Oczywiście, Gendibal miał ze sobą tę Tutejszą, ale ona nic nie znaczyła. Żona Palyera sama była Mówczynią.
Czekając na wiadomość od Gendibala, Shandess czuł, że z dnia na dzień coraz bardziej się starzeje, a ponieważ oczekiwane wiadomości nie nadchodziły, czuł również coraz większe napięcie.
Powinni byli wysłać całą flotę statków, przynajmniej eskadrę…
Nie. Stół nie zgodziłby się na to.
A jednak…
Kiedy wreszcie dotarł do niego sygnał od Gendibala, był akurat pogrążony w męczącym, nie przynoszącym ukojenia śnie. W ogóle zacząć trzeba od tego, że noc była wietrzna i miał trudności z zaśnięciem. Wydawało mu się, jak dziecku, że słyszy w podmuchach wiatru jakieś głosy.
Zanim zapadł w niespokojny sen, pomyślał jeszcze z utęsknieniem o rezygnacji ze swej funkcji. Pragnieniu, by to zrobić jak najszybciej, towarzyszyła jednak świadomość, że nie może sobie na to pozwolić, gdyż w tej samej chwili jego stanowisko objęłaby Delarmi.
A potem nadszedł sygnał od Gendibala i Shandess, nagle rozbudzony, usiadł w łóżku.
— Czujesz się dobrze? — spytał.
— Bardzo dobrze, Pierwszy Mówco — odparł Gendibal. — Może dla ściślejszej wymiany informacji nawiążemy kontakt wzrokowy?
— Może później — powiedział Shandess. — Przede wszystkim, jak wygląda sytuacja?
Gendibal mówił starannie, gdyż zorientował się, że wyrwał Shandessa ze snu, a poza tym wyczuwał jego znużenie:
— Jestem w sąsiedztwie zamieszkanej planety o nazwie Gaja, która — o ile się orientuję — nie jest odnotowana w żadnych źródłach w Galaktyce — powiedział.
— Czy to jest świat zamieszkany przez tych, którzy dbają o to, żeby Plan był zrealizowany bez zakłóceń? Przez anty — Mułów?
— Możliwe, Pierwszy Mówco. Są powody, żeby tak myśleć. Po pierwsze, statek z Trevizem i Peloratem na pokładzie zbliżył się do tej planety i prawdopodobnie wylądował tam. Po drugie, w przestrzeni, około pół miliona kilometrów ode mnie, znajduje się statek wojenny Pierwszej Fundacji.
— Nie może się tam znajdować bez powodu.
— To nie może być przypadek, Pierwszy Mówco. Jestem tu tylko dlatego, że śledzę Trevizego i ten statek wojenny może tu być z tej samej przyczyny. Pozostaje tylko dowiedzieć się, dlaczego jest tutaj.
— Masz zamiar lecieć za nim w kierunku tej planety, Mówco?
— Myślałem o tym, ale wynikły pewne nieoczekiwane okoliczności. Znajduję się teraz sto milionów kilometrów od Gai i wyczuwam w przestrzeni wokół siebie pole psychiczne, bardzo słabe, jednorodne pole. W ogóle bym go nie zauważył, gdyby nie niezwykła zdolność skupiania mózgu tej Tutejszej. To niezwykły mózg; właśnie dlatego zgodziłem się zabrać ją ze sobą.
— Miałeś zatem rację, przypuszczając, że może tak być… Jak myślisz, czy Mówca Delarmi wiedziała o tym?
— Kiedy nalegała, żebym wziął ze sobą tę kobietę? Nie sądzę… ale z przyjemnością skorzystałem z tej okazji, Pierwszy Mówco.
— Cieszę się, że to zrobiłeś. Czy twoim zdaniem, Mówco Gendibalu, źródłem tego pola jest ta planeta?
— Aby to stwierdzić, musiałbym przeprowadzić pomiary w znacznie oddalonych od siebie punktach przestrzeni i sprawdzić, czy pole to charakteryzuje się ogólną symetrią sferyczną. Moja jednokierunkowa sonda wykazała, że nie jest to pewne, choć prawdopodobne. Ale nie byłoby mądrze badać to dalej, mając w pobliżu statek wojenny Pierwszej Fundacji.
— No, on na pewno nie jest groźny.
— Nie wiadomo. Nie jestem pewien, czy to przypadkiem nie on wytwarza to pole, Pierwszy Mówco.
