Robert Silverberg - Maski czasu

Здесь есть возможность читать онлайн «Robert Silverberg - Maski czasu» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Poznań, Год выпуска: 1994, ISBN: 1994, Издательство: Rebis, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Maski czasu: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Maski czasu»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Jest schyłek stulecia. Narasta chaos i szerzy się upadek moralny. Na świecie pojawia się tajemniczy nieznajomy imieniem Vornan-19, który podaje się za człowieka z przyszłości, i twierdzi, że ma do spełnienia ważną misję. W krótkim czasie pociąga za sobą miliony ludzi, oferując im pełną niebezpieczeństw, ekscytującą odyseją, która całkowicie zmieni przyszły kształt społeczeństwa Ziemi…

Maski czasu — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Maski czasu», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Dokładnie w ten sposób. Leo, zostaniesz gwiazdą pierwszego formatu.

Śnieg ciągle padał, trochę zbyt intensywnie jak na możliwości naszych robotów. Tu i ówdzie plamy bieli jaśniały na chodniku, w zaroślach utworzyły się nawet spore zaspy. Kałuże świeżo powstałej wody lśniły w blasku latarni. Biały puch, padając z nieba, migotał jak gwiazdy w bezchmurną noc. One same skryły się gdzieś, nie wiadomo gdzie — wszechświat mógł być teraz pusty. Czułem przejmującą samotność. W Arizonie świeciło słońce.

Kiedy przekroczyliśmy próg sędziwego hotelu, w którym wynajęto mi pokój, odwróciłem się do Kralicka i powiedziałem:

— Wiesz co, ten pomysł z towarzystwem do kolacji wcale nie był taki zły.

Szósty

Kiedy około siódmej dziewczyna przyszła do mojego pokoju, po raz pierwszy byłem skłonny naprawdę uwierzyć w potęgę rządu Stanów Zjednoczonych. Nieznajoma była wysoką blondynką o złotych włosach. Oczy miała jednak kasztanowe, a nie błękitne, wargi pełne, proporcje doskonałe. Jednym słowem, niesamowicie przypominała Shirley Bryant.

Oznaczało to, że musiałem już od dłuższego czasu budzić zainteresowanie naszego państwa. Obserwowali mnie, znali typ kobiet, w których gustuję. Znaleźli taką, która dokładnie odpowiadała wymaganiom i jest w stanie z miejsca wzbudzić moje zainteresowanie. Czy oni sądzą, że Shirley była moją kochanką? A może stworzyli po prostu wyimaginowany wizerunek idealnej partnerki dla mnie. I okazało się, że jest to dziewczyna uderzająco podobna do Shirley. Przez całe życie (zupełnie nieświadomie) adorowałem jej sobowtóry.

Nieznajoma miała na imię Marta.

— Wcale nie wyglądasz jak Marta — stwierdziłem. — Marty są niskie, ciemnowłose, krępe i mają szerokie policzki. Zawsze czuć od nich papierosami.

— Tak naprawdę — odparła Marta — to nazywam się Sidney. Ale ci z rządu uważają, że tobie imię Sidney nie przypadłoby do gustu.

Sidney, czy też Marta, była naprawdę świetna w swojej roli. Zbyt dobrze grała, aby mówić prawdę. Podejrzewałem, że jest istotą stworzoną w laboratoriach rządowych specjalnie dla moich potrzeb. Spytałem, jak jest w rzeczywistości, a ona potwierdziła moje przypuszczenia.

— Później pokażę ci gniazdko — powiedziała.

— Jak często musisz ładować baterie?

— Dwa, czasami trzy razy dziennie. To zależy.

Nie mogła mieć więcej niż dwadzieścia lat i bardzo przypominała studentki kręcące się ciągle po campusie. Może była robotem, a może prostytutką, lecz jej zachowanie przeczyło takim podejrzeniom. Przypominała raczej żywą, inteligentną kobietę, która po prostu wypełnia swoje obowiązki. Nie śmiałem spytać, czy tego typu zajęcia to dla niej chleb powszedni.

Z powodu śniegu kolację zjedliśmy w hotelowej restauracji. Jej wnętrze urządzone było dość staromodnie, z sufitu zwisały żyrandole i ciężkie draperie, kelnerzy paradowali w strojach wieczorowych, a drukowany na papierze jadłospis liczył dobry jard długości. Ten widok sprawił mi największą przyjemność. Ciągłe menu z torebek i kostek zaczęło mnie już drażnić. Czułem się szczęśliwy, kiedy mogłem wybrać potrawy z długiej listy, a stojący obok żywy człowiek zapisywał wszystko skrupulatnie w notesiku, tak jak za dawnych czasów.

Rząd pokrywał rachunki. Nie żałowaliśmy sobie niczego. Świeży kawior, sałatka z ostryg, zupa żółwiowa, dwa razy Chateaubriand. Ostrygi były wyśmienite — delikatne, malutkie Olimpias z wytwórni Puget Sound. Nie można było im nic zarzucić, lecz osobiście tęskniłem za prawdziwymi ostrygami z lat mojej młodości. Po raz ostatni jadłem je w roku 1976 na Targach Dwusetlecia — tuzin kosztował wówczas pięć dolarów, a to z powodu skażenia wód oceanu. Mogę wybaczyć ludzkości wytępienie ptaka dodo, ale wytrucie wszystkich ostryg to już osobna historia.

