— To są papierowe strachy — powiedziała Branno. — Mamy dość siły, aby z łatwością pokonać wszystkich nieprzyjaciół, nawet gdyby wszystkie światy leżące poza sferą naszych wpływów zjednoczyły się przeciw nam i gdyby wybuchło w tym samym czasie powstanie na połowie światów należących do Federacji. Nie mielibyśmy z tym żadnych problemów.
— Na początku. Nie ograniczaj się do dostrzegania tylko skutków, które będą widoczne od razu, bo to błąd. Możesz stworzyć Drugie Imperium, po prostu proklamując jego powstanie, ale nie dacie rady utrzymać go przy istnieniu. Będziecie musieli co dziesięć lat podbijać Galaktykę na nowo.
— To będziemy podbijać, dopóki nie osłabną, tak jak ty teraz.
— Ani oni nic osłabną, ani — ja na razie nie słabnę. Zresztą proces ten nie będzie trwał zbyt długo, bo temu waszemu pseudoimperium zagrozi inne, większe niebezpieczeństwo. Ponieważ będzie się mogło utrzymać przy istnieniu tylko dzięki stale rosnącej sile militarnej, z której stale będziecie musieli korzystać, to po raz pierwszy w historii dowódcy armii Fundacji staną się ważniejsi i potężniejsi niż władze cywilne. Wasze pseudoimperium rozpadnie się na okręgi wojskowe, w których naczelną władzą będą ich dowódcy. Doprowadzi to do anarchii i powrotu do barbarzyństwa, które może trwać dłużej niż te trzydzieści tysięcy lat, które prorokował Seldon, zanim jego Plan został wcielony w życie.
— To dziecinne pogróżki. Nawet jeśli w wyliczeniach Planu Seldona przewidziane są takie skutki, to są to tylko możliwe, a nie nieuniknione wersje rozwoju wydarzeń.
— Burmistrz Branno — powiedział z naciskiem Gendibal — nie mówmy ó Planie Seldona. Nie rozumiesz matematyki, na której się opiera i nie potrafisz wyobrazić sobie jego schematu. Ale być może nie jest to potrzebne. Jesteś doświadczonym, a przy tym — sądząc ze stanowiska, które obecnie piastujesz — zręcznym oraz — jak wskazuje na to gra, którą teraz prowadzisz — odważnym politykiem. A więc odwołaj się do swej znajomości polityki i do swojego doświadczenia w tej dziedzinie… Weź pod uwagę całą polityczną i wojskową historię ludzkości, oceń ją w świetle tego, co wiesz o naturze ludzkiej, o sposobach reagowania ludzi, polityków i oficerów i zastanów się, czy nie mam racji.
— Nawet gdybyś miał rację, to jest i ryzyko, które musimy podjąć — odpowiedziała Branno. — Mając odpowiednich przywódców i korzystając z coraz nowszych zdobyczy nauki, zarówno w fizyce, jak i w mentalistyce, możemy pokonać wszystkie przeszkody. Hari Seldon nie był w stanie właściwie ocenić znaczenia tych zdobyczy. Czy gdzieś w swoim Planie dopuszcza możliwość skonstruowania przez Pierwszą Fundację ekranu mentalnego? A zresztą, dlaczego mielibyśmy chcieć spełnienia tego Planu? Zaryzykujemy i stworzymy nowe imperium bez niego. W końcu lepiej jeśli się nam nie uda bez planu, niż gdyby miało udać się z jego pomocą. Nie chcemy imperium, w którym mielibyśmy być marionetkami poruszanymi z ukrycia przez manipulatorów z Drugiej Fundacji.
— Mówisz tak tylko dlatego, bo nie rozumiesz, co wasza porażka oznaczałaby dla ludzi w Galaktyce.
— Być może — rzekła kamiennym głosem Branno. — Zaczynasz tracić siły?
— Skądże… Pozwól, że zaproponuję akcję, której nie wzięłaś pod uwagę, a która nie będzie wymagała, żebym poddał się wam ani wy mnie… Jesteśmy w sąsiedztwie planety o nazwie Gaja.
— Wiem o tym.
— A wiesz, że jest to miejsce, gdzie prawdopodobnie urodził się Muł?
— Musiałabym mieć na to dowody. Twoje twierdzenie nie wystarczy.
— Ta planeta jest otoczona polem mentalnym. Jest ojczyzną wielu Mułów. Jeśli zrealizujesz swoje marzenie o zniszczeniu Drugiej Fundacji, to tym samym staniecie się ich niewolnikami. Czy Druga Fundacja wyrządziła wam kiedykolwiek jakąś krzywdę?… Myślę o rzeczywistej, a nie wyimaginowanej czy teoretycznej krzywdzie. A pomyśl o tym, ile złego wyrządził wam jeden Muł.
