— Nieee, dziękuję. Już się umówiłem z Morgen — odpowiedział, wyciągając dłoń. — Zechce pani zatańczyć, milady? — zapytał, wysuwając jedną nogę przed siebie i zginając się w ukłonie.
— Ależ oczywiście, sir. — Morgen chwyciła jego dłoń i podniosła się z ziemi. Herzer tańczył z Morgen prawie przez godzinę, jiga, reele i inne celtyckie tańce, aż poczuł, że jeszcze trochę i padnie. Gdzieś po drodze tańczył przez chwilę z Courtney i nawet z Shilan, ale w końcu wrócił do Morgen. Po tym tańcu rudowłosa minstrelka uniosła flet w geście poddania.
— Robimy sobie teraz małą przerwę — oznajmiła tłumowi, dramatycznym gestem ścierając pot z czoła. — Wy też powinniście!
Herzer zaczął odchodzić, kiedy zauważył zbliżającego się Edmunda. Położył rękę na ramieniu Morgen, żeby ją zatrzymać i oboje przyglądali się, jak Edmund zbliża się do sceny i kiwa palcem na flecistkę. Uniosła brwi. Opinia Edmunda na temat minstreli stanowiła już temat żartów w całym mieście, więc z wyraźnie udawaną trwogą przeszła przez scenę i nachyliła się, by posłuchać, co ma do powiedzenia. Herzer nie był dostatecznie blisko, by coś usłyszeć, ale zobaczył, jak jej brwi unoszą się w zaskoczeniu, a potem kiwnęła głową, na co Edmund odpowiedział tym samym. Podszedł do brzegu sceny i skinął na kogoś w tłumie. Minstrelka zebrała resztę zespołu. Kiedy na scenę wspiął się mężczyzna z dudami, stanęła przed nimi i uniosła ręce.
— Przepraszam, ludzie, ale zostaliśmy poproszeni o wykonanie jeszcze jednego kawałka, choć nie jest to melodia do tańca — oświadczyła, śmiejąc się niewesoło. Uścisnęła dłoń dudziarza i odczekała, aż napełni miechy, po czym zaczęła dyrygować.
Herzer poczuł, jak jeży mu się skóra od drżących dźwięków dud. Słyszał już muzykę z dud i zasadniczo mu się podobała, jednak ta melodia nie przypominała niczego, co do tej pory słyszał. Sięgała głęboko w niego i dotykała czegoś w duszy, czegoś starego, dzikiego i przerażającego. Gdy do melodii dołączyła reszta zespołu, jego ramiona pokryły się gęsią skórką. A potem kobieta zaczęła śpiewać i po pierwszych słowach przepadł.
Błyska topór, śpiewa miecz,
Stalą wroga przegnaj precz.
Konie gnają, tarczy blask,
Bij Psubratów aż po Brzask.
Bitwy zgiełk, krew, pot i znój,
Walcz, by Kraj ten Został Twój.
Zadmij w róg i przegnaj strach,
Ilu Drani Poślem w Piach!
Herzer mógłby prawie przysiąc, że słyszał dźwięk uderzających w tarcze mieczy i niewyraźne dźwięki odległej bitwy. Stał jak zaczarowany, aż skończyła się piosenka, a potem z otwartymi ustami popatrzył na Morgen. Zwróciła ku niemu nieprzeniknioną twarz.
— To było niesamowite — powiedział w końcu.
— Podobało mi się — odparła, wciąż patrząc na niego z osobliwym wyrazem oczu. — Ale kiedy ty tego słuchałeś, wyglądałeś naprawdę dziwnie.
Herzer pomyślał nad tym przez chwilę, a potem kiwnął głową, z mięśniem drgającym w szczęce.
— Ktoś powiedział mi kiedyś, że wszyscy nosimy maski — rzekł cicho. — Myślę, że ta piosenka musiała zedrzeć część z moich.
Po zakończeniu pieśni, na scenę wszedł Edmund. Popatrzył na minstrelkę, kiwnął głową z uznaniem, a potem podniósł ręce nad głowę, prosząc o ciszę.
— SŁUCHAJCIE! SŁUCHAJCIE! — zaczęli pokrzykiwać niektórzy w tłumie. Na to gdzieś z tyłu zebranych senatorskim głosem ktoś huknął. — CISZA!
— Dziękuję, Serż — powiedział Edmund przy akompaniamencie chichotów. — Chciałbym przekazać kilka ogłoszeń i powiedzieć o paru sprawach. I dziękuję tym, hmm, muzykom, za ściągnięcie dla mnie waszej uwagi.
Przy luźnych śmiechach Herzer zaczął się zastanawiać nie nad tym, co mówi Edmund, ale jak. Tłum był duży i nie do końca cichy. Co więcej, nie wspomagały go żadne efekty akustyczne. A jednak zdołał nadać swojemu głosowi brzmienie, które docierało aż do samych krajów zebranego tłumu. Herzer nie był pewien, jak burmistrz tego dokonał, ale była to cholernie dobra sztuczka.