Nieprzyzwoicie objedzeni, ruszyliśmy w stronę schodów wiodących na górę. Cudowną atmosferę wieczoru zakłóciła żenująca scena, która rozegrała się w holu. Paru chłopców z telewizji rzuciło się na mnie w poszukiwaniu sensacji.

— Profesorze Garfield…

— …czy to prawda, że…

— …parę słów na temat pańskiej teorii…

— …Vornan-19…

— Bez komentarza. Bez komentarza. Bez komentarza. Bez komentarza.

Razem z Martą umknęliśmy do windy. Zamknąłem drzwi od swego pokoju za pomocą specjalnej blokady. Hotel, choć urządzony po staroświecku, pod tym względem nadążał za najnowszą modą. Wreszcie poczuliśmy się bezpieczni. Marta była wysoka i delikatna, cudownie pachniała. W jej ramionach zapomniałem o człowieku z przyszłości i apokaliptystach. Kurz zalegający moje laboratorium przestał się w ogóle liczyć. Jeśli doradcy prezydenta idą do nieba, to moim zdaniem Sandy Kralick powinien mieć tam zaklepane miejsce.

Rankiem zamówiliśmy śniadanie do pokoju. Potem wzięliśmy wspólnie prysznic, niczym młoda para i wyglądaliśmy przez okno na ulicę zasłaną białymi kleksami wczorajszego śniegu. Marta ubrała się; jej czarne perforowane wdzianko z tworzywa sztucznego zupełnie nie pasowało do mdłej aury poranka. Jednak, mimo wszystko, przyjemnie było na nią popatrzeć. Wiedziałem, że pewnie nigdy więcej już się nie spotkamy.

Wychodząc powiedziała cicho:

— Musisz mi kiedyś opowiedzieć o podróżach w czasie.

— Zupełnie się na tym nie znam. Żegnaj, Sidney.

— Marta.

— Dla mnie na zawsze pozostaniesz Sidney.

Odbezpieczyłem drzwi, a gdy dziewczyna wyszła, połączyłem się z hotelową centralką. Zgodnie z przewidywaniami, było mnóstwo telefonów na moje nazwisko, a wszystkich petentów odprawiono z kwitkiem. Telefonistka spytała, czy mam ochotę rozmawiać z panem Kralickiem. Odpowiedziałem, że owszem.

Podziękowałem mu za Sidney. Nie okazał wielkiego zaskoczenia. Spytał jedynie:

— Czy przyjdziesz na inauguracyjne spotkanie waszego komitetu? O drugiej w Białym Domu. Taka herbatka zapoznawcza.

— Jasne. Są jakieś wieści z Hamburga?

— Tylko złe. Vornan wzniecił zamieszki. Wszedł do jakiejś knajpy i zaczął przemawiać do siedzących w środku. Cała jego gadka sprowadzała się do stwierdzenia, iż najważniejszym osiągnięciem Niemców na przestrzeni dziejów było stworzenie Trzeciej Rzeszy. Zdaje się, że na tym kończy się jego wiedza o Niemcach. Zaczął wychwalać Hitlera i ludzie z ochrony w samą porę wyciągnęli go na zewnątrz. Nim przyjechały cysterny pianowe, spłonęło pół tuzina nocnych klubów.

Kralick uśmiechnął się zakłopotany.

— Może niepotrzebnie ci o tym powiedziałem. Wciąż nie jest za późno, aby złożyć rezygnację.

— Och, nie martw się, Sandy — odparłem. — Należę do waszej paczki na dobre i na złe. Nie mógłbym się teraz wycofać… szczególnie, po spotkaniu z Sidney.

— No to do zobaczenia o drugiej. Ktoś z naszych ludzi przyjdzie po ciebie, a potem pojedziecie tunelami. Nie chcę, aby ci szaleńcy z telewizji urwali ci głowę. Siedź spokojnie w pokoju i nikomu nie otwieraj, póki się nie zjawimy.

— W porządku — odparłem.

Odłożyłem słuchawkę, odwróciłem się na pięcie i spostrzegłem coś jakby kałużę zielonego śluzu rozlanego na podłodze przy drzwiach.

Nie był to śluz, lecz płynny nadajnik radiowy wypełniony po brzegi monomolekularnymi czujnikami dźwiękowymi. Ktoś podsłuchiwał mnie z korytarza. Podszedłem do drzwi i zacząłem nogą rozgarniać kałużę. Rozległ się słaby głos:

— Proszę tego nie robić, doktorze Garfield. Chciałbym z panem zamienić parę słów. Jestem z Połączonych Stacji…

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Maski czasu»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Maski czasu» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Robert Silverberg - He aquí el camino
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Rządy terroru
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Poznając smoka
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Czekając na koniec
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Old Man
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Choke Chain
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Man In The Maze
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Księga Czaszek
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Prądy czasu
Robert Silverberg
Отзывы о книге «Maski czasu»

Обсуждение, отзывы о книге «Maski czasu» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x