Brian Aldiss - Wiosna Helikonii
Здесь есть возможность читать онлайн «Brian Aldiss - Wiosna Helikonii» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1989, ISBN: 1989, Издательство: Iskry, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Wiosna Helikonii
- Автор:
- Издательство:Iskry
- Жанр:
- Год:1989
- Город:Warszawa
- ISBN:83-207-1204-1
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Wiosna Helikonii: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wiosna Helikonii»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Wiosna Helikonii — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wiosna Helikonii», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Laintal Ay wyrwał się klnąc i nie rozumiejąc, o czym on gada.
— Mniejsza o jutro i co tam jeszcze. Świat to dzień dzisiejszy. Ja jadę do Embruddocku.
Dosiadł ponownie jajaka i popędził go piętami. Poruszając się ospale, jak gdyby wyrwany ze snu, Aoz Roon poszedł za jego przykładem.
Szarość mętniała, jakby zachodziła w niej fermentacja. Po godzinie Freyr był w połowie zeżarty i cisza aż kłuła w uszy. Dwaj jeźdźcy mijali zastygłe w pomroce grupki. W dalszej drodze zauważyli zbliżającego się pieszo mężczyznę. Biegł wolno, lecz miarowo, pracując nogami i rękami. Przystanął na szczycie wzniesienia i wlepił w nich oczy, w każdej chwili gotów do ucieczki. Laintal Ay położył prawicę na rękojeści miecza. Nawet w tej szarówce nie można było się pomylić co do tej korpulentnej postaci, grzywy włosów i widlastej brody sowicie upstrzonej siwizną. Laintal Ay zawołał go po imieniu i spiął wierzchowca.
Raynil Layan potrzebował dłuższej chwili na przekonanie się o tożsamości Laintala Aya, jeszcze dłuższej, żeby rozpoznać kościstego Aoza Roona z martwym spojrzeniem. Wielkim łukiem ominąwszy rogi jajaka złapał Laintala Aya lepką dłonią za nadgarstek.
— Jeszcze jeden krok, a dołączę do moich przodków. Wy dwaj przeszliście gorączkę kości i żyjecie. Ja mogę nie mieć tyle szczęścia. Mówią, że wysiłek fizyczny wszystko pogarsza… wysiłek z kobietą albo przy czymś innym. — Złapał się za zdyszaną pierś. — Oldorando przeżarła zaraza. Nie uciekłem w porę, taki ze mnie dureń. To właśnie głoszą te okropne znaki na niebie. Grzeszyłem… chociaż bynajmniej nie aż tak, jak ty, Aozie Roonie. Ci nabożni pielgrzymi mówili prawdę. Przyzywają mnie mamiki.
Siadł na ziemi sapiąc i ściskając głowę z rozpaczy. Łokieć wsparł na sakwie.
— Mów, co słychać w mieście — niecierpliwie rzekł Laintal Ay.
— Nie pytaj o nic, daj mi spokój… Daj mi umrzeć.
Laintal Ay zsunął się z siodła i kopnął lorda mennicy w tyłek.
— Co w mieście… poza zarazą? — Raynil Layan podniósł zaczerwienioną twarz.
— Wojna domowa. Jakby nie dość było plagi moru, twój szanowny przyjaciel, drugi lord Zachodniego Stepu, próbuje zająć miejsce Aoza Roona. Boleję nad naturą ludzką. — Zanurzywszy garść w mieszku zawieszonym u pasa, wydobył kilka błyszczących monet, świeżo wybitych roonów z własnej mennicy. — Pozwól, że odkupię twojego jajaka, Laintalu Ayu. Chyba nie jest ci potrzebny o godzinę drogi od domu. A mnie jest…
— Opowiedz mi więcej, zgniłku. Co z Dathką, nie żyje?
— Kto wie? Pewnie i nie żyje do tej pory… Wyjechałem zeszłej nocy.
— A fagorze komponenty przed nami! Jak je przeszedłeś — opłacając drogę?
Raynil Layan machnął jedną ręką, drugą chowając swoje pieniądze.
— Mnóstwo ich pomiędzy nami a miastem. Miałem przewodnika Madisa, który je wymijał. Kto może wiedzieć, co knują te śmierdziele. — Jakby coś sobie nagle przypomniawszy, dodał: — Wiedz, że wyjechałem nie ze względu na siebie, rzecz jasna, ale dla dobra tych, których miałem obowiązek chronić. Inni z mej grupy zostali w tyle. Ograbiono nas z mustangów, ledwo wczoraj wyjechaliśmy z miasta, więc nasz pochód…
Warcząc jak dziki zwierz Laintal Ay złapał go za klapy i postawił na nogi.
— Inni? Inni? Kto jest z tobą? Kogoś zostawił i dał nogę, ty dęty pęcherzu? Zostawiłeś Vry?
Raynil Layan skrzywił się.
— Puść mnie. Ona woli swoją astronomię. Przykre, ale prawdziwe. Została w mieście. Bądź mi wdzięczny, Laintalu Ayu, ja uratowałem twoich przyjaciół, a właściwie rodzinę twoją i Aoza Roona. Więc oddaj w moje ręce swego okropnego jajaka…
— Później się z tobą porachuję.
