Ben Bova - Wędrowcy

Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Albo jesteśmy sami we wszechświecie albo nie jesteśmy;każda z tych możliwości jest zaskoczeniem dla umysłu.
Lee Dubridge

Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Twoja wina! Twoja wina! — krzyczał za każdym uderzeniem.

Stoner poczuł, że robi mu się ciemno w oczach. Wiedział, że oszalały Holender nie przestanie go tłuc, aż zatłucze na śmierć na oczach stojących kołem biernych widzów. Gdy odzyskają zdolność reagowania, będzie już za późno, aby mu pomóc. Zwierzęcym instynktem wbił czub swego pantofla między ścianę, a oparcie siedzenia i znalazłszy w ten sposób punkt oparcia, zepchnął się ze stołu wraz z siedzącym na jego plecach Schmidtem. Upadli ciężko na podłogę i Stoner wyzwolił się z szaleńczego chwytu Holendra.

Przez chwilę czołgali się obaj po podłodze z dala jeden od drugiego. Stoner podniósł głowę i spojrzał w twarz młodego astronoma. „On zupełnie oszalał” — pomyślał, przerażony. Zmierzwione włosy zakrywały większą część twarzy Schmidta, a jego oczy wychodziły z orbit. Otwartymi ustami chwytał łapczywie powietrze i warczał na Stonera. Stoner czuł w ustach smak krwi, a wszystkie mięśnie bolały go od desperackich zapasów na stole.

„On mnie zabije — pomyślał. — Zabije mnie, jeśli mu na to pozwolę.”

W tej samej chwili Schmidt zerwał się na równe nogi i Stoner zrobił to samo, cofając się o krok do tyłu. Poczuł, że jego stopa dotknęła leżącej na podłodze butelki po szampanie. Podłoga wokół tego miejsca była cała mokra „Skoncentruj się — usłyszał w myślach natarczywy szept swego instruktora. — Skoordynuj swoją prędkość i siłę!”

Schmidt warcząc ruszył do przodu. Stoner ustąpił w bok i kopnął go w rzepkę. Młody astronom runął jak długi na śliskiej od szampana i lodu podłodze, lecz natychmiast się podniósł, tak jakby nie był wrażliwy na ból. Z rozciętego podczas walki policzka ciekła mu krew i spływała po szyi za kołnierzyk koszuli. Oczy miał tak rozszerzone, że aż świeciły białkami. Ściągnięte wargi nie okrywały już jego zębów. Przypominał dzikie zwierzę.

Sprężył się i znów skoczył ku Stonerowi, który, podobnie jak za pierwszym razem, próbował uskoczyć w bok. Unik niezupełnie się jednał udał, gdyż jedna z wyciągniętych rąk Schmidta chwyciła go za szyję i obaj uderzyli o ścianę. Stoner odepchnął go od siebie i spróbował się podnieść. Tymczasem Schmidt chwycił butelkę po szampanie i podniósł ją do góry jak maczugę.

Stoner, cofając się na nogach, wciąż jeszcze zgiętych w kolanach, i z rękami wyciągniętymi przed siebie dla obrony, znów usłyszał głos swego koreańskiego instruktora: „Walka obronna to nie zabawa. Tu nie starasz się zdobyć punktów, starasz się ocalić własne życie!”

Schmidt ruszył do przodu, wymachując butelką. Z krtani wydobywał mu się chrypliwy ryk. Stoner obserwował stopy zbliżającego się napastnika usiłując się skoncentrować na tym, co powinien zrobić, wyrównując oddech, opierając się pewniej na nogach.

Nikt nie ruszy nawet palcem, żeby mi pomóc — pomyślał z chłodnym spokojem. — Jedni będą uważali, że to osobiste porachunki, inni się będą bali, że sami ucierpią, jeśli się wmieszają.”

Schmidt zamachnął się butelką nad głową, lecz Stoner schylił się i z całą siłą, na jaką go było stać, ulokował cios na przeponie Holendra. Potem chwycił go i odwrócił twarzą do ściany. Schmidt odwrócił się i znów zamachnął dziko ręką, ale Stoner zablokował ją przedramieniem i kopnął go płaską stopą tak silnie, że Holender przeleciał przez przegrodę między dwiema lożami. Rozległ się trzask i łoskot drewna łamanego ciałem młodego astronoma.

Stoner stał nad rozciągniętym na podłodze Holendrem i głęboko oddychał. Zobaczył, że Jo wciąż stoi w drzwiach baru, ale teraz już w towarzystwie Reynauda. Kosmolog był ubrany nieco groteskowo; w szarą, szpitalną piżamę Marynarki i miał jedną rękę na temblaku. Goście klubowi przysuwali się ostrożnie ku niemu, niezbyt pewni, skąd przybywa.

