Brian Aldiss - Wiosna Helikonii

Здесь есть возможность читать онлайн «Brian Aldiss - Wiosna Helikonii» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1989, ISBN: 1989, Издательство: Iskry, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Wiosna Helikonii: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wiosna Helikonii»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Dwa tysiące pięćset ziemskich lat liczy helikoński rok. Zima to żywioł fagorów, lato to czas ludzi. Wiosna to wojna. Wiosna to gorączka kości.

Wiosna Helikonii — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wiosna Helikonii», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Przez cały ten czas Faralin Ferd ze związanymi rękoma stał w milczeniu pod strażą na tyłach trybuny. Wyczuł swą szansę.

— Precz z Dathka! — zawołał. — Nigdy nie miał poparcia Aoza Roona i nie będzie miał naszego!

Dathka obrócił się ze zwinnością łowcy, w tymże samym mgnieniu oka wyciągając zakrzywiony puginał. Skoczył na namiestnika. Gdzieś z tłumu rozległ się przeraźliwy pisk Farayl Musk, a jednocześnie wiele głosów podjęło okrzyk:

— Precz z Dathka!

Prawie natychmiast umilkły, uciszone niespodziewanym atakiem Dathki. W ciszy szybował nad wszystkim dym. Nikt się nie poruszył. Dathka stał jak skamieniały, plecami do widzów. Na chwilę również, Faralin Ferd skamieniał. Nagle zadarł głowę i wydał głuchy jęk. Krew chlusnęła mu z ust. Obwisł, wypadł z rąk straży i runął do stóp Dathki. Zahuczało od krzyków. Krew przywróciła głos całej ciżbie.

— Ty durniu, oni nas zamordują! — wrzasnął Raynil Layan. Pobiegł na tył trybuny i zeskoczył. Nim ktokolwiek zdążył go zatrzymać, już znikał w bocznym zaułku. Straż kręciła się w kółko, nie słuchając rozkazów Dathkl, podczas gdy tłum napierał na trybunę. Farayl Musk głośno domagała się uwięzienia Dathki. Widząc, że wszystko przepadło, on również zeskoczył trybuny i dał nogę. Na tyłach zbiegowiska, pod jatkami, podskakiwały wyrostki klaszcząc w dłonie z podniecenia. Tłum wszczął zamieszki, uważając je za lepszą zabawę od zabijania. Dathce nie pozostało nic innego, jak tylko sromotnie umykać.

Dysząc, sapiąc, mamrocząc bez ładu i składu, biegł wyludnionymi uliczkami, a jego trzy cienie — półcień-cień-półcień — zmieniały topologię u jego stóp. Rozpędzone myśli podobnie to puchły, to kurczyły się, gdy usiłował nie przyjmować porażki do wiadomości, wyrzygać klęskę z duszy. Minął jakichś ludzi, ich archaiczne sanie załadowane dobytkiem. Starzec prowadzący — dziecko za rękę krzyknął doń:

— Fugasy idą!

Za sobą usłyszał tupot biegnącej gromady — gromady mścicieli. Było tylko jedno miejsce, gdzie mógł znaleźć schronienie, jedna osoba, jedna nadzieja. Przeklinając Vry, biegł do niej.

Powróciła do swojej wieży. Siedziała jak w transie, świadoma — i wystraszona tą świadomością — że Embruddock zmierza do jakiegoś punktu krytycznego. Kiedy załomotał do drzwi, wpuściła go niemal z ulgą. Ani litując się, ani szydząc, stała i patrzyła, jak Dathka z łkaniem padł na jej łóżko.

— Poroniona historia — rzekła. — Gdzie Raynil Layan?

Łkał, waląc pięścią w materac.

— Przestań — powiedziała łagodniej.

Chodziła po izbie, zapatrzona w plamy na powale.

— Żyjemy poronionym życiem. Chciałabym być wolna od uczuć. Ludzie to poronione istoty. Lepiej nam się wiodło otulonym w śniegi, przemarzniętym, bez żadnej… nadziei. Chciałabym żeby istniała tylko wiedza, czysta wiedza bez żadnych uczuć.

Podniósł głowę.

— Vry…

— Nie mów do mnie. Nie masz mi nic do powiedzenia i nigdy nie miałeś, musisz się z tym pogodzić. Nie chcę słyszeć tego, co chcesz powiedzieć. Nie chcę wiedzieć, co zrobiłeś.

Gęsi na dworze podniosły ogromny raban. Z rozdziawionymi ustami siadł na łóżku.

— Jesteś tylko na pół kobietą. Jesteś zimna. Zawsze to wiedziałem, jednak nie mogłem wyzbyć się uczucia do ciebie…

