Ben Bova - Wędrowcy
Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Wędrowcy
- Автор:
- Издательство:Orion
- Жанр:
- Год:1994
- Город:Warszawa
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Lee Dubridge
Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Markow parł wielkimi krokami naprzód kipiąc z gniewu i nie widząc nic przed sobą. Z popołudniowego nieba lał się żar. Minął czasze radioteleskopów, potem przysadzisty biurowiec, „żłobek” dla oficerów kawalerów, hotel dla kobiet i park przyczep kempingowych. Tam skręcił ku osiedlu domków i skierował się ku swemu bungalowowi.
— Mario! — ryknął i z łomotem zatrzasnął za sobą drzwi.
Wyjrzała z kuchni, trzymając w ręce garnek pełny jakiejś skwierczącej potrawy.
— Co tu robisz o tej porze? — zawołała.
— Zostaw to i chodź tutaj — rzekł i wskazał jej ręką sofę.
Rzuciła mu złe spojrzenie, ale zniknęła w kuchni i za chwilę powróciła już bez garnka, lecz za to z ręcznikiem w ręku.
— Gotowałam dla ciebie kolację — powiedziała wycierając ręce.
— Siadaj!
— Nie powiedziałam nikomu o twoim wczorajszym napadzie wściekłości…
— Doktor Cavendish nie żyje — przerwał jej Markow, czując, że cały drży z gniewu. — Najprawdopobniej utonął.
Maria usiadła ciężko na sofie.
— Utonął? — wybełkotała.
— A młody Schmidt dostał wczoraj wieczorem napadu szału i próbował zabić Stonera. Nie widzisz jakiegoś związku między tymi wydarzeniami?
Nie odpowiedziała nic i uciekła odeń wzrokiem. Markow, stając nad nią, rzekł:
— Ta… maszyna, której używałaś wczoraj wieczorem. Prawda, że miała jakiś związek z Cavendishem? Albo ze Schmidtem?
— Kir, umówiliśmy się dawno temu, że nie będziemy nigdy dyskutowali na temat pewnych aspektów mojej pracy.
Kusiło go, by jej wymierzyć policzek, ale się opanował.
— Ta umowa już wygasła. Powinienem był ją anulować już wtedy, kiedy zniszczyłaś życie tej studentce. A teraz zamordowałaś Cavendisha! Przyznaj się!
— Nie zamordowałam!
— Nie kłam, Mario! On był informatorem KGB, a teraz nie żyje. Zabiłaś go za pomocą tej piekielnej maszyny!
Z uporem pokręciła głową.
— Ten aparat służył do celów łączności — tłumaczyła. — Był rodzajem nadajnika…
— Bzdura! Porozumiewasz się z Moskwą za pomocą tych głupawych listów, które wysyłasz co tydzień samolotem dostawczym. Tyle wiem. A ta maszyna była po to, by zabić Cavendisha!
— Nie miałeś prawa…
— Pamiętam wygląd twojej twarzy, jak cię złapałem tutaj na gorącym uczynku. Nie przekazywałaś niczego z wyjątkiem bólu i śmierci! Nie próbuj temu zaprzeczyć!
— Kirył, ja… — Maria zaczesała nerwowo ręką swe krótko obcięte włosy.
Sprawiała teraz wrażenie wstrząśniętej, a jej oczy były pełne łez. — C mogłam zrobić? — powiedziała. — Musiałam wykonywać rozkazy. Cóż innego mogłam zrobić?
— Morderstwa, tortury. Maczałaś w tym palce przez cały czas, nieprawdaż? Przez te wszystkie lata, gdy byliśmy razem.
Teraz już nie próbowała powstrzymać się od płaczu.
— Nie. Do niedawna nigdy tego nie robiłam. I nie chciałam tego robić — mówiła, a łzy ciekły jej po policzkach. — Ale musiałam. To był jedyny sposób na przetrwanie.
— Przez te wszystkie lata przymykałem na to oczy. Wiedziałem, że to, czym ludzie szepczą, to prawda, ale wmawiałem sobie, że ty trzymasz się z dala od tego. Że nie byłabyś zdolna do takich rzeczy. Że pracujesz tylko w oddziale kryptograficznym i nie masz nic wspólnego z aresztowaniami, przesłuchaniami.
— Nie mam! — mówiła, pociągając nosem — Nie miałam do dnia… kiedy… to „coś” dało o sobie znać.
— Nigdy nikogo nie aresztowałaś? Nie brałaś udziału w przesłuchaniach? Mordach?
— Nie! Nie bezpośrednio.
Założył ręce na piersiach i zaczął spacerować po pokoju.
— „Nie bezpośrednio” — powtórzył z sarkazmem. — To nie jest usprawiedliwienie. Twoje ręce są czyste… prawie czyste. Jakie to wstrętne! Obrzydliwe! I pomyśleć, że żyłem z tobą tyle lat i przymykałem oczy na to wszystko!