— Ale przecież oni…
— Przepraszam, Pierwszy Mówco, że przerywam, ale pozwól mi coś powiedzieć. Nie wiemy jakimi zdobyczami techniki dysponuje Pierwsza Fundacja. Działają z zadziwiającą pewnością siebie i mogą mieć dla nas przykre niespodzianki. Trzeba się zorientować, czy nie nauczyli się kontrolować umysłów za pośrednictwem jakichś urządzeń. Krótko mówiąc, Pierwszy Mówco, muszę stawić czoła albo statkowi, albo planecie mentalistów.
Jeśli okaże się, że to statek, to ich pole może być za słabe, aby mnie unieruchomić, ale na tyle silne, żeby spowolnić moje ruchy, a wtedy broń fizyczna, którą mają na pokładzie, wystarczy, żeby mnie zniszczyć. Z drugiej strony, jeśli okaże się, że źródłem tego pola jest planeta, to fakt, że można je wykryć w takiej odległości od niej, może oznaczać, że przy jej powierzchni natężenie pola jest tak ogromne, że nawet ja nie potrafię sobie z nim poradzić.
Tak czy inaczej, trzeba koniecznie utworzyć sieć, kompletną sieć, za pomocą której będę mógł, w razie potrzeby, skorzystać z pełnych zasobów Trantora.
Pierwszy Mówca zawahał się. — Kompletna sieć? Nigdy tego nie robiono, nawet nie proponowano… z wyjątkiem czasów Muła.
— Pierwszy Mówco, obecny kryzys może być groźniejszy niż ten z czasów Muła.
— Nie wiem, czy Stół się na to zgodzi.
— Sądzę, że nie powinieneś ich pytać o zgodę, Pierwszy Mówco. Powinieneś ogłosić stan zagrożenia.
— A jakie mam przedstawić usprawiedliwienie takiego posunięcia?
— Powiedz im to, co usłyszałeś ode mnie.
— Mówca Delarmi powie, że jesteś niezdarnym tchórzem, którego strach doprowadził do szaleństwa.
Gendibal milczał przez chwilę, zanim odpowiedział. Potem rzekł:
— Wyobrażam sobie, Pierwszy Mówco, że powie coś w tym rodzaju, ale niech sobie mówi, co chce. Przeżyję to. Zagrożona jest nie moja duma czy miłość własna, ale samo istnienie Drugiej Fundacji.
Harla Branno uśmiechnęła się cierpko, przy czyni jej pobrużdżona twarz zmarszczyła się jeszcze bardziej. — Myślę, że możemy to przyspieszyć — powiedziała. — Jestem gotowa na spotkanie z nimi.
— Jest pani nadal pewna, że wie, co robi? — spytał Kodell.
— Czy gdybym była taka szalona, jak pan uważa, Liono, to nalegałby pan tak bardzo, żeby zostać tu ze mną?
Kodell wzruszył ramionami i rzekł:
— Prawdopodobnie tak. Zostałbym tu wtedy z nadzieją, że może uda mi się panią powstrzymać, odwrócić pani uwagę, a przynajmniej pohamować, zanim posunie się pani za daleko. Ale oczywiście, jeśli nie jest pani szalona…
— To co?
— No cóż, to w takiej sytuacji nie chciałbym, żeby przyszli historycy poświęcili całą uwagę tylko pani. Wolę, żeby stwierdzili fakt, że byłem tu z panią i być może zastanawiali się, komu naprawdę przypisać tę zasługę… Co pani na to?
— Sprytnie, Liono, bardzo sprytnie… ale to wszystko na nic. Za kadencji zbyt wielu burmistrzów dzierżyłam faktyczną władzę w swoich rękach, aby ktokolwiek uwierzył, że tolerowałam kogoś takiego w swojej własnej administracji.
— Zobaczymy.
— Nie zobaczymy, bo nie będziemy już żyli, kiedy historycy będą formułować swoje sądy. Nie boję się jednak. Ani o swoje miejsce w historii, ani o to — powiedziała, wskazując na ekran.
— Statek Compora — rzekł Kodell.
— Faktycznie, statek Compora — powiedziała Branno — ale bez Compora na pokładzie. Jeden z naszych statków zwiadowczych zaobserwował moment zmiany załogi. Statek Compora został zatrzymany przez inny. Przeszło na niego dwoje ludzi z tego statku, a potem Compor przesiadł się na ich statek.
Branno zatarła ręce. — Trevize znakomicie wywiązał się ze swojej roli. Wysłałam go w przestrzeń, żeby spełniał rolę piorunochronu i faktycznie ją spełnił. Ściągnął piorun. Statek, który zatrzymał Compora pochodził z Drugiej Fundacji.
— Zastanawiam się, skąd pani ma tę pewność — powiedział Kodell, wyjmując fajkę i napełniając ją tytoniem.
Читать дальше