Zimna ?… Ty bałwanie, we mnie gotuje się jak w radżababie. Hałas na dworze stał się głośniejszy, na tyle głośniejszy, że rozróżniali poszczególne głosy. Dathka pobiegł do okna. Ludzie napływający z pobliskich uliczek byli mu obcy. Nie dostrzegał ani jednej bliskiej twarzy, ani swoich przyjaciół, ani Raynila Layana — co go akurat nie zaskoczyło — ani jednego człowieka, którego znałby chociaż z widzenia. Dawnymi czasy znał każdą twarz w mieście. Teraz obcy żądali jego krwi. Strach ścisnął mu serce, jak gdyby jedynym pragnieniem Dathki była śmierć z ręki przyjaciela. Znienawidzony przez obcych… to było ponad jego siły. Wychylił się z okna i urągliwie pogroził pięścią, ciskając wyzwiska na ich głowy. Twarze podniosły się ku górze, rozwarły usta niemalże unisono, jak ławica ryb. Rozwarły się i zajazgotały. Opuścił pięść i cofnął się przed wrzaskiem, ani myśląc ustąpić, a jednak ustępując. Oparł się o ścianę i obejrzał swoje szorstkie dłonie, pod których paznokciami nie obeschła jeszcze krew. Dopiero gdy z dołu usłyszał głos Vry, uprzytomnił sobie, że wyszła z izby. Otworzyła drzwi wieży i teraz z cokołu przemawiała do ludzi. Tłum napierał falą, ci z tyłu dociskali, aby słyszeć. Niektórzy wznieśli szydercze okrzyki, lecz sąsiedzi szybko uciszyli krzykaczy. Ostry i dźwięczny głos Vry szybował ponad rozgorączkowanymi głowami.

— Może byście tak przystanęli i zastanowili się, co robicie! Nie jesteście zwierzętami. Spróbujcie być ludźmi. Jeśli mamy umrzeć, umrzyjmy z ludzką godnością, a nie skacząc sobie nawzajem do gardeł. Jesteście świadomi cierpienia. Zarówno cierpienie jak i świadomość to oznaki waszego człowieczeństwa. Bodaj was — bądźcie dumni i tacy umierajcie! Pamiętajmy o czekającym w dole świecie mamików, gdzie jest tylko płacz i zgrzytanie zębów, ponieważ umarli czują wstręt do własnego życia. Czy to nie straszne? Czy nie wydaje wam się, że to straszne czuć wstręt — wstręt i odrazę — do swojego własnego życia? Odmieńcie swoje własne życie od wewnątrz. Nie patrzcie na zewnętrzną pogodę, nie patrzcie, czy sypie śnieg, czy leje deszcz, czy świeci słońce — to przyjmijcie jako fakt, a dokonajcie przemiany w swoich duszach. Uczyńcie w nich pogodę. Zastanówcie się. Czy Dathka albo jego śmierć władna jest uwolnić was od osobistych kłopotów? Tylko wy możecie tego dokonać. Waszym zdaniem źle się dzieje. Muszę was ostrzec, że czeka nas jeszcze niejedna ciężka próba. Oświadczam to mając za sobą cały autorytet akademii. Jutro, jutro w samo południe, nastąpi trzecia i najgorsza z dwudziestu ślepot. Nic jej nie powstrzyma. Człowiek nie ma władzy nad niebiosami. I co wtedy zrobicie? Czy będziecie ganiać jak obłąkani po ulicach, podrzynając sobie wzajemnie gardła, rozbijając co się da, paląc to, co lepsi od was zbudowali — jakbyście byli gorsi od fagorów?! Zdecydujcie się dziś, jak plugawi, jak podli będziecie jutro!

Patrzyli po sobie, szemrali. Nikt nie krzyknął. Odczekawszy, instynktownie uchwyciła odpowiedni moment, uderzając w inny ton.

— Wiele lat temu czarodziejka Shay Tal wystąpiła z orędziem do mieszkańców Oldorando. Dobrze pamiętam jej słowa, albowiem wierzę we wszystko, co mówiła. Ofiarowała nam skarb wiedzy. Ten skarb może należeć do was, jeśli tylko starczy wam pokory i śmiałości, żeby wyciągnąć po niego dłonie. Postarajcie się zrozumieć to, co mówię. Jutrzejsza ślepota nie jest zjawiskiem nadprzyrodzonym. A czym jest? Po prostu mijaniem się dwojga strażników, owych dwu słońc, znanych wam od urodzenia. Nasz własny świat jest okrągły, tak jak okrągłe są one. Wyobraźmy sobie, jak wielką kulą musi być nasz glob, skoro z niego nie spadamy — a jednak jest on mały w porównaniu ze strażnikami. Oni wydają się bardzo mali po prostu dlatego, że są bardzo daleko. Shay Tal powiedziała też wtedy, że w przeszłości nastąpiła jakaś katastrofa. Myślę, że nie w tym rzecz. Pogłębiliśmy jej wiedzę. Wutra tak urządził ten swój wszechświat, że wszystko działa w nim na zasadzie nieustannego ruchu każdej części. Włosy wyrastają nam na głowach i ciałach tak samo, jak słońca wschodzą i zachodzą. Te zjawiska w oczach Wutry są nierozdzieine, albowiem ruch jest jeden. Nasz glob obiega w koło Bataliksę, a są jeszcze inne globy podobne naszemu i krążące podobnie. Jednocześnie Bataliksa obiega większym kołem Freyra. Musimy pogodzić się z tym, że nasze podwórko nie jest środkiem wszechświata.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Wiosna Helikonii»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wiosna Helikonii» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Brian Aldiss - Helliconia
Brian Aldiss
Brian Aldiss - Non-Stop
Brian Aldiss
Brian Aldiss - Helliconia Summer
Brian Aldiss
Brian Aldiss - Helliconia Winter
Brian Aldiss
Brian Aldiss - Helliconia Spring
Brian Aldiss
Brian Aldiss - Frankenstein Unbound
Brian Aldiss
Brian Aldiss - Forgotten Life
Brian Aldiss
Brian Aldiss - Dracula Unbound
Brian Aldiss
Отзывы о книге «Wiosna Helikonii»

Обсуждение, отзывы о книге «Wiosna Helikonii» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x