Na drugim końcu pokoju z prysznicami znajdowały się drzwi zasłonięte skórzaną płachtą. Herzer przeszedł przez nie i zatrzymał się, rozglądając dokoła.
Środkiem pomieszczenia biegła kładka z drewnianych belek, a po obu jej stronach stało sześć kadzi, trzy po lewej i trzy po prawej. Każda z nich miała około dwa metry średnicy i wyglądała na około półtora metra głębokości. I wszystkie wypełnione były parującą wodą.
— Na dole jest konstrukcja, która pozwala przechodzić przez nie gorącemu powietrzu z rur — wyjaśniła June, opuszczając się ostrożnie do trzeciej wanny w rzędzie. — I są bardzo gorące.
— Och, to cudownie — ucieszyła się Courtney, zanurzając się w kadzi obok niej. — Och.
Herzer musiał się zgodzić. Gorąca woda sprawiła, że zaczęły się rozluźniać mięśnie, z których istnienia nie zdawał sobie nawet sprawy. Sprawiła też, że bardzo zachciało mu się sikać.
— Uhmmm… — odezwała się Courtney, zanim zdążył otworzyć usta.
— Na drugim końcu, kochanie, panie na lewo, panowie na prawo — wyjaśniła June, rozsiadając się wygodnie.
Cała trójka uczniów wstała z wanny niemal równocześnie, co wywołało radosny chichot u Mike’a.
Latryna okazała się dość czysta, z czterema stanowiskami, i Herzer szybko opróżnił pęcherz, wracając z powrotem do kąpieli. Po drodze zauważył, że w sali nie unosiło się za dużo pary, a potem dostrzegł otwory w ścianach, przy podłodze i pod sufitem.
— Czyj to pomysł? Nicka?
— Nie — odpowiedziała June. — I nie jest też właścicielem, choć czasem tak się zachowuje. Pomysł był Edmunda, a miasto ją zbudowało i utrzymuje. Ta konstrukcja wyżej na wzgórzu to miejsce, gdzie budujemy większą, bardziej wyszukaną. Musimy się pozbyć tych belek i położyć jakieś płytki, ludzie ciągle się ślizgają na drewnie.
— To bardzo miłe — orzekła Courtney, z powrotem opuszczając się do wody w towarzystwie Mike’a. — Mówiłaś, że czyj to był pomysł?
— Mój — oświadczył Edmund, odsuwając na bok płachtę w drzwiach. — Cześć, June, mogę się przyłączyć?
— Ależ proszę, Edmundzie, jest tu mnóstwo miejsca.
Cała trójka uczniów z szeroko otwartymi oczami przyglądała się, jak burmistrz zanurza się w wodzie. Zdumiało ich, że już na wpół legendarny przywódca tak po prostu dołącza do ludzi w łaźni.
Herzer starał się być dyskretny, ale słyszał już o Edmundzie Talbocie tak wiele, że zdawał sobie sprawę, że traktuje go prawie jak bohatera. Ciało kowala było niezwykle włochate, większość ludzi w znacznie większym stopniu hamowała rozwój owłosienia. Było potężnie umięśnione, nie jak u kulturysty, ale u kogoś, kto używał różnorodnych mięśni do ciężkiej pracy fizycznej. Miał też gęstą brodę i wąsy, co również było niezwykłe. Herzer zablokował wzrost włosów na całym ciele i twarzy z wyjątkiem niewielkiego wąsika, a znał bardzo niewielu ludzi, którzy mogli się poszczycić choćby tym.
— Jestem zaskoczona, że cię tu widzę — zauważyła June.
— Myślisz, że jestem za dobry, żeby obijać się po łaźni? — zachichotał Edmund.
— Nie to. Po prostu myślałam, że jesteś zbyt zajęty.
— Mam kilka godzin między spotkaniami, a dla odmiany chwilowo nic się nie sypie. Więc pomyślałem, że załapię się na szybką kąpiel. Choć nie mogę zostać długo.
— Sir, czy mogę zadać panu pytanie? — odezwał się Herzer.
— Pytaj, choć nie obiecuję odpowiedzieć. — Edmund zanurzył się w wodzie i zamknął oczy. — A przy okazji, jeszcze się nie spotkaliśmy.
— Jestem Herzer Herrick, a to Mike Boehlke i Courtney Deadwiler, sir.
— Herrick? — powtórzył Talbot, otwierając oczy i przyglądając się chłopcu. Herzer poczuł się, jakby był poddany szczegółowemu badaniu, ale tylko kiwnął głową.
