle’a, urodził się w roku 1891. Był Murzynem z wyspy Tobago, należał do Kościoła episkopalnego i miał obywatelstwo brytyjskie.
Nazywał się Lionel Boyd Johnson.
Był najmłodszym z sześciorga dzieci i pochodził z bogatej rodziny. Bogactwo to było wynikiem odkrycia przez dziadka Bokonona zakopanego skarbu pirackiego wartości ćwierci miliona dolarów. Był to prawdopodobnie skarb Edwarda Teacha, zwanego Czarnobrodym.
Rodzina Bokonona zainwestowała skarb Czarnobrodego w asfalt, koprę, kakao oraz w hodowlę bydła i drobiu.
Młody Lionel Boyd Johnson pobierał nauki w szkołach episkopalnych, uczył się dobrze i wykazywał głębsze zainteresowanie praktykami religijnymi niż większość jego rówieśników. Jednak mimo skłonności do ulegania pokusom zorganizowanej religii, musiał być też niezłym hulaką, co wynika z jego Calypso Czternastego:
Płochy za młodu byłem i rozpustny:
Grałem, hulałem, ściskałem dziewczęta,
Taki za młodu był święty Augustyn.
Św. Augustyn
został potem świętym;
Więc — jeśli ze mną zdarzy się to samo
Nie zemdlej, Mamo!
49. RYBA WYRZUCONA PRZEZ WZBURZONE MORZE
Lionel Boyd Johnson miał tak silnie rozwinięte ambicje intelektualne, że w 1911 roku wyruszył w samotny rejs z Tobago do Londynu żaglówką o nazwie “Pantofelek”. Jego celem było zdobycie wyższego wykształcenia.
Zapisał się do Londyńskiej Szkoły Ekonomii i Nauk Politycznych.
Jego edukację przerwała pierwsza wojna światowa. Walczył w piechocie, był odznaczony, awansował na podoficera, czterokrotnie wymieniano go w rozkazie. Został zagazowany w drugiej bitwie pod Ypres, spędził dwa lala w szpitalu, po czym został zdemobilizowany.
Popłynął więc znowu samotnie w swoim “Pantofelku” na rodzinną wyspę Tobago.
W odległości zaledwie osiemdziesięciu mil od celu został zatrzymany i zrewidowany przez niemiecką łódź podwodną U-99. Wzięto go do niewoli, a jego łódeczkę Hunowie wykorzystali jako cel ćwiczeń artyleryjskich. Znajdująca się wciąż jeszcze na powierzchni łódź podwodna została zaskoczona i wzięta do niewoli przez brytyjski niszczyciel pod nazwą “Kruk”.
Johnson wraz z Niemcami powędrował na pokład niszczyciela, a U-99 zatopiono.
“Kruk” płynął na Morze Śródziemne, ale nigdy tam nie dopłynął. Na skutek awarii steru mógł jedynie zdać się na łaskę fal albo zataczać wielkie koła, zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Utknął wreszcie na wyspach Zielonego Przylądka.
Johnson spędził tam osiem miesięcy w oczekiwaniu na jakąś okazję powrotu na Półkulę Zachodnią.
Wreszcie zaciągnął się jako marynarz na statek rybacki, przewożący nielegalnych emigrantów do New Bedford w stanie Massachusetts. Statek został wyrzucony na mieliznę koło Newport w stanie Rhode Island.
W tym czasie Johnson był już przekonany, że jakaś siła gna go nie wiadomo dokąd i nie wiadomo w jakim celu. Pozostał więc w Newport, aby sprawdzić, czy to nie tutaj ma się spełnić jego przeznaczenie. Pracował jako cieśla i ogrodnik w słynnej posiadłości Rumfoordów.
Miał tam okazję ujrzeć wielu znakomitych gości Rumfoordów, takich jak J. P. Morgan, generał John J. Pershing, Franklin Delano Roosevelt, Enrico Caruso, Warren Gamaliel Harding i Harry Houdini. Tam też zastał go koniec pierwszej wojny światowej, w której zginęło dziesięć milionów ludzi, a dwadzieścia milionów, w tym także Johnson, odniosło rany.
Kiedy wojna się skończyła, młody utracjusz Remington Rumfoord IV postanowił wyruszyć swoim parowym jachtem o nazwie “Szeherezada” dookoła świata, zawijając do Hiszpanii, Francji, Włoch, Grecji, Egiptu, Indii, Chin i Japonii. Zaprosił Johnsona, aby towarzyszył mu w charakterze bosmana, na co ten chętnie przystał.
Читать дальше