Kurt Vonnegut - Kocia kołyska

Здесь есть возможность читать онлайн «Kurt Vonnegut - Kocia kołyska» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Poznań, Год выпуска: 2004, ISBN: 2004, Издательство: Zysk i S-ka, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Kocia kołyska: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Kocia kołyska»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Powieść, w której fakt zastępuje miejsce fikcji, a fikcja staje się faktem. Narrator zamierza napisać książkę o wybuchu pierwszej bomby atomowej i życiu jej twórcy, doktora Feliksa Hoenikera. Tymczasem trafia na wyimaginowaną wyspę San Lorenzo, skąd obserwuje rzeczywistą zagładę Ameryki, która miała być tematem jego powieści.
Wariacje Vonneguta na temat ludzkiej pomysłowości i zamiłowania do zabaw i gier (doktor Hoeniker stworzył swoją bombę dla zabawy) obrazują kondycję naszej cywilizacji, w której ludzie wolą uciekać w fantazję i kłamstwa, zawierzyć choćby najbardziej nieprawdopodobnej religii niż zmagać się z rzeczywistością i prawdą.
Nominowana do nagrody Hugo w 1964.

Kocia kołyska — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Kocia kołyska», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Myli się pan — powtórzyłem, kiedy wizja znikła.

— Znał pan jakich ludzi o tym nazwisku?

— Tak.

Było to również moje nazwisko.

35. SKLEP “U JACKA”

W drodze powrotnej do hotelu zauważyłem sklep “U Jacka”, w którym pracował Franklin Hoenikker. Poprosiłem kierowcę, żeby stanął i zaczekał.

Wszedłem do środka i zobaczyłem samego Jacka, królującego wśród wszystkich tych miniaturowych samochodów strażackich, kolejek, samolotów, okrętów, domów, latarń, drzew, czołgów, rakiet, ciężarówek, tragarzy, policjantów, konduktorów, strażaków, mamuś, tatusiów, kotów, psów, kur, żołnierzy, kaczek i krów. Był to człowiek poważny, strupieszały, brudny i bardzo kaszlący.

— Co mogę powiedzieć o Franklinie Hoenikkerze? — powtórzył i rozkasłał się. Potrząsnął głową i widać było, że uwielbiał Franka, tak jak nikogo w życiu. — Na to pytanie nie muszę odpowiadać słowami. Mogę panu pokazać, co to był za chłopiec. — Znowu zakasłał. — Zobaczy pan na własne oczy.

I zaprowadził mnie do sutereny pod sklepem, w której mieszkał. Stało tani podwójne łóżko, szafa i elektryczna kuchenka.

Jack przeprosił za nie pościelone łóżko.

— Tydzień temu odeszła ode mnie żona. — Zakasłał. — Wciąż jeszcze nie mogę się pozbierać.

Przekręcił kontakt i w głębi pomieszczenia rozbłysło oślepiające światło.

Podeszliśmy do lampy, która świeciła niczym słońce nad fantastyczną małą krainą, zbudowaną na dykcie wyspą tak doskonale prostokątną jak miasta w stanie Kansas. Niespokojny duch, który chciałby sprawdzić, co znajduje się poza zielonymi granicami, narażał się na wypadnięcie poza krawędź tego świata.

Wszystko było tak doskonałe w proporcjach, tak pomysłowo wykończone i pomalowane, że nie musiałem nawet mrużyć oczu, aby uwierzyć w realność tej krainy: wzgórz, jezior, rzek, lasów, miasteczek — wszystkiego, co jest tak drogie sercu każdego prawdziwego patrioty.

Wszędzie wiły się jak makaron linie kolejowe.

— Niech pan spojrzy na drzwi domów — powiedział Jack z podziwem.

— Czysta robota. Precyzyjna.

— Mają prawdziwe klamki i kołatki rzeczywiście działają.

— Tam do licha!

— Pyta pan, co to był za chłopak ten Franklin Hoenikker? Oto jego dzieło!

— Zrobił to sam?

— Pomagałem mu trochę, ale wszystko robiłem według jego wskazówek. Ten chłopak był genialny.

— Trudno się nie zgodzić.

— Wie pan, jego brat jest karłem.

— Tak, wiem,

— Pomagał lutować od spodu.

— Rzeczywiście, wszystko wygląda jak żywe.

— Nie była to łatwa robota i zajęła niejeden dzień.

— Rzym też nie od razu zbudowano.

— Ten chłopak nie miał żadnego życia rodzinnego.

— Słyszałem.

— Tu był jego prawdziwy dom. Spędził w tej suterenie tysiące godzin. Czasami nawet nie puszczał pociągów, siedział tylko i patrzył, tak jak my teraz.

— Jest na co popatrzeć. Prawie jak wycieczka do Europy, tyle jest tu do oglądania, jak się przyjrzeć z bliska.

— On dostrzegał rzeczy, których pan i ja nie dostrzegamy. Potrafił nagle zrównać z ziemią jakieś wzgórze, które dla pana czy dla mnie niczym nie różniło się od wielu prawdziwych wzgórz. I okazywało się, że miał rację. Robił na miejscu wzgórza jezioro z pomostami i całość wyglądała dziesięć razy lepiej niż przedtem.

— Nie każdy ma taki talent.

— To prawda! — potwierdził Jack z entuzjazmem. Ten wybuch uczuć przyprawił go o nowy atak kaszlu. Kiedy atak minął, z oczu pociekły mu łzy. — Namawiałem tego chłopaka na jakieś studia techniczne, żeby mógł pracować w jakiejś naprawdę wielkiej firmie, która umożliwiłaby mu realizację jego pomysłów.

