Brian Aldiss - Wiosna Helikonii

Здесь есть возможность читать онлайн «Brian Aldiss - Wiosna Helikonii» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1989, ISBN: 1989, Издательство: Iskry, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Wiosna Helikonii: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wiosna Helikonii»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Dwa tysiące pięćset ziemskich lat liczy helikoński rok. Zima to żywioł fagorów, lato to czas ludzi. Wiosna to wojna. Wiosna to gorączka kości.

Wiosna Helikonii — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wiosna Helikonii», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Myślałem, że będziesz się bała wyjść za mną.

— Ciekawość jest silniejsza od strachu. Mamy tylko chwilkę.

— Daj mi tutaj, pod schodami. W tym kącie, spójrz.

— Na stojąco, Faralinie Ferdzie?

— Pomacaj, panno — stoi, czy nie?

Przylgnęła do niego z westchnieniem, łapiąc za to, co jej oburącz podsunął. Jej słodki oddech przypomniał mu wszystkie spędzone z nią chwile.

— No to zajrzyjmy pod te schody.

Postawiła świecę na podłodze. Rozpięła stanik sukni, obnażając przed nim wspaniałe piersi. Objąwszy ją ramieniem i całując namiętnie, zaciągnął kobietę do kąta.

Tam ich zaskoczyło dwunastu ludzi pod wodzą Dathki, którzy wtargnęli z ulicy niosąc zapalone pochodnie i gołe miecze. Mimo oporu wywleczono Farayl Musk i Faralina Ferda spod schodów. Ledwo zdążyli podopinać na sobie ubrania, gdy wepchnięto ich z powrotem do sali biesiadnej, gdzie reszcie namiestnictwa zaglądały już w oczy głownie mieczy.

— To nie żadne bezprawie — powiedział Dathka, popatrując na nich tak, jak wilk popatruje na koźlę aranga. — Biorę w swoje ręce rządy w Embruddocku do czasu powrotu prawowitego lorda, Aoza Roona. Jestem odsuniętym od władzy, lecz służbą najstarszym namiestnikiem. Zamierzam dopilnować żeby miasto miało właściwą obronę przed najeźdźcami.

Raynil Layan stał tuż za nim, miecz miał w pochwie.

— A ja popieram Dathkę Dena — odezwał się głośno, — Niech żyje lord Dathka Den.

Wzrok Dathki padł na siedzącego w cieniu Tantha Eina. Starszy z pary namiestników nie powstał z całą resztą. Sredział spokojnie na swym miejscu u szczytu stołu, złożywszy ręce na poręczach fotela.

— Śmiesz mi urągać! — krzyknął Dathka i wzniósłszy miecz doskoczył do siedzącego. — Wstawaj, gnojku!

Tanth Ein ani się poruszył, jeśli pominąć skurcz bólu, jaki przebiegł mu po twarzy, i odrzucenie głowy do tyłu. Zaczął wywracać oczyma. Dathka kopnął fotel, a wówczas Tanth Ein osunął się sztywny na podłogę, nie próbując nawet powstrzymać upadku.

— Gorączka kości! — zawołał ktoś. — Dopadła nas!

Farayl Musk podniosła krzyk.

Do rana śmierć skosiła kolejne dwie ofiary i nad Oldorandem znów powiało spalenizną. Tanth Ein leżał w domu zdrowia pod opieką nieustraszonej Mamy Bikinki. Mimo lęku przed zarazą na ulicy Nadbrzeżnej zebrał się duży tłum, aby wysłuchać, jak Dathka publicznie proklamuje swoje panowanie. Niegdyś tego rodzaju zgromadzenia odbywały się pod wielką wieżą. Owe dni przeminęły bezpowrotnie. Ulica Nadbrzeżna była przestronniejsza i wytworniejsza. Po Jednej stronie kilka jatek znaczyło brzeg rzeki. — Tam — jak dawniej — dumnie stąpały gęsi, świadome swoich starożytnych przywilejów. Drugą stronę ulicy zajmował rząd nowych budynków, za którymi sterczały pradawne wieże. Tu stała publiczna trybuna.

Na trybunie stał Raynil Layan, przestępując z nogi na nogę, obok niego Faralin Ferd ze skrępowanymi z tyłu rękami i sześciu młodych wojowników ze straży przybocznej Dathki, zbrojnych w schowane do pochew miecze i włócznie i mierzących tłum ponurymi spojrzeniami. W ciżbie krążyli sprzedawcy ziołowych amuletów. Pielgrzymi poborcy też tu byli, odziani w charakterystyczne czarno-białe szaty, również zbrojni, tyle że w transparenty nawołujące do pokuty. Dzieciaki harcowały na obrzeżach tłumu, naśmiewając się z poczynań dorosłych.

Z gwizdnięciem Świstka Czasu na trybunę wszedł Dathka i z miejsca przemówił do zebranych.

— Biorę na siebie brzemię władzy dla dobra miasta — rzekł.

Jakby opadła z niego dawna maska milczka. Mówił ze swadą. A jednak stał niemalże bez ruchu, bez gestów, nie korzystając z pomocy ciała w przekazywaniu treści słów, jak gdyby nawyk milczenia opuścił tylko jego język.

