Podczas gdy przyglądał się ludziom na zewnątrz, rozważając przy tym swoją sytuację finansową, dziewczyna, z którą rozmawiał przy wydawaniu posiłku podeszła do niego i usiadła na ławce po drugiej stronie stołu, zasłaniając widok i sprowadzając go do tu i teraz.
Teatralnym gestem powachlowała twarz dłonią i westchnęła, uśmiechając się do niego.
— Ciężka praca? — zapytał Herzer, zgarniając z miski resztki kaszki.
— Ach! Ominęło cię, wcześniej było tu istne szaleństwo! — powiedziała, znów się wachlując, choć na jej twarzy nie widać było potu. — Ale za pracę dziś rano mam wolne całe popołudnie i jutrzejszy ranek. Dzień dobry, Morgen Kirby przedstawiła się, wyciągając rękę przez stół.
— Herzer Herrick — odparł chłopak, ujmując jej dłoń. Była cudownie ciepła.
— Herzer Herrick — powtórzyła, smakując dźwięk na języku. — Her-zer Herrick! Ma w sobie cudownie męskie brzmienie!
— Cóż, jesteś pierwszą osobą, która mi to mówi — roześmiał się chłopak. — A więc czym zarabiasz na swoje żetony, Herzerze Herricku?
— Jestem w programie nauki zawodu — wyjaśnił, dojadając resztki śniadań Większość tłumu oddryfowała gdzieś, a byli dostatecznie blisko strumienia, że dochodził do nich łagodny szmer wody i przyjemnie chłodny powiew. Herzer był przekonany, że mógłby tu siedzieć bez końca, zwłaszcza jeśli oznaczałoby to, że nie musi już ścinać żadnych drzew. I naprawdę nie miał ochoty nawet myśleć o powrocie do pracy.
— Może też powinnam się tam udać — zastanowiła się. — Nie zamierzam przez resztę życia pracować w kuchni. Tylko popatrz na te dłonie — dodała, wyciągając je przed siebie.
W pierwszej chwili Herzer pomyślał, że były całkiem zgrabne i ogólnie ładne. Ale był dość pewien, że miała na myśli fakt, że skóra zaczerwieniła się i lekko popękała. Raczej więc nie wchodziło w grę powiedzenie „jak dla mnie wyglądają całkiem dobrze”.
— Jeśli nigdy już nie umyję kolejnej miski w całym swoim życiu, to nie wiem, czy to wystarczy — powiedziała, wstrząsając się z niesmakiem.
Coś, coś… Herzer przez chwilę grzebał we wspomnieniach. Która to była roślina? Bast powiedziała coś w trakcie ich spaceru… Miało szerokie liście… i fioletowe kwiatki, jeśli dobrze zapamiętał.
— Mogę znać coś, co by ci na to pomogło. — Obrócił jedną z jej dłoni i przesunął palcem po wierzchu, na co Morgen zareagowała uroczym drgnięciem.
— Naprawdę? — zapytała ochryple, po czym odchrząknęła. — Miałyśmy jakiś olej, którym je smarowałam, ale to wiele nie pomagało.
— No cóż, nie wydaje mi się, żeby to pomogło na trwale — zauważył w zamyśleniu Herzer. — Ale trochę powinno pomóc. To roślina… i musiałbym jej poszukać…
— Gdzie?
— W lesie, nad strumieniem, gdzie jest ciemno i wilgotno. Będę musiał wyjść wyżej między wzgórza, poza oczyszczony teren.
— Głębiej w las? — zapytała z powątpiewaniem i rysującym się na twarzy zaskoczeniem.
— Tak — potwierdził Herzer, unosząc brew. — Czemu?
— Cóż… ludzie nie chodzą teraz za dużo do lasu. Wiesz, że tam są dzikie zwierzęta?
— Tak.
— Są tam tygrysy, lamparty i pumy?
Herzer zastanowił się nad tym przez chwilę, potem wzruszył ramionami.
— Jeszcze mnie nic nie zjadło.
— Och. Kiedy planujesz się tam wybrać?
— Nie mam nic lepszego do zrobienia, więc pewnie pójdę teraz.
— Cóż, jeśli poczekasz, aż skończymy z naczyniami ze śniadania, mogłabym wybrać się z tobą.
— Nie boisz się bycia zjedzoną? — zapytał Herzer, a potem szybko dodał: — Przez tygrysa?
— Nie przy tobie — odpowiedziała.
