Ben Bova - Wędrowcy
Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Wędrowcy
- Автор:
- Издательство:Orion
- Жанр:
- Год:1994
- Город:Warszawa
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Lee Dubridge
Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Rozległy się pomruki i westchnienia, a kilka osób zawołało „Amen”.
— A ponieważ Bóg was kocha — ciągnął Willie — położył na niebie znak, aby wam przypominał, kim on jest i kim my jesteśmy… znak, który jest jednocześnie ostrzeżeniem i zwiastunem… znak, który jest nieomylny.
Zrobił dramatyczną pauzę i nagle przyszło mu do głowy, że w ciągu dwudziestu czterech godzin będzie miał na karku Urząd Skarbowy.
— Popatrzcie na niebo! — zawołał, chcąc odpędzić złą myśl. — Oglądajcie chwałę Pana!
Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszystkie światła stadionu zgasły i tłum popatrzył w górę. Zapanowała cisza. Minuta wlokła się z minutą w pełnym grozy spokoju, gdy tłum próbował przystosować wzrok do ciemności. Wreszcie zobaczyli migające światła zorzy polarnej.
Zaczęli jęczeć, wzdychać, łkać. Nawet sam Willie, obserwując zjawisko z podium, poczuł, że włosy jeżą mu się na głowie.
„Nie przeciągaj tego zbyt długo — ostrzegł go jakiś wewnętrzny głos. — Chwyć ich w chwili największego uniesienia…”
W tym nienaturalnym spokoju Willie usłyszał dziwne gwiżdżące dudnienie — odgłos turbiny helikoptera. Zwracając się w kierunku dźwięku, dostrzegł migające światła śmigłowca, który na małej wysokości okrążał stadion.
— To oni! — rozległ się czyjś krzyk.
— Już tu są!
— Przylecieli! Przylecieli!
Tłum zafalował i ogarnięty paniką, zaczął się ratować ucieczką. Zanim Willie się zorientował, co się dzieje, ludzka fala przelewała się już przez ławki, depcząc wszystko, co stało jej na drodze. Ludzie piszczeli, krzyczeli, pędzili przed siebie.
— Stójcie! — próbował ich uspokoić. — Nie ma się czego bać!
Ale ogromne zwierzę, które wypełniało stadion, nie potrafiło już ze strachu myśleć. Ludzie zajęli się deptać wzajemnie u wyjść, inni skakali w dół z obrzeży stadionu, by prędzej wydostać się na zewnątrz. Fala oszalałego tłumu uderzyła w stojącą pośrodku murawy drewnianą platformę, obaliła ją, zgruchotała i zdeptała, co pozostało.
Pod szczątkami podium, wśród połamanych desek leżał bezwładnie Willie Wilson, nie czując już, jak przebiegają po nim setki stóp, nie widząc błyskającej na niebie zorzy.
ROZDZIAŁ XXXVI
WILSON I 126 INNYCH OSÓB STRACIŁO ŻYCIE W WYNIKU PANIKI
/Anaheim/ Pastor Willie Wilson znalazł się wśród 127 osób, które zginęły wczoraj w wyniku paniki na przepełnionym stadionie Anaheim. Ponad 3000 osób odniosło rany.
Miejski Ewangelista, pastor Wilson, był głównym mówcą podczas licznego zgromadzenia wiernych. Policja poinformowała, że stadion był wypełniony ponad dopuszczalne prawem granice dla tego rodzaju zgromadzeń, jako że nie tylko wielu czołowych fundamentalistów, ale także liczni ufolodzy, badacze zjawisk okultystycznych i wyznawcy bardziej tradycyjnych kultów, przybyli, by posłuchać pastora Wilsona.
Według źródeł policyjnych, panikę wywołało najprawdopodobniej pojawienie się nisko nad stadionem helikoptera, który został przez niektórych wzięty za lądujący pojazd UFO. Wielki tłum, zdjęty paniką, rzucił się do ucieczki i tysiące osób zostało podeptanych przy wyjściach.
Pastor Wilson, który wielokrotnie kojarzył zorzę, wywołaną przez zbliżający się do Ziemi statek kosmiczny, z posłaniem od Boga, urodził się…
Markow siedział w ponurym nastroju na ciemniejącej werandzie swego bungalowu, nie zwracając uwagi na brzęczącego za uchem komara.
— Dalej, naprzód, napij się mojej krwi — mruknął. — Nie będziesz moim jedynym krwiopijcą.
Drzwi do pokoju lekko skrzypnęły i ukazała się w nich Maria. Wyszła na werandę i usiadła na drugim końcu wiklinowej kozetki, tak daleko od niego, jak to było możliwe.