Tymczasem Schmidt, wciąż trzymając w ręce butelkę, z twarzą wykrzywioną przerażającym uśmiechem, jął się powoli podnosić z podłogi. Wszyscy zamarli w bezruchu.

— Jezu Chryste! — szepnął Stoner. — Przecież on jest jak Frankenstein! Nic go nie powstrzyma.

Schmidt zachichotał niby wyrostek wyrywający musze skrzydła, i ponownie zaatakował Stonera.

Stoner opanował strach i zapomniał o bólu, a następnie zrobił to, co powinno być zrobione: blokada, kopnięcie i cios w bok głowy. Schmidt upadł na kolana. Stoner chwycił go za przegub dłoni, rozciągnął jego rękę do pełnej długości i kopnął go w żebra. Butelka wypadła z rąk Holendra, a jego żebra wydały wyraźny trzask. Teraz Stoner ulokował na szyi napastnika potężny prosty — niby pchnięcie nożem — i Schmidt runął na podłogę twarzą do dołu.

Gapie podeszli bliżej.

— Nie zbliżajcie się do niego — ostrzegł ich Stoner — to wariat.

Jakby na potwierdzenie tych słów, Schmidt znów zaczął się podnosić i wnet stanął na nogi. Tłum wydał zbiorowy okrzyk przestrachu i cofnął się. „Przecież na pewno połamałem mu żebra — mruknął do siebie Stoner — Co jeszcze można zrobić, żeby go powstrzymać?”

Z twarzą podobną do pośmiertnej maski kogoś, kto umarł w męczarniach, Schmidt zaatakował znowu, ale Stoner wymierzył mu płaskie kopnięcie w brzuch, a potem miażdżący cios w ramię. Rozległ się trzask łamanego obojczyka Holendra.

„Trzeba go połamać — pomyślał Stoner. — Szukać kości. Porąbać go jak pieprzone drzewo.”

Wydawało się to trwać całą wieczność. Stoner pracował automatycznie z wyłączonym umysłem, nie czując żadnych skrupułów, aż Schmidt legł bezwładnie na podłodze, nie dając wyraźnych oznak życia.

Przez pierścień gapiów zaczął się teraz przedzierać ku nim Reynaud, torując sobie drogę zdrową ręką. Za nim postępowała Jo.

— Pan go zabił! — krzyknął kosmolog i klęknął przy rozciągniętym na podłodze Holendrze.

— Nie sądzę — odparł Stoner, z trudem łapiąc powietrze. — Mam nadzieję, że nie… on… postradał zmysły…

Jo nie spuszczała z niego oczu.

— Nie jesteś ranny? — spytała.

— Czuję się dobrze — rzekł. — Wezwij karetkę… do tego dzieciaka. Musiałem go parę razy uderzyć… dość mocno.

— Ale ty przecież…

Adrenalina w ciele Stonera zużywała się i ból wszystkich jego mięśni wzmagał się z każdą chwilą.

— Zaprowadź mnie tylko do mego pokoju — wymamrotał i skierował się ku drzwiom. — Chciałbym się położyć.

Przy drzwiach stało już czterech umundurowanych policjantów. Zdążyli go pochwycić, zanim osunął się na ziemię.

Cavendish budził się powoli; mrugał oczyma i próbował oczyścić mózg z sennej mgiełki. Zadrżał z zimna. Przez dłuższą chwilę nie mógł sobie przypomnieć, dlaczego siedzi tutaj, na skraju szpitalnego kortu tenisowego, z boleśnie podkurczonymi nogami, oparty o pień palmy.

Stopniowo wracała mu jednak pamięć. Przypomniał sobie Schmidta i złośliwe, nieprawdziwe słowa, które wyszeptał mu do ucha. Poczuł wstyd i odrazę do samego siebie. „Kontrolują mnie, zawładnęli moją duszą” — pomyślał kiwając głową.

Powiódł wzrokiem po korcie, ale wszędzie panowały ciemności i nie było widać żywej duszy. Używając palmy jako podpórki, wstał powoli z ziemi.

Ścierpłe nogi kłuły go teraz tysiącem szpileczek, lecz nieznośny ból głowy zupełnie minął. Machinalnie jął obmacywać twarz, czoło i głowę, jakby nie będąc pewnym, czy ból nie czai się gdzieś ukryty, by powrócić i zaatakować go ze zdwojoną siłą.

— Nie ma — wyszeptał trzęsącym się z przejęcia głosem. — Nic mnie nie boli… Zupełnie jakby ktoś przekręcił jakiś wyłącznik, a oni go przekręcają, jeśli czegoś ode mnie chcą.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Wędrowcy»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Wędrowcy»

Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.