Robert Silverberg - Oblicza Wód

Здесь есть возможность читать онлайн «Robert Silverberg - Oblicza Wód» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Poznań, Год выпуска: 1995, ISBN: 1995, Издательство: Zysk i S-ka, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Oblicza Wód: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Oblicza Wód»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Planeta Hydros jest w całości pokryta wodą. Można na niej zamieszkać, ale nie da się jej już potem opuścić, bowiem nie ma lądu, na którym mógłby lądować statek kosmiczny. Na sztucznej wyspie schronienie znalazła niewielka kolonia Ziemian, oraz osiedle rodzimych mieszkańców Hydros. Niesprzyjąjący zbieg okoliczności zmusza ludzi do wyprawy na fllotylli statków w poszukiwaniu półlegendarnnego lądu...

Oblicza Wód — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Oblicza Wód», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Doskonale — odrzekł Lawler. — To poezja o wielkiej sile. Oczywiście, ja nie jestem żadnym sędzią. Nie lubisz poezji rymowanej?

— Rymów nie używa się już od setek lat, doktorze.

— Naprawdę? Nie wiedziałem o tym. Mój ojciec czasami recytował ziemskie poematy. Wtedy często używano rymów. Jednego zatrzymuje z trzech/Sędziwy dziad marynarz./Na brodę twą i oka błysk, i po cóż mnie ty trzymasz?

— Co to za wiersz? — zapytał Martello.

— Nazywa się „Rymy o sędziwym Marynarzu”. Opowiada o podróży morskiej — o podróży pełnej kłopotów. O Chryste! gniła nawet w głąb!/Któż kiedy słyszał o tym!/Po morzu pełzał błotny płaz,/Co samo było błotem.

— Mocna rzecz. Zna pan więcej?

— Tylko oderwane fragmenty — odparł Lawler.

— Powinniśmy kiedyś porozmawiać o poezji, doktorze. Nie wiedziałem, że pan zna się na niej. — Rozpromieniona twarz Martello zachmurzyła się na chwilę. — Mój ojciec też lubił stare wiersze. Z planety, na której żył wcześniej, przywiózł ze sobą tomik poezji z Ziemi. Wiedział pan o tym?

— Nie — powiedział podnieconym głosem Lawler. — Gdzie on jest?

— Przepadł. Ojciec miał go ze sobą, kiedy utonęli razem z mamą.

— Chętnie bym go zobaczył — powiedział smutno Lawler.

— Są chwile, że wydaje mi się, iż tęsknię za nim tak bardzo jak za matką i ojcem — powiedział Martello. I zaraz dodał: — Czy to nie brzmi strasznie?

— Nie sądzę, myślę, że cię rozumiem. — Woda, woda, woda wszędzie, pomyślał Lawler. A tu się paczą deski. — Słuchaj, przyjdź do mnie z samego rana, po rannej wachcie, dobrze, Leo? Opatrzę ci te poparzone plecy.

Woda, woda, woda wszędzie — M kropli w krtani ze-schlej.

Jeszcze później Lawler znów stał samotnie na pokładzie pod nocnym niebem, pulsującym czernią nad głową, i w chłodnej, jednostajnej bryzie wiejącej z północy. Minęła północ. Delagard, Henders i Sundira pracowali przy takielunku, wołając do siebie w tajemniczym, fachowym języku. Na samym środku nieba jaśniał Krzyż.

Lawler spojrzał nań, na starannie rozmieszczone tam tysiące niewyobrażalnie wielkich kuł eksplodującego wodoru, jeden rząd w tą, a drugi w tamtą stronę. Wciąż miał w pamięci niezgrabne strofy Martello. pomknęły długie okręty w dal/w ciemność ciemności. Czy jedno ze słońc w tej budzącej grozę konstelacji jest słońcem Ziemi? Nie. Nie. Mówili, że nie można go zobaczyć z Hydros. Te, które tworzyły Krzyż, to inne gwiazdy. Lecz gdzieś dalej w ciemności, ukryty przed jego wzrokiem przez wielkie, padające pod kątem prostym światło Krzyża, leżało to maleńkie, żółte słońce, pod którego łagodnymi promieniami rozpoczęła się cała ludzka saga. Złote światy lśniące, wołające jak kiedyś nasi ojcowie. I nasze matki, tak. To słońce, którego nagła, nieoczekiwana gwałtowność w kilkuminutowym ataku okrucieństwa odebrała darowane wcześniej życie. Zwracając się przeciw swym dzieciom, wysyłając śmiercionośne wiązki twardego promieniowania, w jednej chwili zmieniając ojczysty świat ludzkości w poczerniałą skwarkę.

Całe życie marzył o Ziemi, od kiedy dziadek opowiedział mu po raz pierwszy o świecie jego przodków, a jednak wciąż pozostawała dla niego tajemnicą, l wiedział, że tak będzie zawsze. Hydros był zbyt wyizolowany, zapadły, zbyt odległy od wszelkich istniejących gdzieś centrów uniwersyteckich. Nie było tu nikogo, kto mógłby mu powiedzieć, jak wyglądała Ziemia. Nie znał prawie niczego, co było z nią związane — jej muzyki, książek, sztuki, historii. Dotarły do niego tylko okruchy, zwykle były to jedynie skorupy bez zawartości. Lawler wiedział, że istniało coś, co nazywano operą, lecz nie mógł wyobrazić sobie, jak wyglądała. Ludzie śpiewający opowiadanie? Setka muzyków grających w tym samym czasie? On nigdy nie widział setki istot ludzkich w tym samym miejscu naraz. Katedry? Symfonie? Wiszące mosty? Autostrady? Słyszał nazwy tych rzeczy; samych rzeczy nie znał. Tajemnice, same tajemnice. Utracone tajemnice Ziemi.

