— Proszę pozwolić mi odpowiedzieć — rzekł szeptem Kodell.
Branno podniosła dumnie rękę. — Odpowiedzialność spoczywa na mnie, Liono.
Nastawiła transmiter i powiedziała tylko nieznacznie mniej stanowczym i bezemocjonalnym tonem niż sztuczny głos, z którego skorzystała przedtem:
— Człowieku z Drugiej Fundacji, zastanów się nad swoim położeniem. Jeśli nie poddasz się bezzwłocznie, to możemy zniszczyć twój statek w czasie, którego potrzebuje światło, żeby dotrzeć od nas do ciebie. Jesteśmy zdecydowani to zrobić. Nic na tym nie stracimy, bo nie posiadasz żadnych informacji, dla których warto by cię było utrzymać przy życiu. Wiemy, że jesteś z Trantora i jak tylko rozprawimy się z tobą, zajmiemy się Trantorem. Dajemy ci czas, żebyś mógł. odpowiedzieć, ale ponieważ nie masz nam nic interesującego do powiedzenia, nie będziemy długo słuchać.
— W takim razie — rzekł Gendibal — będę mówił krótko i od razu przejdę do rzeczy. Wasz ekran nie jest doskonały i nie może taki być. Przeceniliście go, a nie doceniliście mnie. Mogę zapanować nad waszymi umysłami. Być może nie przyjdzie mi to tak łatwo, jak w sytuacji, gdybyście nie mieli ekranu, ale i tak nie będzie to trudne. W chwili kiedy zdecydujecie się użyć broni, uderzę i musicie zrozumieć jedno — gdybyście nie mieli ekranu, poszłoby mi to gładko i nie wyrządziłbym wam żadnej krzywdy. Ponieważ jednak macie ekran, muszę się przez niego przebić, a jestem w stanie to zrobić, i wtedy nie będę mógł działać precyzyjnie. Wasze umysły zostaną zniszczone, tak jak ekran, i będzie to stan nieodwracalny. Innymi słowy, nie możecie mnie powstrzymać, natomiast ja mogę, będąc przez was zmuszony do zrobienia czegoś, co będzie dla was gorsze niż śmierć. Zostaną z was bezmyślne wraki. Chcecie podjąć takie ryzyko?
— Wiesz, że nie potrafisz zrobić tego, o czym mówisz — rzekła Branno.
— A więc chcesz zaryzykować i narazić się na konsekwencje, które przedstawiłem? — spytał Gendibal z chłodną obojętnością.
Kodell nachylił się i szepnął: — Na miłość Seldo — na, pani burmistrz…
— Śledzę twoje myśli, Kodell — powiedział Gendibal niezupełnie od razu, ponieważ światło i wszystko, co poruszało się z prędkością światła, potrzebowało nieco ponad sekundę, aby przebyć odległość dzielącą oba statki. — Nie musisz mówić szeptem. Śledzę także myśli burmistrz Branno. Jest niezdecydowana, nie musisz więc zaraz wpadać w panikę. Sam fakt, że wiem o tym, świadczy dobitnie, że wasz ekran przepuszcza.
— Można go wzmocnić — rzekła wyzywająco Branno.
— Moją siłę psychiczną też — odparł Gendibal.
— Ale ja siedzę tutaj spokojnie, zużywając tylko energię fizyczną dla utrzymania tego ekranu, a mam jej dosyć, żeby utrzymać ekran przez bardzo długi czas. Ty musisz zużywać swoją energię psychiczną, żeby przedostać się przez nasz ekran i w końcu opadniesz z sił.
— Nie opadłem — rzekł Gendibal. — W tej chwili, żadne z was nie jest w stanie wydać jakiegokolwiek rozkazu jakiemukolwiek członkowi załogi waszego statku ani jakiemukolwiek człowiekowi na jakimkolwiek innym statku. Mogę tyle osiągnąć nie wyrządzając wam żadnej krzywdy, ale nie czyńcie żadnych nadzwyczajnych wysiłków, żeby wydostać się spod mojej kontroli, bo jak tylko zorientuję się, że to robicie, a zorientuję się natychmiast, zostaniecie — jak już powiedziałem — zniszczeni.
— Poczekam — powiedziała Branno, zakładając z widocznym spokojem ręce na piersi. — Zmęczysz się, a kiedy się to stanie, wydam rozkaz, ale nie zniszczenia ciebie, bo wtedy będziesz nieszkodliwy. Wydam rozkaz, aby główna flota wojenna Fundacji ruszyła na Trantor. Jeśli chcesz ocalić swój świat, poddaj się. Druga fala zniszczenia nie zostawi, tak jak to się stało w czasie Wielkiej Grabieży, waszej organizacji nietkniętej.