— Trochę o tobie słyszałem. Przepraszam, jednak się już spotkaliśmy, prawda? Dziękuję, za pomoc Daneh i Rachel na szlaku.
— Ja… tak, sir — wyjąkał w odpowiedzi Herzer.
— Hmmm… — zamruczał Edmund i Herzer zauważył, że jego wymijająca odpowiedź została zauważona. — Jakie to pytanie?
— Ehm… czy to rzymska łaźnia? Pomyślałem też o tym, że pan tu jest. Mówiło się, że rzymscy senatorowie kąpali się w publicznych łaźniach, ponieważ dowodzili tym samym, że nie uważali się za lepszych od innych ludzi.
— Studiowałeś historię. — Edmund znów przyjrzał się chłopcu.
— Bardziej się nią bawiłem, sir — odpowiedział Herzer. — Przeważnie historia wojskowości, ale Rzymianie stanowili na tyle znaczący czynnik w przedindustrialnej myśli wojskowej, że miało sens zwrócić na nich większą uwagę niż na przykład na Egipcjan.
— To odmiana rzymskiej łaźni — wyjaśnił Edmund po dłuższej przerwie. — Również niektóre aspekty japońskiej. Rzymianie oskrobywali ciała kawałkami wygiętego metalu, a potem wchodzili do pary. Później kąpali się czy pływali w chłodniejszej wodzie w frigidarium. Kiedy zbudujemy nowe łaźnie, prawdopodobnie będzie tam i pokój z parą oraz sauna. Ale gorące kąpiele to również japoński pomysł. A ponieważ woleje od pary, pomyślałem, że pójdziemy w tym kierunku.
— Miło byłoby mieć łagodniejsze mydło — cierpko zauważyła June.
— Pracujemy nad tym. Jak tylko ktoś wymyśli przemysłowy sposób produkcji mydła, kupimy go. A na razie uczniowie wytwarzają mydło ługowe i nic więcej.
— Ponieważ w ten sposób ktoś zacznie w końcu robić lepsze, sir? — ostrożnie zapytał Herzer.
— Trafiłeś w sedno — odpowiedział Talbot, kiwając głową i wynurzając się z wody. — Miasto utrzyma ludzi w miarę zdrowych i żywych. Jak długo będą pracować i jak długo będziemy w stanie im pomagać. Ale gdyby to tylko ode mnie zależało, do jedzenia byłby tylko kleik, i to dość rzadki.
— Żeby ludzie wymyślili sposoby na zdobycie lepszego jedzenia? — zasugerowała Courtney.
— Cóż, w tej chwili nie ma nic wiele lepszego niż to, co już dostają — przyznał Edmund, wycierając się pobieżnie. — Ale będzie. A nie chcę, żeby ktokolwiek na trwałe uzależnił się od miasta. W demokracji prowadzi to do chleba i igrzysk, a ostatecznie do despotyzmu. A despotyzm do pracy niewolnej. Nie pozwolę nawet na początki czegoś takiego, jak długo pozostanę burmistrzem. — Skłonił się im i wyszedł z sali.
— Jej — powiedziała Courtney.
— Jest głęboki — stwierdziła June ze skinięciem.
— Właściwie, termin, nad którym się zastanawiałam było „charyzmatyczny” — dodała Courtney.
— Och, to też. — June roześmiała się. — Bardzo charyzmatyczny. To jedyna rzecz, na którą nikt nigdy nie odkrył genu.
* * *
Kiedy Edmund wrócił do domu, była już prawie północ, ale wchodząc do głównej sali, zobaczył siedzącą przy ogniu i wpatrującą się w niego w zamyśleniu Daneh.
— Długo się nie kładziesz, zauważył, podchodząc do drugiego fotela i siadając obok niej przed ogniem. — A szczerze mówiąc, powinnaś spać, ile tylko możesz.
— Mam dużo do przemyślenia. — Daneh wstała i schyliła się, żeby pogrzebać w ogniu. — Przypuszczam, że trochę sobie zdawałam sprawę, do jakiego stopnia polegam w swojej pracy na technice. Ale ostatnio naprawdę mnie to dobija. Miałam kilka przypadków… nie sądzę, żeby wszyscy przeżyli, Edmundzie.
Pomyślał o podejściu do niej i objęciu, ale od czasu… spotkania z Dionysem nigdy go nie dotknęła. Anie zamierzał jej naciskać.
— Mogę jakoś pomóc?
— Nie, o ile nie potrafisz leczyć gangreny — westchnęła. — Albo wymyślić, jak wyleczyć krwotok wewnętrzny bez nici rozpuszczanych, anestetyków i sterylnych warunków do operacji na wnętrznościach.
Читать дальше