— A ja przymykałam oczy na twoje randki. Gdybyś nie…
Odwrócił się i stanął naprzeciw niej.
— Randki? — powtórzył. — Ja się kochałem, kobieto! Szukałem piękna, czułości, radości! Nie częstowałem żadnego nieszczęśnika wstrząsami elektrycznymi w podziemiach jakiegoś więziennego szpitala.
— Nigdy nie robiłam… — Jej głos przeszedł w szloch.
— Wszystko między nami skończone — rzekł Markow stanowczo. — Słyszysz, co mówię? Finis. Nie będę żył z oprawczynią i morderczynią.
— Co chcesz przez to powiedzieć?
— Albo ty rozstaniesz się z KGB, albo ja rozstanę się z tobą. Wybieraj.
Jej oczy rozszerzyły się.
— Nie mogę teraz odejść. Nie pozwolą mi na to.
— Przejdź na emeryturę, złóż dymisję, zmień pracę. Inaczej nie będę z tobą dzielił dachu nad głową. Nigdy! Nie mógłbym!
— Ale, Kir, jeśli spróbujesz odejść ode mnie, będą przesłuchania, dochodzenie…
— Wtedy ty im powiesz, że to ty odeszłaś ode mnie z powodu moich randek. Oni temu uwierzą.
— Nie chcę od ciebie odchodzić — powiedziała. — I nie chcę, żebyś ty odszedł ode mnie.
— W takim razie musisz się rozstać ze swoją pracą.
— Nie mogę…
Podszedł do sofy i usiadł obok niej. Przestała już płakać, ale na jej policzkach pozostały mokre ślady łez.
— Czy to prawda, że nie chciałaś zrobić tego, co zrobiłaś? — spytał, patrząc jej w oczy. — Że oni cię do tego zmusili?
— Kazali mi, a ja spełniałam ich rozkazy — powiedziała. — Nie miałam wyboru.
— Co ci kazali zrobić? Zabić Stonera?
Spojrzała nań, zaskoczona.
— Nie… oni nie chcą, żeby Stoner wzleciał na spotkanie z tym statkiem.
Chcą go powstrzymać w każdy możliwy sposób.
— Ale przecież nasz rząd nawiązał z Amerykanami współpracę w tej dziedzinie — zdziwił się Markow. — Zworkin, akademik Bułaczow, sam sekretarz generalny…
Maria potrząsnęła z uporem głową.
— Robię tylko to, co mi każą moi bezpośredni zwierzchnicy — rzekła. — A oni chcą powstrzymać Stonera.
— Mario — rzekł Markow, wzdychając z rezygnacją — jak mogę żyć z osobą… która spełnia takie rozkazy? To jest niemożliwe!
— Tyle w tym mojej, co twojej winy — odparła. — Ja nigdy nie chciałam się w to angażować.
Potrząsnął głową w rozterce.
— Cóż więc robić, Mario? Co robić?
ROZDZIAŁ XXXV
Waszyngton
Dziś po południu, po posiedzeniu gabinetu rozmawiałem na osobności z naszym niewydarzonym prezydentem. Muszę przyznać, że teraz sprawia wrażenie silniejszego i jest bardziej pewny siebie po zrzuceniu z ramion ciężaru nowej kampanii wyborczej.
Partia jest oczywiście wzburzona. Kierownictwo nie może się pogodzić z faktem, że on po prostu skapitulował na rzecz opozycji. Próbowałem im wykazać, że on doprowadził do tak płynnej sytuacji, iż nikt teraz nie jest w uprzywilejowanej pozycji. Wszystko zależy więc od tego, co zrobimy od chwili obecnej do wyborów. Tylko to się będzie liczyło.
Jeśli naszym naukowcom uda się nawiązać kontakt z tym pozaziemskim statkiem, bez względu na to, czym on jest, i wszystko zakończy się dla świata pomyślnie, wówczas prezydent będzie niby święty i jego chwała opromieni każdego, kto stanie w szranki wyborcze z ramienia naszej partii.
Gdyby się tak stało, mogę dostać nominację prezydencką partii, i z łatwością wygrać w listopadowych wyborach. Jeśli jednak przybysz z kosmosu spowoduje jakieś kłopoty, wyścig do fotela prezydenckiego będzie dla nas przegrany.
Fragment prywatnego dziennika czcigodnego WALDENA C. VINCENNESA, Sekretarza StanuJo wpatrywała się w ekran komputera na swym biurku, lecz rzędy liczb i liter nic jej nie mówiły — Nie była w stanie się skoncentrować. Wstała zza biurka i wyszła na galerię, na zewnątrz swego pokoju. O dwa piętra niżej, na dnie „jamy” szumiały podzespoły głównego komputera, a jego lampki kontrolne mrugały zbyt szybko i według zbyt zawiłego szablonu, by można było rozszyfrować ich informację.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Wędrowcy»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