Ten niewielki glob — znacznie mniejszy od Hydros, jak mówiono — który zrodził imperia i dynastie, królów i generałów, bohaterów i łotrów, bajki i mity, poetów, śpiewaków, wielkich mistrzów sztuki i nauki, świątynie i wieże, posągi oraz otoczone murami miasta. Wszystkie te wspaniałe, tajemnicze obiekty, które umiał sobie tylko słabo wyobrazić, spędzając całe swoje życie na nędznej, ubogiej, wodnej planecie Hydros. Ziemia, która zrodziła nas i wysłała po wiekach walki w ciemność ciemności, ku odległym światom obojętnej galaktyki. A potem jeden straszliwy wybuch promieniowania z trzaskiem zamknął za nami drzwi. Pozostawiając nas opuszczonych, zagubionych pośród gwiazd.

Złote światy iśniące, wołające.

I oto jesteśmy tutaj, na pokładzie małej, wędrującej białej plamki na wielkim morzu, na planecie, która sama jest zaledwie plamką na ogromnym czarnym morzu, otaczającym nas wszystkich.

Sam, sam, samotny, całkiem sam!A w krąg — bezmierne morze!

Lawler nie mógł sobie przypomnieć następnej linijki. I bardzo dobrze, pomyślał.

Zszedł pod pokład mając zamiar położyć się spać.

Miał nowy sen, sen o ziemi, ale niepodobny do tych, które nawiedzały go przez tak wiele lat. Tym razem śnił nie o śmierci Ziemi, lecz o jej opuszczeniu, o wielkiej diasporze, o locie do gwiazd. Znowu unosił się nad znajomą, błękitno-zieloną kulą ze swych snów; i gdy spoglądał w dół, zobaczył tysiące smukłych lśniących igieł unoszących się z Ziemi; było ich może milion, zbyt wiele, aby policzyć. Wszystkie wznosiły się ku niemu, odpływając dalej i dalej, strumień płynący w przestrzeń, jednostajny odpływ, miriada maleńkich punktów światła penetrujących ciemność, która otaczała błękitno-zieloną planetę. Wiedział, że to statki kosmicznych podróżników, tych, którzy postanowili opuścić Ziemię, badaczy, trampów, osadników podążających naprzód ku wielkiej niewiadomej, przedzierających się z ojczystego świata do niezliczonych gwiazd galaktyki. Śledził ich kursy na niebie, odprowadzał wzrokiem do miejsc przeznaczenia, do wielu światów, których nazwy słyszał kiedyś, światów równie tajemniczych, magicznych i nieosiągalnych dlań jak sama Ziemia: Nabomba Zom, gdzie morze jest szkarłatne, a słońce niebieskie, Alta Hannalanna, gdzie wielkie powolne robaki z samorodkami drogocennego, żółtego jadeitu na czołach, kopią tunele w gąbczastej glebie, i złota Galgala, i Xamur, gdzie powietrze jest perfumowane, a na-elektryzowana atmosfera migocze i skrzy się pięknie, i Marajo śpiewających piasków, i Iriarte, i Mentiroso, i Mulanol o dwóch słońcach, i Ragnarok, i Olympus, i Malebolge i Ensalada Yerde, i Sunnse…

A nawet Hydros, ślepy zaułek, z którego nie ma powrotu… j Statki kosmiczne opuszczające Ziemię podążały wszędzie, gdzie można się było udać. W trakcie tej podróży światełko będące Ziemią zgasło. Lawler, przewracając się na łóżku w męczącym śnie, zobaczył jeszcze raz ten ostatni, straszliwy błysk oraz zapadającą po nim ciemność i westchnął nad losem świata, który był. Lecz nikt zdawał się nie zauważać jego odejścia byli zbyt zaabsorbowani posuwaniem się naprzód, naprzód, naprzód.

Następnego dnia Gospo Struvin przechodząc przez pokład kopnął niechlujną stertę czegoś, co wyglądało jak mokra, żółta lina, i powiedział:

— Hej, kto zostawił tutaj tę sieć?

— Mówiłem wam — wielokrotnie powtarzał później Kinverson. — Nie ufam ładnemu morzu.

A ojciec Quillan rzekł:

— Tak, choć kroczę przez dolinę cienia śmierci, nie ulęknę się żadnego zła.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Oblicza Wód»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Oblicza Wód» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Robert Silverberg - He aquí el camino
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Rządy terroru
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Poznając smoka
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Old Man
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Nature of the Place
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Reality Trip
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Songs of Summer
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Secret Sharer
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Good News from the Vatican
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Pope of the Chimps
Robert Silverberg
Отзывы о книге «Oblicza Wód»

Обсуждение, отзывы о книге «Oblicza Wód» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.