John Ringo - Tam będą smoki

Здесь есть возможность читать онлайн «John Ringo - Tam będą smoki» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 2005, ISBN: 2005, Издательство: ISA, Жанр: Фантастика и фэнтези, Боевая фантастика, Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Tam będą smoki: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Tam będą smoki»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Akcja powieści osadzona jest kilka tysiącleci w przyszłość, kiedy to ludzie żyją w stworzonej przez siebie utopii. Pojęcia takie jak praca czy ubóstwo dawno zostały zapomniane, a dzięki niezwykle zaawansowanej technologii medycznej, ludzie żyją po kilkaset lat i dowolnie formują swoje ciała przyjmując postać zwierząt czy wyimaginowanych stworzeń. Ich jedynym zmartwieniem jest wyszukiwanie coraz to nowszych rozrywek, m.in. poprzez toczenie potyczek z orkami w wirtualnej rzeczywistości czy też uprawianie rekreacjonizmu, czyli odtwarzanie sposobu życia w wybranym okresie historycznym.

Tam będą smoki — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Tam będą smoki», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Podczas gdy przyglądał się ludziom na zewnątrz, rozważając przy tym swoją sytuację finansową, dziewczyna, z którą rozmawiał przy wydawaniu posiłku podeszła do niego i usiadła na ławce po drugiej stronie stołu, zasłaniając widok i sprowadzając go do tu i teraz.

Teatralnym gestem powachlowała twarz dłonią i westchnęła, uśmiechając się do niego.

— Ciężka praca? — zapytał Herzer, zgarniając z miski resztki kaszki.

— Ach! Ominęło cię, wcześniej było tu istne szaleństwo! — powiedziała, znów się wachlując, choć na jej twarzy nie widać było potu. — Ale za pracę dziś rano mam wolne całe popołudnie i jutrzejszy ranek. Dzień dobry, Morgen Kirby przedstawiła się, wyciągając rękę przez stół.

— Herzer Herrick — odparł chłopak, ujmując jej dłoń. Była cudownie ciepła.

Herzer Herrick — powtórzyła, smakując dźwięk na języku. — Her-zer Herrick! Ma w sobie cudownie męskie brzmienie!

— Cóż, jesteś pierwszą osobą, która mi to mówi — roześmiał się chłopak. — A więc czym zarabiasz na swoje żetony, Herzerze Herricku?

— Jestem w programie nauki zawodu — wyjaśnił, dojadając resztki śniadań Większość tłumu oddryfowała gdzieś, a byli dostatecznie blisko strumienia, że dochodził do nich łagodny szmer wody i przyjemnie chłodny powiew. Herzer był przekonany, że mógłby tu siedzieć bez końca, zwłaszcza jeśli oznaczałoby to, że nie musi już ścinać żadnych drzew. I naprawdę nie miał ochoty nawet myśleć o powrocie do pracy.

— Może też powinnam się tam udać — zastanowiła się. — Nie zamierzam przez resztę życia pracować w kuchni. Tylko popatrz na te dłonie — dodała, wyciągając je przed siebie.

W pierwszej chwili Herzer pomyślał, że były całkiem zgrabne i ogólnie ładne. Ale był dość pewien, że miała na myśli fakt, że skóra zaczerwieniła się i lekko popękała. Raczej więc nie wchodziło w grę powiedzenie „jak dla mnie wyglądają całkiem dobrze”.

— Jeśli nigdy już nie umyję kolejnej miski w całym swoim życiu, to nie wiem, czy to wystarczy — powiedziała, wstrząsając się z niesmakiem.

Coś, coś… Herzer przez chwilę grzebał we wspomnieniach. Która to była roślina? Bast powiedziała coś w trakcie ich spaceru… Miało szerokie liście… i fioletowe kwiatki, jeśli dobrze zapamiętał.

— Mogę znać coś, co by ci na to pomogło. — Obrócił jedną z jej dłoni i przesunął palcem po wierzchu, na co Morgen zareagowała uroczym drgnięciem.

— Naprawdę? — zapytała ochryple, po czym odchrząknęła. — Miałyśmy jakiś olej, którym je smarowałam, ale to wiele nie pomagało.

— No cóż, nie wydaje mi się, żeby to pomogło na trwale — zauważył w zamyśleniu Herzer. — Ale trochę powinno pomóc. To roślina… i musiałbym jej poszukać…

— Gdzie?

— W lesie, nad strumieniem, gdzie jest ciemno i wilgotno. Będę musiał wyjść wyżej między wzgórza, poza oczyszczony teren.

— Głębiej w las? — zapytała z powątpiewaniem i rysującym się na twarzy zaskoczeniem.

— Tak — potwierdził Herzer, unosząc brew. — Czemu?

— Cóż… ludzie nie chodzą teraz za dużo do lasu. Wiesz, że tam są dzikie zwierzęta?

— Tak.

— Są tam tygrysy, lamparty i pumy?

Herzer zastanowił się nad tym przez chwilę, potem wzruszył ramionami.

— Jeszcze mnie nic nie zjadło.