— Zdaje się, że pan też dużo dla niego zrobił.

— Chciałbym mieć takie możliwości — westchnął Jack. — Niestety, brakowało mi kapitału. Dawałem mu wszystko, co mogłem, ale większość materiałów kupił sam za pieniądze, które zarobił u mnie na górze. Wydawał na to wszystkie oszczędności: nie pił, nie palił, nie chodził do kina, nie umawiał się z dziewczętami, nie interesował się samochodami.

— Przydałoby się więcej takich ludzi w naszym kraju.

Jack wzruszył ramionami.

— No, cóż… obawiam się, że załatwili go ci gangsterzy z Florydy. Bali się, że ich sypnie.

— Ja też tak myślę.

Jack nagle stracił panowanie nad sobą i zapłakał.

— Ciekawe, czy te parszywe sukinsyny wiedziały, kogo mordują — powiedział szlochając.

36. MIAU

Na okres swojego wyjazdu do Ilium i okolic — czyli mniej więcej na dwa tygodnie, obejmujące także święta Bożego Narodzenia — pozwoliłem zamieszkać w swoim nowojorskim mieszkaniu ubogiemu poecie nazwiskiem Sherman Krebbs. Moja druga żona rozwiodła się ze mną na tej podstawie, że będąc optymistką nie może żyć z takim pesymistą jak ja.

Krebbs był to taki brodaty, złotowłosy Jezus o oczach spaniela. Nie znałem go zbyt dobrze. Spotkaliśmy się na przyjęciu, gdzie przedstawiał się jako przewodniczący Komitetu Poetów i Malarzy na Rzecz Natychmiastowej Wojny Jądrowej. Poszukiwał schronienia, niekoniecznie ze schronem przeciwatomowym, i tak się złożyło, że akurat rozporządzałem wolnym mieszkaniem.

Kiedy wróciłem, wciąż jeszcze zastanawiając się nad ukrytym znaczeniem incydentu z nie wykupionym kamiennym aniołem z Ilium, zastałem mieszkanie zdemolowane w rezultacie nihilistycznych pijatyk. Krebbs znikł, ale przedtem zdążył odbyć międzymiastowe rozmowy telefoniczne na sumę trzystu dolarów, wypalić pięć dziur w mojej kanapie, zgładzić mojego kota i moje drzewko awokado oraz wyłamać drzwiczki od apteczki.

Na żółtym linoleum w kuchni znalazłem następujący poemat, wypisany, jak się okazało, ekskrementami:

Co to za kuchnia,
Skoro brak w niej rzeczy
Najpotrzebniejszej, ważniejszej niż wszystko?
Muszę mieć taki pojemnik na śmieci,
W którym się zmieści cała rzeczywistość.

Inny komunikat znalazłem wypisany damskim charakterem pisma przy pomocy szminki na tapecie nad łóżkiem. “Nie, nie, nie, powiedziało kurczątko” — głosił napis. Na szyi zamordowanego kota wisiała kartka z napisem “Miau”.

Nie widziałem Krebbsa od tego czasu. Mimo to sądzę, że wchodził w skład mojego karassu. Jeśli tak, to spełniał w nim rolę wrang-wranga. Wrang-wrang jest to według Bokonona człowiek, który odwodzi ludzi od określonej linii rozumowania, wykazując na przykładzie własnego życia absurdalność tej drogi.

Możliwe, że byłbym skłonny uznać historię z aniołem za wydarzenie nie mające głębszego sensu i stopniowo dojść do przekonania, że wszystko jest bezsensem, ale kiedy ujrzałem to, co zrobił Krebbs, a zwłaszcza to, co zrobił z moim ulubionym kotem, nihilizm był już nie dla mnie.

Ktoś albo coś nie chciało, abym został nihilistą. Zadaniem Krebbsa, niezależnie od tego, czy zdawał sobie z tego sprawę, czy nie, było skompromitowanie w moich oczach tej filozofii. Świetna robota, panie Krebbs, świetna robota.

37. WSPÓŁCZESNY GENERAŁ MAJOR

I wtedy, pewnego dnia, pewnej niedzieli, dowiedziałem się, gdzie ukrywa się zbiegły przed sprawiedliwością twórca modeli, Wielki Bóg Jehowa i Belzebub owadów ze słoika, jednym słowem dowiedziałem się, gdzie można znaleźć Franklina Hoenikkera.

Franklin Hoenikker żył!

Wiadomość ukazała się w dodatku specjalnym do wychodzącego w Nowym Jorku “Sunday Timesa”. Dodatek był płatnym ogłoszeniem, reklamującym jedną z bananowych republik. Na okładce widniał wstrząsający profil najcudniejszej dziewczyny, jaką tylko można sobie wyobrazić.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Kocia kołyska»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Kocia kołyska» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Kurt Vonnegut - Galápagos
Kurt Vonnegut
Kurt Vonnegut - Le berceau du chat
Kurt Vonnegut
Kurt Vonnegut - Abattoir 5
Kurt Vonnegut
Kurt Vonnegut - Hocus Pocus
Kurt Vonnegut
Kurt Vonnegut - Syreny z Tytana
Kurt Vonnegut
Kurt Vonnegut - Rzeźnia numer pięć
Kurt Vonnegut
Kurt Vonnegut - Slaughterhouse-Five
Kurt Vonnegut
libcat.ru: книга без обложки
Kurt Vonnegut
libcat.ru: книга без обложки
Kurt Vonnegut Jr.
libcat.ru: книга без обложки
Kurt Vonnegut
Отзывы о книге «Kocia kołyska»

Обсуждение, отзывы о книге «Kocia kołyska» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x