Robert Silverberg - Oblicza Wód

Здесь есть возможность читать онлайн «Robert Silverberg - Oblicza Wód» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Poznań, Год выпуска: 1995, ISBN: 1995, Издательство: Zysk i S-ka, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Oblicza Wód: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Oblicza Wód»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Planeta Hydros jest w całości pokryta wodą. Można na niej zamieszkać, ale nie da się jej już potem opuścić, bowiem nie ma lądu, na którym mógłby lądować statek kosmiczny. Na sztucznej wyspie schronienie znalazła niewielka kolonia Ziemian, oraz osiedle rodzimych mieszkańców Hydros. Niesprzyjąjący zbieg okoliczności zmusza ludzi do wyprawy na fllotylli statków w poszukiwaniu półlegendarnnego lądu...

Oblicza Wód — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Oblicza Wód», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Patrząc na to wszystko trudno uwierzyć, że na tym świecie istnieje jeszcze coś oprócz wody, prawda?

— Owszem, trudno.

— Taki ogromny ocean. Taka pustka.

— Sprawia, że myślisz, iż Bóg nie istnieje, czyż nie? Bezmiar tego wszystkiego.

Quillan spojrzał na niego, zaskoczony.

— Naprawdę?

— Nie wiem. Pytam.

— Wierzysz w Boga, Lawler?

— Mój ojciec wierzył.

— Ale nie ty?

Lawler wzruszył ramionami.

— Mój ojciec miał Biblię. Często nam ją czytał. Dawno temu gdzieś zaginęła. A może została skradziona. Pamiętam trochę. „I Bóg powiedział, niech stanie się firmament pośrodku wód i niech odzieli wody od wód. I Bóg nazwał ten firmament Niebem”. To jest niebo tam na górze, prawda, ojcze Quillan? Tam za sklepieniem niebieskim? A wody, które powinny być nad nim, to ocean przestrzeni, nieprawdaż?

Quillan patrzył na niego ze zdumieniem.

— „I rzekł Bóg, niech wody pod niebem zgromadzą się w jednym miejscu i niech pojawi się suchy ląd, i tak się stało. I nazwał Bóg suchy ląd Ziemią — a zgromadzenie wód nazwał Morzami”.

— Zna pan całą Biblię na pamięć, prawda? — powiedział Quillan.

— Tylko ten mały kawałeczek. Pierwszą stronę. Nie mogłem zrozumieć reszty, wszystkich tych proroków, królów, bitew i tym podobnych rzeczy.

— I Jezusa.

— To było na końcu. Nigdy nie doczytałem tak daleko.

— Lawler spojrzał ku nieustannie cofającemu się horyzontowi, gdzie błękit przechodził w błękit i w nieskończoność.

— Skoro nie ma tutaj suchego lądu, najwyraźniej Bóg zamierzał stworzyć na Hydros coś innego niż na Ziemi. Nie sądzi pan? „Bóg nazwał suchy ląd Ziemią”. A mokry ląd nazwał Hydros, jak sądzę. Cóż to musiała być za praca, stworzenie tylu różnych światów. Nie tylko Ziemi, lecz każdego pojedynczego świata w galaktyce. Iriarte, Fenix, Me-galo, Kastro, Darma, Barma, Mentirosa, Copperfield, Nabomba Zom, całą ich masę, milion i jedną planetę. A każdą w innym celu, bo inaczej po co tworzyć tak wiele światów? Bo przecież stworzył je jeden Bóg, prawda?

— Nie wiem — odrzekł Quillan.

— Przecież jest pan duchownym!

— Co nie oznacza, że wiem wszystko. To nie oznacza nawet, że wiem cokolwiek.

— Czy wierzy pan w Boga? — zapytał Lawler.

— Nie wiem.

— A wierzy pan w cokolwiek?

Quillan zamilkł na chwilę. Jego twarz całkowicie zastygła, jakby duch na moment opuścił jego ciało.

— Nie sądzę — odpowiedział.

Z jakiegoś powodu morze wydawało się tutaj bardziej płaskie niż widziane z wyspy. Ciemność nadchodziła nagle, spadając prawie z trzaskiem. Słońce spływało z zachodniego nieba, unosiło się przez chwilę nad morzem i tonęło. Świat wokół natychmiast czerniał i nad głowami zaczynał świecić Krzyż.

— Kolacja, pierwsza zmiana — wrzasnął Natim Gharkid tłukąc w patelnię.

Załoga „Królowej Hydros” była podzielona na dwie wachty, pracujące po cztery godziny z czterogodzinną przerwą. Członkowie obu wacht razem jadali posiłki. Do pierwszej należeli: Leo Martello, Gabe Kinverson, Pilya Braun, Gharkid, Dag Tharp i Gospo Struvin; drugą tworzyli: Neyana Golghoz, Sundira Thane, Dann Henders, Delagard, Onyos Felk, Lis Niklaus i ojciec Quillan. Nie było specjalnej messy oficerskiej, Delagard i Struvin, właściciel i kapitan jadali wraz z innymi w kuchni. Lawler, który nie miał stałego rozkładu obowiązków, ale był przez cały czas do dyspozycji, jako jedyny znajdował się całkowicie poza systemem wacht. Odpowiadało to jego rytmowi biologicznemu: poranny posiłek dzielił z drugą wachtą o świcie, a wieczorny z pierwszą wachtą o zachodzie słońca. Dawało mu to dziwne poczucie swobody i wyobcowania. Nawet tutaj, od pierwszych dni podróży, obie wachty zaczynały nawiązywać rodzaj więzi zespołowej, a on nie należał do żadnego zespołu.