— Nie pragnę zastąpić prawdziwego władcy Embruddocku, Aoza Roona. Kiedy on wróci — jeśli wróci — to, co prawnie jest lorda, zostanie lordowi prawnie zwrócone. Ja jestem jego legalnym namiestnikiem. Ci, których postawił u władzy, podeptali jego dar, cisnęli do rynsztoka. Nie mogłem patrzeć na to z założonymi rękami. Trzeba nam prawości w tych ciężkich czasach.

— To co tam robi Raynil Layan koło ciebie, Dathka? — zawołał głos z tłumu, a po nim rnne głosy, które Dathka usiłował przekrzyczeć.

— Wiem, że macie mnóstwo skarg. Wysłucham ich później — teraz wy mnie wysłuchajcie. Osądźmy samozwańczych namiestników Aoza Roona. Elin Tal miał odwagę pójść za swoim lordem w dzikie ostępy. Dwa szczury pozostały w domu. Tanth Ein ma gorączkę w nagrodę. Tu stoi trzeci z nich, najgorszy, Faralin Ferd. Popatrzcie, jak trzęsie portkami. Czy on w ogóle zwracał na was uwagę? Był zbyt zajęty swoimi lubieżnymi uciechami po kątach. Jestem łowcą, jak wam wiadomo. Z Laintalem Ayem, ujarzmiliśmy zachodnie stepy. Faralin Ferd umrze od moru, tak jak jego kompan. Chcecie, aby rządziły wami trupy? Ja moru nie złapię. Zarażamy się przy spółkowaniu, ja zaś trzymam się od tych rzeczy z daleka. Działalność rozpocznę od przywrócenia wart wokół Embruddocku i szkolenia należytej armii. Żyjąc tak, jak żyjemy, aż się prosimy, żeby wpaść w łapy pierwszych lepszych napastników — ludzi czy nieludzi. Lepiej zginąć w boju niż w łóżku.

Ta ostatnia uwaga wzbudziła falę zaniepokojenia. Dathka przerwał, mierżąc tłum spojrzeniem. Oyre i Dol stały w ciżbie. Dol z Rastilem Roonem na ręku. Korzystając z przerwy Oyre głośno zawołała:

— Samozwaniec! A w czym ty jesteś lepszy od Tantha Eina albo Raynila Layana?

Dathka podszedł do brzegu trybuny.

— Niczego nie kradnę. Podniosłem to, co wyrzucono. — Palcem wskazał Oyre. — Ty pośród wszystkich ludzi, jako naturalna córka Aoza Roona, powinnaś wiedzieć, że oddam twemu ojcu, co jego, gdy powróci. On chciałby, żebym tak postąpił.

— Nie możesz mówić za Aoza Roona, kiedy go nie ma.

— Mogę i mówię.

— No to źle mówisz.

Inni, którym ta sprzeczka w» ogóle niewiele mówiła i których niewiele obchodził Aoz Roon, też zaczęli gromkimi głosy wykrzykiwać swoje pretensje. Ktoś cisnął jakimś zgniłkiem. Straż wdała się w nieskuteczną przepychankę z tłumem. Z twarzy Dathki odpłynęła krew. Wzniósł nad głowę pięść, nie panując nad sobą.

— Dobrze, hołoto, to ja teraz powiem publicznie coś o czym zawsze milczałem. Nie boję się. Tak bardzo szanujecie Aoza Roona, taki on dla was wspaniały, a ja wam powiem, co to za człowiek. Był mordercą. Gorzej — był dwukrotnym mordercą.

Zamilkli, obracając ku niemu morze głów. Dygotał teraz, świadom, na co się porwał.

— Jak wam się wydaje, że Aoz Roon doszedł do władzy? Przez mord, krwawy mord ciemną nocą. Są wśród was tacy, którzy przypomną sobie Nahkriego i Klilsa, synów starego Dresyla z minionych dni. Nahkri z Klilsem panowali, kiedy Embruddock był zaledwie wiejskim podwórkiem. Pewnej ciemnej nocy Aoz Roon — młody natenczas — zrzucił obu braci ze szczytu Wielkiej Wieży, kiedy sobie podchmielili. Podwójna zbrodnia. A kto był tego świadkiem, kto to wszystko widział? Ja widziałem… i ona — jego nieślubna córka.

Oskarżycielskim gestem wskazał smukłą postać Oyre, z przerażeniem tulącą się teraz do Dol.

— Zwariował — krzyknął jakiś dzieciak z końca tłumu. — Dathka zwariował!

Jedni z gapiów uchodzili, inni nadbiegali. Powstały tumult przerodził się w bójkę na stronie. Raynil Layan usiłował zapanować nad tłumem, potężnym — jak na swoją wątłą postać — głosem wykrzykując:

— Pomóżcie nam, to my wam pomożemy! Obronimy Oldorando!

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Wiosna Helikonii»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wiosna Helikonii» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Brian Aldiss - Helliconia
Brian Aldiss
Brian Aldiss - Non-Stop
Brian Aldiss
Brian Aldiss - Helliconia Summer
Brian Aldiss
Brian Aldiss - Helliconia Winter
Brian Aldiss
Brian Aldiss - Helliconia Spring
Brian Aldiss
Brian Aldiss - Frankenstein Unbound
Brian Aldiss
Brian Aldiss - Forgotten Life
Brian Aldiss
Brian Aldiss - Dracula Unbound
Brian Aldiss
Отзывы о книге «Wiosna Helikonii»

Обсуждение, отзывы о книге «Wiosna Helikonii» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x