Herzer zaczął otwierać usta, by odpowiedzieć, ale spojrzał na twarz McCanoca i tylko potrząsnął głową.
— Dżinnie, dom.
* * *
Wchodząc do potężnej Sali, Sheida rozejrzała się po członkach Rady, alejeśli ktoś planował jakieś intrygi, nie było tego widać. Celine najwyraźniej postanowiła skopiować fryzuję Ishtar i jej włosy, odpowiednio przedłużone, zostały ułożone w olbrzymią kreację poprzebijaną błyszczącymi osami ze złota i mahoniu.
Paul i reszta jego frakcji zgromadzili się przy jednej ze stron stołu, więc gdy Sheida, która przyszła jako ostatnia, zajęła swoje miejsce, wstał, by przywołać Radę do porządku.
_ Pierwszą sprawą będzie zmiana porządku obrad — oznajmił Paul. — Matko, proszę o odniesienie się do pierwszego punktu porządku B. — Spojrzał w stronę wejścia i uśmiechnął się. — A oto i nasz ósmy głosujący.
Sheida szybko zerknęła przez ramię, myśląc przy tym, że może to być sztuczka, ale potem zamarła.
— Wezwałeś DEMONA? — wykrzyknęła. Reagując na krzyk jaszczurka odwinęła się z jej karku i wzniosła ku szczytowi kopuły. Po chwili znalazła sobie półkę, z której zaczęła się złowrogo przyglądać zebraniu.
Rzeczywiście, uczynił to — zawarczała postać. — I głosuję na tak. — Nie sposób było określić, jaka jest prawdziwa postać Demona, jako że wszędzie pojawiał się w czarnej zbroi. Osłona hełmu została ukształtowana w twarz bestii z płonącymi oczami i kłami, a rękawice kończyły się długimi pazurami. Był jednym ze zwykle nieobecnych właścicieli Kluczy, starszym niż reszta Rady. Przedłużał życie dzięki zastosowaniu wysoce nielegalnych metod, używając władzy związanej ze swoim stanowiskiem do naruszania prawa dla własnych celów. A jego celem zawsze był chaos, więc pojawienie się na tym zebraniu miało sens.
Ze strony frakcji Paula rozległa się seria potwierdzeń, po których uśmiechnął się szeroko.
— Osobiste pola ochronne zostały teraz wyłączone — powiedział ze złośliwą satysfakcją. — Punkt drugi, za. — Po analogicznej serii ośmiu głosów na tak wzruszył ramionami. — Rada znajduje się oficjalnie w stanie sporu i obowiązują zasady kadłubowe. — Smutno spojrzał na Sheidę. — Robię to dla całej ludzkości. Nie możesz stawać na drodze przetrwania rasy ludzkiej. Celine?
— Witamy w nowym porządku — powiedziała Celine, wstając z miejsca. — Moi przyjaciele chcieliby się z wami zaprzyjaźnić — mówiła dalej, a jej włosy zdały się eksplodować.
Sheida zaklęła, gdy chmura owadów wystartowała przez salę. Trucizny i trukce formy życia nie były dozwolone w sali Rady, ale w grupie widać było dwa rodzaje os, czarne i żółte.
— Trucizny binarne! — krzyknęła, zrywając się na nogi i przewracając w pośpiechu krzesło. W tej samej chwili Demon skoczył w powietrze.
Cantor zdążył się już podnieść i nie zawracał sobie nawet głowy Przemianą, waląc ręką w Tetzacolę Duenasa. Uderzenie złamało kark ofiary i rzuciło nią w powietrze w stronę Sheidy dokładnie w chwili, gdy na plecach niedźwiedziołaka wylądował Demon.
Ungphakorn również nie tkwił w bezruchu. Chwycił za szczytu stołu i odwinął się z zajmowanego miejsca, przerzucając długie, wężowe ciało i oplatając Saida. W jednej chwili członek Rady został porwany ze swojego miejsca i owinięty licznymi splotami upierzonego ciała. Wydobył z siebie pojedynczy krzyk, może bardziej jęk, po czym jego oczy i język wyskoczyły na zewnątrz, gdy wąż użył całej swojej siły w uścisku śmierci. Quetzacoatl zerwał z jego karku Klucz i na wpół lecąc, na wpół pełznąc, ruszył w stronę wyjścia, wymachując przy tym końcem ogona i odganiając się nim od atakujących go os.