— Wielu z was bierze udział w programie zaznajamiającym, zwanym też programem uczniowskim czy nauki zawodów-ciągnął Talbot. — Ustalono wreszcie dla niego ostateczny harmonogram. Obejmuje on wszystko, oprócz ostatnich dwóch tygodni, które zostaną przeznaczone na szkolenie wojskowe, łącznie z zaznajomieniem się z długim hakiem i innymi broniami. Będzie to ostatni tydzień szkolenia, po którym dostaniecie oceny końcowe z kursów, a mistrzowie fachów będą przyjmować zgłoszenia od tych, którzy ich zdaniem mają talent w ich dziedzinie. Wtedy też będziemy przyjmować zgłoszenia do sił obronnych Raven’s Mill, a zgłaszać się będą mogły osoby, wykazujące jakieś uzdolnienia w tym kierunku. Wszyscy, niezależnie od tego, czy bierzecie udział w kursach uczniowskich, czy nie, powinniście sobie zdawać sprawę, że część zobowiązania, które podpisywaliście po przybyciu do Raven’s Mill dotycząca obrony miasta, nie stanowi tylko pustych słów. Jedną z rzeczy, nad którą bardzo intensywnie pracują kowale przez ostatnie tygodnie, jest produkcja broni, głównie włóczni. Przez ostatnie czternaście dni rada miejska pracowała nad kartą praw Raven’s Mill i zostanie ona przedstawiona w przyszłym tygodniu. Ale jednym z jej elementów, którego powinniście być świadomi, jest zastrzeżenie, że wyborcą może być wyłącznie osoba biegle posługująca się przynajmniej jednym rodzajem broni obronnej.
Słowa te wywołały falę głosów, choć nie aż tak intensywną, jak spodziewał się Herzer. Jasne było, że wielu ludzi spodziewało się włączenia takiego przepisu. Edmund podniósł ręce, prosząc o ciszę i odczekał, aż wygasła większość rozmów.
— Jedynym wyjątkiem będą osoby, które potrafią wykazać, że silne przekonania religijne lub filozoficzne uniemożliwiają im zastosowanie przemocy. W takim przypadku będziemy wymagać, żeby przeszli szkolenie w zakresie opieki nad rannymi. Wszyscy w tym mieście będą gotowi go bronić. Wielu z was przemocą odebrano waszą własność w trakcie podróży tutaj. Inni mieli jeszcze poważniejsze problemy — mówił dalej, przesuwając wzrokiem po ludziach w tłumie. — Historycznie rzecz biorąc, kiedy tylko bandyci zorientują się, że interes na drogach robi się kiepski, zaczną atakować miasta. Będziemy przygotowani do obrony. Aby to podkreślić, Sheida Ghorbani przygotowuje konwent konstytucyjny, planując odtworzyć Unię Północnoamerykańską. Uważam, i bardzo mocno bronię swojego w tym zakresie stanowiska, a Sheida i inni członkowie rady zgadzają się ze mną, że wymaganie bycia zdolnym do obrony siebie i społeczności powinno stanowić uniwersalne prawo Unii Północnoamerykańskiej. Faktem jest, że znajdujemy się w stanie wojny domowej. W tej chwili wydaje się może, że nic takiego się nie dzieje, ale równocześnie z naszym organizowaniem się i przygotowaniami, organizują się i mobilizują stronnicy Paula. W tej chwili Rada walczy między sobą, ale w tej bitwie doszło do sytuacji patowej. Tak więc z czasem przyjdą po nas. I będziemy na to gotowi. Wszystkich was spotkało wiele trudności i może uznacie, że to zbyt ponure wizje jak na dzień przeznaczony na świętowanie, jednak to ważne uwagi rzeczy, o których wszyscy powinniśmy pamiętać. I w związku z nimi właśnie podejmować osobiste decyzje. Tak, że kiedy przyjdzie czas na głosowanie w tych sprawach, byście mogli głosować, kierując się wiedzą i zrozumieniem.
Nie było osoby, która nie słuchałaby tych słów w najgłębszym skupieniu. — I prawdę mówiąc, to już dość na was w tej chwili zrzuciłem. Powinniście mieć wystarczająco dużo tematów do dyskusji — zakończył z uśmiechem. — Tak więc jak tylko ci… hm… muzykanci odzyskają oddech, możecie się znów wszyscy dobrze bawić. Powodzenia. — Znów machnął rękami i zaczął schodzić ze sceny, ale odwrócił się i uniósł ręce. — Och, a przy okazji, to wymaganie dotyczy również minstreli! — To wywołało ogólny śmiech.
Читать дальше