— No i co? — spytał.
— Przez chwilę nie odpowiadała, potem rzekła twardym głosem: Miałam raport do Moskwy. Napisałam im, że Cavendish popełnił samobójstwo, a ja zaraz potem zniszczyłam aparat, aby uniknąć niebezpieczeństwa odkrycia go przez Amerykanów.
— Powiedziałaś im, że pragniesz się wycofać ze służby?
— Skądże znowu!
— Poprosiłaś o przeniesienie do innego wydziału, gdzie praca nie wymaga udziału w takich ohydnych praktykach?
— Kir, powiedziałam ci już tysiąc razy, że nasz wywiad normalnie nie ma nic wspólnego z tajnymi agentami i przesłuchaniami. To tylko ten… obcy statek spowodował taką sytuację.
— Chcę, abyś się rozstała z KGB, Mario — rzekł Markow. — Abyś była żoną profesora uniwersytetu i nikim więcej.
Zwróciła się ku niemu. W nikłym świetle, jakie sączyło się przez okno, dostrzegł malujący się na jej twarzy upór.
— Podobałoby ci się coś takiego, prawda? — spytała z sarkazmem. — Żebym siedziała w domu i pobierała emeryturę, a ty żebyś spędzał każdą noc z inną studentką. Wspaniałe życie! Ale tylko dla ciebie.
— Czy sądzisz, że znęcanie się nad ludźmi i zabijanie ich to taki dobry sposób na życie?
— Nigdy nie robiłam czegoś takiego!
Klepnął się dłońmi w uda i wstał.
— Kłamiesz, Mario — rzekł. — Kłamiesz nawet przed samą sobą, nie tylko przede mną. Jeśli dobrze ci jest z tym, co robisz, niech tak będzie. Ale mnie nie jest z tym dobrze. Nie mogę z tym żyć.
— Przecież żyjesz z tym już dwadzieścia lat — zauważyła.
Popatrzył na nią poważnie.
— Tak, przymykałem na to oczy przez dwadzieścia lat — rzekł. — Teraz je otworzyłem.
— Czego chcesz ode mnie? — Jej głos nagle się zmienił. Nie było w nich już słychać uporu i determinacji. Brzmiał słabo i niemal prosząco.
— Już ci powiedziałem, czego.
— Nie mogę się z tego wycofać — odparła. — Nigdy mi na to nie pozwolą. Czy nie zdajesz sobie sprawy, co się teraz dzieje? Gdy sekretarz generalny jest umierający, a prezydium wstrząsają coraz to nowe czystki.
— Jedynym innym wyjściem jest mój rozwód z tobą.
— Rozwód? Po tylu latach?
— Nie mogę dłużej znosić tego, co robisz — rzekł. — Wiem, że próbujesz nie dopuścić, by Stoner wzleciał na spotkanie z tym statkiem. On jest moim przyjacielem, Mario. Jeśli mu zrobisz krzywdę, wejdziesz w konflikt ze mną.
Westchnęła ciężko.
— Wiesz co, Kir, zdaje mi się, że skończysz jako nauczyciel w jakimś syberyjskim łagrze.
Skinął w ciemności głową. Potem zerknął na migocące niebo za oknem i rzekł tak cicho, że ledwie sam usłyszał, co mówi:
— Jest jeszcze inna możliwość.
— Jaka?
— Poproszę Amerykanów o azyl.
Usłyszał, jak gwałtownie sapnęła.
— Zostałbyś na Zachodzie? Opuściłbyś Rosję na zawsze? Odwróciłbyś się tyłem do własnego narodu, własnego kraju?
— Nie chciałbym, aby do tego doszło, ale…
— Oni cię zabiją, Kiryle. — Głos Marii zabrzmiał metalicznie, jak szczęk zamka pistoletu automatycznego. — Sama bym cię zabiła, zanimbyś uskutecznił swój zamiar.
Gdy Stoner podniósł głowę znad swych wydruków i zdjęć, zobaczył, że za oknem jest już ciemno. Nie były to jednak ciemności zupełne, gdyż niebo rozbłyskiwało co chwila zimnym światłem zorzy.
Zerknął na zegarek, po czym odruchowo sięgnął po słuchawkę telefonu. Zlokalizowanie Jo za pomocą miejscowej centrali telefonicznej zajęło mu kilka minut, ale w końcu usłyszał w słuchawce jej głos.
— Halo.
— Tu Keith Stoner.
— Och, jak się masz, Keith.
Nagle poczuł się niezgrabnie, jak uczeń wywołany do tablicy.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Wędrowcy»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