— Nie rozumiesz, kobieto, że jeśli zorientuję się, że tracę siły, do czego zresztą nie dojdzie, to mogę ocalić swój świat po prostu niszcząc was?
— Tego nie zrobisz. Waszym głównym zadaniem jest ochrona Planu Seldona. Zniszczenie burmistrza Terminusa, a przez to zadanie ciosu prestiżowi i znaczeniu Pierwszej Fundacji, osłabiając jej potęgę i ośmielając jej wszystkich nieprzyjaciół, spowodowałoby takie zakłócenie Planu, że byłoby to dla was równie niedobre jak zniszczenie Trantora. Lepiej się poddaj.
— Wolisz zaryzykować i postawić na to, że będę czuł opór, żeby was zniszczyć?
Branno wzięła tak głęboki oddech, że aż zafalowała jej pierś. — Tak — powiedziała zdecydowanym głosem.
Kodell, który siedział u jej boku, zbladł.
Gendibal patrzył na sylwetkę Branno widoczną w głębi kabiny, tuż pod ścianą. Zakłócenia spowodowane przez ekran sprawiały, iż obraz był nieco zamglony i drgał. Mężczyznę siedzącego obok Branno widział tak niewyraźnie, że prawie nie można było rozróżnić rysów jego twarzy, ale nie mógł sobie pozwolić na tracenie energii na jego obraz. Musiał skoncentrować się na pani burmistrz.
Oczywiście ona nie widziała Gendibala. Nie mogła, na przykład, w żaden sposób zorientować się, że on też ma towarzysza, a właściwie towarzyszkę. Nie mogła dowiedzieć się niczego z wyrazu jego twarzy, język jego ciała nic jej nie mówił. W tym względzie była w gorszej sytuacji.
Mówił szczerą prawdę. Mógł ich unieszkodliwić, co prawda kosztem olbrzymiej utraty siły mentalnej, a gdyby został do tego zmuszony, to raczej nie potrafiłby tego przeprowadzić bez nieodwracalnego uszkodzenia ich mózgów.
Ale ona też mówiła prawdę. Zniszczenie jej byłoby równie niebezpieczne dla Planu jak działanie Muła. Prawdę mówiąc, mogłoby mieć nawet poważniejsze następstwa, gdyż realizacja Planu była teraz znacznie bardziej zaawansowana i być może nie starczyłoby czasu, aby naprawić szkody.
Co gorsze, była jeszcze Gaja, która ze swym słabym, ledwie wyczuwalnym polem mentalnym, pozostawała nadal tajemnicą.
Musnął mózg Novi, aby przekonać się, czy pole to nadal istnieje. Istniało i nie wykazywało żadnych zmian.
Nie mogła odczuć tego muśnięcia, ale obróciła się do niego i spytała trwożliwym szeptem.
— Panie, jest tu jakaś delikatna mgiełka. Czy to do niej mówisz?
Musiała zauważyć tę mgiełkę dzięki słabemu połączeniu między ich umysłami. Gendibal położył palec na ustach, — Nie bój się, Novi. Zamknij oczy i odpręż się.
Podniósł głos:
— Burmistrz Branno, tym razem dobrze zagrałaś. Nie chcę was natychmiast zniszczyć, ponieważ myślę, że jeśli ci coś wyjaśnię, to posłuchasz głosu rozsądku i żadne z nas nie będzie musiało niszczyć drugiego.
Załóżmy, że wygrasz i poddam się. Co stanie się potem? W swoim zadufaniu i wierze w siłę ekranu mentalnego, ty i twoi następcy spróbujecie narzucić, z fatalnym w skutkach pośpiechem, swoje panowanie całej Galaktyce. Robiąc to, faktycznie odsuniecie moment ustanowienia Drugiego Imperium, ponieważ w ten sposób wy też zniszczycie Plan Seldona.
— Nie dziwi mnie — rzekła Branno — że nie chcesz nas natychmiast zniszczyć i myślę, że siedząc tam, będziesz musiał sobie w końcu uświadomić, że w ogóle, ani teraz, ani nigdy, nie wolno ci mnie zniszczyć.
— Nie bądź taka pewna siebie, bo może to okazać się zgubne. Posłuchaj mnie. Większa część Galaktyki nadal znajduje się poza sferą wpływów Fundacji i ma do niej wrogie nastawienie. Nawet w samej Federacji Fundacyjnej istnieją obszary, gdzie nie zapomniano jeszcze o czasach, kiedy były one suwerennymi, niepodległymi światami. Jeśli, w wyniku mojego poddania się, Fundacja zanadto się pośpieszy, to jej działania usuną z Galaktyki największe źródło jej słabości — rozbicie i chwiejność. Zagrożenie z waszej strony zmusi rozbitą wewnętrznie Galaktykę do zjednoczenia się w oporze, a wewnątrz Federacji podsyci nastroje do buntu.
Читать дальше