Ben Bova - Wędrowcy
Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Wędrowcy
- Автор:
- Издательство:Orion
- Жанр:
- Год:1994
- Город:Warszawa
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Lee Dubridge
Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
— Słuchajcie, panowie, na każde z tych pytań odpowiedziałem już kilkadziesiąt razy. Powiedziałem wam wszystko, co wiedziałem, czyli niewiele. Przyznaję to uczciwie. Ale mam pilną pracę do wykonania i nie widzę powodu, dla którego miałbym tu dłużej siedzieć.
— Chyba pan wie, że to jest poważna sprawa. — Tuttle spojrzał nań badawczo.
— Wiem — odparł Stoner. — Ale ja jestem tym, którego zaatakowano. Radzę wam jedno: dowiedzcie się, skąd Schmidt zdobył narkotyk, a wtedy może posuniecie sprawę naprzód. Ja powiedziałem wam wszystko, co wiedziałem.
Wstał z krzesła i ruszył ku drzwiom. Ponieważ nikt nie usiłował go zatrzymać, opuścił budynek i wyszedł na zalaną słońcem ulicę. Potem skierował się z przyzwyczajenia w stronę budynku, gdzie na poddaszu mieściło się jego „bagno”. Dopiero po przejściu kilkunastu kroków przypomniał sobie, że jego biuro zostało przeniesione do budynku komputera. Zawrócił więc i powlókł się do swego nowego gabinetu.
Ustawiał właśnie na półkach regału kartonowe pudła, pełne zdjęć, gdy w futrynę otwartych drzwi jego pokoju zapukał Markow. Uśmiechał się, ale ręce miał schowane za plecami.
— Widzę, że awansujecie, towarzyszu Stoner — rzekł podchodząc do niego. — Moje gratulacje.
— Dzięki — odparł Stoner i otarł pot z czoła. — Faktycznie, tu mam większy komfort niż tam, w „bagnie”.
— Czy sądzisz, że to biuro jest nagrodą za twoje zdolności intelektualne — spytał Markow — czy też za twoją zręczność w walce?
Stoner poczuł, że go zmroziło w okolicy żołądka.
— To nie jest nic śmiesznego, Kirył — rzekł poważnie. — Mogłem przecież zabić tego dzieciaka.
— Tak, wiem. — Twarz Markowa również przybrała poważny wyraz. — Ale cieszę się, że nie ty jesteś teraz w szpitalu, lecz on.
— Jak on się czuje? Czy słyszałeś…?
— Nic mu nie będzie. Jest młody i zdrowy. Jego kości szybko się pozrastają.
Stoner ciężko opadł na swój fotel za biurkiem.
— Obudzili mnie dziś o ósmej rano i zaprowadzili do biura Tuttle’a — rzekł. — Przez cały dzień odpowiadałem na ich przeklęte pytania.
Markow nic nie powiedział, tylko pokiwał współczująco głową. Ręce miał wciąż ukryte za plecami.
— Co tam z tyłu ukrywasz? — spytał wreszcie Stoner.
— Och. — Na twarzy Markowa odmalowało się zażenowanie. — Nic takiego. Mały prezencik. Będzie pasował do twego nowego biura.
— Prezencik?
— Właściwie symbol. Odzwierciedlenie problemu, który nas połączył i doprowadził do naszej przyjaźni. Symbol, który wiernie przedstawia to, gdzie jesteśmy i przed czym stoimy.
— O czym ty, u licha, mówisz? — spytał Stoner, coraz bardziej zaintrygowany tajemniczością Rosjanina.
Markow nie zakończył wszakże jeszcze swego wstępu.
— Zamierzałem ci przynieść szampan i kawior dla uczczenia nowego biura. Ale jakiż byłby z nich pożytek? Zwykła strawa dla brzucha. Przynoszę ci prezent trwały, który zawsze będzie cieszył twój intelekt. A ta na marginesie, nie stać mnie było na szampan i kawior.
Stoner usiadł prosto w swym fotelu i położył obie ręce na wypolerowanym blacie biurka.
— W porządku, mam nadzieję, że nie zemdleję, jak zobaczę to cudo — rzekł wesoło.
Z dworskim ukłonem Markow wydobył zza pleców duży, włochaty orzech kokosowy.
Stoner otworzył ze zdziwienia szeroko oczy, po czym wybuchnął serdecznym śmiechem.
— O, nie, nie, nie — zaprotestował Markow i jego twarz stała się niemal poważna. — To jest naprawdę symbol. Symbolizuje tę wyspę, nieprawdaż? A jeśli go zechcesz zjeść, przekonasz się, że to trudny orzech do zgryzienia. Zupełnie jak nasz kosmiczny problem.