Latająca jaszczurka Sheidy skoczyła, pikując ze swojej półki, zwijając skrzydła na grzbiecie i złapała jedną z os w powietrzu, miażdżąc ją i wypluwając. Zasyczała, przelatując obok Celine, łapiąc więcej owadów.
Sheida uniosła rękę i jej bransoleta przekształciła się w szeroką tarczę. Machnęła nią w powietrzu i odgoniła dwie osy, nachylając się do ciała martwego członka Rady i zrywając z szyi Tetzacoli Klucz.
— Uciekajcie! — krzyknęła, wycofując się w stronę wyjścia.
Cantor wciąż zmagał się z Demonem, gdy wylądowały na nim dwie osy, szukając w jego futrze nieosłoniętego miejsca. Spojrzała w jego stronę, ale tylko potrząsnął ku niej głową.
— Uciekaj! — wrzasnął, zrywając swój Klucz i rzucając w jej stronę. Wyrwał ręce z uchwytu Demona i chwycił go za kły, wykręcając głowę bestii w górę i tył. — Idź! — krzyknął, czując pierwsze ukłucie.
Ishtar dotknęła kontrolki na jej unoszącym się w powietrzu fotelu i wyleciała z Sali, gdy tylko zaczęły się kłopoty, ale część os podążyła jej śladem. Sheida była raczej pewna, że nic jej nie będzie, jednak stwierdziła nagle, że w pokoju pełnym wrogów została już tylko ona i Aikawa.
— Czas się wynieść — zawołała, wycofując się szybko w stronę drzwi i odganiając tarczą kolejne osy, podczas gdy jej latający strażnik porwał z powietrza następną i wylądował jej na głowie, wysuwając wściekle język.
— Hmm — mruknął Aikawa, chwytając w powietrzu jedną z os i miażdżąc ją płynnym ruchem, sprawiającym wrażenie jakiejś magii. — Przypuszczani — powiedział cicho, łapiąc kolejną i przyglądając się przez chwilę rzucającemu się owadowi, zanim zgniótł go w palcach. Uważał, żeby nie ruszyć ostrego żądła z tyłu. Wrzucił oba zgniecione ciała do woreczka, a potem machnął w stronę byłych kolegów. — Zamierzam was za to zabić. — Po tych słowach wydostał się z Sali za pomocą na pozór niemożliwej serii przewrotów w tył.
Sheidę otaczała teraz chmura owadów i wycofując się, poczuła pierwsze ukłucie.
— Do widzenia, Paul. Do zobaczenia w piekle. — Z tymi słowami jeszcze raz machnęła tarczą i uciekła. Ostatnią rzeczą, jaką udało się jej dostrzec w Sali, było ciało Cantora doznające pierwszych drgawek. Wciąż jednak trzymał Demona w nierozerwalnym uścisku.
* * *
Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami czworo ocalałych członków Rady spotkało się w domu utrzymywanym przez Sheidę w górach Teron. Z jego głównego pokoju rozciągał się spektakularny widok na górskie jezioro podobne do tego przy Centrum Rady. To jednak znajdowało się po drugiej stronie planety.
— Paul ruszy za nami — rzekł Aikawa, rozglądając się wokół.
— Nie tak łatwo — odparła Sheida, sunąc przez pokój i gwałtownie otwierając kredens. — Dom ma własne źródło zasilania, niezależne od Sieci. I blok teleportacyjny — Oraz broń. Niech przychodzi.
— Z Sieci ucieka moc — odezwała się Ishtar, patrząc na coś niewidocznego dla reszty. — On przygotowuje…
Jeszcze nie skończyła mówić, kiedy z pustego nieba wystrzelił piorun, rozbijając się na niewidocznej barierze nad domem i wzbudzając wstrząsy w podłodze, a w piwnicy zaczęło coś zgrzytać.
— Och, i pole ochronne — powiedziała Sheida, gdy jej jaszczurka wzbiła się w powietrze przestraszona uderzeniem. — To zostało wyprowadzone wprost z Sali Rady. Nie możemy odpowiedzieć bezpośrednio, ale… — otwarła umysł na Sieć i zagłębiła się w nią, szukając słabości. — Pobierają moc wprost z Sieci, ale nie są podpięci do żadnej konkretnej elektrowni. — Rozważyła dostępne protokoły i obróciła się. — Potrzebuję głosowania, wszyscy za odłączeniem całej dystrybucji energii niech powiedzą „tak”.
— Ale jeśli to zrobimy… — Ishtar przerwała, gdy o tarczę rozbił się kolejny grom.
Читать дальше