— Dzisiaj gulasz z zielonych wodorostów — powiedziała Lis Niklaus, gdy pierwsza wachta wmaszerowała rzędem do kuchni. — Pieczone płetwy włócznika, ciasteczka z mąki rybiej, sałatka z jagód trzcinowych.

Była to trzecia noc podróży. Menu powtarzało się każdego wieczoru; każdego wieczoru Lis ogłaszała je tubalnym głosem, oczekując, że będą zadowoleni. To głównie ona zajmowała się gotowaniem, z pomocą Gharkida i czasami Delagarda. Posiłki były skromne i nie wyglądało na to, że później poprawią się: suszona ryba, ciasteczka z mąki rybnej, suszone wodorosty, chleb z mąki wodorostowej, uzupełniane ostatnimi połowami świeżych glonów Gharkida oraz tym, co żywego udało się złowić tego dnia. Jak dotąd był to jedynie włócznik. Ławice tych czujnych, ochoczo wyglądających stworzeń o nosach zakończonych ostrzami podążały za nimi od czasu, gdy opuścili Sorve. Głównymi rybakami byli Kinverson, Pilya Braun i Henders, którzy pracowali na stanowisku wędkarskim na rufie.

Struvin powiedział:

— Ładny dzisiaj dzień.

— Zbyt ładny — wymamrotał Kinverson, pochylając się nad talerzem.

— Wolałbyś sztorm? Wolisz Falę? Kinverson wzruszył ramionami.

— Nie ufam spokojnemu morzu.

Dag Tharp, biorąc kolejne ciasteczko z rybiej mąki, zapytał:

— Jak stoimy z wodą, Lis?

— Jeszcze jedna miarka na głowę i to wszystko do tego posiłku.

— Gówno. Nie wiesz, że to jedzenie wywołuje pragnienie?

— Będziemy bardziej spragnieni później, jeżeli wypijemy całą wodę w pierwszym tygodniu — odparł Struvin. — Wiesz o tym równie dobrze jak ja. Lis, podaj kilka surowych filetów z ryby dla radiooperatora.

Przed opuszczeniem Sorve mieszkańcy wioski załadowali na statki tyle pojemników ze słodką wodą, ile tylko było możliwe. I tak pozwoliło to uzyskać zapas na jakieś trzy tygodnie, zakładając oszczędne racjonowanie. W czasie podróży będą musieli polegać na deszczach napotykanych po drodze; jeśli nie spotkają żadnych, będą musieli znaleźć inne sposoby zaspokajania zapotrzebowania na świeżą wodę. Dobrym sposobem było jedzenie surowych ryb. Wszyscy o tym Wiedzieli. Lecz Tharp nie przyjmował tego do wiadomości. Spojrzał groźnie na Lis.

— Zapomnij o tym. Pieprzę surową rybę.

— Tłumi pragnienie — powiedział cicho Kinverson.

— Tłumi apetyt — odrzekł Tharp. — Pieprzę to. Wolę być spragniony.

Kinverson wzruszył ramionami.

— Jak chcesz. Za tydzień lub dwa zmienisz zdanie. Lis położyła na stole talerz bladego, zielonkawego mięsa. Wilgotne plastry nie ugotowanej ryby były owinięte pasemkami świeżych, żółtych wodorostów. Tharp wpatrywał się markotnie w talerz. Potrząsnął głową i odwrócił wzrok. Lawler po chwili poczęstował się. Struvin też wziął trochę, i Kinverson. Surowa ryba chłodziła język Lawlera, prawie gasząc pragnienie. Prawie.

— Co o tym sądzisz, doktorze? — zapytał po chwili Tharp.

— Nie najgorsza — odpowiedział Lawler.

— Może, gdybym wziął kawalątko — powiedział radiooperator.

Kinverson roześmiał się w swój talerz.

— Dupek.

— Co powiedziałeś, Gabe?

— Naprawdę chcesz, żebym powtórzył?

— Wy dwaj, jeśli chcecie się bić, to idźcie na pokład — powiedziała z niesmakiem Lis.

— Bójka? Ja i Dag? — Kinverson wyglądał na zaskoczonego. Mógł podnieść Tharpa do góry jedną ręką. — Nie wygłupiaj się, Lis.

— Chcesz walczyć? — krzyknął Tharp, a jego rumiana twarz o ostrych rysach poczerwieniała jeszcze bardziej. — Chodź, Kinverson, no chodź. Myślisz, że się ciebie boję?

— Powinieneś — Lawler powiedział do niego miękko. — Jest cztery razy większy od ciebie. — Roześmiał się i spojrzał w stronę Struvina. — Jeżeli zużyliśmy cały przydział wody na dzisiaj, Gospo, to co powiedziałbyś na kolejkę brandy? To ugasi nasze pragnienie.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Oblicza Wód»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Oblicza Wód» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Robert Silverberg - He aquí el camino
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Rządy terroru
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Poznając smoka
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Old Man
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Nature of the Place
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Reality Trip
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Songs of Summer
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Secret Sharer
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Good News from the Vatican
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Pope of the Chimps
Robert Silverberg
Отзывы о книге «Oblicza Wód»

Обсуждение, отзывы о книге «Oblicza Wód» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.