Pyrgnąwszy Raynilem Layanem wskoczył na grzbiet wierzchowca. Ostro popędzając pokonał wzniesienie i nawołując ruszył ku następnemu. W synklinie pod szczytem znalazł ukrytych troje ludzi z małym chłopcem. Madiski przewodnik leżał z twarzą wciśniętą w stok, wciąż strwożony stygmatami nieba. Dol, kurczowo tuląca Rastila Roona, i Oyre były przy nim. Chłopiec płakał. Obie kobiety z przerażeniem wlepiały oczy w Laintala Aya, który zsiadł z wierzchowca i zbliżał się do nich. Poznały go dopiero, gdy przygarnął je do siebie, wołając po imieniu.
Oyre także przeszła przez igielne ucho gorączki. Oboje stali nie mogąc się sobie napatrzyć, śmiechem i okrzykami witając swe skóry i kości. Wtem Oyre wybuchnęła płaczem i śmiechem jednocześnie i wtuliła się w jego ramiona. Tak splecionych twarz przy twarzy zastał Aoz Roon, który ujął pulchną rączkę syna i ramieniem opasał Dol. Łzy płynęły mu po wymizerowanych policzkach.
Kobiety pokrótce opowiedziały o ostatnich, tragicznych wydarzeniach w Oldorarido, a Oyre opisała Laintalowi Ayowi zakończoną niepowodzeniem próbę przejęcia władzy przez Dathkę. Dathka nadal przebywał w mieście, podobnie jak wielu innych. Kiedy Raynil Layan przyszedł do Oyre i Dol z propozycją zabrania ich w bezpieczne miejsce, przystały na to. Co prawda podejrzewały, że pragnie wynieść cało własną skórę z miasta, ale z obawy, że Rastii Roon może złapać plagę, zgodziły się bez wahania i wyruszyły z nim w wielkim pośpiechu. Z powodu niedoświadczenia Raynilą Layana już na samym początku rabusie borlieńscy okradli ich z dobytku i wierzchowców.
— A fagory? Zaatakują miasto?
Kobiety nie umiały powiedzieć nic ponad to, że miasto wciąż trwa, pomimo chaosu w obrębie murów. Lecz kiedy się wymykały, pod murami rzeczywiście stanęły nieprzeliczone hordy strasznych fugasów.
— Będę musiał wrócić.
— To ja wracam z tobą… nie opuszczę cię więcej, mój — drogi — powiedziała Oyre. — Raynil Layan może robić, co mu się podoba. Dol i chłopiec zostają z ojcem.
Kiedy tak gawędzili wśród uścisków, dym rozsnuł się od zachodu ponad niziną. Zbyt zajęci, zbyt szczęśliwi, nic nie spostrzegli.
— Widok syna przywraca mi życie — rzekł Ąoz Roon, przygarnąwszy dziecko i otarłszy rękawem oczy. — Dol, jeśli możesz puścić w niepamięć to, co było, od dziś znajdziesz we mnie lepszego — męża.
— Wyrażasz skruchę, ojcze — powiedziała Oyre. — Ja pierwsza winnam to uczynić. Teraz wiem, jak samowolnie zachowywałam się wobec Laintala Aya i w rezultacie omal go nie utraciłam.
Widząc łzy w jej oczach Laintal Ay bezwiednie wspomniał swoją snoktruiksę z królestwa pod radżababami i przyszło mu na myśl, że tylko dzięki temu, że Oyre omal go nie utraciła, mogli się teraz nawzajem odnaleźć. Utulił ją, lecz wyrwała się z jego objęć.
— Wybacz mi, a będę twoja… i nigdy już taka samowolna, przysięgam.
Z uśmiechem przyciągnął ją znów do siebie.
— Zachowaj odrobinę woli. Jest potrzebna. Musimy się jeszcze wiele nauczyć i musimy się zmienić, tak jak zmieniają się czasy. Wdzięczny ci jestem za twą mądrość, za to że zmusiłaś mnie do działania.
Przylgnęli do siebie czule, kurczowo czepiając się swych wychudzonych ciał, całując kruche wargi.
Madis przewodnik wracał do przytomności. Powstał przyzywając Raynila Layana, lecz mistrz menniczy dał nogę. Dymy gęstniały, mieszając swoje popioły z popielatą barwą nieba. Aoz Roon zaczął opowiadać Dol o swych przejściach na wyspie, ale Laintal Ay mu przerwał.
— Jesteśmy znów razem, co zakrawa na cud. Jednak Oyre i ja musimy wracać do Embruddocku. Z pewnością tam nas potrzebują.
Para strażników zniknęła za chmurami. Dął wiatr, niepokojąc porywami nizinę. To właśnie ten wiatr, wiejący od Embruddocku, rozsnuwał wici pożaru. Dym był już gęstszy niż chmury. Jak całun osnuł wszystkie żywe istoty — przyjaciół i wrogów — rozproszone po nizinie. Spowił wszystko. Z dymem napływał swąd spalenizny. Hen w górze leciały na wschód stada gęsi.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Wiosna Helikonii»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wiosna Helikonii» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Wiosna Helikonii» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.