— Cóż… chyba mogę trochę poczekać.
Uśmiechnęła się i zabrała jego tacę, zanosząc ją do kuchni, wyraźnie kołysząc przy tym biodrami.
Dobra, pomyślał Herzer. Jak to było z tym końcem świata?
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI
Kiedy Herzer wracał późnym popołudniem do miasta, jego koszyk był w połowie zajęty przez lekko wilgotny koc, druga część aż kipiała od wiosennej zieleniny. Odkrył sporą kolonię szparagów i dość słodkich liści na sporą ilość sałatki. Udało mu się też znaleźć krzewy kudzi porastające kamienne osypisko, a przy niewielkim oczku wodnym u podstawy osypiska odkryli różne fascynujące rzeczy, które można było robić z sokiem z kudzi.
Gdy wrócili do miasta, przekonali się, że spora jego część opustoszała. Większość mieszkańców zebrała siew okolicy dawnego terenu Jarmarku, u podnóża wzgórz na północ od miasta.
— Chodź. — Morgen wzięła go za rękę. — Zaczęły się tańce.
— Och. Boże.
— Nie bądź dzieckiem — żachnęła się. — Wszystko, co musisz robić, to ruszać nogami!
Jeden z końców pola otoczono linami i ustawiono tam scenę. Z niej grupa minstreli, łącznie z rudowłosą dziewczyną, którą Herzer widział poprzedniego wieczora, grała teraz szybkiego jiga. Tańczyła całkiem duża gromadka, ale większość ludzi skupiała się w niewielkich grupkach, przyglądając się i rozmawiając. W okolicy leżało trochę pni pozostałych po ścinaniu lasu, postawiono też kilka stołów na kozłach, ale zebrani przeważnie usadowili się wprost na ziemi albo na nie wykarczowanych jeszcze pniakach. Herzer i Morgen, trzymając się za ręce, weszli w tłum, szukając miejsca, by usiąść, albo kogoś znajomego. Nie zaskoczyło go, że to właśnie Morgen pierwsza kogoś wypatrzyła. Pomachała do dwóch kobiet stojących obok siebie z założonymi rękami i pociągnęła Herzera, żeby go przedstawić.
Jedna z nich wyglądała na odrobinę starszą, była niska i miała więcej wypukłości niż dopuszczała aktualna moda i ostre rysy twarzy. Jej długie, ciemne włosy były mocno pofalowane, a w lekko wilgotnym powietrzu ich końce skręcały się w loki. Przyjrzała się Morgen i Herzerowi wyrachowanym spojrzeniem drapieżnika oceniającego ofiarę. Młodsza z kobiet, nieco wyższego niż przeciętnie u kobiet wzrostu, miała standardowy, modny wygląd: żadnych bioder, piersi i pośladków. Spojrzała na Herzera i Morgen z twarzą bez wyrazu, a potem odwróciła wzrok.
— Cześć — odezwała się Morgen, kłaniając się. — Crystal — zwróciła się do starszej kobiety. — To Herzer Herrick. Herzer, Crystal Looney.
Herzer wyciągnął rękę, ale kobieta tylko kiwnęła mu głową, ręce wciąż trzymając złożone. Jeśli można było w ogóle mówić o jakimś wyrazie jej twarzy, to było to lekceważenie. Herzer cofnął rękę i ostentacyjnie schował ją za plecami, kłaniając się z uśmiechem.
— Miło cię poznać. Crystal, tak? — powiedział.
— Shelly? — po chwili odezwała się Morgen, obracając się do drugiej kobiety. — To jest Herzer. Herzer, Shelly Coleman.
Herzer tym razem nawet nie próbował wyciągać ręki. Po prostu skłonił się w stronę kobiety, która odpowiedziała lekkim skinięciem i wróciła do przyglądania się tańcom.
Morgan zaczerwieniła się z powodu ewidentnego odrzucenia, a potem uśmiechnęła się niepewnie.
— No i co porabiacie? — zapytała.
Crystal wyglądała, jakby nie potrafiła uwierzyć w pytanie.
— Przyglądamy Się Tańcom — wycedziła, wolno i dystyngowanie. Morgen znów się zaczerwieniła, a Herzer kiwnął głową. Złapał ją za ramię i przyciągnął do siebie.
— Miło było was poznać, drogie panie — rzekł ze starannie maskowaną nieszczerością. — Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy. — Wziął Morgen za rękę i odszedł, zmuszając ją do tego samego.
Читать дальше