— Och. Kiedy planujesz się tam wybrać?

— Nie mam nic lepszego do zrobienia, więc pewnie pójdę teraz.

— Cóż, jeśli poczekasz, aż skończymy z naczyniami ze śniadania, mogłabym wybrać się z tobą.

— Nie boisz się bycia zjedzoną? — zapytał Herzer, a potem szybko dodał: — Przez tygrysa?

— Nie przy tobie — odpowiedziała.

— Cóż… chyba mogę trochę poczekać.

Uśmiechnęła się i zabrała jego tacę, zanosząc ją do kuchni, wyraźnie kołysząc przy tym biodrami.

Dobra, pomyślał Herzer. Jak to było z tym końcem świata?

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI

Kiedy Herzer wracał późnym popołudniem do miasta, jego koszyk był w połowie zajęty przez lekko wilgotny koc, druga część aż kipiała od wiosennej zieleniny. Odkrył sporą kolonię szparagów i dość słodkich liści na sporą ilość sałatki. Udało mu się też znaleźć krzewy kudzi porastające kamienne osypisko, a przy niewielkim oczku wodnym u podstawy osypiska odkryli różne fascynujące rzeczy, które można było robić z sokiem z kudzi.

Gdy wrócili do miasta, przekonali się, że spora jego część opustoszała. Większość mieszkańców zebrała siew okolicy dawnego terenu Jarmarku, u podnóża wzgórz na północ od miasta.

— Chodź. — Morgen wzięła go za rękę. — Zaczęły się tańce.

— Och. Boże.

— Nie bądź dzieckiem — żachnęła się. — Wszystko, co musisz robić, to ruszać nogami!

Jeden z końców pola otoczono linami i ustawiono tam scenę. Z niej grupa minstreli, łącznie z rudowłosą dziewczyną, którą Herzer widział poprzedniego wieczora, grała teraz szybkiego jiga. Tańczyła całkiem duża gromadka, ale większość ludzi skupiała się w niewielkich grupkach, przyglądając się i rozmawiając. W okolicy leżało trochę pni pozostałych po ścinaniu lasu, postawiono też kilka stołów na kozłach, ale zebrani przeważnie usadowili się wprost na ziemi albo na nie wykarczowanych jeszcze pniakach. Herzer i Morgen, trzymając się za ręce, weszli w tłum, szukając miejsca, by usiąść, albo kogoś znajomego. Nie zaskoczyło go, że to właśnie Morgen pierwsza kogoś wypatrzyła. Pomachała do dwóch kobiet stojących obok siebie z założonymi rękami i pociągnęła Herzera, żeby go przedstawić.

Jedna z nich wyglądała na odrobinę starszą, była niska i miała więcej wypukłości niż dopuszczała aktualna moda i ostre rysy twarzy. Jej długie, ciemne włosy były mocno pofalowane, a w lekko wilgotnym powietrzu ich końce skręcały się w loki. Przyjrzała się Morgen i Herzerowi wyrachowanym spojrzeniem drapieżnika oceniającego ofiarę. Młodsza z kobiet, nieco wyższego niż przeciętnie u kobiet wzrostu, miała standardowy, modny wygląd: żadnych bioder, piersi i pośladków. Spojrzała na Herzera i Morgen z twarzą bez wyrazu, a potem odwróciła wzrok.

— Cześć — odezwała się Morgen, kłaniając się. — Crystal — zwróciła się do starszej kobiety. — To Herzer Herrick. Herzer, Crystal Looney.

Herzer wyciągnął rękę, ale kobieta tylko kiwnęła mu głową, ręce wciąż trzymając złożone. Jeśli można było w ogóle mówić o jakimś wyrazie jej twarzy, to było to lekceważenie. Herzer cofnął rękę i ostentacyjnie schował ją za plecami, kłaniając się z uśmiechem.

Miło cię poznać. Crystal, tak? — powiedział.

— Shelly? — po chwili odezwała się Morgen, obracając się do drugiej kobiety. — To jest Herzer. Herzer, Shelly Coleman.

Herzer tym razem nawet nie próbował wyciągać ręki. Po prostu skłonił się w stronę kobiety, która odpowiedziała lekkim skinięciem i wróciła do przyglądania się tańcom.

Morgan zaczerwieniła się z powodu ewidentnego odrzucenia, a potem uśmiechnęła się niepewnie.

— No i co porabiacie? — zapytała.

Crystal wyglądała, jakby nie potrafiła uwierzyć w pytanie.

— Przyglądamy Się Tańcom — wycedziła, wolno i dystyngowanie. Morgen znów się zaczerwieniła, a Herzer kiwnął głową. Złapał ją za ramię i przyciągnął do siebie.

Miło było was poznać, drogie panie — rzekł ze starannie maskowaną nieszczerością. — Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy. — Wziął Morgen za rękę i odszedł, zmuszając ją do tego samego.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Tam będą smoki»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Tam będą smoki» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Tam będą smoki»

Обсуждение, отзывы о книге «Tam będą smoki» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.