— To w dalszym ciągu tylko czcze słowa.
— Jak długo tu pozostaniemy, nie mogę dostarczyć żadnych innych argumentów… Dlatego proponuję zawieszenie broni. Pozostaw, ekran, jeśli mi nie ufasz, ale bądź przygotowana na współpracę ze mną. Zbliżmy się razem do tej planety, a kiedy przekonasz się, że jest groźna, ja unieszkodliwię ich pole mentalne, a ty wydasz rozkaz swoim statkom, żeby ją zajęły.
— A potem?
— A potem zostanie już tylko Pierwsza Fundacja przeciw Drugiej Fundacji i nie trzeba będzie brać pod uwagę żadnej siły z zewnątrz. Walka będzie wtedy jasna, natomiast teraz, jak widzisz, nie mamy odwagi, żeby zacząć walkę, bo obydwie Fundacje są zagrożorU.
— Dlaczego nie powiedziałeś tak od razu?
— Bo myślałem, że może uda mi się przekonać cię, że nie jesteśmy nieprzyjaciółmi i że możemy współpracować ze sobą. Ponieważ mi się to nie udało, tak czy inaczej proponuję współpracę.
Branno milczała, siedząc z pochyloną głową, pogrążona w myślach. Potem powiedziała:
— Chcesz uśpić moją czujność. W jaki sposób zdołasz sam unieszkodliwić pole mentalne całej planety Mułów? Ta myśl jest tak absurdalna, że nie mogę ci uwierzyć.
— Nie jestem sam — odparł Gendibal. — Mam za sobą całą potęgę Drugiej Fundacji. To ona, skupiona we mnie, powstrzyma Gaje. Mało tego, ta siła może w każdej chwili zdmuchnąć wasz ekran, tak jakby była to rzadka mgiełka.
— No to po co potrzebna ci moja pomoc?
— Przede wszystkim dlatego, że nie wystarczy unieszkodliwić ich pole. Druga Fundacja nie może się poświęcić temu jednemu zadaniu i przez całą wieczność neutralizować ich pole, tak jak ja nie mogę tu w nieskończoność tańczyć z tobą tego konwersacyjnego menueta. Potrzebna nam jest akcja fizyczna, którą mogą przeprowadzić wasze statki… A poza tym, skoro moje argumenty, że obydwie Fundacje powinny się traktować nawzajem jako sojusznicy, nie trafiają ci do przekonania, to może przekona cię bezpośrednie wspólne działanie — w sprawie niezwykłej wagi. Może czyny przemówią silniej niż słowa.
Znowu nastąpiło dłuższe milczenie, po czym Branno rzekła:
— Jeśli możemy to zrobić razem, to chcę podejść bliżej do Gai. Poza tym niczego nie obiecuję.
— To wystarczy — powiedział Gendibal, pochylając się nad komputerem.
W tym momencie odezwała się Novi:
— Nie,, panie, aż do tej chwili to nie miało znaczenia, ale teraz, proszę, nie rób żadnych ruchów. Musimy poczekać na radnego Trevize z Terminusa.
Janov Pelorat powiedział z lekkim rozdrażnieniem w głosie: — Naprawdę, Golan, wydaje mi się, że nikogo nie obchodzi fakt, że po raz pierwszy w dosyć długim życiu — nie za długim, zapewniam cię, Bliss — podróżuję przez Galaktykę. Za każdym razem kiedy tylko przylecę na jakiś świat, zaraz muszę się zbierać z powrotem. Nie dadzą mi się nawet rozejrzeć. Teraz to już drugi raz.
— No — powiedziała Bliss — gdybyś nie odleciał z tego świata, gdzie byłeś poprzednio, tak szybko, to spotkałbyś mnie nie wiadomo kiedy. To chyba usprawiedliwia ten pierwszy raz.
— Usprawiedliwia. Mówię szczerze, moja… moja droga. Usprawiedliwia.
— A tym razem, Pel, jesteś co prawda poza planetą, ale masz mnie, a ja jestem tak samo Gają, jak każda jej cząstka, jak cała planeta.
— Jesteś i nie chcę żadnej innej cząstki. Trevize, który słuchał tej rozmowy ze zmarszczonymi brwiami powiedział:
— To oburzające. Dlaczego nie ma z nami Doma? Na przestrzeń, nigdy nie przyzwyczaję się do tej monosylabizacji. Nazwisko składa się z dwustu pięćdziesięciu sylab, a my używamy tylko jednej z nich… Dlaczego nie ma z nami Doma i tych jego dwustu pięćdziesięciu sylab? Jeśli to wszystko jest naprawdę tak ważne, jeśli od tego zależy samo istnienie Gai, to dlaczego nie ma go tu, żeby nami pokierował?
Читать дальше