Stoner podniósł do góry obie ręce w geście poddania się.
— Masz rację, przyjacielu — rzekł wesoło. — Bozia nie poskąpiła ci fantazji.
— Poczekaj, ja jeszcze nie skończyłem z symbolami. Ten orzech to symbol globtrotera, podróżnika po świecie. Dowiedziałem się, że może przepłynąć z jednego brzegu Pacyfiku na drugi i wykiełkować tysiące mil od macierzystego drzewa.
— Jak nasz kosmiczny gość, prawda? — Uśmiech zbladł na ustach Stonera, gdy zdał sobie sprawę z wymowy swych słów.
— Dokładnie tak.
— Jesteś prawdziwym myślicielem, Kirył — rzekł Stoner z uznaniem. — Wziął orzech z rąk Rosjanina i postawił go na nagim blacie swego biurka, obok telefonu. — Będę go tu trzymał, żeby mi przypominał, z czym się musimy liczyć.
— Doskonale. Ale ja jeszcze nie skończyłem. W tym orzechu jest mleko, podstawa życia. — Ale najpierw trzeba go rozłupać.
— To niełatwe.
— Jeśli się nie ma odpowiednich narzędzi… i nie wie, jak to zrobić.
Markow skinął głową.
— Dzięki, Kirył — rzekł Stoner. — Bardzo mnie rozweseliłeś. Dość ponuro zaczął się ten dzień.
— Tak. Chyba wiesz, że jeszcze nie znaleźli Cavendisha.
— Cavendisha? — Stoner drgnął z wrażenia.
Markow zamrugał oczami.
— Nie słyszałeś?
— Co miałem słyszeć?
— Doktor Cavendish zniknął. Istnieje podejrzenie, że utonął. Nie ma go nigdzie na wyspie. Marynarka prowadzi już poszukiwania na morzu…
Stoner opadł ciężko na oparcie swego fotela. W tej samej chwili, jakby na potwierdzenie słów Markowa, dobiegł ich narastający warkot helikoptera. Budynek aż zaczął wibrować od grzmotu silnika.
— Cavendish — powtórzył Stoner w zamyśleniu. — Mój Boże…
Markow pociągnął się za bródkę.
— Czujesz się dobrze? — spytał z niepokojem na widok pobladłej twarzy Amerykanina.
Stoner uniósł głowę i rzekł:
— Cavendish był agentem… szpiegiem.
— Niemożliwe! — Markow spojrzał nań, osłupiały.
— Sam mi o tym powiedział. Był nawet podwójnym agentem. Pracował dla KGB, ale w rzeczywistości był agentem wywiadu brytyjskiego.
Z twarzy Markowa nie schodził wyraz kompletnego zaskoczenia.
— Sam mi to wyznał — powtórzył Stoner. — Obie strony korzystały z jego usług.
— A teraz zniknął — wyszeptał Markow. — Na pewno nie żyje.
Stoner splótł ręce na piersiach.
— Wczoraj Schmidt próbował mnie zabić, a tej samej nocy znika Cavendish — rzekł w zadumie, po czym podniósł wzrok na Markowa. — Nie sądzisz, Kirył, że może istnieć jakiś związek między tymi wydarzeniami?
Rosjanin wytrzymał jego wzrok, lecz nic nie powiedział.
— Może waszym ludziom zależy, abym nie wzleciał na spotkanie z tym statkiem? — pytał Stoner.
— Ja… — zaczął Markow i przerwał. — Sądzę, że może im na tym zależeć. — dokończył ledwie słyszalnym głosem.
— Jezu Chryste!
Markow zrobił ruch, jakby się chciał otrząsnąć z jakiegoś koszmaru.
— Pozwól, że się tym zajmę bliżej — rzekł. — Może się czegoś dowiem. — podniósł się z krzesła.
Stoner wyciągnął rękę w geście zalecającym ostrożność.
— Może lepiej trzymaj się od tego z daleka, Kirył — powiedział. — Możesz wpaść w duże tarapaty, jeśli się w to wplączesz.
— Ja już się czuję w to wplątany — odparł Markow, a w jego głosie zabrzmiało stalowe postanowienie. — Oni chcieli zgładzić mego przyjaciela.
— I już zabili Cavendisha.
— Całkiem możliwe.
Stoner wstał i okrążył biurko.
— Daj temu spokój, Kirył — rzekł, podchodząc do Markowa. — Nie narażaj się na kłopoty.
Markow roześmiał się.
— My wszyscy jesteśmy w kłopotach — rzekł. — Wszyscy, co do jednego.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Wędrowcy»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
