Ben Bova - Wędrowcy

Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Albo jesteśmy sami we wszechświecie albo nie jesteśmy;każda z tych możliwości jest zaskoczeniem dla umysłu.
Lee Dubridge

Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Słuchajcie, panowie, na każde z tych pytań odpowiedziałem już kilkadziesiąt razy. Powiedziałem wam wszystko, co wiedziałem, czyli niewiele. Przyznaję to uczciwie. Ale mam pilną pracę do wykonania i nie widzę powodu, dla którego miałbym tu dłużej siedzieć.

— Chyba pan wie, że to jest poważna sprawa. — Tuttle spojrzał nań badawczo.

— Wiem — odparł Stoner. — Ale ja jestem tym, którego zaatakowano. Radzę wam jedno: dowiedzcie się, skąd Schmidt zdobył narkotyk, a wtedy może posuniecie sprawę naprzód. Ja powiedziałem wam wszystko, co wiedziałem.

Wstał z krzesła i ruszył ku drzwiom. Ponieważ nikt nie usiłował go zatrzymać, opuścił budynek i wyszedł na zalaną słońcem ulicę. Potem skierował się z przyzwyczajenia w stronę budynku, gdzie na poddaszu mieściło się jego „bagno”. Dopiero po przejściu kilkunastu kroków przypomniał sobie, że jego biuro zostało przeniesione do budynku komputera. Zawrócił więc i powlókł się do swego nowego gabinetu.

Ustawiał właśnie na półkach regału kartonowe pudła, pełne zdjęć, gdy w futrynę otwartych drzwi jego pokoju zapukał Markow. Uśmiechał się, ale ręce miał schowane za plecami.

— Widzę, że awansujecie, towarzyszu Stoner — rzekł podchodząc do niego. — Moje gratulacje.

— Dzięki — odparł Stoner i otarł pot z czoła. — Faktycznie, tu mam większy komfort niż tam, w „bagnie”.

— Czy sądzisz, że to biuro jest nagrodą za twoje zdolności intelektualne — spytał Markow — czy też za twoją zręczność w walce?

Stoner poczuł, że go zmroziło w okolicy żołądka.

— To nie jest nic śmiesznego, Kirył — rzekł poważnie. — Mogłem przecież zabić tego dzieciaka.

— Tak, wiem. — Twarz Markowa również przybrała poważny wyraz. — Ale cieszę się, że nie ty jesteś teraz w szpitalu, lecz on.

— Jak on się czuje? Czy słyszałeś…?

— Nic mu nie będzie. Jest młody i zdrowy. Jego kości szybko się pozrastają.

Stoner ciężko opadł na swój fotel za biurkiem.

— Obudzili mnie dziś o ósmej rano i zaprowadzili do biura Tuttle’a — rzekł. — Przez cały dzień odpowiadałem na ich przeklęte pytania.

Markow nic nie powiedział, tylko pokiwał współczująco głową. Ręce miał wciąż ukryte za plecami.

— Co tam z tyłu ukrywasz? — spytał wreszcie Stoner.

— Och. — Na twarzy Markowa odmalowało się zażenowanie. — Nic takiego. Mały prezencik. Będzie pasował do twego nowego biura.

— Prezencik?

— Właściwie symbol. Odzwierciedlenie problemu, który nas połączył i doprowadził do naszej przyjaźni. Symbol, który wiernie przedstawia to, gdzie jesteśmy i przed czym stoimy.

— O czym ty, u licha, mówisz? — spytał Stoner, coraz bardziej zaintrygowany tajemniczością Rosjanina.

Markow nie zakończył wszakże jeszcze swego wstępu.

— Zamierzałem ci przynieść szampan i kawior dla uczczenia nowego biura. Ale jakiż byłby z nich pożytek? Zwykła strawa dla brzucha. Przynoszę ci prezent trwały, który zawsze będzie cieszył twój intelekt. A ta na marginesie, nie stać mnie było na szampan i kawior.

Stoner usiadł prosto w swym fotelu i położył obie ręce na wypolerowanym blacie biurka.

— W porządku, mam nadzieję, że nie zemdleję, jak zobaczę to cudo — rzekł wesoło.

Z dworskim ukłonem Markow wydobył zza pleców duży, włochaty orzech kokosowy.

Stoner otworzył ze zdziwienia szeroko oczy, po czym wybuchnął serdecznym śmiechem.

— O, nie, nie, nie — zaprotestował Markow i jego twarz stała się niemal poważna. — To jest naprawdę symbol. Symbolizuje tę wyspę, nieprawdaż? A jeśli go zechcesz zjeść, przekonasz się, że to trudny orzech do zgryzienia. Zupełnie jak nasz kosmiczny problem.

Stoner podniósł do góry obie ręce w geście poddania się.

— Masz rację, przyjacielu — rzekł wesoło. — Bozia nie poskąpiła ci fantazji.

— Poczekaj, ja jeszcze nie skończyłem z symbolami. Ten orzech to symbol globtrotera, podróżnika po świecie. Dowiedziałem się, że może przepłynąć z jednego brzegu Pacyfiku na drugi i wykiełkować tysiące mil od macierzystego drzewa.

— Jak nasz kosmiczny gość, prawda? — Uśmiech zbladł na ustach Stonera, gdy zdał sobie sprawę z wymowy swych słów.

— Dokładnie tak.

— Jesteś prawdziwym myślicielem, Kirył — rzekł Stoner z uznaniem. — Wziął orzech z rąk Rosjanina i postawił go na nagim blacie swego biurka, obok telefonu. — Będę go tu trzymał, żeby mi przypominał, z czym się musimy liczyć.

— Doskonale. Ale ja jeszcze nie skończyłem. W tym orzechu jest mleko, podstawa życia. — Ale najpierw trzeba go rozłupać.

— To niełatwe.

— Jeśli się nie ma odpowiednich narzędzi… i nie wie, jak to zrobić.

Markow skinął głową.

— Dzięki, Kirył — rzekł Stoner. — Bardzo mnie rozweseliłeś. Dość ponuro zaczął się ten dzień.

— Tak. Chyba wiesz, że jeszcze nie znaleźli Cavendisha.

— Cavendisha? — Stoner drgnął z wrażenia.

Markow zamrugał oczami.

— Nie słyszałeś?

— Co miałem słyszeć?

— Doktor Cavendish zniknął. Istnieje podejrzenie, że utonął. Nie ma go nigdzie na wyspie. Marynarka prowadzi już poszukiwania na morzu…

Stoner opadł ciężko na oparcie swego fotela. W tej samej chwili, jakby na potwierdzenie słów Markowa, dobiegł ich narastający warkot helikoptera. Budynek aż zaczął wibrować od grzmotu silnika.

— Cavendish — powtórzył Stoner w zamyśleniu. — Mój Boże…

Markow pociągnął się za bródkę.

— Czujesz się dobrze? — spytał z niepokojem na widok pobladłej twarzy Amerykanina.

Stoner uniósł głowę i rzekł:

— Cavendish był agentem… szpiegiem.

— Niemożliwe! — Markow spojrzał nań, osłupiały.

— Sam mi o tym powiedział. Był nawet podwójnym agentem. Pracował dla KGB, ale w rzeczywistości był agentem wywiadu brytyjskiego.

Z twarzy Markowa nie schodził wyraz kompletnego zaskoczenia.

— Sam mi to wyznał — powtórzył Stoner. — Obie strony korzystały z jego usług.

— A teraz zniknął — wyszeptał Markow. — Na pewno nie żyje.

Stoner splótł ręce na piersiach.

— Wczoraj Schmidt próbował mnie zabić, a tej samej nocy znika Cavendish — rzekł w zadumie, po czym podniósł wzrok na Markowa. — Nie sądzisz, Kirył, że może istnieć jakiś związek między tymi wydarzeniami?

Rosjanin wytrzymał jego wzrok, lecz nic nie powiedział.

— Może waszym ludziom zależy, abym nie wzleciał na spotkanie z tym statkiem? — pytał Stoner.

— Ja… — zaczął Markow i przerwał. — Sądzę, że może im na tym zależeć. — dokończył ledwie słyszalnym głosem.

— Jezu Chryste!

Markow zrobił ruch, jakby się chciał otrząsnąć z jakiegoś koszmaru.

— Pozwól, że się tym zajmę bliżej — rzekł. — Może się czegoś dowiem. — podniósł się z krzesła.

Stoner wyciągnął rękę w geście zalecającym ostrożność.

— Może lepiej trzymaj się od tego z daleka, Kirył — powiedział. — Możesz wpaść w duże tarapaty, jeśli się w to wplączesz.

— Ja już się czuję w to wplątany — odparł Markow, a w jego głosie zabrzmiało stalowe postanowienie. — Oni chcieli zgładzić mego przyjaciela.

— I już zabili Cavendisha.

— Całkiem możliwe.

Stoner wstał i okrążył biurko.

— Daj temu spokój, Kirył — rzekł, podchodząc do Markowa. — Nie narażaj się na kłopoty.

Markow roześmiał się.

— My wszyscy jesteśmy w kłopotach — rzekł. — Wszyscy, co do jednego.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Wędrowcy»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Wędrowcy»

Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.